FORMALNOŚCI

ZIELONA KARTA – APLIKACJA PO ŚLUBIE Z OBYWATELEM USA

Dzisiejszy “odcinek” cyklu Formalności dotyczyć będzie pewnego dokumentu, który jest obiektem pożądania wielu osób imigrujących do Stanów. Mowa oczywiście o zielonej karcie. Jak pewnie wiecie już z Instagrama, ja swoją otrzymałam dzień przed świętami i był to zdecydowanie najlepszy prezent pod choinkę jaki mogłam sobie wymarzyć! Cóż, trochę nerwów już straciłam przez wizyty w ambasadzie. Tak więc szczerze cieszę się, że nie będę musiała już stresować przed kolejnymi rozmowami i uzależniać swoje plany od “widzimisię” konsula. Zielona karta jest już w mojej “kieszeni”, więc mogę podzielić się z Wami informacjami jakie posiadam na ten temat. Zapraszam na wpis 🙂

*

Zacznę od tego, że wielokrotnie mówiąc, że po ślubie zaczęłam starania o zieloną kartę, słyszałam zarówno od Polaków jak i Amerykanów “Jak to? To po ślubie nie dostajesz AUTOMATYCZNIE obywatelstwa?“. Zawsze mam wtedy ochotę odpowiedzieć “Tak, jasne, a Obama właśnie wybiera się do mnie osobiście by dostarczyć mi w zębach amerykański paszport” 😉 Potem jednak zwykle szybko się reflektuję, że ktoś, kto w życiu nie interesował się tym tematem ma pełne prawo nie wiedzieć jak wygląda cała procedura. Sama zresztą nie orientowałam się w tym wszystkim tak dokładnie, zanim ten problem nie zaczął dotyczyć mnie bezpośrednio. Wyjaśnię więc wszystko od początku i po kolei. Niektórzy z Was zapewne doskonale orientują się w temacie, ale może znajdą się osoby, które nie miały o tym wcześniej pojęcia i z tego postu dowiedzą się czegoś nowego.


Zaznaczę jeszcze, że bazuję na swoim własnym doświadczeniu (małżeństwo zawarte na wizie K1) i przepisach obowiązujących w stanie Georgia.


ZIELONA KARTA

NIC NIE DZIEJE SIĘ AUTOMATYCZNIE…

Zacznę od tego, że po zawarciu związku małżeńskiego z obywatelem/obywatelką Stanów nie dostaje się obywatelstwa ani zielonej karty z automatu. Owszem, związek małżeński z Amerykaninem/Amerykanką jest podstawą do starania się o zieloną kartę. Jednak niestety nic nie dzieje się “tak po prostu” i po wzięciu ślubu czeka nas kolejna góra papierologii do przebrnięcia. Gdybym więc wzięła ślub i dalej nie robiła nic, nie składała żadnych papierów do Urzędu Spraw Imigracyjnych, to w tym momencie byłabym nielegalną imigrantką. Moja wiza narzeczeńska (o której pisałam Wam tutaj i tutaj) wygasła bowiem po 90 dniach od wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych.

Dokumenty aplikującą o zmianę statusu (adjustment of status) można wysłać praktycznie zaraz po zawarciu związku małżeńskiego, w momencie gdy dostanie się akt małżeństwa (marriage certificate). W naszym wypadku dokumenty z pewnych przyczyn złożyliśmy nieco później. Nie miało to jednak wielkiego znaczenia, ponieważ ślub wzięliśmy w wyznaczonym terminie 90 dni (więcej tutaj). Można wszystko skompletować i wysłać samodzielnie, można też skorzystać z pomocy adwokata. Mam wiele znajomych, którzy wszystko ogarnęły samodzielnie bez problemu. Jednak my za namową mojego małżonka poprosiliśmy panią adwokat by poprowadziła naszą sprawę do końca. Różnica była taka, że nasze dokumenty złożone były opatrzone pieczątkami kancelarii i niektóre dokumenty przychodziły na oba adresy (mój i kancelarii). Ten najważniejszy dokument (zielona karta) został zaś wysłany na adres kancelarii.

DO DOKTORA PO RAZ DRUGI!

Okazało się, że przed złożeniem papierów niezbędna jest wizyta lekarska. Trochę byłam zdziwiona, że muszę to przechodzić jeszcze raz, ponieważ miałam wizytę u lekarza wyznaczonego przez ambasadę w Warszawie, gdy starałam się wizę K1 (tutaj opis). Jej wyniki miały być ważne przez kolejne sześć miesięcy. Jednakże teczkę z tamtymi wynikami odebrano ode mnie na lotnisku i okazało się, że nikt nie wie, w jakich archiwach się ona znajduje i muszę po prostu iść do lekarza jeszcze raz.

Na szczęście miałam ze sobą kopię karty szczepień (wypisaną przez lekarza z ambasady w języku angielskim) i nie kazano mi przyjmować mi kolejnych szczepionek (w Warszawie musiałam przyjąć dwie i wcale nie byłam tym faktem zachwycona!). Moje RTG płuc na płycie CD, które miałam ze sobą jednak nic nie dało i miałam robioną próbę tuberkulinową. No i oczywiście po raz kolejny pobraną krew w celu wykluczenia chorób wenerycznych. Za wizytę zapłaciłam $150 (po tym jak powiedziałam, że jestem z polecenia kancelarii) ale koszt może być różny w różnych miejscach.

LISTA POTRZEBNYCH DOKUMENTÓW

Nasza lista dokumentów, które wysłaliśmy do USCIS wyglądała tak (angielskie nazwy podaję w nawiasach):

  1. Oświadczenie Briana jako sponsora (I-864EZ Affidavit of Support for Petitioner)
  2. Zeznanie podatkowe Briana za rok 2015 (Copy of 2015 Taxes for Petitioner)
  3. Zeznanie podatkowe Briana za rok 2014 (Copy of 2014 Taxes for Petitioner)
  4. Zeznanie podatkowe Briana za rok 2013 (Copy of 2013 Taxes for Petitioner)
  5. Zaświadczenie z miejsca pracy Briana (Letter of Employment for Petitioner)
  6. Moja informacja biograficzna – formularz G-325 (G-325 A Biographic Information for Applicant)
  7. Zatwierdzenia petycji narzeczeńskiej I-129F (I-129F Approval Notice)
  8. Moja kopia paszportu, wizy K-1 oraz ostatni formularz I-94 (Copy of Passport, K-1 Visa, and most recent I-94 Form for Applicant)
  9. Kopie dokumentów potwierdzających mój wcześniejszy pobyt w USA – wiza J1 i formularz DS2019 (Copies of Prior Status Documents in the United States – J1 visa and DS 2019 certificate of eligibility for J1 status)
  10. Kopia mojego aktu urodzenia plus jego tłumaczenie przysięgłe (Copy of Birth Certificate for Applicant – certified English translation included)
  11. Kopia naszego aktu małżestwa (Copy of Marriage Certificate)
  12. Informacja biograficzna Briana – formularz G-325  (G-325 A Biographic Information for Petitioner)
  13. Kopia aktu urodzenia Briana (Copy of U.S. Birth Certificate for Petitioner)
  14. Kopia paszportu Briana  (Copy of U.S. Passport for Petitioner)
  15. Wyniki badania mojego lekarskiego (Medical Exam for Applicant)

Jeśli chodzi o opłaty to wszystkie nasze papiery były wypełnione przez kancelarię, więc sama nie widziałam tych sum, ale z tego co pamiętam należy uiścić opłatę aplikacyjne, opłaty za odciski palców oraz jeszcze jedną kwotę i razem wychodzi to około $1500.

UWAGA! Ta lista może różnić się, gdy dokumenty składacie w innym stanie oraz gdy historia Waszych pobytów w USA była inna. Ja wjechałam do Stanów na wizie narzeczeńskiej i zostałam już raz “przeegzaminowana” w ambasadzie. Gdy ktoś zawiera związek małżeński na wizie turystycznej sprawa może wyglądać inaczej.

PAPIERY ZŁOŻONE I… CO DALEJ? GDZIE MOJA ZIELONA KARTA?!

Dalej należy uzbroić się w cierpliwość. Ogromne pokłady cierpliwości. Dalej proces toczy się swoim tempem, w zależności od stanu, liczby oczekujących podań oraz innych czynników. U mnie przewidywany czas oczekiwania wynosił około sześć miesięcy i faktycznie w moim przypadku zmieścili się w czasie. Zanim jednak ujrzałam dokument, to USCIS zdążył mi wysłać… kilkanaście listów.

Jeśli chodzi o ekologię, to tutaj w USA mają ochronę środowiska w głębokim poważaniu. Raz była to tylko wiadomość, że proces starania się o zieloną kartę został rozpoczęty, czasem po prostu papier, z którego nie wynikało kompletnie nic (przynajmniej dla laika) i nie pozostawało mi nic innego jak dołączyć go do stosu papierów w teczce, raz powiadomienie, że pozwolenie o pracę zostało wysłane (osobno dostałam list, że pozwolenie zostało wystawiono, samo pozwolenie przyszło w innym liście). Jakiś niecały miesiąc po złożeniu wniosku dostałam wezwanie na odciski palców, po nieco ponad 90 dniach – pozwolenie na pracę, a sama zielona karta została wysłana po nieco ponad pięciu miesiącach.

ŻYCIE BEZ PRAWA JAZDY

Nie wiem, czy wszyscy o tym wiecie, ale podczas tego procesu nie mogłam za bardzo ruszyć się ze Stanów. To znaczy myślę, że z wyjazdem nie miałabym najmniejszych problemów, gorzej byłoby z powrotem 😉 Nie lubię takich sytuacji, gdy wiem, że cokolwiek nie działoby się w tym czasie w PL, ja nie mogę się stąd ruszyć. Jednak w tej sytuacji trzeba było zacisnąć zęby i to przeczekać. Zresztą doskonale wiedziałam, że póki nie otrzymam nowych dokumentów, to tak sytuacja będzie wyglądać i byłam na nią przygotowana. Zdecydowanie gorszą sprawą był fakt, że podczas oczekiwania pozbawiono mnie prawa jazdy!

Przy po półrocznej nieobecności przyleciałam w marcu do USA oczywiście od razu skierowałam się do DMV (Department of Motor Vehicle) po nowe prawo jazdy. Wydano mi je oczywiście wyłącznie na czas ważności wizy narzeczeńskiej tj. do 19 czerwca 2016 – czego się w zasadzie spodziewałam. Jednak w momencie, gdy wróciłam 22 czerwca do DMV mając ze sobą akt małżeństwa i usłyszałam, że póki nie dostarczę dokumentu takiego i takiego (na który miałam czekać około 90 dni) to nie mam co liczyć na prawo jazdy to mocno się wkurzyłam.

Raz, że już niejednokrotnie powtarzałam, że bez samochodu to tutaj jak bez ręki a jazda bez prawa jazdy jest dużym ryzykiem. A dwa, że prawo jazdy w USA stanowi także mój dowód osobisty, na podstawie którego mogę np. podróżować w obrębie kraju. Podróże samolotem musiałam na ten czas zwyczajnie odpuścić, bo nie miałam ważnego dokumentu (prawo jazdy było nieważne, a paszport miał jak byk wbitą ważność do 19 czerwca na wizie narzeczeńskiej). Gdybym była zmuszona gdzieś lecieć, to pewnie starałabym się kombinować, pokazując, że petycja o zmianę statusu jest w trakcie realizacji, miałabym ze sobą akt małżeństwa itp. Ponieważ jednak nie miałam takiej konieczności, to przez ten czas podróżowaliśmy wyłącznie samochodem.

ROZMOWA W URZĘDZIE IMIGRACYJNYM.. ALBO JEJ BRAK 😉

Napisałam jak wyglądała nasza lista wysłanych dokumentów oraz jak przebiega czas oczekiwania na papiery. Teraz muszę wspomnieć o bardzo istotnym elemencie, który w naszym przypadku został ominięty. Zazwyczaj po upływie około 5 miesięcy od złożenia papierów dostaje się wezwanie na rozmowę do urzędu imigracyjnego. Jak myślę o tym, to od razu przewijają mi się sceny z filmów i pytania w stylu po której stronie łóżka śpi Twój mąż i jaki jest jego kolor szczoteczki do zębów 😉 Jednak tego co wiem, ta rozmowa wcale tak nie wygląda jak w filmach, zwłaszcza, gdy urzędnik nie ma podstaw by sądzić, że małżeństwo jest zawarte wyłącznie dla papierów.

Zwykle pokazuje się np. ślubne zdjęcia, zdjęcia z podróży, wspólne konto bankowe czy umowę najmu/własności. Jest to potwierdzenie, że para faktycznie prowadzi wspólne życie. My “dowodów” mieliśmy całe mnóstwo jeszcze z aplikowania o wizę narzeczeńską, więc nie stresowałam się tą kwestią jakoś mocno. Jednak oboje byliśmy bardzo zdziwieni, gdy nasza pani adwokat napisała do nas z gratulacjami, że zielona karta została właśnie przyznana. Tak bez rozmowy w USCIS?! Okazało się, że w naszym wypadku USCIS postanowiło nie wzywać nas na rozmowę i przyznać papiery na podstawie dokumentów, które złożyliśmy w aplikacji. Widocznie urząd imigracyjny na odległość wyczuł, że u nas to prawdziwa miłość, a nie jakieś małżeństwo dla papierów 😀

WAŻNOŚĆ ZIELONEJ KARTY

Oczywiście, zielona karta, która została mi przyznana jest tymczasowa, na okres dwóch lat. Po tym czasie (i rozmowie w USCIS) mogę ubiegać się o normalną zieloną kartę, na dziesięć lat. Natomiast po roku o otrzymania karty dziesięcioletniej (czyli po trzech latach od otrzymania pierwszej zielonej karty) mam prawo ubiegać się o przyznanie mi obywatelstwa. Szczerze mówiąc w tej chwili zupełnie o tym nie myślę i nie zawracam sobie tym głowy. Na razie cieszę się, że pewien etap papierologii jest za nami. Jestem tutaj w pełni legalnie, mogę prowadzić samochód, wyjechać z kraju kiedy chcę i wrócić do niego bez problemów. Nawet nie wiecie jak to cieszy!

*

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania związane z zieloną kartą to pytajcie w komentarzach. Postaram się na wszystko odpowiedzieć i podzielić się z Wami moim doświadczeniem.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz