ZIELONA KARTA – APLIKACJA PO ŚLUBIE Z OBYWATELEM USA

3052 Wyświetleń 36 komentarzy

Dzisiejszy „odcinek” cyklu Formalności dotyczyć będzie pewnego dokumentu, który jest obiektem pożądania wielu osób imigrujących do Stanów. Mowa oczywiście o zielonej karcie. Jak pewnie wiecie już z Instagrama, ja swoją otrzymałam dzień przed świętami i był to zdecydowanie najlepszy prezent pod choinkę jaki mogłam sobie wymarzyć! Cóż, trochę nerwów już straciłam (za to zyskałam siwych włosów!) przez wizyty w ambasadzie i szczerze cieszę się, że nie będę musiała już stresować przed kolejnymi rozmowami i uzależniać swoje plany od „widzimisię” konsula.

Zacznę może od tego, że wielokrotnie mówiąc, że po ślubie zaczęłam starania o zieloną kartę, słyszałam zarówno od Polaków jak i Amerykanów „Jak to? To po ślubie nie dostajesz AUTOMATYCZNIE obywatelstwa?„. Zawsze mam wtedy ochotę odpowiedzieć „Tak, jasne, a Obama właśnie wybiera się do mnie osobiście by dostarczyć mi w zębach amerykański paszport” 😉 Potem jednak zwykle szybko się reflektuję, że ktoś, kto w życiu nie interesował się tym temat ma pełne prawo nie wiedzieć jak wygląda ta procedura. Sama zresztą nie orientowałam się w tym wszystkim tak dokładnie, zanim ten problem nie zaczął dotyczyć mnie bezpośrednio. Wyjaśnię więc wszystko od początku i po kolei – niektórzy z Was zapewne doskonale orientują się w temacie, ale może znajdą się i takie osoby, które nie miały o tym wcześniej pojęcia i z tego postu dowiedzą się czegoś nowego. Zaznaczę jeszcze, że bazuję na swoim własnym doświadczeniu (małżeństwo zawarte na wizie K1) i przepisach obowiązujących w stanie Georgia.

Zacznę od tego, że po zawarciu związku małżeńskiego z obywatelem/obywatelką Stanów Zjednoczonych nie dostaje się obywatelstwa ani nawet zielonej karty z automatu. Owszem, związek małżeński z Amerykaninem/Amerykanką jest podstawą do starania się o zieloną kartę, ale niestety nic nie dzieje się tak po prostu i po wzięciu ślubu czeka nas kolejna góra papierologii do przebrnięcia. Gdybym więc wzięła ślub i dalej nie robiła nic, w sensie nie składała żadnych papierów do Urzędu Spraw Imigracyjnych to w tym momencie byłabym nielegalną imigrantką. Moja wiza narzeczeńska (o której pisałam Wam tutaj i tutaj) wygasła bowiem po 90 dniach od wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych.

Dokumenty aplikującą o zmianę statusu (adjustment of status) można wysłać praktycznie zaraz po zawarciu związku małżeńskiego, w momencie gdy dostanie się akt małżeństwa (marriage certificate). W naszym wypadku dokumenty z pewnych przyczyn złożyliśmy nieco później – ale nie miało to wielkiego znaczenia, ponieważ ślub wzięliśmy w wyznaczonym terminie 90 dni (jeśli chcecie trochę o tym poczytać to zapraszam tutaj). Można wszystko skompletować i wysłać samodzielnie, można też skorzystać z pomocy adwokata. Mam wiele znajomych, którzy wszystko ogarnęły samodzielnie bez większego problemu, jednak my za namową mojego małżonka poprosiliśmy naszą panią adwokat by poprowadziła naszą sprawę do końca i zajęła się też wysłaniem dokumentów o zmianę statusu. Różnica była taka, że nasze dokumenty złożone były opatrzone pieczątkami kancelarii i niektóre dokumenty przychodziły na oba adresy (mój i kancelarii), a ten najważniejszy (zielona karta) został wysłany na adres kancelarii.

Okazało się, że przed złożeniem papierów niezbędna jest wizyta lekarska. Trochę byłam zdziwiona, że muszę to przechodzić jeszcze raz, ponieważ miałam wizytę u lekarza wyznaczonego przez ambasadę w Warszawie, gdy starałam się wizę K1 (tutaj opis) – a jej wyniki miały być ważne przez kolejne sześć miesięcy. Jednakże teczkę z tamtymi wynikami odebrano ode mnie na lotnisku i w sumie okazało się, że nikt nie wie, w jakich archiwach się ona znajduje i muszę po prostu iść do lekarza jeszcze raz. Na szczęście miałam ze sobą kopię karty szczepień (wypisaną przez lekarza z ambasady w języku angielskim) i nie kazano mi przyjmować mi kolejnych szczepionek (w Warszawie musiałam przyjąć dwie i wcale nie byłam tym faktem zachwycona!). Moje RTG płuc na płycie CD, które miałam ze sobą jednak nic nie dało i miałam robioną próbę tuberkulinową oraz oczywiście po raz kolejny pobraną krew w celu wykluczenia chorób wenerycznych. Za wizytę zapłaciłam $150 (po tym jak powiedziałam, że jestem z polecenia kancelarii) ale z tego co wiem, koszt jest różny w różnych miejscach.

Nasza lista dokumentów, które wysłaliśmy do USCIS wyglądała tak (angielskie nazwy podaję w nawiasach):

  1. Oświadczenie Briana jako sponsora (I-864EZ Affidavit of Support for Petitioner)
  2. Zeznanie podatkowe Briana za rok 2015 (Copy of 2015 Taxes for Petitioner)
  3. Zeznanie podatkowe Briana za rok 2014 (Copy of 2014 Taxes for Petitioner)
  4. Zeznanie podatkowe Briana za rok 2013 (Copy of 2013 Taxes for Petitioner)
  5. Zaświadczenie z miejsca pracy Briana (Letter of Employment for Petitioner)
  6. Moja informacja biograficzna – formularz G-325 (G-325 A Biographic Information for Applicant)
  7. Zatwierdzenia petycji narzeczeńskiej I-129F (I-129F Approval Notice)
  8. Moja kopia paszportu, wizy K-1 oraz ostatni formularz I-94 (Copy of Passport, K-1 Visa, and most recent I-94 Form for Applicant)
  9. Kopie dokumentów potwierdzających mój wcześniejszy pobyt w USA – wiza J1 i formularz DS2019 (Copies of Prior Status Documents in the United States – J1 visa and DS 2019 certificate of eligibility for J1 status)
  10. Kopia mojego aktu urodzenia plus jego tłumaczenie przysięgłe (Copy of Birth Certificate for Applicant – certified English translation included)
  11. Kopia naszego aktu małżestwa (Copy of Marriage Certificate)
  12. Informacja biograficzna Briana – formularz G-325  (G-325 A Biographic Information for Petitioner)
  13. Kopia aktu urodzenia Briana (Copy of U.S. Birth Certificate for Petitioner)
  14. Kopia paszportu Briana  (Copy of U.S. Passport for Petitioner)
  15. Wyniki badania mojego lekarskiego (Medical Exam for Applicant)

Jeśli chodzi o opłaty to wszystkie nasze papiery były wypełnione przez kancelarię, więc sama nie widziałam tych sum, ale z tego co pamiętam należy uiścić opłatę aplikacyjne, opłaty za odciski palców oraz jeszcze jedną kwotę i razem wychodzi to około $1500.

UWAGA! Ta lista może różnić się, gdy dokumenty składacie w innym stanie oraz gdy historia Waszych pobytów w USA była inna. Ja wjechałam do Stanów na wizie narzeczeńskiej i zostałam już raz „przeegzaminowana” w ambasadzie, gdy ktoś zawiera związek małżeński na wizie turystycznej sprawa może wyglądać inaczej. 

Okay, dokumenty wysłane i … co dalej? Dalej należy uzbroić się w cierpliwość. Ogromne pokłady cierpliwości. Dalej proces toczy się swoim tempem, w zależności od stanu, liczby oczekujących podań oraz innych czynników. U mnie przewidywany czas oczekiwania wynosił około sześć miesięcy i faktycznie w moim przypadku zmieścili się w czasie. Zanim jednak ujrzałam dokument USCIS zdążył mi wysłać… kilkanaście listów. Jeśli chodzi o ekologię, to tutaj w USA mają ochronę środowiska w głębokim poważaniu. Raz była to tylko wiadomość, że proces starania się o zieloną kartę został rozpoczęty, czasem po prostu papier, z którego nie wynikało kompletnie nic (przynajmniej dla laika) i nie pozostawało mi nic innego jak dołączyć go do stosu papierów w teczce, raz powiadomienie, że pozwolenie o pracę zostało wysłane (osobno dostałam list, że pozwolenie zostało wystawiono, samo pozwolenie przyszło w innym liście). Jakiś niecały miesiąc po złożeniu wniosku dostałam wezwanie na odciski palców, po nieco ponad 90 dniach – pozwolenie na pracę a samą zieloną kartę pięciu miesiącach.

Nie wiem, czy wszyscy o tym wiecie, ale podczas tego procesu nie mogłam za bardzo ruszyć się ze Stanów. To znaczy myślę, że z wyjazdem nie miałabym najmniejszych problemów, gorzej byłoby z powrotem 😉 Nie lubię takich sytuacji, gdy wiem, że cokolwiek nie działoby się w tym czasie w PL, ja nie mogę się stąd ruszyć – ale w tej sytuacji trzeba było zacisnąć zęby i po prostu to przeczekać. Zresztą doskonale wiedziałam, że póki nie otrzymam nowych dokumentów to tak sytuacja będzie wyglądać i byłam na nią przygotowana. Zdecydowanie gorszą sprawą był dla mnie fakt, że podczas oczekiwania… pozbawiono mnie prawa jazdy! Przy po półrocznej nieobecności przyleciałam w marcu do USA oczywiście od razu skierowałam się do DMV (Department of Motor Vehicle) po nowe prawo jazdy. Wydano mi je oczywiście wyłącznie na czas ważności wizy narzeczeńskiej tj. do 19 czerwca 2016 – czego się w zasadzie spodziewałam. Jednak w momencie, gdy wróciłam 22 czerwca do DMV mając ze sobą akt małżeństwa i usłyszałam, że póki nie dostarczę dokumentu takiego i takiego (na który miałam czekać około 90 dni) to nie mam co liczyć na prawo jazdy to powiem szczerze, mocno się wkurzyłam. Raz, że już niejednokrotnie powtarzałam, że bez samochodu to tutaj jak bez ręki a jazda bez prawa jazdy jest dużym ryzykiem, a dwa, że prawo jazdy w USA stanowi także mój dowód osobisty, na podstawie którego mogę np. podróżować w obrębie kraju. Podróże samolotem musiałam na ten czas zwyczajnie odpuścić, bo nie miałam ważnego dokumentu (prawo jazdy było nieważne, a paszport miał jak byk wbitą ważność do 19 czerwca na wizie narzeczeńskiej). Gdybym była zmuszona gdzieś lecieć, to pewnie starałabym się kombinować, pokazując, że petycja o zmianę statusu jest w trakcie realizacji, miałabym ze sobą akt małżeństwa itp, ale ponieważ nie miałam takiej konieczności, to po prostu przez ten czas podróżowaliśmy wyłącznie samochodem.

Napisałam jak wyglądała nasza lista wysłanych dokumentów oraz jak przebiega czas oczekiwania na papiery. Teraz muszę wspomnieć o bardzo istotnym elemencie, który w naszym przypadku został ominięty. Zazwyczaj po upływie około 5 miesięcy od złożenia papierów dostaje się wezwanie na rozmowę do urzędu imigracyjnego. Jak myślę o tym, to od razu przewijają mi się sceny z filmów i pytania w stylu po której stronie łóżka śpi Twój mąż i jaki jest jego kolor szczoteczki do zębów 😉 Jednak tego co wiem, ta rozmowa wcale tak nie wygląda jak w filmach, zwłaszcza, gdy urzędnik nie ma podstaw by sądzić, że małżeństwo jest zawarte wyłącznie dla papierów. Zwykle pokazuje się np. ślubne zdjęcia, zdjęcia z podróży, wspólne konto bankowe czy umowę najmu/własności – czyli potwierdzenie, że para faktycznie prowadzi wspólne życie. My „dowodów” mieliśmy całe mnóstwo jeszcze z aplikowania o wizę narzeczeńską, więc nie stresowałam się tą kwestią jakoś super mocno. Jednak oboje byliśmy bardzo zdziwieni, gdy nasza pani adwokat napisała do nas z gratulacjami, że zielona karta została właśnie przyznana. Tak bez rozmowy w USCIS?! Okazało się, że w naszym wypadku USCIS postanowiło nie wzywać nas nas na rozmowę i przyznać papiery na podstawie dokumentów, które złożyliśmy w aplikacji 🙂 Widocznie urząd imigracyjny na odległość wyczuł, że u nas to prawdziwa miłość, a nie jakieś małżeństwo dla papierów 😀

Oczywiście, zielona karta, która została mi przyznana jest tymczasowa, na okres dwóch lat. Po tym czasie (i rozmowie w USCIS) mogę ubiegać się o normalną zieloną kartę, na dziesięć lat. Natomiast po roku o otrzymania karty dziesięcioletniej (czyli po trzech latach od otrzymania pierwszej zielonej karty) mam prawo ubiegać się o przyznanie mi obywatelstwa. Szczerze mówiąc w tej chwili zupełnie o tym nie myślę i nie zawracam sobie tym głowy – na razie cieszę się, że pewien etap papierologii jest za nami a ja jestem tutaj w pełni legalnie, mogę prowadzić samochód, wyjechać z kraju kiedy chcę i wrócić do niego bez problemów.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania związane z zieloną kartą to pytajcie w komentarzach – postaram się na wszystko odpowiedzieć i podzielić się z Wami moim doświadczeniem.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

36 Komentarzy
  • Dorota 23 stycznia 2017, 22:06 Odpowiedz

    Gratuluję 🙂 pamiętam moja radość jak byłam w takiej sytuacji jak Ty teraz. Co prawda my skladalismy dokumenty z Polski i w Polsce czekaliśmy na wizę (bo wcześniej nie mialam) i na zielona kartę. Przez to Masz proces trwał dwa razy dłużej niż Twój i szczerze mówiąc gdybym miała teraz jeszcze raz przez to przechodzić to wolałabym żeby mój mąż był w USA i stamtąd wszystko skladal bo wiem ze poszloby o wiele szybciej. I jednak też byśmy oddali sprawę do prawnika bo jednak ciężko było samemu to robić. Na szczęście w moim wypadku wszystkim zajął się mój mąż a ja tylko składałam podpisy 🙂 My też jesteśmy na etapie przedłużania zielonej karty. Tez miałam pierwsza na 2 lata. W czerwcu złożyliśmy petycje. 13 lipca mialam kolejne odciski palców i od tego czasu cisza. Co prawda dostałam list ze ten proces może potrwać rok ale mimo wszystko stres jeszcze jest. Tym bardziej ze chciałabym pojechać do polski latem a jak nowa zielona karta nie dojdzie to będzie ciężko :/ pozdrawiam

    • Kasia 24 stycznia 2017, 07:05

      U mnie to samo dokumenty o przedluzenie zlozylam w marcu 2016 i nadal czekam , ja lece do Polski teraz 01 lutego na tym przedluzajacym o rok liscie, przeciez wyraznie jest tam napisane, ze upowaznia on rowniez do podrozowania. Pozdrawiam.

    • Dorota 25 stycznia 2017, 00:29

      @Kasia
      To daj znać jak coś czy przeszlo ci bez problemu na tym liście. Pozdrawiam możesz mnie znaleźć na fb Dorota Wlodarczyk albo napisać na email dorotarycharska@gmail.com

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:31

      Dziękuję bardzo! 🙂 My też z wiedzą jaką posiadamy w tej chwili wieeele rzeczy załatwilibyśmy inaczej 😉 Ja jeszcze nie myślę zupełnie o przedłużaniu – na razie cieszę się, że pierwszy etap jest za mną. A co podróżowania to dobrze, że jest tak, jak pisze Kasia. To byłby absurd gdyby przez ten czas nie można było podróżować zagranicę..

  • Aleksandra 23 stycznia 2017, 22:21 Odpowiedz

    Cześć! Jestem Twoją obserwatorką już od dłuższego czasu i bardzo lubię czytać bloga,instagram i oczywiście oglądać snapki 🙂 (swoją drogą ostatnio ich mało i troszkę mi przykro 🙁 ) Z czystej ciekawości (nie ma tu żadnej złośliwości ani nic z tych rzeczy,po prostu się zastanawiałam przy okazji mowy o pozwoleniu o pracy) chciałam zapytać jaka byłaby Twoja wymarzona praca w Stanach? 🙂

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:34

      Miło mi, że chętnie mnie obserwujesz i czytasz bloga 🙂 Co do Snapków to różnie to z nimi bywa – czasem mam taki nastrój, że mogłabym snapować co 10 min, a czasem przez cały dzień nie mam ochoty używać tej apki 😉
      Oczywiście nie traktuję tego jako złośliwość 🙂 Co do pracy to muszę przyznać, że w ostatnich miesiącach przez moją głowę przewinęło się wieeele pomysłów na pracę, ale ostatnio coraz bardziej skłaniam się za spróbowaniem swoich sił w public relations lub social media marketing 🙂

  • kama 23 stycznia 2017, 22:59 Odpowiedz

    To jak Ty jeździłaś tyle czasu bez prawka? Masakra jakaś!

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:35

      Bardzo ostrożnie 😉

  • Paulina 23 stycznia 2017, 23:19 Odpowiedz

    Ciekawa jestem jak taki proces roznilby sie (i czy w ogole) w moim przypadku kiedy juz jestem w Stanach i nie biore slubie przez wize narzeczenska. Jestem juz tutaj ponad 4 lata (legalnie oczywiscie), wiec samej mniej ciekawi jakby to bylo. Jednak slubu zadnego jeszcze nie widze na horyzoncie… haha!
    Dzieki Kasiu ze te szczegoly! Jak dla mnie zawsze dobrze wiedziec jak to w innych przypadku sie odbywalo.

    Pozdrawiam z Kalifornii!

    Paulina
    http://www.shenska.com

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:37

      Myślę, że i na Ciebie przyjdzie pora – podejrzewam, że nawet się nie obejrzysz, a będziesz już mieć pierścionek na palcu i planować ślub 🙂 Myślę, że proces przebiegał by dość podobnie, choć pewnie nie odpuścili by Wam spotkania w urzędzie imigracyjnym. Ale w sumie, kto wie? 🙂

  • Elżbieta 24 stycznia 2017, 04:21 Odpowiedz

    Ja miałam bardziej komfortową sytuację, ponieważ moja córka jest już obywatelką amerykańską. Proces przyznawania karty był podobny, z tą różnicą że moja karta została wystawiona na 10 lat. Podobne jak Twój mąż papiery musiał zgromadzić mój zięć, który jest moim sponsorem. Ja również przeszłam badania lekarskie, odciski ale to poszło sprawnie. Koszt całościowy zamknął się w ok 1600 dolarów a cała procedura trwała dokładnie 9 miesięcy. Jeszcze odzywali się do zięcia o uzupełnienie jakichś dokumentów a potem już córka tylko w internecie sprawdzała status. Mnie również nie chcieli przepytywać, tylko gotową kartę przysłali do domu. My również mieszkamy w Georgii

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:38

      Ciekawa sprawa – w sumie wcześniej nie słyszałam o takim przypadku 🙂 Cieszę się, że udało Ci się wszystko załatwić bez stresu!

  • Magda 24 stycznia 2017, 18:16 Odpowiedz

    Niestety z prawem jazdy może się wiązać jeszcze jedna uciążliwość – w niektórych stanach gdy jesteś na 2 letniej zielonej karcie prawko jest wydawane tylko do jej daty ważności. I nie zawsze pokazanie dokumentu, że jest się tu legalnie i że czeka się na kolejną kartę (10-letnią) działa :/
    Czytałam w necie, że trzeba się przejść do najbliższego urzędu imigracyjnego i poprosić wtedy o bodajże pieczątkę w paszporcie i jakieś dodatkowe zaświadczenie, a i to nie zawsze działa… Moja conditional green card kończy się za kilka tygodni i jeśli przyjdzie mi czekać na kolejną kartę rok (tak jak piszą dziewczyny tu w komentarzach) to chyba z męża zrobię szofera, żeby woził mnie do pracy, no masakra.

    • Kasia 24 stycznia 2017, 21:09

      Mi normalnie przedluzyli prawo jazdy bez zadnych problemow, mieszkam tez w GA, trzeba po prostu przyniesc zielona karte, ten list przedluzajacy i kilka dokumentow potwierdzajacych adres.

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:40

      Jak mam wybrać się do DMV to zawsze jestem ciężko chora, bo oni za każdy razem podają mi sprzeczne informacje! Nie wyobrażam sobie, żeby robili mi jeszcze problemy z prawem jazdy za dwa lata…

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:41

      Dzięki za info Kasiu, na pewno przyda mi się na przyszłość 🙂

  • Olga 25 stycznia 2017, 13:34 Odpowiedz

    Całkiem spora inwestycja, nie wiedziałam, że to aż taki koszt. Całe szczęście, że „operacja” zakończyła się sukcesem, gratulacje!

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:42

      Proces kosztowny i bardzo upierdliwy! Ale dobrze, że to już za mną 🙂 Dziękuję!

  • Rafał 9 lutego 2017, 16:54 Odpowiedz

    Napiszesz na co musiałaś szczepić się przed wyjazdem do USA? Czy szczepienia są obowiązkowe również przy wizie turystycznej ?

    • kashienka 16 lutego 2017, 01:45

      Ja miałam dwie szczepionki kojarzone – jedna na choroby zakaźne typu odra i różyczka (mimo, że miałam w dzieciństwie podane takie szczepionki), druga na tężec i coś jeszcze. Przy wizie turystycznej na szczęście nie trzeba się szczepić w ogóle 🙂

  • Agnieszka 13 lutego 2017, 18:09 Odpowiedz

    Sytuację „jak z filmu” przeżyła córka moich sąsiadów mieszkająca w Bostonie ze swoim mężem (zresztą też Kasia). Tylko ich urzędniczka pytała „jaką pastę do zębów używa Pani mąż” 😉 a odpowiedź Kasi „taką jaką mu kupię” rozbroiła urzędniczkę, co ciekawe James na pytanie „jaką pastę kupuje Panu żona” odpowiedział „nie wiem, pewnie taką jaka akurat będzie na promocji” 😀 po takich odpowiedziach dali im na szczęście spokój 🙂

    • kashienka 16 lutego 2017, 01:46

      Przyznam, że kopara mi opadła! Myślałam, że takie rzeczy to faktycznie tylko w filmach… Ale świetnie wybrnęli z sytuacji! :))))))))

  • Aleksandra 28 kwietnia 2017, 12:55 Odpowiedz

    Po przeczytaniu tego oczywiście cukierkowo jak zawsze, ale jak miałaś prawnika powinien Ci powiedzieć ze jest coś takiego jak travel dokument, który pozwala Ci przed zielona karta latać do np. Pl
    Jest to bezpłatna forma do formularza 485
    A z tego co widziałam w necie chyba już w maju 2015 interesowałas się wyjściem za maż dla zielonej 😍

    • kashienka 2 czerwca 2017, 19:05

      Oczywiście prawniczka o tym powiedziała, ale ten dokument dostałam niecały miesiąc przed zieloną kartą więc wiele to nie zmieniło.
      Chyba źle szukasz na tym necie 😉 Bo pierwszy raz rozmawialiśmy na temat ewentualnego ślubu już w lutym 2015 z naszym pierwszym prawnikiem imigracyjnym 🙂 Pozdrawiam i życzę mniej zgryźliwości!

  • Ana 26 maja 2017, 01:18 Odpowiedz

    Hej. A jeśli jestem na wizie studenckiej i weźmiemy ślub to w dokumentacji również mąż składa potwierdzenie sponsorowania. Utrzymania. Tak?

    • kashienka 2 czerwca 2017, 18:31

      Wydaje mi się, że tak, ale dla pewności proszę zapytać prawnika lub kogoś kto był w identycznej sytuacji 🙂

  • Jen 11 lipca 2017, 20:24 Odpowiedz

    Kashienka – pytanie: skoro czas oczekiwania na zielona karte jest taki dlugi, to co zrobic jesli po drodze skonczy mi sie waznosc obecnej wizy? Wrocic do Polski i czekac?

    • kashienka 17 lipca 2017, 11:49

      Za żadne skarby! 🙂 W momencie kiedy czekasz na zieloną kartę, a cała Twoja procedura jest w toku, masz prawo legalnie przebywać w Stanach aż do czasu otrzymania odpowiedzi od urzędu imigracyjnego. Masz w tym czasie oczywiście bardzo ograniczone prawa: np. nie możesz legalnie pracować, czasem (jak było w moim przypadku) nie masz prawa jazdy, dlatego podróżowanie jest utrudnione, a mieszkać w USA jak najbardziej możesz. Wyjazd do Polski w czasie oczekiwania tylko skomplikowałby sprawę i jeszcze bardziej wydłużył ten czas.

  • Agnieszka 12 lipca 2017, 16:11 Odpowiedz

    To moja historia jest bardziej bajeczna.jestem obywatelka usa.zlozylam mezowi petycje w 1996 zaraz po slubie.pierwsze interview po 4 latach i decyzja byla odmowna bo maz plynal statkiem do ameryki i za to zaplacil.majac 4 malych dzieci kazali mezowi wyjechac oczywiscie moj adwokat sie odwolal i zostalismy.W 2007 wyjechalismy do UK i zostawilam to wszystko.Ale mnie naszlo wracac do USA i wyslalam pismo do nich w kwietniu 2017 i mi odpisali ze odnawiaja sprawe.ciekawe ile bede jeszcze musiala czekac 😀

    • kashienka 20 lipca 2017, 12:43

      Faktycznie niezła historia 😮 Oby tym razem poszło szybciej! :*

  • Antonia 21 lipca 2017, 16:05 Odpowiedz

    Witam wszystkich. Ja mieszkam w Chicago i na zielona karte oczekuje juz 8 m-c., a moze poprawniej na decyzje. Pytanie moje jest takie, ktoregos dnia na stronie pojawi sie wpis, ze przyznano mi ta karte, ile czasu przeba czekac zanim zielona karta przyjdzie do domu od decyzji? dodam, ze wjechalam tutaj na K-1, wiec automatycznie nie podlegam pod zadne interview.

    • kashienka 21 lipca 2017, 23:08

      Nie mam pojęcia, bo ja szczerze mówiąc nie sprawdzałam tego na stronie tylko dostałam info, że zielona karta jest już u naszej prawniczki. Ale myślę, że nie będzie to długi czas.

  • Antonia 22 lipca 2017, 15:02 Odpowiedz

    Kashienka b. dzieki za szybka odpowiedz 🙂
    chwile tutaj poczytalam kilka komentarzy innych ludzi…..to nie jest dokladnie tak jak pisza co poniektorzy. Dobrze jest dokument ktory mozesz dostac na podroz w trakcie procesu, ale tylko wtedy jak juz bedziesz po decyzji ! To jest aplikacja i-131, ktora przysluguje za free tym ktorzy wjechali do USA na pobyt staly, a nie na wizy tymczasowego pobytu. Osoby bedace np. na wizie turystycznej i juz przeterminowanej i wziely slub z obywatelem, te osoby musza za taka aplikacje placic. wszysko to jest napisane na USCIS oficjalnej stronie.
    Ja 19 tego m-ca bylam w biurach imigracyjnych u nas w Chcago, poniewaz chcialam dostac pieczatke ktora pozwolilaby mi na wyjazd poza USA. Odpowiedz….nie ma podstawy prawnej, ja musze czekac na decyzje, a jak juz wyjdzie decyzja bardzo chetnie mi ja dadza, tak mi powiedzieli.
    temu tez pytalam moze ktos wie ile czasu potrzeba od momentu wydania decyzji do przyjscia zielonej karty, bo jak to bedie kwestia tyg. to nie warto isc po pieczatke tylko poczekac. tyle 🙂

    • kashienka 25 lipca 2017, 17:58

      Nie ma sprawy :*
      Tak słyszałam coś na temat, aczkolwiek ja nie potrzebowałam pilnego wyjazdu z kraju podczas oczekiwania, więc tak bardzo nie zagłębiałam się w ten temat 😉 Myślę, że w tej sytuacji, jak nie ma się nic bardzo pilnego do załatwienia zagranicą, to warto po prostu poczekać.

  • Zdzisława 15 sierpnia 2017, 16:55 Odpowiedz

    Kashienka mogłabyś napisać ile w przybliżeniu trzeba przygotwać pieniążków za skorzystanie z usług adwokata ? i czy to jest tak że on załatwia za Ciebie praktycznie wszystko ? pozdrawiam i gratuluje ! :*

    • kashienka 17 sierpnia 2017, 04:34

      Wydaje mi się, ale mogę się mylić, że kwestia aplikacji o zieloną kartę to było około $1500, plus oczywiście opłaty do USCIS. Brian natomiast zupełnie nie pamięta jaka to była kwota 😉 I tak, my praktycznie musieliśmy złożyć wtedy tylko podpisy, plus załatwić lekarza, wszystkie papiery zostały przygotowane przez panią adwokat.

Skomentuj

Przepis wynik *