O WSZYSTKIM INNYM

JAK UBIERAJĄ SIĘ AMERYKANIE?

Wiecie, że do stworzenia tego wpisu zbierałam się dobre pięć lat? Ale co otwierałam notatnik, by zabrać się za pisanie, to po kilku pierwszych zdaniach rezygnowałam z pomysłu. Bo tutaj na blogu zwykle starałam się być możliwie obiektywna w swoich ocenach, nie krytykować bez wyraźnego powodu, nie dyskwalifikować inności, a jedynie o nich opowiedzieć w formie ciekawostki. W kwestii ubioru nie potrafiłam natomiast zachować tej neutralności zupełnie, dlatego przez długi czas unikałam tematu. Aż wreszcie i mi się “zebrało” i postanowiłam napisać po prostu jak jest – całkowicie subiektywnie i jednak trochę oceniająco 😉 Jesteście gotowi na całą prawdę o tym, jak ubierają się Amerykanie? 

CZY ONI WSZYSCY IDĄ WŁAŚNIE NA W-F…?

Pierwsze przemyślenia na temat amerykańskiego stylu miałam od samego początku, jednak najbardziej utkwiła mi w głowie pierwsza krótka wizyta w miasteczku studenckim Athens, w pobliżu Atlanty. Brian miał tam jakieś spotkanie, a ja zabrałam się z nim, by obejrzeć kampus University of Georgia. Przechadzałam się po uniwersyteckim miasteczku, podziwiając sobie dostojne budynki college’u, ubrana, jak mi się wydawało, całkiem normalnie – letnia spódniczka przed kolano, jakaś bluzka w kwiatowy motyw i sandałki na niewielkim koturnie. Dopiero gdy rozpoczęła się przerwa i z budynków wynurzyły się tłumy studentów poczułam, że mocno odstaję od reszty w kwestii stroju. Okazało się, że w porównaniu do studentów byłam odstawiona niczym szczur na otwarcie kanału 😉

Tłum studentów wyglądał dość jednolicie. Zarówno dziewczyny jak i chłopaki w przeważającej większości mieli na sobie sportowe szorty (takie, jakie zwykle ubiera się na siłownię czy bieganie) albo sportowe legginsy (dziewczyny) czy szorty khaki (chłopaki). Praktycznie wszyscy byli w kolorowych t-shirtach, często zdecydowanie za dużych i wymiętych. Na nogach mieli głównie adidasy, japonki lub co gorsza – klapki (coś a’la Kubota, tylko z łyżwą) i skarpety. I pamiętam, że jak tak ich wszystkich obiegłam wzrokiem i przypomniałam sobie samą siebie biegnącą na uczelnię w szpilkach i kieckach, to jakoś automatycznie założyłam, że oni wszyscy pewnie mają akurat mają jakieś zajęcia sportowe. Niedługo później miałam się przekonać, że taki strój to kwintesencja amerykańskiego stylu “po godzinach”, czyli wtedy kiedy nie muszą być ubrani inaczej. Czyli – prawie zawsze 😉

DRESS CODE W GODZINACH PRACY

Większość pracowników zatrudnionych w sektorze publicznym, administracji publicznej, biurach, korporacjach (tzw. white collar workers) w godzinach pracy obowiązuje dress code. Ten różni się oczywiście, w zależności od miejsca pracy czy wykonywanego stanowiska i nie jest jednolity. Podczas godzin pracy można spotkać Amerykanów w dobrych garniturach, nienagannie wyprasowanych koszulach, eleganckich kostiumach oraz odpowiednich butach. Jednak zaraz po pracy ten elegancki strój trafia kosza na brudy/torby która pojedzie później do pralni chemicznej, a Amerykanin przebiera się w swoje ubrania codzienne.

AMERYKAŃSKI STYL W PIGUŁCE

Czasem sięgam artykuły czy książki dotyczące stylu konkretnych narodowości, których autor potrafi znaleźć wspólny mianownik, który wyróżnia styl danej nacji. Mówi się potem o nonszalanckim francuskim szyku czy niewymuszonej włoskiej elegancji. Gdybym miała ocenić styl Amerykanów jednym określeniem to byłby to… absolutny brak stylu. Z jednej strony rozumiem umiłowanie do luzu i wygody, z drugiej uważam, że nawet wygodny domowy strój może być schludny i ładnie się prezentować, jeśli włożymy w to choć minimalny wysiłek. Jednak mam wrażenie, że większości mieszkańców USA po prostu kompletnie to wisi.

Nie licząc specyficznych miejsc takich jak Nowy Jork czy Beverly Hills w LA, na amerykańskich ulicach rzadko można spotkać fajnie ubrane osoby. Duża jest też szansa, że wyłowiona z tłumu ciekawie ubrana osoba odpowie na komplement z obcym akcentem 😉 Oczywiście mocno tutaj generalizuję, bo sama znam Amerykanów i Amerykanki, które potrafią się ubrać stylowo, ale są to zdecydowanie pojedyncze przypadki. Większość wygląda nieciekawie, nijako a czasem wręcz niechlujnie.

Na Florydzie rzecz ma się jeszcze gorzej, bo upały dodatkowo zniechęcają do modowych eksperymentów. Od trzech lat mieszkam więc w miejscu, gdzie szorty khaki, podkoszulki i japonki nosi się przez okrągły rok 😉 W pewnym stopniu już przywykłam do tego, że ludzie wokół mnie wyglądają tak samo podczas porannych zakupów w markecie i wieczornej kolacji w knajpce. Przywykłam, ale nie oznacza to, że nie tęsknię za ładnie ubranymi ludźmi wokół. A takich widuje głównie na obrazkach na Instagramie 😉

NO TO CO W KOŃCU NOSZĄ CI AMERYKANIE?

Trudno mówić mi o całych Stanach, bo w tak rozległym kraju trudno o jeden konkretny typ ubioru. Skupię się natomiast na obserwacjach z Florydy oraz Georgii, w której mieszkałam wcześniej. Zaznaczam, że mówią tutaj o ubiorze poza godzinami pracy czy wyjątkowymi okazjami typu przyjęcie. To będzie ubiór Amerykanów widziany po prostu na ulicach.

U kobiet “must have” to na pewno sportowe legginsy, jeansy i spodnie do jogi, noszone na codzień – od zakupów w spożywczaku po lunch z przyjaciółką. Jak jest ciepło – szorty, niezależnie od tego czy nosisz rozmiar 0 czy 24 ;). Do tego t-shirt lub top, ewentualnie sportowa bluza, gdy robi się zimniej. Na nogach płaskie buty, najczęściej “adidasy” lub japonki. W ręce duża markowa torebka (pasująca do całości, jak przysłowiowy “kwiatek do kożucha”) bądź wristlet wallet, czyli dosłownie portfel z paskiem na nadgarstek, w którym nosi się telefon i karty kredytowe.

U mężczyzn są to zwykle jeansy lub szorty w zależności od pogody i t-shirty. Na nogach wspomniane już wcześniej japonki albo adidasy. U starszych facetów do adidasów i szortów dodatkowo dochodzą wysokie skarpety, młodsi najczęściej sięgają po niższe skarpetki 😉 Często czapka z daszkiem lub daszek, dla ochrony przed słońcem.

Mijając przypadkowe osoby na ulicy ma się często wrażenie, że strój dobierali na zasadzie “co pierwsze wpadnie mi w ręce”, bo ciuchy często zdają się do siebie zupełnie nie pasować. Ale mało kto się tym przejmuje, ważna jest przecież wygoda.

JAK SIĘ ODNAJDUJĘ W TYM AMERYKAŃSKIM STYLU?

“You look so fancy Kasia, are you going for a date?” (ang. Kasia, wyglądasz tak elegancko, czy idziesz na randkę?) pytały mnie czasem moje host dzieciaki, gdy ubierałam zwykłą sukienkę i koturny idąc na kawę z przyjaciółką. “This will be casual dinner, wear something comfy” (ang. to będzie zwyczajna kolacja, ubierz coś wygodnego), mówili amerykańscy znajomi, zapraszając mnie do siebie na sobotę. “Oh, you dressed up so nicely, it’s not very fancy place” (ang. O, tak ładnie się ubrałaś, a to miejsce nie jest tak bardzo eleganckie) uśmiechał się czasem Brian, gdy zabierał mnie na randkę ubrany w szorty i swój nieśmiertelny t-shirt z nazwą ulubionej drużyny.

Przez pierwszy rok w Stanach nieustannie miałam wrażenie, że ciągle ubieram się zbyt elegancko do okazji, mimo że w moim europejskim odczuciu były to całkiem normalne stroje. Żadnych szpilek, błyszczących kiecek czy mocnego makijażu. Jednak wśród Amerykanów wciąż trochę się wyróżniałam ubraniem. Później jednak… przestałam się tym zupełnie przejmować 😉 Noszę to co lubię i w czym czuję się dobrze, niezależnie od tego co ubierają osoby wokół mnie. Bo w Ameryce w kwestii ubioru najbardziej podobają mi się dwie rzeczy.

Po pierwsze, można się tu ubrać w cokolwiek człowiekowi podoba i nikt nie spojrzy na to krzywo. Po drugie, jeśli komuś się coś spodoba to podejdzie i otwarcie Cię skomplementuje. I dlatego czuję się dobrze, zarówno w kolorowych legginsach i adidasach, które zakładam gdy idę do parku dla psów z Leo, ale też i zwiewnej sukience, którą ubieram idąc na wieczornego drinka z mężem do knajpki na naszym osiedlu.

*

Uff, troszkę się rozpisałam, ale uwierzcie, że na ten temat można by jeszcze mówić godzinami 😉 Zazwyczaj pisząc o innościach czy ciekawostkach w Stanach staram się zachować pewną neutralność obserwatora. W kwestii amerykańskiego ubioru czy stylu trudno mi jednak powstrzymać się od oceny, stąd ten wydźwięk dzisiejszego wpisu może wydać się Wam nacechowany negatywnie. Myślę jednak, że przynajmniej część czytelników, którzy mieli okazję zaobserwować jak ubierają się Amerykanie przyzna mi rację.

Amerykański styl “po godzinach” jest z pewnością wygodny, ale trudno się nim zachwycić 😉 Amerykanie nie przywiązują zbyt dużej wagi do swojego ubioru i to zdecydowanie widać na ulicach. Miłośnicy luzu i swobody to docenią, ale osoby, które lubiły wcześniej bardziej eleganckie ciuchy mogą na początku czuć się odrobinę nieswojo. Na szczęście amerykańska tolerancja w kwestii ubioru sprawia, że nikt nie powinien się tu czuć nieodpowiednio ubrany. No i miło jest czasem usłyszeć: “Oh, I love your skirt! Are you from Europe?” (ang. Podoba mi się Twoja spodnica! Jesteś z Europy?) 😉

Jakie jest Wasze zdanie na temat amerykańskiego stylu? Co Wam się w nim podoba, a co niekoniecznie? Będzie mi bardzo miło, gdy podzielicie się swoimi spostrzeżeniami!

You Might Also Like

5 komentarzy

  • Reply
    Agnieszka
    11 marca 2020 at 13:57

    Szczerze? To po 2 tygodniach w 3 różnych częściach stanów nie jestem w stanie powiedzieć czegokolwiek na ten temat, bo nie zwracałam na to uwagi… Wiedziałam tylko, że będąc w NYC mogę nawet wyjść w majtkach na głowie i nikt na mnie krzywo nie spojrzy (nie praktykowałam!), więc totalnie mi wisiało jak ja wyglądam. I wisiało mi jak inni wyglądają. Aaaa, pamiętam tylko jedną sytuację jak po wylądowaniu jechałam metrem na Manhattan i usiadłam obok młodej Amerykanki, która oczywiście od razu zaczęła ze mną rozmawiać. Była II połowa listopada, a ona w japonkach. Może za drugim razem się bardziej przyjrzę.

    • Reply
      kashienka
      11 marca 2020 at 15:16

      Ty miałaś za dużo przeżyć na te tygodnie, by jeszcze się przyglądać ciuchom 😀 A sytuacja z metrem i babką w japonkach wcale mnie nie dziwi. Na Florydzie zdarza się, że jak “przymrozi” (tj. temperatura spadnie do 10-15 stopni C) to ludzie ubierają grube kurtki, wełniane czapki i… japonki 😀 A moje host dziecko przy -5 stopniach od rana szło do szkoły w spódniczce, podkolanówkach i z gołymi nogami! “Bo przecież po południu będzie już ciepło” 😉

  • Reply
    Julia
    12 marca 2020 at 01:52

    Moje host dziecko na drugi dzien mojego pobytu tutaj przywitało mnie rano słowami „ooo gdzie dzisiaj wychodzisz?” A ja wzruszyłam ramionami, i mówię „ze raczej nigdzie” na co Burke odpowiedział „to dlaczego ubrałaś sukienkę?”. Przysięgam, że wtedy zwątpiłam! Odpowiedziałam mu, ze po prostu lubię nosić sukienki, ale chyba do teraz nie rozumieją dlaczego nosze sukienki bez okazji 🤣

    • Reply
      kashienka
      15 marca 2020 at 16:47

      Hahaha właśnie tak 😀 U mnie było to samo – jak sukienka to na pewno od razu wyjście, bo przecież jak to tak chodzić w sukience na codzień ;-))))) A ja lubię sukienki po prostu!

  • Reply
    Tez Kasia :)
    12 marca 2020 at 04:18

    Oj, swietne podsumowanie 🤣 Styl w Kalifornii, z uwagi na cieply Klamath, mamy ten sam co w wymienionych przez Ciebie stanach 🏃🏽🏃🏼‍♀️ Ładniejsze ubrania wciąż kupuję głównie w Polsce, może dlatego tez że lubie kilka europejskich marek, a tutaj mimo ze są one dostępne, są zdecydowanie droższe :/ Ja bym do artykułu dodala jeszcze dwie rzeczy odnośnie mody (może to jest lokalna moda w Kalifornii, a może nie 😉 ) 1. Wychodzenie z domu w piżamie – zakupy spożywcze w piżamie są tu całkiem normalne 🙂 przestało mnie już dziwić jak ktoś stoi we flanelowym „garniturku” w kolejce w supermarkecie, ale tez zdarzyło mi się spotkać osoby ubrane w piżamkę np. w sushi barze podczas lunchu… bo w rozumieniu niektórych amerykanek, zrobienie makijażu wystarczy żeby wyglądać „fancy” nawet w piżamie 🧍‍♀️2. Akurat lokalnie mamy ogrom Azjatów, którzy już dość mocno wpisali się w lokalna społeczność, No i wśród nich jest maksymalna dysproporcja co do stylu – gatunek #1 – ubrany (topowi projektanci) i zrobiony (chirurgia plastyczna) od stop do głów, złoto wysypuje się z kieszeni 🤣 i gatunek #2: nic totalnie nie pasuje do siebie. Ci ostatni w braku stylu biją na głowę nawet najgorzej ubranych Kalifornijczyków 🤦‍♀️ Przykład: adidasy (najlepiej neonowe, żeby raziło w oczy), spodnie piżamowe w kwiatki, koszula „garniturowa”, kapelusik słomiany ze sztucznym kwiatkiem … kwintesencja stylu i szyku 😎

  • Leave a Reply