OBAWY PRZED WYJAZDEM

2670 Wyświetleń 4 komentarze

Im bliżej wyjazdu, tym w głowie pojawia się kilka obaw z nim związanych. Co ciekawe, nie są to wcale racjonalne obawy jak typu „jak sobie poradzę w USA?”, bo wierzę, że ogólnie, to dam sobie radę. Moje lęki są zdecydowanie lepsze 🙂

Bagaż

Myśl o tym, że mój dobytek będę musiała spakować w dwudziestotrzykilogramowy bagaż nadawany i ośmiokilogramowy bagaż podręczny paraliżuje mnie od samego początku. Choć w czasie ostatniego pół roku pozbyłam się ponad połowy mojej garderoby, to jednak to co zostało, zdaje się być nieco większe objętościowo niż miejsce w walizkach. Myśl „co zabrać, a co zostawić” jest zdecydowanie na pierwszym miejscu.

Jednostki

Jadę do takiego dziwnego kraju, co to zamiast naszych kilometrów stosuje mile, zamiast kilogramów funty, metry zastępuje stopami a stopnie Celsiusza – stopniami Fahrenheita. Na razie siedząc w Polsce, często korzystam ze strony, która szybko mi przelicza to wszystko „na nasze”. Ale tam? Patrząc na moje wybitne uzdolnienia matematyczne i zdolność do liczenia w pamięci (hahaha) to zanim przeliczę to sobie we właściwą stronę, miną wieki.

Język

Choć liznęłam „trochę” angielskiego i nigdy nie miałam żadnych problemów z komunikacją się w tym języku to często towarzyszy mi irracjonalny lęk: „A co, jeśli ja się tam nie dogadam?” Fakt, że znam angielski w stopniu pozwalającym na swobodną komunikację czasem mi nie wystarcza. Podobnie zapewnienia bliskich i przyjaciół  przekonujących mnie, że „kto jak nie Ty?”. No obawiam się tego i już! Że zwyczajnie będę po pięć razy pytać o jedną rzecz, zanim zrozumiem 😉

Podróż

Przemieszczanie się z punktu A do punktu B jest dla mnie zawsze kłopotliwe. Jeśli istnieje cień szansy, że coś się wydarzy podczas wyjazdu, to stuprocentowo trafi na mnie. Zawsze trafia. Od prozaicznego opóźnienia pociągu, gdy bardzo mi się śpieszy poprzez rozliczne zaspania / łapanie stopa bo „nic nie jedzie” i wymuszenie na kierowcy jazdy na czerwonych, by gonić mój pociąg / pomylenie godzin odjazdu / przespanie swojej stacji / pomylenie pociągu i pojechanie w przeciwnym kierunku / albo lepiej, celowe skrócenie sobie podróży co z moim wybitnym zmysłem logistycznym kończyło się zawsze nie tam, gdzie powinno / „pokłócenie się” z gps-em i dalsza jazda na azymut co z moją orientacją w terenie nigdy nie się było dobrym rozwiązaniem / zgubienie drogi w każdym nowym miejscu a czasem i tych dobrze znanych – mogłabym tak bez końca. Kto ze mną kiedykolwiek gdzieś jechał, ten wie, jak sprawy się mają ;-)))

Wielokrotnie udowodniłam, że jestem w stanie przeżyć „przygodę” nawet podczas krótkiej podróży. A co dopiero mówić o podróży, długiej, kilku etapowej i, było-nie było, całkiem w nieznane? 😉 Najpierw trasa do Warszawy, potem w Warszawie samolot do Nowego Jorku, ale z przesiadką w Lądku Zdrój. Po kilku dniach w Nowym Jorku kolejny samolot, tym razem do Atlanty. Wiecie, ile podczas takiej podróży można nawywijać? 😉 Ja boję się nawet myśleć!

4 Komentarzy
  • Anonimowy 17 stycznia 2014, 00:35 Odpowiedz

    Spakuj tylko to co najważniejsze (tam obkupisz sie za wszystkie czasy), weź lekkie ciuchy i mało butów to jeszcze miejsce i w walizce zostanie 🙂

    • kashienka 18 stycznia 2014, 21:21

      Mało butów.. No właśnie! Samych najbardziej ulubionych i absolutnie niezbędnych mam chyba ze 12 par.. 😉

  • Anonimowy 23 stycznia 2014, 17:09 Odpowiedz

    Jeśli jesteś prawdziwą kobietą to masz prawo mieć problem z przeliczaniem jednostek.

    • kashienka 23 stycznia 2014, 21:23

      Patrząc na moje odróżnianie prawo-lewo i parkowanie równoległe można powiedzieć, że kobieta ze mnie stuprocentowa 😉

Skomentuj

Przepis wynik *