WIZA NARZECZEŃSKA K1: INFORMACJE OGÓLNE ORAZ WYMAGANE DOKUMENTY

2943 Wyświetleń 40 komentarzy

Gdy w jednej z ostatnich notek wspomniałam, że do USA wjechałam na wizie narzeczeńskiej i miałam 90 dni na zawarcie związku małżeńskiego (czytaj tutaj), dostałam od Was sporo pytań o szczegóły, jak ten proces przebiega. Ponieważ już wcześniej miałam plan, żeby pisać tutaj o przeróżnych formalnościach związanych z wyjazdem do USA, więc i temat wizy K1 poruszę na blogu 🙂

Dziś napiszę nieco ogólnych informacji na temat wizy oraz o tym jakie dokumenty są potrzebne, by się o taką wizę ubiegać, a następnym razem skupię się na się na samym spotkaniu w ambasadzie amerykańskiej oraz możliwych pytaniach od konsula. Oczywiście chętnie odpowiem też na Wasze pytania, o ile takie się pojawią w komentarzach pod tym postem.

image1

INFORMACJE OGÓLNE:

Wiza narzeczeńska, czy inaczej wiza K-1 to rodzaj wizy nieimigracyjnej dla narzeczonej/ego obywatela Stanów Zjednoczonych (fakt, że wiza K-1 zalicza się do kategorii wiz nieimigracyjnych budzi zresztą sporo kontrowersji – w końcu wjazd do USA ma kończyć się ślubem i de facto pozostaniem  tym kraju, więc teoretycznie wiza K-1 powinna być wizą imigracyjną – jednak tak nie jest, choć wiele osób tak uważa). Wiza K-1 pozwala narzeczonej/emu na wjazd do USA i zawarcie związku małżeńskiego z osobą, która złożyła petycję, w ciągu 90 dni od chwili wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych (ważne! petycja zostaje złożona przez obywatela USA, a nie osobę ubiegającą się o wizę narzeczeńską). Po zawarciu związku małżeńskiego należy zgłosić się do Urzędu Imigracyjnego w celu zmiany statusu na status stałego rezydenta (na ten temat też oczywiście będzie osobna notka, jak tylko uda mi się pomyślnie przejść cały ten proces). Jeśli osoba ubiegająca się o wizę K-1 ma dzieci, które nie ukończyły 21, kwalifikują się one do otrzymania wizy K-2).


WYMAGANE DOKUMENTY:

Romantyczne oświadczyny, pierścionek z brylantem i łzy szczęścia w oczach – gdy zamierzamy ubiegać się o wizę K-1, to tyle jeśli chodzi o romantyzm chwili 😉 Reszta to już same procedury imigracyjne – praco i czasochłonne, wymagające dużo cierpliwości i wytrwałości. Ponieważ wiza narzeczeńska była kiedyś używana często do zawierania fikcyjnych małżeństw w celu uzyskania zielonej karty, dziś każdy kto o taką wizę się ubiega musi udowodnić, że jego planowane małżeństwo będzie zawarte z miłości, a nie z imigracyjnych pobudek. Dla normalnego narzeczeństwa takie udowadnianie czegoś oczywistego jest niejednokrotnie trochę przykre, ale tak wyglądają procedury i nie zanosi się, by w najbliższym czasie sytuacja miała się zmienić. Ja polecam wszystkim narzeczonym, którzy planują iść tą drogą, uzbroić się w dużo cierpliwości! Ja sama niejednokrotnie rzucałam papierami i mówiłam, że mam dość i że mogę wyjechać gdziekolwiek, byle nie do tej cholernej Ameryki 😉 więc doskonale rozumiem, jaką frustrację może spowodować ta niezbędna papierologia.

Niektórzy z ubiegających się o wizę K-1 robią wszystko od A do Z samodzielnie, inni zaś korzystają z pomocy adwokata. My zdecydowaliśmy się na opcję numer dwa i choć nasze przeboje z adwokatami imigracyjnymi to temat-rzeka (zanim trafiliśmy na naszą obecną panią adwokat – Polkę mieszkająca w USA, doświadczyliśmy całkowitego braku elementarnej wiedzy i wprowadzenia nas w błąd ze strony dwóch poprzednich prawniczek) – to bardzo cieszymy się, że nie zostaliśmy z tą toną papierologii całkowicie sami. Dzięki temu nie przeoczyliśmy żadnego ważnego dokumentu, a na rozmowę w ambasadzie byliśmy całkowicie przygotowani.

Jakie więc dokumenty zabraliśmy ze sobą do ambasady? (wypisuję je w takiej kolejności, w jakiej ułożyła je dla nas nasza pani adwokat)

  • potwierdzenie umówienia się na spotkanie w ambasadzie i dowód wniesienia opłaty wizowej
  • kopię zatwierdzenia petycji narzeczeńskiej (I-129F) złożonej przez Briana wcześniej (opłata za petycję wynosi 340$ a więcej informacji na temat samej petycji znajdziecie tutaj na stronie USCIS)
  • list z ambasady amerykańskiej, który dostałam z informację, że mogę stawić się już na spotkanie
  • potwierdzenie wypełnienia formularza DS-160 (który jest niezbędny do starania się o każdy rodzaj wizy)
  • kopię mojego paszportu (strona ze zdjęciem)
  • kopię dokumentów potwierdzających mój wcześniejszy pobyt w USA (na wizie J-1)
  • kopię odmowy poprzedniej wizy F-1 (oczywiście tylko w przypadku, gdy komuś wizy odmówiono)
  • kopię i oryginał mojego aktu urodzenia
  • kopię i oryginał mojego zaświadczenie o niekaralności z Polski
  • kopię amerykańskiego paszportu Briana (strona ze zdjęciem)
  • kopię aktu urodzenia Briana
  • zdjęcia paszportowe moje oraz Briana (chyba po cztery sztuki)
  • moje wyniki badania lekarskiego (o tym to chyba napiszę więcej!)
  • oryginał formularza I-134 podpisany przez Briana (wraz z formularzem G-28)
  • oryginał formularza I-864 podpisany przez Briana
  • kopie rozliczenia podatkowego Briana z trzech poprzednich lat (formularz W-2)
  • zaświadczenie z miejsca pracy Briana i list z pracy z warunkami zatrudnienia (initial offer letter – tutaj coś takiego funkcjonuje)
  • kopię i oryginał pisemnego oświadczenia na temat naszego związku – napisanego przeze mnie
  • kopię i oryginał pisemnego oświadczenia na temat naszego związku – napisanego przez Briana
  • „dowody narzeczeństwa” – zdjęcia pary, najlepiej z rozpoznawalnymi obiektami w tle oraz z rodziną (my mieliśmy ze sobą 25 zdjęć), dowody komunikacji między narzeczonymi czyli rachunku telefoniczne, listy, e-maile lub smsy, dowody przylotów narzeczonego-obywatela USA do kraju swojej wybranki,  potwierdzone np. znaczkami w paszporcie (na tyle razy ile Brian był nad Wisłą, ani razu polskiego znaczka mu w paszport nie wbili – były inne europejskie), dowody wspólnych podróży (bilety lotnicze, rachunki z hoteli), dowody wspólnego życia (my np. mieliśmy umowę do wspólnego konta w polskim banku, może też być umowa najmu mieszkania, współwłasność samochodu itp.), dowody z portali społecznościowych (ja w życiu nie zmieniłam swojego statusu związku na FB, Brian nie ma nawet FB, więc wykorzystaliśmy wpisy naszych rodziców informujące o naszych zaręczynach 😉

 

Proszę zauważyć, że podałam NASZĄ listę dokumentów, który MY mieliśmy w ambasadzie – możliwe, że pojawią się głosy, że ktoś miał połowę tego a i tak wizę dostał, albo że miał ze sobą inne niż my papiery. Nie jestem prawnikiem, więc nie mam takiej wiedzy, by sporządzić listę konieczną dla każdego, a jedynie dzielę się z Wami moim osobistym doświadczeniem 🙂

A tak właśnie wyglądała nasza teczka w dzień spotkania w Ambasadzie – pól lasu wycięte, tyle makulatury mieliśmy ze sobą. A w następnej notce na temat wizy narzeczeńskiej opowiem Wam ile z tych dokumentów faktycznie sprawdzono i wykorzystano.

IMG_1023

Macie jakieś pytania co do tego procesu? Czy jest coś co Waś szczególnie interesuje? Chętnie odpowiem na Wasze pytania w komentarzach 🙂

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

40 Komentarzy
  • Kasia w Kalifornii 19 sierpnia 2016, 23:38 Odpowiedz

    wooow ile roboty, ale warto. moja przygoda z wiza to bajka dla grzecznych dzieci. wyjechalam na wizie l2 z pozwoleniem na prace- aplikacja tak szybko jak na turystyczna.

    • kashienka 21 sierpnia 2016, 19:01

      Świetna sprawa z tą wizą I2 z pozwoleniem na pracę – ja myślałam, że wtedy formalności trwają znacznie dłużej! Tutaj roboty było sporo, nerwów jeszcze więcej, ale warto było 🙂

  • Maria 20 sierpnia 2016, 08:23 Odpowiedz

    Mam tylko jedno pytanie.Czy nie czuliście się z( już obecnie mężem ) Brianem jak przestępcy,udowadniając,że Wasz związek to nie kłamstwo?Uczucie napewno niezbyt przyjemne,prawda? Ale jak pisze Pani, wcześniej było sporo małżeństw zawieranych tylko dla otrzymania zielonej karty.Czyli płaci się obecnie wysoką cenę za wcześniejsze oszustwa.Przykre ale prawdziwe.

    • kashienka 21 sierpnia 2016, 19:10

      Dokładnie tak się czuliśmy – więcej o naszych odczuciach napiszę o tym w następnej notce, gdy opiszę wizytę w ambasadzie.

    • Miszelablog 22 sierpnia 2016, 02:36

      My z mężem bardziej czuliśmy się jak przestępcy w Polsce. Kiedy podczas procesu o zezwolenie na zamieszkanie dla męża byliśmy przepytywani przez urzędnika z wydziału do spraw cudzoziemców. Każde z nas, osobno, przez około godzinę odpowiadało na zadawane pytania. Pan urzędnik robił notatki i porównywał, czy nasze odpowiedzi na te same pytania pokrywają się.

    • Miszelablog 22 sierpnia 2016, 02:40

      A rok później w czasie przedłużania zezwolenia mieliśmy kolejne przesłuchanie, we własnym mieszkaniu, przez Straż Graniczną.
      Podczas obu procesów urzędnicy nawiedzali też naszych sąsiadów, żeby potwierdzić, czy razem mieszkamy i czy nas razem widują.

    • kashienka 22 sierpnia 2016, 15:21

      Miszela, toż to masakra jakaś! Nie miałam pojęcia, że w Polsce też takie cyrki się dzieją… O osobnym opowiadaniu na pytania i porównywaniu odpowiedzi słyszałam, że zdarza się tutaj w USA, w urzędzie imigracyjnym.

    • kashienka 22 sierpnia 2016, 15:22

      Ale przesłuchanie przez Straż Graniczną? Przepytanie sąsiadów? Brak mi słów – faktycznie człowiek czuje się jak przestępna, gdy spotka się z takim traktowaniem…

  • LIFESTYLERKA - blog o dietetyce i zdrowym stylu życia 20 sierpnia 2016, 11:14 Odpowiedz

    Sporo biurokracji:). Kasiu, ale jestem pod wielkim wrażeniem jaka twórcza ostatnio jesteś. Ledwo nadążam z czytaniem nowych postów;). Miłego dnia.

    • kashienka 21 sierpnia 2016, 19:11

      Chyba złapałam wiatr w żagle 🙂 Mam ochotę pisać i pisać – mam nadzieję, że wena mnie szybko nie opuści 😉 Dziękuję Aniu i wzajemnie!

  • Paulina 21 sierpnia 2016, 20:38 Odpowiedz

    Tez mam znajomych ktorzy przeszli przez ten proces. Ja jestem w Ameryce juz od 4 lat i co rok praktycznie musze skladac nowe papiery na wize, czasami mam tego wszystkiego dosc, no ale… warto. 😉 Ciesze sie, ze wam sie tak wszystko ulozylo szczesliwie!

    Pozdrawiam z Kalifornii!

    Paulina

    http://www.shenska.com

    • kashienka 22 sierpnia 2016, 15:25

      Nie zazdroszczę corocznego składania papierów i pewnie też stresu z tym związanego 🙁 Warto, oczywiście, ale ja nerwów przez sprawy wizowe straciłam tyle, że szok. Dziękujemy Kochana <3

  • Luiza 21 sierpnia 2016, 22:42 Odpowiedz

    Szczerze mówiąc, ściąganie załączników ze strony ambasady nie wymaga prawnika.

    • kashienka 22 sierpnia 2016, 15:28

      Rozumiem, że byłaś dokładnie w tej samej sytuacji (wcześniejsza odmowa wizy) i o nową wizę (inny rodzaj) starałaś się samodzielnie, bez pomocy? 😉

  • Maria 22 sierpnia 2016, 10:08 Odpowiedz

    Kashienka,Miszelablog Jakaś paranoja 🙂 ale myślę,też że ma to związek z tym,w jak trudnych czasach żyjemy(ogólnoświatowy terror),że każdy jest traktowany jak potencjalny przestępca.Smutne ale prawdziwe 🙁 Pozdrowienia 🙂

    • kashienka 22 sierpnia 2016, 15:32

      Dokładnie tak – każdy jest traktowany jak potencjalny przestępca. Tylko przykro, że zarówno w Europie jak i Ameryce jest mnóstwo nielegalnych imigrantów bez żadnych dokumentów i nikt nic z tym nie robi, a tutaj, gdy człowiek stara się wszystko załatwić zgodnie z prawem to maglują go jak najgorszego terrorystę 🙁

  • Monika 22 sierpnia 2016, 15:56 Odpowiedz

    Ja i mój mąż wzięliśmy ślub cywilny (kościelny odbędzie się już w Polsce) na wizie turystycznej 🙂 Wzięliśmy prawnika, złożyliśmy papiery, a parę miesięcy pózniej mieliśmy zaskakująco miłą rozmowę z urzędnikiem. 3 dni potem dostałam zieloną kartkę 🙂

    • kashienka 23 sierpnia 2016, 00:35

      To zazdroszczę, że cały proces przeszedł u Was tak gładko 🙂 Gdybyśmy my rok temu mieli więcej doświadczenia w temacie to zupełnie inaczej by to wszystko wyglądało 😉

    • Kasia 13 grudnia 2016, 10:23

      Monika, czy mogłabyś mi powiedzieć nieco więcej o Twojej sytuacji? Mnie czeka niebawem podobna przeprawa…jestem w związku z Amerykaninem już od 4 lat (prawie 3 lata w Polsce i ponad rok w Rzymie). Teraz dostał propozycję pracy w USA i na przeprowadzkę dali nam miesiąc. Ja mam jedynie wizę turystyczną. Planujemy wziąć ślub w USA, bo nie mamy czasu, żeby załatwić wszystkie dokumenty na terenie UE.

    • kashienka 20 stycznia 2017, 00:46

      Monika nie odpowiedziała, ale ja powiem, że znam osobiście przypadki osób, które brały ślub na wizie turystycznej i nie było z tym żadnych dodatkowych problemów. Jako, że jesteście parą już 4 lata i mieszkaliście razem itp. nie powinniście mieć żadnych problemów w urzędzie imigracyjnym po zawarciu związku małżeńskiego.

  • AGA C 22 sierpnia 2016, 20:55 Odpowiedz

    waw dluga lista, przyprawia o zawrot glowy, ale najwazniejsze ze wszystko skonczylo sie happy endem:) Nawet nie zdawalam sobie sprawy jaka jestem szczsciara ze ominely mnie te urzednicze papierki.
    pozdrawiam serdecznie

    http://createsewsmile.blogspot.com/

    • kashienka 23 sierpnia 2016, 00:37

      Taa, lista nie zachęca do starań o wizę narzeczeńską 😉 Ale jak już mówisz, najważniejsze, że w końcu nastąpił happy end! Dobrze, że Ciebie ominęły te „przyjemności” 😉

  • Magdalena 25 sierpnia 2016, 20:52 Odpowiedz

    Teczka calkiem pokazna;)Niewiem jak jest z „odwiedzinami” z Urzedu Imigracyjngo w USA ale w Polsce mialam „przyjemnosc” wizyt Strazy Granicznej,Policji oraz ABW.I tak jak kolezanka napisala-wypytywanie sasiadow,dalszej rodziny o nasze malzenstwo.Pozdrawiam Cie serdecznie!

    • kashienka 26 sierpnia 2016, 22:29

      Powiem szczerze, że jestem w szoku, że w Polsce jest taka kontrola. Straż Graniczna, Policja, ABW – wtedy człowiek musi dopiero czuć się jak przestępca!
      Ja też nie wiem jak to wszystko wygląda tutaj, bo jestem dopiero na początku tego procesu, ale z pewnością opiszę swoje wrażenia na blogu już niebawem 🙂

  • Dagmara 13 września 2016, 09:10 Odpowiedz

    Historia sie powtarza.. Zapewne byłaś au pair? Wiza J1?:) ja wlasnie z chłopakiem Zaczynamy proces wizy K1.. Jesteśmy juz umęczeni a to dopiero początek! Widać ze tez zaczynałaś nie dawno… Jak idzie? Chciała byś byc w kontakcie jeśli miała bym jakies pytania odnośnie przygotowań? Itp ?

    • kashienka 19 września 2016, 18:46

      Tak, pojechałam jako au pair na wizie J1 🙂 Ja będę tu po kolei opisywać ten proces – ale jakbyś miała jakieś pytania to pisz na maila kashienka@gmail.com 🙂

  • Domi 15 listopada 2016, 11:30 Odpowiedz

    🙁 ja I moj chlopak dopiero zaczynamy starania o wize wszystkie zdj itp.na fb mam nawet rozmow nie msm bo wiadomosci na fb co tydzien ida do kasowania. Mam pyt.oplaty do tej wizy bedzie wnosic tylko moj chlopak czy js tez te same. Ile sie czeka na wize? Bardzo sie kochamy ale jak czytam te wszystkie procedury to zastanawiam sie czy oni maga odmowic nam tej wizy i od tak zniszczyc zycie…

    • kashienka 16 listopada 2016, 03:53

      Opłaty wizowe w przypadku wizy narzeczeńskiej wnosi tylko osoba starająca się o wizę 🙂 A co do czekania, to wiele zależy od szczęścia chyba – nam powiedziano, że nawet dziesięć miesięcy może to trwać, a w praktyce po pięciu miesiącach dostałam już wizę. Nie denerwuj się Kochana, nerwy zdecydowanie nie pomogą na wizycie w ambasadzie (choć sama denerwowałam się jak cholera!), myśl pozytywnie, że właśnie jak się kochacie to od razu będą widzieć, że to jest prawdziwy związek 🙂 No i polecam pójście na rozmowę we dwójkę!

  • Aneta 12 stycznia 2017, 19:52 Odpowiedz

    Cześć, mogłabyś podać dane kontaktowe do tej prawniczki z której korzystaliscie? Dzieki z góry.

  • R 8 marca 2017, 21:51 Odpowiedz

    Cześć, jak długo trwało rozpatrzenie Twojego wniosku o wizę K1?

    • kashienka 14 marca 2017, 18:15

      Wbrew temu, na co przygotowali nas prawnicy – bardzo szybko. Około 2,5 miesiąca 🙂

  • Majka 14 kwietnia 2017, 14:17 Odpowiedz

    Hej Kasiu!
    Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem, szukając info ile mamy czasu od momentu dostania wizy K1 do kupna biletu i magicznych 90 dni:) Chris jest marynarzem i właśnie złożył u siebie papiery, a ja grzecznie czekam w Polsce na telefon z amabasady (całą teczkę mam już gotową -tzn tak myślałam aż przejrzałam Twoją listę :)) i podpisuje kolejną umowę o pracę na kilka miesięcy, ucząc się cierpliwości …
    Fajnie piszesz na ten temat. Będę śledzić!

    • kashienka 2 czerwca 2017, 19:17

      Cieszę się, że do mnie trafiłaś mam nadzieję, że zagościsz na blogu na dłużej 🙂 Co do tematu na które szukałaś odpowiedzi, to wydaje mi się, że jest to 6 miesięcy – ale głowy za to nie dam 😉
      Życzę cierpliwości i wytrwałości! Proces jest długi i upierdliwy, ale dla tego jedynego – warto <3

  • Kamila 26 maja 2017, 10:33 Odpowiedz

    Wlasnie zaczynam z narzeczonym przygode z K1, jak rowniez i wy korzystamy z pomocy adwokata by uniknac jakichkolwiek watpliwosci ze stronu urzedu imigracyjnego. Narazie jestesmy na etapie gromadzenia dokumentów. A powiedz mi czy te 2:5 miesiaca to czas od wyslania dokumentow do wizyty w ambasadzie czy tylko samo zatwerdzenie dokumentow prZez urzad imigracyjny w Us??
    Dziekuje za odp! Pozdrawiam!

    • kashienka 2 czerwca 2017, 18:29

      Od momentu zatwierdzenia dokumentów w USA przez urząd imigracyjny do czasu wizyty w ambasadzie 🙂

  • Anna 24 lipca 2017, 16:50 Odpowiedz

    Kasiu, czy masz moze jeszcze namiary na te twoja Pania Prawnik?
    Pozdrawiam Ania

  • Ania 6 sierpnia 2017, 04:36 Odpowiedz

    Kasiu, czy po otrzymaniu wizy K1 mialas jakis konkretny ( narzucony przez ambasade) czas na opuszczenie Polski?

    • kashienka 6 sierpnia 2017, 17:49

      Pół roku. Koniec data ważności mojej wizy przypadał dokładnie 6 miesięcy od momentu jej wydania 🙂

Skomentuj

Przepis wynik *