OKIEM AMERYKANINA: POLSKA LEPSZA OD USA? vol.4

3561 Wyświetleń 22 komentarze

Dawno mąż się nie wypowiadał na blogu, więc dziś oddaję klawiaturę w jego ręce, a ja tylko tłumaczę na nasz piękny język ojczysty i ewentualnie wtrącam swoje trzy grosze w nawiasach 🙂

Nie wiem, czy to, o czym dzisiaj opowiem dotyczy wszystkich Polaków (pewnie głównie Polek!), ale ja byłem wręcz zafascynowany przygotowaniem jedzenia przez wszystkich ludzi, których poznałem w Polsce. Mało tego, że potrafią przygotować wszystko od zera, bez gotowych produktów, to jeszcze uważają, że to … zupełnie nic takiego! Kiedykolwiek odwiedzamy rodziców Kasi, nawet na przekąskę dostajemy 5 różnych dań do wyboru (ciekawe co na to powie moja mama?:D), oczywiście wszystko domowe i własnoręcznie przygotowane. Kiedyś moja teściowa zapytała co jadamy na śniadania – odpowiedzieliśmy, że zwykle jajecznicę. Następnego dnia na stole pojawiła się jajecznica i 3 inne rzeczy do wyboru a mama Kasi upewniała się, czy to wystarczy 😉 Ja oczywiście nie miałem nic przeciwko takim obfitym posiłkom, ale wciąż nie mam pojęcia jak przygotować tyle pysznego jedzenia w tak krótkim czasie. Podobnie zresztą wygląda to, gdy odwiedza się kogoś w domu. Nawet jeśli wizyta ma w założeniu być pięciominutowa to nie miałem jeszcze sytuacji by ktoś nie zaoferował czegoś do jedzenia – przygotowanego samodzielnie! Ponieważ bardzo lubię polskie jedzenie zazwyczaj trudno mi odmówić 😉 Tutaj gdy odwiedzisz kogoś w domu bez uprzedniego zaproszenia na konkretny posiłek, zostaniesz co najwyżej poczęstowany wodą i solonymi orzeszkami 😉

Muszę Wam powiedzieć, że ja z gotowaniem jestem totalnie na bakier, więc nawet zagotowanie wody bez przypalenia to dla mnie wyczyn (to naprawdę NIE JEST eufemizm). Zanim poznałem Kasię, często jadłem na obiad 3 miseczki płatków z mlekiem, więc być może nie jestem właściwą osobą, by o tym opowiadać. Jednak uważam w Ameryce ludzie za bardzo przyzwyczaili się do wygody i rzadko kiedy robią cokolwiek samodzielnie, bez użycia gotowców. Kupuje się gotowe obiady z zamrażalki (do ogrzania w mikrofali), miksy ciast i deserów w pudełkach, a jak zupy – to tylko z puszki. Gotowe możesz tu kupić w zasadzie wszystko, dodać wody/jajko i voila – masz przed sobą gotowe danie. Najbliżej gotowania byłem kiedyś przygotowując pankejki na śniadanie. Połączyłem miarkę gotowego pankejkowego miksu z wodą (ha! pisałam o tym tutaj) i usmażyłem to na patelni – pankejki wyszły wprawdzie pełne grudek i lekko przypalone, ale jak już mówiłem – nie jestem w tej kwestii specjalistą. W Polsce nikomu nie przyszło by nawet do głowy, by użyć takiego gotowego miksu! Jak Kasia pierwszy raz usmażyła pyszne naleśniki używając mąki, mleka i jajek to byłem zaskoczony, że takie śniadanie można zrobić bez „gotowego pudełka”. Zresztą pamiętam jak opowiadała mi, że jej znajomi w Polsce byli mega zdziwieni, że naprawdę niewiele osób potrafi tutaj zrobić ciasto czy naleśniki bez gotowego półproduktu – co niestety jest prawdą.

Moja żona zupełnie nie przyzwyczaiła się do amerykańskich gotowych dań z proszku i nadal kontynuuje przygotowanie domowych posiłków samodzielnie – co zresztą bardzo doceniam. Kiedy idziemy do kogoś w odwiedziny i mamy ze sobą ciasto, zazwyczaj wszyscy dopytują, gdzie kupiliśmy taki dobry deser. Gdy Kasia mówi, że zrobiła je w domu, od razu pytają, jak się nazywał miks z którego korzystała 😉 Gdy ona zaś odpowiada, że nie korzystała z gotowców, tylko przygotowała to ciasto samodzielnie, wszyscy robią wielkie oczy – a jeszcze większe jak Kasia mówi, że to przecież łatwe ciasto. Podobnie było z pierniczkami w zeszłe święta. Co roku Kasia przygotowywała ze swoją mamą ogromne ilości pierniczków – cała kuchnia była pokryta pierniczkami i ciężko było znaleźć choćby miejsce na postawienie kufla z piwem 😉 Ostatnie święta spędziliśmy w Stanach i Kasia chciała nadal kontynuować tą tradycję, mimo że nie miała tutaj swojej mamy do pomocy. Piekła te pierniczki przez kilka dni, a potem dwa razy tyle czasu poświęciła na własnoręczne udekorowanie każdego pierniczka (jeden dzień na pieczenie i dwa na dekorowanie, widzę, że mój mąż ma zapędy ogrodnicze i lubi przesadzać :P). Wiecie dlaczego? Bo chciała podarować każdemu z rodziny i przyjaciół coś ręcznie robionego jako dodatek do do prezentu. Nie była pewna, czy coś takiego się sprawdzi – bo dla wygodnych Amerykanów własnoręcznie przygotowane prezenty to obce słowo, ale wszyscy byli absolutnie zachwyceni ciastkami i uznali to najlepszy i najsłodszy prezent!

Dla mnie to wychowanego w USA niesamowite, że włożenie takiego wysiłku w przygotowanie czegoś samodzielnie, jest dla Polek czymś zupełnie normalnym. Rzadko która ze znanych mi amerykańskich kobiet podejmuje próby przygotowania czegoś więcej niż prosty obiad, o cieście innym niż to z paczki nie wspominając.

(Nie przyzwyczaiłam się do „gotowych dań”, ponieważ uważam je w większości za totalnie niezdrowe. Owszem przygotuję się je w trymiga – ale świadomość, że oprócz czegokolwiek jadalnego zawierają całą tablicę Mendelejewa jakoś mnie nie zachęca do ich kupna. Owszem od czasu do czasu skuszę się na coś co wymaga więcej zachodu z przygotowaniem, ale kupowanie zestawu mięso+warzywo do ogrzania w mikrofali to już zbyt wiele. Podobnie z miksami ciast – więcej w tym chemii, niż wszystkiego innego. Lubię gotować i przygotowanie codziennego obiadu nie jest dla mnie żadnym poświęceniem, nie wymyślam przecież żadnych  skomplikowanych trzydaniowych posiłków. Pieczenie sprawia mi jeszcze więcej frajdy i wykorzystuję każdy pretekst by coś upiec bo dla naszej dwójki to specjalnie się to nie opłaca. W moim rodzinny domu zawsze było domowe jedzenie oraz domowe ciasta i cieszę się, że mój własny dom prowadzę według podobnych zasad. A że mężowi jak widać to bardzo pasuje – tym lepiej!)

22 Komentarzy
  • Magpie 26 stycznia 2017, 22:43 Odpowiedz

    Jak już pisałam na fejsie – zdjęcie w kuchennym fartuszku przebija te ślubne 😀

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:55

      Hihi, mogłam fartuszek wziąć na wesele 😀 Szkoda, że amerykańscy goście nie zrozumieliby żartu 😉

  • iza z mati z a 26 stycznia 2017, 23:09 Odpowiedz

    Ja tez lubię domowe ciasta , zwykle drożdżowe z kruszonką najlepsze

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:56

      Ahh, ale bym zjadła teraz taki kawałek domowego ciasta <3

  • Pantofelwpodrozy 26 stycznia 2017, 23:17 Odpowiedz

    Hehehe a my tu biedne wszystko własnoręcznie robimy, a tam gotowce mają 😀
    ale jakie nie zdrowe!

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:57

      No dokładnie, ja zawsze mówię, że nawet słodkości robione w domu są znacznie zdrowsze od tych kupionych 🙂

  • Kasia 27 stycznia 2017, 03:47 Odpowiedz

    Przez pierwsze kilka lat mieszkania tutaj gotowalam codziennie obiadki, wszystko od podstaw teraz, jak pracuje nie mam czasu sie nawet wyspac, pol dnia spedzam w pracy nastepne pol w korkach 😉 no i doszlo do tego, ze gotuje juz bardzo rzadko i korzystam z gotowych produktow, albo jem na miescie 🙁

    • kashienka 3 lutego 2017, 02:58

      No wiadomo, że brak czasu na pewno nie sprzyja samodzielnemu gotowaniu 🙁

  • Paulina G Lifestyle 27 stycznia 2017, 04:02 Odpowiedz

    Kompletnie się z tym zgadzam ! Mój chłopak z Hiszpanii zawsze, gdy przyjeżdża do Polski z wizytą nie może się nadziwić jak dużo jedzenia możemy przygotować samodzielnie. Śmieje się wtedy, że tyle serca i czasu wkładamy w przygotowanie posiłków, a on pochłania to z wielkim apetytem w dosłownie kilka minut ;D
    Myślę, że to dobrze, że nadal w Polsce staramy się gotować naturalnie i w miarę możliwości trzymamy się z dala od przetworzonych, odmrażanych pokarmów.
    Pozdrawiam ! 😉

    • kashienka 3 lutego 2017, 03:00

      Ja myślę, że to super, że mamy taką tradycję samodzielnego przygotowywania posiłków 🙂 Tak jest znacznie zdrowiej i smaczniej! A co Hiszpanów, to myślałam, że tam też królują samodzielnie uszykowane posiłki, a tu proszę – Twój chłopak zaskoczony :))))

  • Marta 27 stycznia 2017, 22:09 Odpowiedz

    Samodzielnie przygotowywane jedzenie jest nie tylko smaczniejsze ale i zdrowsze, i wcale nie musi zabierac pol dnia. Jest tez na ogol tansze. Jak przyjechalam do USA wcale nie umialam gotowac, ale tej chemii jesc sie w ogole nie da, wiec niejako z musu sie nauczylam. I nie zaluje. Po latach widze same plusy bo zaoszczedzialm sobie zjedzenia chyba kilku ton soli, cukru i roznej chemii. Moze teraz samodzielne gotowanie nie wydaje sie niczym waznym a moze wrecz otwarcie fatyga, ale za pare lat wasze organizmy wam podziekuja, bo dopiero wtedy zaczniecie zauwazac w porownaniu ze swoja grupa wiekowa, ze macie mniej problemow zdrowotnych czy klopotow z waga.
    A fartuszek bije wszystko!

    • kashienka 3 lutego 2017, 03:02

      Dokładnie się z Tobą zgadzam. To co pakują w to gotowe jedzenie jest straszne i na pewno po latach zemści się to na żołądkach, tych którzy to codziennie jedzą :/ Dzięki!

  • Paulina 28 stycznia 2017, 08:26 Odpowiedz

    Ale sie zbieglo w czasie idealnie! Wlasnie z mama dzisiaj rozmawialam ktora mnie tu w Kalifornii odwiedza i jej opowiadalam jak tutaj robi sie zupy. Ze z kartonu bulion gotowy. Zlapala sie za glowe kobita, haha!

    Pozdrawiam serdecznie!

    Paulina

    http://www.shenska.com

    • kashienka 3 lutego 2017, 03:03

      Hihi, ja pamiętam jak Brian był zaskoczony, że chicken broth czyli rosołek można przygotować w domu 😀

  • Ola/ Do utraty tchu 28 stycznia 2017, 17:43 Odpowiedz

    Kasiu, świetny tekst! Bardzo mnie cieszy, gdy czytam tak piękne słowa o nas, Polakach. Zostałam wychowana tak, jak Ty i również wszystko chcę zrobić sama. Zauważyłam również, że wręcz modne stało się slow food i jestem wielką zwolenniczką tej filozofii. 😁 Uwielbiam, gdy moja rodzina zajada się bułeczkami, które wyjechały z naszego piekarnika. ❤
    Ściskam! 😘

    • kashienka 3 lutego 2017, 03:05

      To słowa mojego męża, ale dziękuję 🙂 Ja też lubię slow food i staram się żyć w zgodzie z tą filozofią. Im bardziej naturalnie tym lepiej! A co do bułeczek/chleba to zawsze planuję, że nauczę się je samodzielnie piec 😀

  • Weronika 30 stycznia 2017, 10:06 Odpowiedz

    Myślę, że gotowanie ( jakość przygotowanych potraw) zależy od tego ile ma się czasu 🙂
    Kobiety aktywne zawodowe, raczej nie mają czasu na spędzanie w kuchni pół dnia, więc gotują coś na szybko 🙂 …. ot, cała filozofia !

    • kashienka 3 lutego 2017, 03:08

      Spoko, wyczuwam uszczypliwość 😉 No jednak powiem Ci, że niekoniecznie to zawsze idzie w parze. Znam kilku kolegów Briana którzy na obiady jedzą dania z Subwaya i Chick Fill A serwowane przez ich niepracujące żony, a niektóre babki, które pracują na cały etat potrafią zadbać także o domowy obiad. A zrobienie domowego, zdrowego posiłku nie wymaga wcale spędzania pół dnia w kuchni 🙂

  • Aga | AgaInAmerica.com 1 lutego 2017, 03:35 Odpowiedz

    Pamiętam jak jeszcze zanim przyjechałam Nathan powiedział mi, że jego mama bardzo lubi gotować. Pomyślałam więc, że kupię jej książkę kucharską z przepisami na typowe polskie potrawy. Przejrzała, ucieszyła się, bardzo jej się spodobało, ale nic nigdy nie zrobiła, bo… za dużo roboty :D.

    • kashienka 3 lutego 2017, 03:09

      Hahaha, no tak, to typowe! Skoro w przepisie nie ma „kup i wsadź do mikrofali na 5 min” to przecież za dużo z tym roboty jest :))))))))))))

  • Malwina 14 października 2017, 12:07 Odpowiedz

    Fartuszek bezbłędny. Przerażające to jedzenie samych gotowców. Sama mam ogromne wyrzuty jak kupię coś gotowego, bo boję się tego, co jest w środku. Tylko skąd ten czas na gotowanie brać? Lubie gotować, ale nie tak codziennie. Najczęściej gotuję to na 2-3 dni. Jak coś jest pracochłonne (pierogi, gołąbki) to robię duża ilość, żeby jeszcze zamrozić:)

    • kashienka 14 października 2017, 22:35

      Dzięki! Ja staram się zawsze czytać składy gotowych potraw. Lepiej wybierać te, których składniki wydaję się najmniej szkodliwe. Niestety tutaj czasami skład to masakra 🙁 Ja lubię gotować, mogę bez problemu codziennie – ale wybieram dania proste i nie zabierające dużo czasu. Gołąbki zrobiłam raz w życiu – po 5h zawijania powiedziałam „nigdy więcej!”, a samodzielne lepienie pierogów cały czas jeszcze przede mną 😉

Skomentuj

Przepis wynik *