5 NAJWIĘKSZYCH STEREOTYPÓW NA TEMAT AMERYKANÓW

4399 Wyświetleń 22 komentarze

Dzisiaj postanowiłam wziąć na tapetę najpopularniejsze stereotypy dotyczące Amerykanów. Wiadomo, że są to mocno zgeneralizowane, uproszczone opinie dotyczące osoby lub grupy. Czasem nijak mają się do rzeczywistości, a czasami – mają więcej niż ziarnko prawdy. Jeśli macie ochotę to zapraszam do przeczytania moich opinii na temat pięciu największych stereotypów dotyczących Amerykanów.

Wszyscy Amerykanie to idioci. W sieci można spotkać masę filmików obrazujących porażającą głupotę amerykańskiego społeczeństwa (przykład tutaj). Owszem oglądanie dorosłych ludzi mających problemy z odpowiedzeniem na najprostsze pytania z jednej strony nieco bawi, ale przede wszystkim – zatrważa. Jednak uważam, że zrobienie ulicznej ankiety nie jest ani trochę miarodajną oceną poziomu społeczeństwa. Takie same filmiki zostały nagrane również w Polsce, kiedyś dla rozrywki obejrzałam kilka odcinków Matura to Bzdura na youtube – i oceniając wiedzę naszego społeczeństwa na podstawie kilku obejrzanych ankiet, można by uznać, że większość naszych rodaków to kretyni. Takie filmiki są kręcone specjalnie w tym celu i do gotowej wersji wybierane są właśnie takie odpowiedzi, które wzbudzą najwięcej kontrowersji i wpłyną na oglądalność. Moim zdaniem nijak się to ma do rzeczywistości, a wrzucanie wszystkich do jednego wora jest tutaj zwyczajnie nie fair. Ja podczas pobytu w Stanach spotkałam sporo bardzo mądrych ludzi, którzy mieli szeroką wiedzę na wiele tematów, wielu przeciętnie inteligentnych i kilka, powiedzmy, mniej bystrych jednostek. Czyli dokładnie tak samo jak w Polsce. Aha, nie uważam braku skrupulatnej wiedzy „gdzie leży Polska” (poza wskazaniem, że w Europie) za przejaw skrajnej głupoty. Ja też nie wiem dokładnie gdzie leży jakieś państwo w Ameryce Południowej czy Azji, choć umiem wskazać kontynent. To, że Polacy wiedzą dla odmiany gdzie leżą Stany Zjednoczone wynika głównie z faktu, że USA jest sporym krajem, który naprawdę ciężko przeoczyć na mapie świata 🙂

Wszyscy Amerykanie są grubi i jedzą w fast-foodach. Muszę przyznać, że Ameryka to kraj śmieciowego jedzenia. Ciężko jest przejechać kilometr bez minięcia jakiejś restauracji fast-fooda – jest ich naprawdę mnóstwo i (oceniając po kolejkach), bankructwo im raczej nie grozi.  Porcje jedzenia często są ogromne, podobnie jak napoje (wiaderko Coli plus oczywiście darmowe dolewki). Dodając do tego bardzo niskie ceny śmieciowego żarcia mamy prosty przepis na olbrzymi problem otyłości wśród społeczeństwa. Niestety muszę przyznać, że nigdzie nie zdarzyło mi się spotkać tylu naprawdę otyłych ludzi, co w Stanach. I nie mówię tutaj o 10kg nadwagi czy piwnym brzuszku, ale o prawdziwej chorobie, która jest mega zagrożeniem dla zdrowia. Najgorsze dla mnie jest fakt, że często takie ekstremalnie otyłe osoby można spotkać właśnie w fast-foodach, albo w marketach gdy płacą za wózki pełne po brzegi niezdrowego gotowego jedzenia, słodkich napojów i wypełnionych cukrem i solą przekąsek. Niestety nawyki żywieniowe wielu Amerykanów wołają o pomstę do nieba! Myślę, że w Europie żywimy się generalnie zdrowiej – na zwrócił na to uwagę mój mąż – jego największe zaskoczeniem w Polsce był… brak grubych ludzi (czytaj tutaj) 😉 Na szczęście nie wszyscy w Stanach żywią się w McDonaldzie! Jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe sklepy, które w założeniu sprzedają głównie zdrową, nieprzetworzoną żywność. Jest też wiele restauracji oferujących zdrowe, pełnowartościowe posiłki a zamiast gazowanych napojów – świeżo wyciskane soki z warzyw i owoców. Ludzie też sporo się ruszają – ścieżki spacerowe wokół naszego osiedla wypełnione są biegaczami i rowerzystami. To wciąż kropla w morzu, ale może powoli małymi kroczkami Amerykanie zorientują jaką krzywdę robią swojemu zdrowiu odżywiając się w tak niezdrowy sposób?

Wszyscy Amerykanie są leniwi i wygodniccy. Amerykanie słynną z ułatwiania sobie życia. Wszystko co możliwe dostępne jest w formie drive-thru (pisałam o tym tutaj) a w markecie oprócz wieeeelu „gotowców”, które nie wymagają żadnego nakładu pracy (Brian wspomniał o tym tutaj), można znaleźć dużo „obranych i pokrojonych rzeczy”. Pokrojony w cząsteczki arbuz czy melon nikogo nie dziwi, podobnie jak winogrono bez gałązek, poszatkowana w malutkie kawałeczki cebula czy papryka. Obrane jabłka w ćwiartkach też są normalne a koleżanka mówiła, że widziała nawet obraną pomarańczę w pojemniku 😀 Moim hitem do tej pory są gotowane jajka zapakowane w folię! Wspominałam też wielokrotnie o poruszaniu się wyłącznie samochodami i niechęci do chodzenia co niektórych. Moim zdaniem niektóre udogodnienia są super i sama z nich korzystam (uwielbiam na przykład bankomaty drive-thru!), niektóre wywołują we mnie wyłącznie śmiech (jak kupno dwóch gotowanych jajek w cenie 10 zwykłych). Amerykanie cenią sobie oszczędność czasu i jeśli mają w głowie sposób jak włożyć w coś mniej wysiłku/czasu to zdecydowanie taką metodę wybiorą.

Wszyscy Amerykanie to bogaci ludzie. Taaa, Ameryka to przecież kraina mlekiem i miodem płynąca, a dolary rosną na drzewach 😉 Wciąż jeszcze żywe są wspomnienia o tych, co wyemigrowali do Ameryki w poprzednim ustroju i po roku pracy dorabiali się znacznego majątku i mogli wysłać odrobinę tego dobrobytu w postaci paczki pełnych zachodnich rarytasów do ubogich krewnych z Polski 😉 Logiczne więc, że kto mieszka tutaj od urodzenia to wręcz opływa w luksusy i ogóle może wytapetować sobie pokój studolarówkami 😉 W pewnym sensie jestem w stanie zrozumieć, że patrząc np. na rozmiar domu przeciętnego Amerykanina (szczególnie porównując go do np. malutkiego mieszkania w bloku w Polsce) czy fakt, że bardzo wiele osób posiada swój pierwszy samochód już w wieku 16 lat (co spowodowane jest raczej koniecznością -długimi dystansami i brakiem komunikacji publicznej) może narzucić taki obraz. Jednak muszę Wam powiedzieć, że nie do końca wygląda to tak różowo. Wprawdzie wiele rzeczy jest tańszych niż w Polsce – paliwo czy ubrania, ale są rzeczy której tutaj są sporo droższe – np. opieka medyczna. To fakt, zarabia się sporo więcej (porównując chociażby z zarobkami w Polsce), ale też dużo się wydaje. Mniej ludzi żyje „od pierwszego do pierwszego”, to fakt – tutaj raczej od jednego rachunku z karty kredytowej do drugiego 😉 Społeczeństwo jest dość zróżnicowane pod tym względem. Owszem, jest jakiś odsetek najbogatszych – milionerów z willami na 15 sypialni, ale i pokaźna grupa najbiedniejszych – ledwo wiążących koniec z końcem. Pozostali to przeciętnie zarabiająca większość społeczeństwa.

Wszyscy Amerykanie to ignoranci wobec reszty świata – nie znają obcych języków i nie podróżują za granicę. O ile nie zgadzam się zupełnie za uznanie wszystkich Amerykanów za głupców, to niestety w kwestii ignorancji dla innych krajów muszę przyznać, że stereotypy nie wzięły się z powietrza 😉  Wielu Amerykanów (nie mówię oczywiście, że wszyscy) uważa Stany za „centrum wszechświata”. Choć Europa ma znacznie dłuższą historię i chociażby dorobek kulturowy, to przecież Ameryka jest i tak najlepsza 😉  Jeśli chodzi o podróżowanie, to wielce zadziwił mnie fakt, że większość Amerykanów w życiu nie opuściła Stanów Zjednoczonych (źródło). Co prawda muszę przyznać, że USA jest tak zróżnicowane kulturowo, że znajdzie się mnóstwo miejsc do zwiedzanie, jednak mimo wszystko cieżko mi pojąć brak chęć poznania czegoś więcej niż własny kraj. O ile podyktowane jest to brakiem czasu (krótsze urlopy), czy brakiem finansów to wiadomo, jestem w stanie zrozumieć. Ale jeśli ktoś mając pieniądze i czas woli przez całe życie spędzać urlop letni na Florydzie a zimowy w górach Kolorado, bo tak najwygodniej, zamiast poznać inny kawałek świata, to moim zdaniem wiele traci. Języki obce także nie są mocną stroną Amerykanów. Dzieci mają co prawda jakieś lekcje języka w szkole (najczęściej hiszpański lub francuski), studenci mają lektorat w collegu i.. to by było na tyle. Mimo, że dzieci mają mnóstwo zajęć pozalekcyjnych, nie słyszałam żeby język obcy był ujęty w tym planie. Mało który rodowity Amerykanin mówi w innym języku niż angielski (a jeśli mówi, to na tyle, że potrafi zamówić jedzenie w restauracji). Oczywiście, bierze się to z tego, że znając wyłącznie swój ojczysty język Amerykanie oni w stanie dogadać się praktycznie na całym świecie i nie czują potrzeby uczenia się czegoś innego.

To według mnie najczęściej spotykane stereotypy odnośnie Amerykanów. Macie jakieś inne? A może Wy sami macie inne zdanie dotyczące powyższych kwestii? Zapraszam do komentowania 🙂

22 Komentarzy
  • Joanna Marek-Blukacz 10 lutego 2017, 22:08 Odpowiedz

    Z Tym ostatnim punktem zgadzam sie w 100 %…… jesli chodzi o znajomosc innych krajow to musze przyznac, ze nie maja zielonego pojecia. Sa czywiscie wyjatki jak mowie ze jestem z Polski to wiedza, gdzie to jest i wymieniaja slawne postacie jak Lech Walesa czy Jan Pawel II. 😉

    • kashienka 14 marca 2017, 18:43

      Ja akurat spotkałam się z wieloma takimi osobami, które wiedziały gdzie szukać Polski 🙂 Ale sporo Amerykanów nie ma zbyt dużej wiedzy na temat innych krajów, bo zwyczajnie ich to chyba nie interesuje 😉

  • Paulina 11 lutego 2017, 06:02 Odpowiedz

    Kompletnie zgadzam się z Tobą odnośnie wiedzy geograficznej. Oczywiście, że Amerykanie mogą nie wiedzieć, gdzie dokładnie leży Polska, tak samo jak Polacy nie znają dokładnie poszczególnych stanów itp.
    Znajomość języka wydaje mi się urocza, bo spotkałam wielu, którzy chcieli mówić po hiszpańsku, włosku, a nawet po polsku. Jakkolwiek mają utrudnione zadanie, bo wszystko wokół jest w ich rodowitym języku.

    • kashienka 14 marca 2017, 18:46

      Dokładnie tak – ja nawet nie jestem w stanie wymienić wszystkich pięćdziesięciu stanów, nie mówiąc o pokazaniu ich wszystkich poprawnie na mapie. I wcale nie mam z tego powodu kompleksów, bo wystarcza mi znajomość tych głównych albo tych, które mnie ciekawią 🙂
      A co do języka to również się zgadzam. Wyobrażam sobie, że musi być ciężko się zmobilizować do nauki języka obcego, skoro prawie wszyscy na świecie mówią w Twoim ojczystym!

  • Dominika 11 lutego 2017, 10:35 Odpowiedz

    Ciekawie jest poczytać takie stereotypy, ale chyba w każdym kraju takie występują 🙂 Polskich stereotypów też jest całkiem sporo

    • kashienka 14 marca 2017, 18:47

      No niestety to prawda i niektóre są bardzo niemiłe, typu: „każdy Polak to złodziej i pijak”.

  • Kasia 11 lutego 2017, 22:59 Odpowiedz

    Wiekszosc otylych ludzi, bierze sie miedzy innymi tutaj niestety z biedy. Ludzi nie stac na zdrowe, swieze produkty, karnet na silownie, czy tez jedzenie w lepszych restauracjach, dlatego wybieraja np Mc Donald’s, gdzie posilek kosztuje 5$, a nie 20$.

    • kashienka 14 marca 2017, 18:48

      Tak, to prawda. Problem otyłości rośnie niestety wprost proporcjonalnie do poziomu ubóstwa 🙁

  • Kasia w Kalifornii 12 lutego 2017, 07:24 Odpowiedz

    W 100% sie zgadzam z tymi stereotypami. Dokladnie to samo zauwazylam po przeprowadzce do Kalifornii.
    Musze jednak przyznac, ze jak na poczatku smialam sie z tym gotowcow pokrojonych, tak teraz chetnie juz posiekana cebulke kupuje:)

    • kashienka 14 marca 2017, 18:49

      Hahaha, u mnie tak samo! Posiekana cebula rządzi, nie znoszę kroić tej w całości 😉

  • LIFESTYLERKA - blog o dietetyce i zdrowym stylu życia 12 lutego 2017, 17:03 Odpowiedz

    Według mnie Amerykanie, to ignoranci, ale na pewno ni idioci. Gdyby byli idiotami, to nie mieli by państwa, które chyba spokojnie można powiedzieć jest największym mocarstwem świata. My mamy ogólną wiedzę o wszystkim i o niczym. Natomiast oni się specjalizują. Może ledwo co zdają sobie sprawę z tego gdzie jest Europa, ale im to nie jest potrzebne do szczęścia. A jak skoncentrują się na jakiejś dziedzinie, to w niej odnoszą sukcesy.

    My zawsze jako przykład dobrego zorganizowania i przestrzegania zasad podajemy Niemców. Ale moim zdaniem Amerykanie biją ich na głowę. Kiedy chodziłam do szkoły w Stanach, to się trochę naoglądałam. Podczas lekcji nawet do kibelka nie mogliśmy iść bez przepustki, a podczas godzin lekcyjnych opuszczać budynku szkoły! W Polsce, to by coś takiego chyba nie przeszło. Ale żeby nie było wątpliwości mi akurat bardzo podoba się taki ład i porządek. Aaaaa i ściąganie na testach jest bardzo piętnowane i traktowane bardzo surowo. Nawet inni uczniowie też potępiają. Nie pytaj o szczegóły, to taka moja mała trauma;).

    • kashienka 14 marca 2017, 18:53

      Otóż to, otóż to! Są bardzo skoncentrowani na jednej wąskiej dziedzinie i to ich klucz do sukcesu. Przedstawiciele innych narodowości chcą być czasem „dobrzy we wszystkim” i to ich gubi.
      Co to szkoły to zgadzam się w 100%. Wprawdzie sama nie mam szkolnego doświadczenia z USA, ale co napatrzyłam się na takie właśnie zasady w szkole moich host dzieciaków to moje 😉

  • Marta 12 lutego 2017, 20:14 Odpowiedz

    Duzo ludzi je fast food bo tak taniej. W zasadzie, im ktos ubozszy i im wiecej godzin w tygodniu pracuje (co znaczy, ze nie ma czasu przygotowywac swoich posilkow) tym wiecej fast fooda kupuje, bo nie patrzysz wtedy na to czy zdrowe, tylko na to zeby dzieciom zapchac brzuchy bez fatygi na pare dlugich godzin. Jak robie zakupy, to za moje zdrowe zielonki, ktorych przykrywam tylko dno wozka place dwa razy wiecej niz tacy co maja caly pelny wozek plastikowego jedzenia. I’m to starczy na tydzien pewnie a ja moje zielonki zjem w 3-4 dni. Wiec rachunek prosty. Finanse ograniczaja tez zwiedzanie swiata, bo potezna ilosc funduszy juz idzie na bilet lotniczy. Jezli wybieralaby sie cala rodzina, to same bilety moga juz osiagnac cene 5 tysiecy dla 4 osob. Nawet wiec bogaci przelicza sobie, ze taniej przemieszcza sie wewnatrz USA (szczegolnie ze sa tu wszystkie strefy klimatyczne do wyboru do koloru) a owe pieniadze zaoszczedzone na biletach przeznacza na lepsze lokum czy atrakcje. Europa ma zreszta opinie drogiej i nieprzyjaznej, no i ta podroz wszystkich odstrasza, wiec jak sie ma malo urlopu to niewielu chce tracic 4 dni na podroz w obie strony…

    • kashienka 14 marca 2017, 18:57

      Co do jedzenia zgadzam się w zupełności – taka jest niestety prawda 🙁 Co do podróżowania, jeśli jest to spowodowane brakiem funduszy to wiadomo, doskonale rozumiem, ale jeśli tylko wyłącznie wygodą (w przypadku ludzi bogatszych) to ciężko mi pojąć. Ja wolałabym spać w nieco gorszym hotelu, czy nie rozbijać się po najdroższych restauracjach, a zamiast tego zobaczyć coś nowego 🙂 Ale to już oczywiście zależy od osoby i jej ciekawości świata.

  • Kasia 13 lutego 2017, 17:03 Odpowiedz

    Każdy Polak wie, gdzie są Stany, ale poproś kogoś, żeby wymienił Ci kilka stanów albo miast, oprócz tych najbardziej znanych 😉 Biorąc pod uwagę, że rozmiar Stanów jest porównywalny do całej Europy to trochę tak, jakby ktoś się czepiał Polaka, że nie wie gdzie dokładnie leży Oregon albo Nebraska 😛

    W temacie podróży – mając tak zróżnicowany kraj też pewnie sporo czasu poświęciłabym na podróże wewnątrz niego. Poza tym, nie każdy kto zna język, ma czas i pieniądze musi czuć się komfortowo wyjeżdżając za granicę. Znam wiele osób, które mogłyby jeździć po całym świecie, tymczasem szczytem możliwości jest wyjazd do Chorwacji w lecie i do Czech w zimie na narty. Wiem, że dla nich to już inny kraj, język etc. ale odległość mniejsza niż z Atlanty do Nowego Jorku 😉

    Najbardziej martwiąca jest skala otyłości 🙁 Ale fakt, w Polsce „obiadowy” zestaw w Maku kosztuje ok 20-25 zł, w tygodniu jem tańsze lunche w knajpkach w Krakowie 😉 Ale pewnie w Stanach to naprawdę nieduży wydatek i dla wielu osób tak jest najtaniej.

    • kashienka 14 marca 2017, 19:04

      No dokładnie, ciekawe ile % Polaków umiałoby pokazać te Stany na mapie? Pomijam już fakt, spotkałam się z wieloma osobami święcie przekonanymi, że stolicą USA jest Nowy Jork 😛
      Co do podróży to argumenty dotyczące finansów czy zbyt krótkiego urlopu rozumiem doskonale. Aczkolwiek tej niechęci do poznawania czegoś nowego pojąć nie mogę 😉 Ale wiadomo, nie każdy musi przecież rozumować w podobny do mnie sposób 🙂
      Tutaj zestaw w Macu to wydatek, bo ja wiem 3 czy 5 dolców? Czasem pewnie nawet nie, bo czasami jadę i widzę reklamy pokazujące śmieciowe jedzenie z fast-foodów dosłownie za grosze 🙁

  • IZA 23 lutego 2017, 07:42 Odpowiedz

    Zgadzam się w 100 %. Świetny post.

    • kashienka 14 marca 2017, 19:06

      Dzięki wielkie, cieszę się, że przypadł do gustu 🙂

  • gusia 13 sierpnia 2017, 08:23 Odpowiedz

    Pierwszy z Wymienionych jest chyba najbardziej zakorzenionym stereotypem. Jednak ja równeż nie spotkałam wielu grubych Amerykanów, choć faktycznie, śmieciowe jedzene jest tam na porządku dziennym i zastanawiam się, kiedy zacznie dominować w Polsce. W dużych miastach coraz bardziej brakuje nam czasu…

    • kashienka 13 sierpnia 2017, 22:36

      Mam nadzieję, że w Polsce ludzie mają więcej rozwagi i nie doprowadzą się do takiego stanu jak niektórzy Amerykanie 🙁 Niestety śmieciowe jedzenie ma straszny wpływ na nasze zdrowie 🙁

  • Nadia 9 września 2017, 01:00 Odpowiedz

    Zgadzam sie w 100% ale tez uwazam ze Amerykanie sa „glupsi” od europejczykow czesto nie wyjezdzaja nawet ze swoich stanow a co dopiero z kraju, jezykow obcych nie znaja wcale ja osobiscie nie znam zadnego amerykanina ktory mowi wiecej niz 2-3 zdania po hiszpansku. A dlaczego Ameryka jest potega? Zawdziecza to w wiekszosci mieszkajacym tu Zydom… pozdrowienia z Arizony! Badzcie bezpieczni🙏🏻🌪

    • kashienka 2 października 2017, 15:44

      Z „głupotą” nie do końca się zgodzę, ale z pewnego rodzaju ignorancją już tak.. 🙁 I języki obce faktycznie bardzo kuleją. Po prostu Amerykanie nie widzą potrzeby ich nauki.

Skomentuj

Przepis wynik *