ŚLUB I WESELE: CO ZASKOCZYŁO BRIANA W POLSKIM WESELU?

4453 Wyświetleń 34 komentarze

Prawie rok temu dodałam wpis na temat tego, co zaskoczyło mnie w amerykańskim weselu (czytaj tutaj). Spotkał się on z dużym zainteresowaniem ze strony czytelników. Różnice kulturowe to jednak ciekawy temat! Postanowiłam kontynuować wątek, ale tym razem jednak, chciałam spojrzeć z nieco innej strony. Jak dobrze wiecie, mieliśmy przyjemność przeżyć dwa wesela, a drugie z nich odbyło się w Polsce (czytaj tutaj). Od początku podejrzewałam, że tym razem rzeczywistość może nieco zaskoczyć mojego amerykańskiego małżonka. Nie myliłam się 😉 Niejednokrotnie podczas naszego wesela widziałam jego zaskoczoną minę! Wczoraj poprosiłam go o spisanie swoich spostrzeżeń. Niniejszy post został napisany przez męża, ja go tylko przetłumaczyłam na język polski. Jeśli jesteście ciekawi, co Briana zaskoczyło w polskim weselu, to zapraszam do czytania 🙂

CUDOWNE PRZYJĘCIE MOICH RODZICÓW

Zacznę może od tego, co zbytnio nie zdziwiło mnie (bo w Polsce spędziłem już sporo czasu), ale zaskoczyło moich rodziców. W bardzo miły sposób! Byli wręcz onieśmieleni tym, jak ciepło i cudownie zostali przyjęci przez wszystkich uczestników przyjęcia 🙂 Gdy zdecydowali się uczestniczyć w naszym drugim weselu i przy okazji zwiedzić z nami rodzinne strony mojej żony, cały czas powtarzali, żebyśmy nie przejmowali się nimi podczas przyjęcia, tylko cieszyli się naszym dniem. Ponieważ nie mówią po polsku i nie znali wcześniej nikogo poza rodzicami Kasi, to spodziewali się, że spędzą czas na przyjęciu raczej we dwójkę. Tymczasem nie spędzili sami nawet pięciu minut 😉

Prawie każdy chciał spędzić z nimi trochę czasu, porozmawiać (sporo ludzi bardzo dobrze mówiło po angielsku) albo zatańczyć 🙂 Powiedzieli, że chyba nigdy nie czuli się tak ciepło i pozytywnie przyjęci jak wtedy. Dla mnie szczególnie super było zobaczyć ich tańczących z Dziadkami Kasi. Jej Dziadkowie mieli taką radość w oczach tańcząc na weselu swojej wnuczki. Generalnie to przyjęcie i zabawa w polskim gronie była dla moich rodziców najlepszym punktem europejskiej wycieczki i nadal nie mogą przestać o tym mówić 🙂

TŁUCZENIE SZKŁA

Wkroczyliśmy uroczyście na miejsce imprezy, wszyscy radośnie nas powitali i zaśpiewali tradycyjną polską piosenkę. Potem dostaliśmy kawałek chleba z solą, który mieliśmy zjeść. Kasia wcześniej opowiedziała mi o polskich tradycjach, więc nie byłem zaskoczony. A potem wszyscy zostali poczęstowani lampką szampana. My z Kasią dostaliśmy nawet takie fajne, związane białą wstążką kieliszki. Staliśmy sobie, piliśmy tego szampana, a goście zaczęli patrzeć na nas.. jakoś wyczekująco. Wtedy Kasi najwidoczniej przypomniało się o co chodzi, bo scenicznym szeptem poleciła.. bym rzucił kieliszkiem za swoje ramię! Każdy z obecnych gości na imprezie, nawet nie mówiący po angielsku, mógł domyślić się, że nie byłem zbyt przekonany do tego zadania, po tym jak zaskoczony krzyknąłem „Seriously?!”

Serio, to zabrzmiało dla mnie wtedy równie absurdalnie jak polecenie: „idź walnij swojego ojca w brzuch”. Zacząłem cicho argumentować, że jaki sens celowe tłuczenie zupełnie dobrych kieliszków. Kasia na to, śmiejąc się: „taka tradycja.. rzucaj”. No to ja znowu: „ktoś sobie nogę przetnie przez to szkło!”. Ona odpowiedziała, śmiejąc się coraz mocniej, że są przygotowani, żeby to zaraz sprzątnąć i żebym po prostu rzucił kieliszek za siebie. Całkiem zrezygnowany zapytałem: „A jak ktoś zaraz sobie rękę przetnie przy tym sprzątaniu szkła?”. Kasia już nic nie odpowiedziała, bo aż trzęsła się ze śmiechu, podobnie jak wszyscy obecni goście. W końcu przemogłem się i na raz-dwa-trzy rzuciłem ten kieliszek za siebie. Oczywiście oba rozbiły się na tysiąc drobnych kawałków. Ta tradycja mnie zupełnie nie przekonuje. To przecież niebezpieczne! A celowe rzucanie dobrymi kieliszkami to przecież zwykłe marnotrawstwo. Powinniście przestać to robić 😉

ŻYCZENIA I CAŁOWANIE SIĘ ZE WSZYSTKIMI!

Po uroczystym wejściu, toaście i celowym potłuczeniu zastawy, nadal staliśmy przed wejściem do restauracji. Kasia zapomniała napomknąć o tym wcześniej, ale najwyraźniej polska tradycja nakazuje na trochę czułości z gośćmi weselnymi jeszcze przed podaniem obiadu. Pierwsi goście podeszli do nas (z kwiatami!), złożyli dość długie serdeczne życzenia i nas wyściskali. Jak zobaczyłem powoli formującą się kolejkę dotarło do mnie, że to też jest ZWYCZAJ i że teraz musimy zrobić to z każdym gościem. Przyznam, że trochę spanikowałem! Zapomniałem też o tym całym całowaniu w dwa albo i trzy policzki. Parę razy po pierwszym cmoku nie zdążyłem odwrócić do końca głowy, by nadstawić ten drugi policzek i o mało co, nie doszło do pocałunku w usta! Obawiam się, że cześć naszych gości pomyślała, że jestem jakimś zboczeńcem…

Generalnie nie spodziewałem się, że KAŻDA JEDNA OSOBA będzie chciała nam złożyć takie osobiste życzenia, pogratulować i dać błogosławieństwo. To było generalnie bardzo miłe, ale trwało całe wieki i to… przed obiadem! Niektórzy nawet mówili osobno życzenia po polsku i po angielsku – co wydłużało całą czynność dwukrotnie. Nie zostało mi nic innego jak uśmiechać się serdecznie i powiedzieć każdemu to, co umiem po polsku – „jien cooya”.

JEDZENIE 

Pewnie każdy z Was już wcześniej był na polskim weselu, więc dla Was to normalka, ale – mój Boże, podajecie naprawdę niekończącą się ilość jedzenia. Spędziłem już dwa razy święta w Polsce, więc myślałem, że wiele mnie nie zaskoczy. A jednak. Kasia wcześniej wspominała, że próbowała przekonać rodziców, by zamówili nieco mniej jedzenia, ale zgodzili się skreślić tylko kilka rzeczy z listy. Nie chcieli, żeby ktokolwiek był głodny. No i nie mógł być, bo mniej więcej co 10 minut przynosili jedzenie. Najgorsze, że wszystko wygląda tak super, ale Ty nie jesteś w stanie wszystkiego spróbować, bo zwyczajnie jest tego tak dużo! Wcześniej mówiłem rodzicom, że będzie na bank dużo jedzenia i Kasia też wspominała o sporej ilości, ale chyba nie do końca mieli wyobrażenie polskiej wersji słowa „sporo” 😉

Nawet przy obiedzie Kasia im delikatnie zasugerowała, żeby „zostawili sobie trochę miejsca” na później. Próbowali, ale i tak po drugim czy trzecim posiłku już trzymali się za brzuchy, bo wszystko im smakowało, a nie mieli miejsca na więcej 😉 A tak naprawdę oni się jeszcze nie rozkręcili z podawaniem! W Stanach na weselu jest tylko obiad, którym lepiej najeść się do syta, bo potem czeka Cię już wyłącznie kawałek tortu. W Polsce jest za to prawdziwe jedzeniowe szaleństwo! Święta to przy tym pikuś. Tyle dobrze, że potem pakują resztę tej ogromnej ilości jedzenia do domu. Przynajmniej jedzenia się u Was nie marnuje, tak jak zastawy stołowej 😉

*

Na koniec może pokażę Wam coś, co może nie zaskoczyło mnie, ale czym ja chyba nieco zaskoczyłem naszą polską rodzinę i przyjaciół. Ponieważ Kasia chciała powiedzieć na przyjęciu parę słów do gości, ja też zadecydowałem, że też powiem coś po polsku. Ponieważ niewiele jest pełnych zdań, które znam w tym języku, wymyśliłem sobie po prostu, co powiem po angielsku, a Kasia pomogła mi przetłumaczyć to na język polski. O zapisanie tych zdań nawet jej nie pytałem, bo przeczytanie czegokolwiek po polsku jest dla mnie wciąż czarną magią. Zamiast tego poprosiłem, żeby powiedziała to głośno, a ja zapisałem sobie transkrypcję fonetyczną tego, co usłyszałam. Zarówno Kasia jak i nasi przyjaciele płakali ze śmiechu widząc moje notatki oraz powiedzieli, że trudno się domyślić, co „autor miał na myśli”. Ale może Wy zgadniecie, co powiedziałem po polsku? 

34 Komentarzy
  • Agnieszka 14 października 2017, 22:18 Odpowiedz

    Uwielbiam jak Brian pisze o Polsce!

    • kashienka 29 października 2017, 00:02

      Ja także 😀 Muszę go namówić, by robił to częściej 🙂

  • Karolina 14 października 2017, 22:30 Odpowiedz

    Aww chyba ostatnia część jest najbardziej urocza 🙂 ale rzeczywiście jedzenia u nas co nie miara na weselichach 🙂

    • kashienka 29 października 2017, 00:02

      Noo, miłe rzeczy powiedział, to fakt 🙂

  • Magda N 15 października 2017, 00:29 Odpowiedz

    Upłakalam się jak babcie kocham 🙈😂😂😂 kieliszki i i to przejęcie się mnie rozwaliło 😳😂😂

    • kashienka 29 października 2017, 00:03

      Przyleć do nas Kochana, to usłyszysz Briana w akcji na żywo 😀

  • Karolina 15 października 2017, 02:05 Odpowiedz

    A ja próbuję rozstrzygnąć co Brian napisał na karteczce, bo jak nic to co czytam przypomina mi to trochę norweski 😂😂😂

    • Agnieszka 15 października 2017, 07:16

      Ja bez problemu zrozumiałam co powiedział. Szczerze, to jest to bardzo czytelne wbrew pozorom:)

    • kashienka 29 października 2017, 00:04

      Karolina – hahaha, na pierwszy rzut to zupełnie „nie wygląda” na polski 😉

    • kashienka 29 października 2017, 00:05

      Agnieszka – ja już mam wprawę „w czytaniu” jego polskiego zapisu więc daję radę, ale dla osoby, która widzi coś takiego po raz pierwszy w życiu, to może być mały problem 🙂

  • Natalia 15 października 2017, 08:08 Odpowiedz

    Pierwsze zdanie to chyba „Dziękuję wszystkim za przybycie”

    • kashienka 29 października 2017, 00:07

      Bingo 🙂

  • Renata 15 października 2017, 09:03 Odpowiedz

    Dziękuję, że od początku traktujecie mnie i moją rodzinę jako część swojej rodziny – tak mniej więcej to odczytałam 😉 wpis super!

    • kashienka 29 października 2017, 00:07

      Brawo! 🙂 Cieszymy się, że wpis się spodobał!

  • Dagabout 15 października 2017, 10:24 Odpowiedz

    Dalej jest „dziękuję, że od początku traktujecie mnie i moją rodzinę, jako część swojej rodziny” 😉

    Świetny post!
    Ja i mąż mieszkamy na stałe w UK, na naszym weselu pojawiło się sporo naszych przyjaciół stąd, którzy są innych narodowości – owszem byli Brytyjczycy, ale także Kanadyjczycy, Amerykanie, Francuzi i Holendrzy, więc zderzenie kulturowe było ogromne 😉 U nas – oprócz ilości jedzenia, oczywiście – największą „sensację” wzbudziły oczepiny (zwłaszcza kradnięcie buta), wiejski stół oraz długość trwania wesela 😉 Ale wszyscy również wspominają to jako najlepsze wesele życia 😉

    Pozdrawiam serdecznie, http://www.dagabout.blogspot.com

    • kashienka 29 października 2017, 00:09

      Brawo! 🙂
      To u Was faktycznie mieliście pełną mieszkankę kulturową 🙂 U nas oczepin nie było, a wesele chyba do 1:30, więc w tym względzie aż takiej sensacji nie było! Ale fajnie, że u Was się tak świetnie ci obcokrajowcy bawili 🙂

  • Paulina G Lifestyle 15 października 2017, 11:05 Odpowiedz

    Przezabawne spojrzenie na nasze polskie wesela ! 😀 czytałam ten post przy śniadaniu i śmiałam się w głos sama do siebie 😀
    Super! 🙂
    Pozdrawiam Was !

    • kashienka 29 października 2017, 00:10

      Czyli widze, że Brian Ci poprawił humor do śniadania 😀 Dzięki Kochana, całusy dla Ciebie również :*

  • Natka! 15 października 2017, 20:34 Odpowiedz

    Oryginalny post <3
    Fajnie jest poczytać jak osoba innej narodowości postrzega nasze polskie wesele 😀
    Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    • kashienka 29 października 2017, 00:11

      Ja bardzo lubię patrzeć na różne polskie „normalności” oczami mojego męża 🙂 Okazuje się, że sporo rzeczy może nieźle zaskoczyć! 🙂

  • www.fashionable.com.pl 16 października 2017, 13:07 Odpowiedz

    Super post! :)) Mnie też przeraża całowanie ze wszystkimi 😀 pozdrowienia dla męża 🙂 <3

    • kashienka 29 października 2017, 00:12

      Hahaha, dobrze, że u nas tylko małe kameralne przyjęcie było, a nie wesele na 120 osób 😛
      Dziękujemy <3

  • Concordiaa 18 października 2017, 22:32 Odpowiedz

    Jedzenia faktycznie na Polskich weselach aż w nadmiarze i niestety bardzo wiele się go marnuje :/ Za to moja siostra była na weselu w Rumunii i tam serwowane były jedynie posiłki a na stołach stały owoce i soki w dzbankach. Tyle. O tzw. „zimnej płycie” mowy nie było… Wszyscy pojedzeni i marnowania żarcia brak. W Polsce nie mogli jej uwierzyć jak o tym opowiadała 🙂

    • kashienka 29 października 2017, 00:14

      Tutaj jest w zasadzie podaje się tylko obiad z ciepłych dań i potem jest tort. U nas w zeszłym roku tyle właśnie było jedzenia i chyba nikt głodny nie był, ale w Polsce to wiadomo musi być aż „przesyt” 😉

  • Karo 19 października 2017, 18:55 Odpowiedz

    Rewelacyjny post Kasiu- super, że napisałaś to od strony Briana – uwielbiam 🙂
    Rzadko komentuję tutaj wpisy , ale chętnie wpadam cos poczytać 🙂

    pozdrawiam

    • kashienka 29 października 2017, 00:14

      Brian sam napisał 😀 Ja tylko tłumaczyłam 🙂 Cieszę się, że lubisz tu zaglądać <3

  • Marta "Nefertari" 19 października 2017, 20:39 Odpowiedz

    Kapitalne! 😀
    Rozczuliły mnie notatki Twojego męża 😉

    Urocze to wszystko…

    Co do kieliszków – ma chłop rację ;D
    BTW – a jaka wróżba Wam wyszła? Bo je zbija się po to, żeby zobaczyć, czy zostanie cały kielich (dziewczynka), czy może jednak noga (chłopak) – po tym poznaje się niby płeć dziecka, które urodzi się jako pierwsze 😉

    BTW – kolejki gości… No fakt 😉 I te całusy z każdym… Z wujkami czy ciociami niekoniecznie miło 😛

    • kashienka 29 października 2017, 00:37

      Mnie też rozczuliło jak powiedział co ma zamiar powiedzieć :)))))))
      OMG! W życiu nie słyszałam o wróżbach z kieliszków 😀 Nie patrzeliśmy nawet, ale chyba „rozbiły się na tysiąc kawałków, bez żadnych całych elementów. I dlatego dzidzi nie ma, tylko jest Leo :))))))
      A co do całusów, to i tak Brian ma szczęście, że nasze przyjęcie było malutkie, tylko 35 osób, więc żadnych nielubianych wujków i ciotek nie było, tylko „sami swoi” 🙂

  • Projekt Housewife 20 października 2017, 09:51 Odpowiedz

    Super post 🙂 zupełnie inne spojrzenie na nasze polskie wesela. Mam rodzinę w Kanadzie i wiem, że wesele do 4-tej rano jest tam nie do pomyślenia, a o ilości jedzenia już nie wspomnę. Cudowne zdjęcia. Pozdrawiam i życzę dużo szczęścia 🙂

    • kashienka 29 października 2017, 00:33

      Tutaj zabawa do 22 i do domu ;P Więc jak powiedziałam Brianowi, że w PL czasem wesela do białego rana to był nieźle zaskoczony 😀 Nasze przyjęcie było na szczęście „tylko” do 1:30 🙂 Dziękujemy ślicznie za tak miłe słowa <3

  • Olgietta.com 22 października 2017, 11:12 Odpowiedz

    ale sie usmialam, zwlaszcza tym na koncu…. mozna by rzec, ze Brian i jego rodzice przeszli „polski chrzest” … jak wesele przezyli to juz ich raczej nic wiecej nie zaskoczy… .. no i ter marnotrastwo szkla! (ps dobrze ze do Grecji na impreze nie polecial… albo na typowe trzaskania porcelany dzien przed slubem.. ale to chyba tradycja bardziej na Slasku?)

    • kashienka 29 października 2017, 00:27

      No dokładnie – polskie wesele to prawdziwy chrzest :)))) Brian przeżył już polskie święta dwa razy, teraz wesele więc można powiedzieć, że weteran z niego ;))))
      Słyszałam o tym trzaskaniu porcelany – u mnie w regionie (chyba) tego nie ma. Zresztą u nas żadnych takich tradycji nie było, ani „bramek”, ani oczepin, ani nic zupełnie odjechanego 😉 Tylko te kieliszki nieszczęsne!

  • Asia 31 października 2017, 19:18 Odpowiedz

    super wpis 😉

    ciekawe co by powiedział twój mąż na temat słynnych polskich odgrywek ;D ( coraz mniej ale nadal modnych, przynajmniej w moich rejonach, w małopolsce), dwa tygodnie temu miałam kolejne wesele w rodzinie, tym razem mojej kuzynki ( a zarazem matki chrzestnej mojej jednej z córek) osób zaproszonych ponad 200 z dziećmi, przyszło ok 170, i niestety były odgrywki.. nie jestem fanką tej rozrywki, a mając dziecko na weselu to już w ogóle;P drużba nie dośc ze co chwile śpiewał to samo, to nie zawsze do rymu ;p a całe odgrywki trwały ponad 2,5h… i jeszcze zapłać za to ;P

    w Polsce modna jest zasada zastaw sie a postaw sie, każde wesele/ chrzciny i inne święta muszą być na bogato bo co inni powiedzą…. i z każdej imprezy zostaje mnóstwo jedzenia, przynajmniej ten plus ze dostaje się to później do domu ;p

    Słowa męża do rozczulające 😉

    dopiero niedawno Twój blog odkryłam, ale bardzo mi sie podoba 😉 będę częściej wpadać 😉
    ps. śliczna sukienka 😉 i w ogóle piękne zdjęcia 😉

    pozdrawiam 😉 buziaki :*

    • kashienka 14 listopada 2017, 00:28

      O kurde, przysięgam, że jak przeczytałam Twój komentarz to pierwsze co zrobiłam to spytałam wujka google co to są te ogrywki! Wyskoczył mi filmik na youtube – i masakra 😀 Ja pochodzę z Wielkopolski i nigdy nie słyszałam o tej tradycji, na szczęście 😛
      Taaa, a co do zasady o której mówisz to coś w tym jest. Musi być „na bogato” 😉 Dziękuję ślicznie za miłe słowa, mam nadzieję, że zajrzysz tutaj co jakiś czas 🙂

Skomentuj

Przepis wynik *