ROZMOWA Z URZĘDNIKIEM IMIGRACYJNYM
FORMALNOŚCI

PIERWSZE CHWILE W USA: ROZMOWA Z URZĘDNIKIEM IMIGRACYJNYM

Samolot zbliża się do lądowania, a Ty za chwilę po raz pierwszy wylądujesz na amerykańskiej ziemi. W paszport wkładasz wypełnioną podczas lotu deklarację celną (o ile lotnisko na którym lądujesz, nie zastąpiło jej wersją elektroniczną – więcej tutaj). Po wylądowaniu zabierasz bagaż podręczny z samolotu i kierujesz się do wyjścia. Dajesz znać osobie, która ma na Ciebie czekać na lotnisku, że tylko odbierzesz bagaż i zaraz się zobaczycie. Wtedy dopiero zauważasz ogromną kolejkę ludzi do okienek z napisem IMMIGRATION. Mina Ci rzednie, na myśl że czeka Cię jeszcze tyle czekania a następnie rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym. W dzisiejszym poście opowiem jak będą wyglądać Twoje pierwsze chwile w USA i czego można spodziewać się podczas tej rozmowy.

ROZMOWA Z URZĘDNIKIEM IMIGRACYJNYM

NAJPIERW JEST KOLEJKA. DŁUGA KOLEJKA.

Wysiadając na amerykańskim lotnisku z samolotu lecącego zza granicy i podążając “za tłumem” – prędzej czy później zobaczysz kolejkę do immigration. Będzie ona zapewne długa, bo kontrolę dokumentów muszą przejść wszyscy. Nie ma znaczenia czy są to obywatele USA, posiadacze zielonej karty, wizy czy podróżujący ze strefy ruchu wizowego – każdy musi się ustawić “w ogonku”. Kolejka jednak będzie podzielona i osobno ustawią się RESIDENTS, czyli mieszkańcy, a osobno VISITORS, czyli odwiedzający USA (podobny podział może też występować pod innymi nazwami, w zależności od lotniska).

Mimo, że na niektórych lotniskach zobaczysz nawet kilkanaście okienek, to nie łudź się, że “pójdzie szybko”. Najcześciej tylko kilka okienek jest czynnych, a ponieważ urzędnicy zamieniają z każdym choć kilka słów, cały proces zdaje się trwać wieczność. Dlatego nastaw się najlepiej od razu na około godzinę czekania. Jeśli myślisz, że to najgorsze co może być po długim i męczącym locie, pomyśl że ja ostatnio spędziłam ten użerając się z pewnym nadpobudliwym maltańczykiem, który bardzo nie chciał tam być. :>

UWAGA! W hali, w które odbywa się kontrola dokumentów, zabronione jest korzystanie z komórki. Jeśli już musicie wysłać ważnego smsa (jak na przykład musiałam napisać mężowi, że jak ten szczeniak na moich rękach się zaraz nie uspokoi, to opchnę go pierwszemu chętnemu za paczkę fajek) to zróbcie to w miarę dyskretnie. Wokół kolejki zwykle krążą pracownicy-służbiści, którzy sprawdzają czy nikt czasem nie nagrywa albo nie cyka sobie selfie.

ROZMOWA Z URZĘDNIKIEM IMIGRACYJNYM

źródło obrazka: wikipedia.org

PO DRODZE MOŻESZ SPOTKAĆ BANKOMAT

Gdy już odstoisz trochę w kolejce, ale urzędnik imigracyjny nadal będzie tylko niewyraźną plamą na horyzoncie, możliwe że na swojej drodze spotkasz urządzenie przypominające bankomat. Część lotnisk się modernizuje i wprowadza udogodnienia, którą mają na celu usprawnienie całego procesu. W takim automacie zostaniesz poproszony o zeskanowanie paszportu z wizą oraz odpowiedź na kilka pytań. Zwykle też automat zeskanuje Twoje odciski palców i zrobi Ci zdjęcie. Na koniec zaś wydrukuje karteczkę, z którą wrócisz do dalszego kolejkowania w oczekiwaniu na rozmowę z urzędnikiem 😉

Jeśli napotkasz na problem w obsłudze maszyny, to nie martw się – zwykle stoi tam kilku pracowników gotowych do pomocy. Mniej więcej połowa podróżujących jeszcze nie do końca ogarnia ten nowy system więc obsługa nadzoruje korzystanie z automatów i pomaga, co oczywiście nie przyspiesza całego procesu.. Dlatego też niezależnie od tego, na jak nowoczesnym lotnisku wylądujesz, w kolejce spędzisz mniej więcej tyle samo czasu 😉

ROZMOWA Z URZĘDNIKIEM IMIGRACYJNYM

źródło obrazka: wikipedia.org

I W KOŃCU – ROZMOWA Z URZĘDNIKIEM IMIGRACYJNYM

Kiedy już zaczniesz tracić nadzieję i obawiać się spędzenia w tej kolejce całego pobytu, zobaczysz przed sobą urzędnika imigracyjnego. Poprosi Cię on o paszport z wbitą wizą, karteczkę z automatu (o ile lotnisko miało takie udogodnienie) oraz deklarację celną (o ile dostałeś/aś ją w samolocie – więcej tutaj). Następnie prawdopobnie przyjrzy się badawczo Twojemu zdjęciu w paszporcie i Twojej twarzy. Na szczęście po kilkunastu godzinach lotu wygląda się równie korzystnie jak na zdjęciu en face bez uśmiechu! Jeśli wcześniej automat nie zrobił Ci zdjęcia, ani nie pobrał odcisków palców, zrobi to właśnie ten urzędnik w okienku.

Jeśli chodzi o rozmowę, to dużo zależy od danej osoby. Jeden urzędnik będzie służbistą i oschle rzuci 2-3 pytania, inny zażartuje czy nawet powie coś miłego (na przykład pochwali słodkiego pieska, który właśnie się z Tobą szamocze i drze japę na pół lotniska).

Jakich pytań można się spodziewać? Na przykład: jaki jest Twój cel przyjazdu do USA? Ile będzie trwać Twój pobyt? Gdzie się zatrzymasz i co masz zamiar zwiedzić, jeśli przylatujesz turystycznie? Ile masz przy sobie gotówki? Gdy krótka rozmowa przebiegnie w porządku, urzędnik wbije Ci w paszport pieczątkę i powie: Welcome to the United States! 

UWAGA! Ta rozmowa odbywa się w języku angielskim. Jeśli więc nie znasz tego języka nawet w stopniu komunikatywnym, przygotuj sobie wcześniej karteczkę. Korzystając z pomocy, napisz na kartce, że nie mówisz po angielsku i podaj parę informacji dotyczącej Twojej podróży. Napisz jaki jest cel Twojego pobytu, do kiedy zostajesz w USA, gdzie się zatrzymujesz i tak dalej. W większości przypadków, takie coś wystarczy. Jeśli zaś będą mieli jakieś wątpliwości, będą musieli zorganizować tłumacza 😉

*

Uff, dobrnąłeś aż do tego momentu? Teraz jeszcze tylko przejście obok celnika i już możesz biec po swoje walizki 😉 Urzędnikowi celnemu zwykle podajesz tylko swoją deklarację celną (urzędnik imigracyjny odda Ci ją razem z paszportem) i przechodzisz dalej. Chyba, że wbrew ostrzeżeniom (tutaj) zapakowałeś/aś jednak te kabanosy. Wtedy i tutaj czeka Cię mały przystanek ;- )

You Might Also Like

10 komentarzy

  • Reply
    Agnieszka
    8 listopada 2018 at 09:45

    Stanie w kolejce na lotniskach to koszmar… Ja przechodziłam przez to w Stambule (tam też musiałam dostać pieczątkę z wizą – w styczniu czeka mnie to ponownie), w Egipcie, ale najgorzej wspominam przejścia graniczne w Izraelu i Jordanii, choć teraz nie pamiętam, w którym z tych krajów to było, ale celnik wywalił całą zawartość mojej 20 kg walizki w okropnym skwarze jaki panował wtedy w budynku i wśród tych wszystkich turystów, bo miałam w niej nieprzepisowa butelkę wody… Pamiętam też przejście graniczne z Ukrainy do Polski, gdy siedzieliśmy w autobusie 2 godziny a celnik wyrywkowo sprawdzał torby, a cały autobus modlił się w duchu, aby nie sprawdzili torebki 80 letniej niewinnie wygladajacej Pani na pierwszym siedzeniu, która wiozla ze sobą w damskiej torebce 10 razy więcej niż można paczek papierosów i stanowczo za dużo wódki 😁😁😁

    • Reply
      kashienka
      10 listopada 2018 at 00:47

      No to niezłe masz historie z kolejek na przejściach granicznych! Najbardziej mnie rozbawiła ta staruszka przewożąca papierosy i wódkę z Ukrainy 😀

  • Reply
    Ania
    9 listopada 2018 at 01:34

    Hahahaha! Rewelacyjny tekst! Niestety bardzo prawdziwy…. Czekanie w tej dlugasnej kolejce po kilkunastu godzinach w podrozy…tragedia. Do tego, obojetnie na ktorym lotnisku w USA loduje, zawsze polowe okienek jest nieczynnych. Moj rekord jak na razie to dwie godziny na lotnisku w Chicago.

    • Reply
      kashienka
      10 listopada 2018 at 00:45

      Dwie godziny to masakra jakaś! Mało, że człowiek zmęczony po tylu godzinach w samolocie, marzy tylko o prysznicu, to jeszcze taka kolejka i czekanie 🙁

  • Reply
    Marta
    9 listopada 2018 at 17:39

    No to ja mialam jakies szczescie wyjatkowe- ostatnie dwia przyloty- jeden przez Washington i drugi przez New York- przeszly blyskawicznie. Mieli juz duzo automatow, wystarczajaco sie wydawalo dla Residents, wiec kolejka nie utknela nawet na moment tylko caly czas sprawnie plynela i mimo tlumu ludzi przeszlam przez wszystko w mniej niz pol godziny. Boje sie jednak ze kolejka Visitors dalej idzie powoli bo oni chyba musieli ciagle isc rozmawiac z urzednikiem twarza w twarz.

    • Reply
      kashienka
      10 listopada 2018 at 00:54

      Szcześciara! U mnie nigdy nie było poniżej godziny czekania… Czy jechałam z wizą w paszporcie, czy z zieloną kartą – zawsze musiałam odstać swoje 😉

  • Reply
    Marta
    10 listopada 2018 at 17:45

    Trochę mnie zmartwiłaś tym tekstem. Lecę w grudniu po raz pierwszy i mam przesiadkę w Nowym Jorku, myślisz że 3 godziny wystarczą? 😉

    • Reply
      kashienka
      12 listopada 2018 at 17:15

      Myślę, że 3h spokojnie 🙂

  • Reply
    Ewelina
    11 listopada 2018 at 14:53

    Ja miałam to szczęście, że w ogonku stałam niecałe 10 minut. Byłam na lotnisku w NYC z dwojgiem współpracowników i udało nam się być załatwionym przez tego samego miłego pana urzędnika 🙂 Najdłużej maglował moją managerkę o powód przyjazdu. Ja de facto stałam najdłużej przy nim, ale tylko dlatego że pomagał on swojemu koledze w tłumaczeniu na hiszpański. Jedyne pytania, które mi zadał czy to pierwszy raz w Stanach i czy na prawdę nie ma lepszego miejsca niż Kansas City na ten pierwszy raz (to był mój punkt docelowy) – oczywiście śmiejąc się przy tym. Obiecałam, że wrócę na pewno tym razem pozwiedzać trochę inne miejsca, w tym NYC. Ogólnie bardzo miła krótka wymiana zdań. Najszybciej był “załatwiony” ostatni kolega – pan urzędnik zobaczył, że to trzecia osoba z Polski do KC i po prostu go puścił (wcześniej robiąc zdjęcie i biorąc odciski palców). Ogólnie, nic strasznego taka rozmowa 🙂

    • Reply
      kashienka
      13 listopada 2018 at 02:06

      Wow, 10 min?! Toż to rekord, czyżbyś przyleciała prywatnym samolotem? :))))
      Dobrze, że udało się Wam tak szybko to załatwić – u mnie zawsze to wszystko trwało zdecydowanie dłużej.

    Leave a Reply