WIZA NARZECZEŃSKA K1: WIZYTA U LEKARZA I INTERVIEW W AMBASADZIE

1862 Wyświetleń 12 komentarzy

W pierwszej części notki poświęconej wizie K1 (możecie przeczytać ją tutaj), podzieliłam się z Wami informacjami ogólnymi oraz dokumentami, które my potrzebowaliśmy przy staraniu się o ten rodzaj wizy. Ponieważ wciąż dostaję zapytania na ten temat, dziś ciąg dalszy tego posta, w którym będziecie mogli przeczytać na temat wizyty lekarskiej oraz samej rozmowy (interview) w ambasadzie amerykańskiej.

image1

BADANIA I WIZYTA LEKARSKA

Gdy moja teczka z dokumentami była prawie skompletowana, nadszedł czas na umówienie się na badania i wizytę lekarską, które są niezbędne przed rozmową z konsulem. W swojej naiwności, myślałam kiedyś, że może być to wizyta u jakiegokolwiek lekarza rodzinnego, ale byłam w wielkim błędzie 😉 Musi być to lekarz wyznaczony przez ambasadę i w chwili obecnej takich lekarzy jest… dwóch. Jeden w Warszawie, jeden w Krakowie. Ja miałam akurat to szczęście, że w tamtej chwili mieszkałam w Warszawie, ale jeśli ktoś jest przykładowo z kompletnie oddalonego miejsca to wiadomo, że ma dodatkowe utrudnienie. Gdy zadzwoniłam do warszawskiego lekarza umówić się na wizytę, okazało się, że trzeba w dniu poprzedzającym wizytę umówić się na badania krwi i RTG klatki piersiowej w jednym z wyznaczonych przez ambasadę miejsc i dopiero z gotowymi wynikami przyjść do lekarza.

Jeśli chodzi o badania krwi są to wyłącznie testy kiłowe i w Warszawie można je wykonać w trzech miejscach, natomiast RTG, które ma na celu wykrycie podejrzenia zakażenia gruźlicą można wykonać w czterech placówkach. Ja jedne i drugie badania miałam robione w tym samym miejscu i jednego dnia (w przeddzień wizyty lekarskiej). Z tego co pamiętam, zapłaciłam za nie około 80-90 zł. 

Idąc na wizytę lekarską należy zabrać ze sobą paszport, cztery kolorowe zdjęcia paszportowe, numer sprawy imigracyjnej, kartę szczepień oraz adres, pod którym będzie się przebyć po przylocie do USA.  Opłata lekarska jest stała – 300zł  (pod warunkiem, że nie są wykonywane dodatkowe szczepienia). Wyniki badań lekarskich ważne są sześć miesięcy.

Moja wizyta lekarska trwała prawie godzinę i nie skłamię, jeśli powiem, że była to najdłuższa wizyta w moim życiu. Lista pytań zadawanych przez lekarza zdaje się nie mieć końca i pacjent jest pytany o wszystko co tylko możliwe (a i pytania, których bym się w życiu nie spodziewała też się pojawiły). Mimo, że lekarz okazał się miłym i sympatycznym człowiekiem, to pytania ze strony ambasady wydają się chyba aż nazbyt szczegółowe. Ja, na szczęście, cieszę się dobrym zdrowiem, ale wyobrażam sobie że te wszystkie pytania dla osoby z jakimiś problemami zdrowotnymi mogą okazać się mocno stresujące.

Jak już napisałam powyżej, potrzebna jest także karta szczepień. Ja przyniosłam ksero mojej, dość zresztą sfatygowanej karty (praktycznie wszystkie szczepienia otrzymałam w wieku dziecięcym). Mimo, że wedle karty wszystkie szczepienia miałam wykonane, to i tak według wymogów ambasady, musiałam otrzymać dodatkowe szczepionki. Nie jestem fanem szczepienia osób dorosłych, więc nie bardzo było mi to rękę, ale nie miałam możliwości odmówić. Dostałam więc, na tej samej wizycie lekarskiej dwie kojarzone szczepionki, jedną na choroby zakaźne, drugą na tężec i dwie inne choroby. Koszt jednej to 150, drugiej o ile dobrze pamiętam 110zł, które zostały doliczone do mojego rachunku za wizytę (zapłaciłam w sumie 560zł). Lekarz zaproponował mi także dobrowolne szczepienie na grypę, ale odmówiłam. Wyniki badań, które lekarz wypełniał w języku angielski, dostałam w zamkniętej białej kopercie, której nie wolno było mi otworzyć tylko zanieść zamkniętą do ambasady.

INTERVIEW W AMBASADZIE:

img_1023

Gdy już wszystkie dokumenty były w komplecie, mogłam wreszcie wyznaczyć swój termin wizyty w ambasadzie (na interview w sprawie wizy K1 umawia się identycznie jak na pozostałe wizy).

Ponieważ przy załatwianiu spraw wizowych korzystaliśmy z pomocy prawnika, również przed samym interview skorzystałam z tej pomocy. Mianowicie, omówiłam z naszą prawniczką wszystkie możliwe scenariusze rozmowy i hipotetyczne pytania, które mogły zostać zadane przez konsula.

Co ważne, wspólnie z panią prawnik zadecydowaliśmy, że spróbujemy by Brian był obecny podczas mojej rozmowy. Nigdzie, na stronie ambasady ani żadnej innej, nie mogłam znaleźć informacji, czy narzeczony osoby ubiegającej się może towarzyszyć jej w ambasadzie więc na początku byłam sceptyczna i prawie pewna, że nie zostanie on do ambasady nawet wpuszczony (wpuszcza się na podstawie paszportu oraz wydrukowanego potwierdzenia spotkania). Jednak mój mąż chciał być ze mną w tym dniu i specjalnie przyleciał do Polski kilka dni wcześniej, więc stwierdziliśmy, że musimy zaryzykować. Gdy weszliśmy razem, ja pokazałam swój polski paszport i potwierdzenia, Brian paszport amerykański i… wpuścili nas bez mrugnięcia okiem. Przy wejściu na salę, w której są okienka wizowe, poproszono nas o potwierdzenie umówienia na spotkanie, pokazałam swoje a gdy zapytali o Briana, powiedziałam, że to narzeczony – i tu również, nikt nie miał  z tym żadnych problemów.

Na rozmowę z konsulem czekaliśmy około trzech godzin, poproszono mnie tylko wcześniej o wybrane dokumenty z naszej teczki, odciski palców i zdjęcia. Uwierzcie, albo nie – były to najgorsze trzy godziny w moim życiu! Mimo, że nasza teczka była skompletowana z wielką dokładnością, mimo, że byłam przygotowana do odpowiedzi na większość możliwych pytań i mimo, że Brian był ze mną – stres i tak mnie zjadał od środka. O tej rozmowy zależało wiele, a fakt, że poprzednim razem (pół roku wcześniej) odmówiono mi wizy na pewno nie działał na moją korzyść. Gdy już myślałam, że gorzej być nie może i większego stresu doświadczyć nie można – w okienku, do którego czekaliśmy w kolejce pojawiła się pani konsul, która odmówiła mi wizy poprzednim razem i spotkanie z którą zapamiętałam bardzo niemile. 

No to pozamiatane, pomyślałam sobie, bo tej sytuacji nie spodziewałam się wcale. Konsulowie zazwyczaj zajmują się wybranym rodzajem wizy i nieczęsto się zmieniają – zwłaszcza z działu wiz nieimigracyjnych na dział wiz imigracyjnych (choć de facto wiza K1 jest wizą nieimigracyjną – pisałam o tym w poprzedniej notce, to rozmowa jest przeprowadzana w części wiz imigracyjnych w sali ambasady). Poziom stresu zwiększył się od tego momentu pięciokrotnie! Widok kolejnych osób odchodzących od „naszego” okienka z paszportami w ręce (oznaka, że dostali odmowę – gdy jesteś zaakceptowany/a zabierają Twój paszport by wbić w niego wizę) też nie poprawił sytuacji.

Gdy zawołano mnie do okienka, podeszliśmy razem, pani konsul pogratulowała nam zaręczyn (!), razem obiecaliśmy, że będziemy mówić prawdę i tylko prawdę (śmieszny fakt: babka prosić nas o podniesienie prawej ręki przy przysiędze mówienia prawdy – zgadnijcie, którą rękę w tym stresie podniosłam ja?:P). Dopiero wtedy babka zreflektowała się, że na pytania powinnam odpowiadać sama i kazała Brianowi usiąść (zamiast tego schował się za parawanem i podsłuchiwał – miał zamiar głośno chrząkać w razie gdybym gadała głupoty:P).

W tej chwili nie pamiętam wszystkich pytań, jakie dostałam od konsula, ale na pewno zapytała mnie o: jak długo się znamy, czy poznałam jego rodziców, czego w nim nie lubię (autentycznie! jak powiedziałam, że miłości do futbolu to parsknęła śmiechem:P), kim mój narzeczony jest z zawodu, gdzie mieszka, kim ja jestem z zawodu i jakie studia skończyłam w PL. Na koniec zadała pytanie: no to kiedy i gdzie bierzecie ślub? A ja, taka skonsternowana: no w sumie, to dużo zależy od tej rozmowy 😛 Wtedy kazała mi zawołać Briana i powiedziała to takim tonem jakby to było jasne: No wiza została przyznana. Nie wierzyliśmy własnym uszom :)))))))

2

Wszystkie pytania które zostały zadane były według mnie banalnie proste. Nie było ani jednego pytania podchwytliwego, ani też pani konsul w żaden sposób nie nawiązała do mojej odmowy sprzed pół roku. Nie musieliśmy pokazać ani jednego wspólnego zdjęcia, ani niczego ze zgromadzonych „dowodów” – zostaliśmy poproszeni o tylko kilka dokumentów. Co sprawiło, że rozmowa miała taki, a nie inny przebieg? Dlaczego nie sprawdzono całej teczki, którą przygotowaliśmy? Nie mamy pojęcia, ale naszym zdaniem, bardzo pomogło, że pojawiliśmy się w ambasadzie wspólnie.

Dalszy ciąg historii formalności związanych z wyjazdem na wizie K1, zostanie poruszony w notkach na temat tak zwanej zmiany statusu – postaram się wszystko dokładnie opisać, gdy sama pomyślnie przejdę przez ten etap.

Macie jeszcze jakieś pytania dotyczące wizy K1? Jeśli tak, zadawajcie je w komentarzach, na pewno odpowiem 🙂

12 Komentarzy
  • Nadia 11 października 2016, 21:38 Odpowiedz

    Dziękuję za Twój wpis! Nie spodziewałam się, że wizyta lekarska może trwać tak długo. Będę wdzięczna jeśli zgodzisz mi się odpowiedzieć mailowo trochę szerzej na ten temat. Dziękuję i pozdrawiam!

    • kashienka 18 października 2016, 03:25

      Oczywiście, że się zgodzę 🙂 Napisz proszę na kashienka@gmail.com – mam nadzieję, że będę w stanie pomóc!

  • Paulina 11 października 2016, 22:14 Odpowiedz

    No szczerze mowiac spodziewalam sie tej rozmowy bardziej jak przesluchania, a jednak okazalo sie jak kazda inna! Ja bym sie sama stresowala tez! Moja mamuska ktorej juz nie widzialam od ponad 4 lat sie ostatnio ubiegala o wizy turystyczna zeby mnie odwiedzic tutaj i sama nie moglam uwierzyc jak nawet to mnie stresowalo! Wszystko jednak poszlo jak po mysli!

    Pozdrawiam z Kalifornii!

    Paulina
    http://www.shenska.com

    • kashienka 18 października 2016, 03:27

      Ja też się stresowałam jak moi rodzice aplikowali o turystyczną – na szczęście też wszystko poszło gładko 🙂 Tak, wszystkie sprawy imigracyjne są zawsze stresujące – nas jeszcze czeka rozmowa w urzędzie imigracyjnym tutaj w Stanach. Uściski z Atlanty <3

  • missm 12 października 2016, 09:55 Odpowiedz

    A propos „doszczepiania” pamietam, ze mnie „doszczepiali” jak w trakcie exchange year bardzo wiele lat temu zmienialam szkoly w tym i stany. I wyszlo, ze o ile dla Ohio nie bylam ogniskiem zapalnym to dla Kansas juz tak. Z tego co pamietam, to chodzilo o przebyta w dziecinstwie swinke, ktora wg polskich norm uzasadnia brak szczepionki.

    • kashienka 18 października 2016, 03:29

      Ahhh, uwielbiam te ich durne przepisy doszczepiania – a każdym stanie inne :>

  • karina 17 października 2016, 17:41 Odpowiedz

    Moja koleżanka miala bardzo podobna sytuacje do Twojej i wlasnie powiedziala mi, ze narzeczony nie mogl z nia pojsc do ambasady – w ogole nie probowal wejsc i czekal na nia na zewnatrz przez dwie godziny!

    • kashienka 18 października 2016, 03:30

      Właśnie to miałam na myśli – ludzie nie wiedzą, że można i wcale nie próbują. A według mnie ma to duże znaczenie, żeby iść tam razem i pokazać się konsulowi jako realna para 🙂

  • Aiiiii 14 lutego 2017, 14:15 Odpowiedz

    Moja wizyta lekarska trwała 5 minut i zostały mi zadane tylko dwa pytania. O wzrost i wagę. :O Byłam bardzo zdziwiona bo spodziewałam się czegoś takiego jak opisujesz.
    Czekam teraz na list z Ambasady i wtedy będę umawiać się na rozmowę z konsulem.
    Stresuję się czy mamy wszystko dobrze bo nie korzystamy z pomocy żadnego prawnika który by tego dopilnował. 🙁

    • kashienka 20 lutego 2017, 18:22

      Serio? To ja miałam cały długaśny wywiad zebrany 😉 Może to zależy od lekarza?
      Trzymam kciuki, żeby w ambasadzie wszystko poszło pomyślnie! A co do prawnika, to jest to opcjonalne, my zdecydowaliśmy się na pomoc głównie dlatego, że wcześniej miałam odmowę. Powodzenia!

    • Majka 14 kwietnia 2017, 19:44

      Hej Ai:) jestem etap wcześniej i czekam na wieści, że papiery przyszły już z urzędu imigracyjnego. Powiedz ile czekalas na odp od momentu złożenia wniosku przez Twojego fiance?

    • kashienka 2 czerwca 2017, 18:34

      Hm… w tej chwili nie pamiętam dokładniem bo było to załatwiane przez Briana w momencie jak ja byłam w Polsce, ale wydaje mi się, że około miesiąca? Nasza pani adwokat była sama zdziwiona, że poszło tak szybko.

Skomentuj

Przepis wynik *