INNOŚCI W STANACH: DRIVE THRU

2492 Wyświetleń 36 komentarzy

„Napisz o czymś ciekawym” – poprosił mój brat.

„A co jest dla Ciebie ciekawe?” – zapytałam.

„Inności!” :)))

Cykl Inności w Stanach jest to najczęściej odwiedzana i komentowana kategoria na blogu (dorównuje mu tylko Amerykanin w Europie, co dla B. jest jawnym wnioskiem, że powinien częściej tu „pisać”. Może kiedyś mu pozwolę, niech najpierw podszkoli swój polski ;))) I ja bardzo lubię tę kategorię, obawiam się jedynie wyczerpania tematu – już teraz znacznie mniej rzeczy mnie dziwi niż 1,5 roku temu i na mniej inności zwracam uwagę w życiu codziennym. Ale póki są tematy – piszę 🙂

Jak już niejednokrotnie wspominałam przeciętny Amerykanin nie ma wbudowanej opcji chodzenia. To znaczy na wycieczce to owszem, chodzić można nawet sporo, czy na spacer też się można wybrać (samochodem, który się zostawia na parkingu i idzie spacerować), ale już chodzenie w celu, że tak powiem, użytkowym jest praktycznie niewykonalne. O ile ktoś nie mieszka w ścisłym centrum dużego miasta, to zapewne nie wypróbował tak egzotycznych czynności jak przejście do sklepu po mleko, zaniesienie prania do pralni czy pójście pieszo na kawę. Raz, że dystanse są tu znacznie dalsze niż w Polsce, dwa, że Amerykanie nie nauczeni są, że można połączyć przyjemne z pożytecznym i odbyć spacer przy okazji załatwiania czegoś, a trzy.. że są zbyt wygodni, żeby na taki pomysł wpaść. Scenka rodzajowa obrazująca o czym mówię. Wracamy skądś z B. samochodem i proszę go, żeby wysadził mnie koło salonu paznokciowego niedaleko jego domu, bo muszę mieć zrobiony szybki manicure. W salonie kolejka, więc mówią, że mogę poczekać 15min, na co się zgadzam. B., który musi wracać już do domu po coś tam, pyta, o której ma mnie w takim razie stamtąd odebrać. Mówię, że po co ma odbierać, przyjdę sobie sama. Musielibyście widzieć tę reakcję – on był tak szczerze zaskoczony moim pomysłem wrócenia na piechotę! Dodam tylko, że od owego miejsca domu dzielił mnie niecały kilometr, przejście przez ulicę i dalej spacer po osiedlu, była chyba 12 w południe i słoneczny wiosenny dzień. Oczywiście, przyjechał, „bo co mam łazić”.

img_8363

W efekcie tej polityki niechodzenia, a wiecznego jeżdżenia samochodem, jest wiele miejsc, w których załatwia się co trzeba, bez konieczności opuszczania własnego auta. Określa się to nazwą drive-through bądź drive-thru (w Stanach częściej używana jest ta druga, uproszczona forma). W Polsce taką możliwość oferuje, z tego co wiem, McDonald i KFC, dokopałam się też do artykułu, że otwarto pierwszego Starbucksa tego typu w Bielanach Wrocławskich. W Stanach natomiast drive-thru to niemal filozofia życia.

Pierwsze obiekty tego typu pojawiły się w Stanach już w połowie lat 20. XX wieku. Na początku były to oczywiście punkty gastronomiczne, a przede wszystkim bary szybkiej obsługi. Dzisiaj ciężko znaleźć jest restaurację typu fast-food, która nie oferuje takiej możliwości (chyba, że jesteśmy w centrum miasta, a restauracja nie jest obiektem wolnostojącym) – ja staram się unikać tego typu jedzenia, ale kolejki samochodów, przed restauracjami uświadamiają mnie, że biznes kwitnie. Co ciekawe, prawie wszyscy korzystają z opcji drive-thru, a restauracja jest najczęściej pusta w środku.

img_8365

Jak zatem wyglądać może typowy amerykański poranek? Najpierw decydujesz się pożywne śniadanie z Burger King, Taco Bell czy Subway’a – zamawiasz oczywiście przez okienko bez wysiadania z auta i jesz w samochodzie. Po śniadaniu kawa ze Starbucksa, Dunkin-Donuts lub Caribou, również w opcji drive-thru. Gdy po ostatnim łyku kawy przypomnisz sobie, że musisz wykupić receptę od lekarza, podjeżdżasz do apteki drive-thru w CVS albo Wallgreens, a pani z okienka podaje Ci potrzebne lekarstwa. Następnie pralnia, brudne ubrania podajesz tylko przez okienko i przyjeżdżasz po ich odbiór za dwa/trzy dni. Potem uświadamiasz sobie, że kwiaty na stole przywiędły, więc po bukiet tulipanów podjeżdżasz pod okienko drive-thru w kwiaciarni. Samochód brudny, więc z kwiaciarni jedziesz prosto do myjni, na którą także wjeżdżasz samochodem i cierpliwie czekasz aż maszyny wymyją Ci auto, byś  mógł/mogła ruszyć dalej. Przecież alkohol na wieczorne przyjęcie z przyjaciółmi sam się nie kupi – musisz podjechać do monopolowego drive-thru i zakupić nieco procentów. I jeszcze przypominasz sobie, że nie masz ani centa w portfelu, więc po drodze zajeżdżasz samochodem do bankomatu i wypłacasz stówę przez okienko. I zobacz, jest już 12, załatwiłeś/as już sporo rzeczy, a jeszcze nie miałaś/miałeś okazji wysiąść z samochodu ;))))

img_8364

Oczywiście przerysowałam mocno ten typowy poranek, ale faktem jest, że wszystko co opisałam, można załatwić przez okienka typu drive-thru, bez konieczności opuszczania pojazdu. Wygoda, co nie? Zwłaszcza, że ciągle jesteś jeszcze w spodniach od piżamy :)))

Zapisz

Zapisz

36 Komentarzy
  • jagodka 18 lipca 2015, 03:16 Odpowiedz

    Z alkoholem przez okienko nigdy sie nie spotkalam! Udalo ci sie zaskoczyc nawet wieloletnia "amerykanke" ;P

    • kashienka 20 lipca 2015, 02:57

      Widzisz:P Tutaj też te „liquor store” w formie drive thru nie są super powszechne, ale kiedyś przed imprezą do takiego zajechaliśmy, więc mogę przyznać, że byłam 🙂

  • Miszela Blog 18 lipca 2015, 03:37 Odpowiedz

    Korzystam, bo tak jest szybciej. Czasami wchodzi się do jakiegoś przybytku, a tam kolejka do drzwi, a na drive thru nie ma nikogo, podjeżdżasz i załatwiasz. 🙂

    • kashienka 20 lipca 2015, 03:00

      Też korzystam, choć staram się nie dać się zwariować – czasem wystawiam tyłek z samochodu 🙂

  • Anonimowy 18 lipca 2015, 07:38 Odpowiedz

    Kasiu, uwielbiam Twojego bloga. Zaglądam tu już od jakiegoś czasu i jestem zachwycona. Codziennie sprawdzam czy jest nowy post i nowa fotka na instagramie 😀 Tematyka mega ciekawa, sama też kocham podróże (i mój K. na szczęście też). W Stanach nie byliśmy, mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi. Póki co Stany podziwiam na Twoim blogu 🙂 Pozdrawiam, Asia

    • kashienka 20 lipca 2015, 03:02

      Ale miło <3 Niesamowicie mnie motywują takie komentarze, dziękuję za te słowa :*
      Życzę Tobie byś zobaczyła na żywo to wszystko, o czym teraz czytasz na blogu 🙂

  • Paulina 18 lipca 2015, 09:34 Odpowiedz

    Gdzieś widziałam film dokumentalny na ten temat. Pokazywali nawet możliwość pożegnania się ze zmarłym nie wychodząc z samochodu – ot trumna ustawiona przy szybie. Żałobna muzyka i zasłonki które zasłaniają się po chwili. Może i jest to wygodne ale czy oni czasem nie przesadzają? Pozdrawiam!

    • kashienka 20 lipca 2015, 03:04

      Pytałam się o to B. i o tym nie słyszał, więc chyba nie jest to tak powszechne jak pokazali na tym filmie 😉 Jasne, że korzystanie ze wszystkich takich udogodnień non-stop jest przesadą, ale od czasu do czasu bardzo ułatwia to życie 🙂

  • aromadisiac 18 lipca 2015, 12:33 Odpowiedz

    Wygoda, ale miałabym wrażenie, że żyje w klatcę … Jednak mimo wszystko wolę ruszyć swój tyłek i wejść do tego sklepu 🙂

    • kashienka 20 lipca 2015, 03:06

      To prawda, czasem ma się wrażenie zamknięcia w pudełku-samochodzie! Ja też po wiele rzeczy wchodzę do sklepów, ale jak zależy mi na czasie to korzystam z takich udogodnień – wszystko byle z umiarem 🙂

  • monica hein 18 lipca 2015, 13:57 Odpowiedz

    ja tez bylam zdiwionoa ze amerykanie nie chodza hahhaha pamietam z moja Host Mom bylam na zakupach i bylysmy w Weegmans i doslownie skep dalej byl Target i co ..pojechalismy samochodzem hahahah … ja ogolnie lubie drive-thru 🙂 zawsze DD tak odwiedzlalam 🙂

    • kashienka 20 lipca 2015, 03:08

      Norma z tym przeparkowaniem samochodu pod kolejny sklep zamiast przejść 100 metrów. Mój B. tak robi i zawsze się z tego śmieję 😉 Ja też lubię, ale staram się zachować umiar 🙂

  • Joanna Marek 18 lipca 2015, 15:22 Odpowiedz

    Tak tak cala prawda ….. na fixated ksiazki z biblioteki tez tak mozna oddac. Zabawne to jest , ale Amerykanie nie lubia chronic.

    • kashienka 20 lipca 2015, 03:09

      O książkach w bibliotece oddawanych w drive-thru przyznam, że nie słyszałam 😀

  • justyn25 18 lipca 2015, 19:13 Odpowiedz

    To jest straszne, Amerykanie wrecz nie znosza chodzic…

    • kashienka 20 lipca 2015, 03:10

      Ale sporty generalnie uprawiają! Tylko z tym chodzeniem są na bakier 😉

  • LIFE STYLERKA 19 lipca 2015, 15:00 Odpowiedz

    No tak, a pupki amerykanom rosną i rosną;).

    • kashienka 20 lipca 2015, 03:12

      Anooo, niestety 😉 Ale Starbunio i McDonald też się do tego przyczyniają 😀

  • Kristina 19 lipca 2015, 18:18 Odpowiedz

    I moved to the United States four months ago and these photos look pretty familiar to me 😀
    xo Kristina
    http://thekontemporary.blogspot.com

    • kashienka 20 lipca 2015, 03:13

      Yep, welcome to the US 🙂 Typical American reality!

  • Patrycja Miziołek 19 lipca 2015, 21:14 Odpowiedz

    Kasia, u mnie w mieście jest już nawet piekarnia drive-thru! 🙂 i to na osiedlu 🙂 wow, idziemy z duchem czasu!

    • kashienka 20 lipca 2015, 03:15

      Piekarnia drive-thru w Polsce?! Ale czad 😀 Gdzie, gdzie? Chętnie podjadę po świeże bułeczki!

  • gin 20 lipca 2015, 12:07 Odpowiedz

    Ja mieszkam w Danii, i tu właśnie takie okienka zaczynają być coraz popularniejsze. Choć na drive-through w cukierni patrzyłam szeroko otwartymi oczami 🙂
    Uwielbiam takie wpisy – choć mieszkam w Danii już ponad 5 lat, ciągle mnie coś zaskakuje 🙂

    • kashienka 22 lipca 2015, 03:16

      Tak, życie zagranicą to zawsze dużo niespodzianek 🙂 Dania jest piękna, byłam dwa razy i bardzo mi się podobało, szczególnie zwyczaj przemieszczania się wszędzie rowerami <3

  • TWOHAPPYWOMEN 20 lipca 2015, 14:22 Odpowiedz

    Świetny, ciekawy artykuł! 🙂 Pozdrawiam

    • kashienka 22 lipca 2015, 03:18

      Dzięki śliczne, cieszę się, że się podoba 🙂

  • Monika 20 lipca 2015, 22:28 Odpowiedz

    Monopolowego z Drive thru nie widziałam, w Kanadzie chyba nie ma? Fakt, jesteśmy bardzo wygodni ale skoro można upraszczać sobie życie to czemu nie? PS a kina Drive thru? Zawsze mnie fascynowały

    • kashienka 22 lipca 2015, 03:19

      Tutaj też tych monopolowych drive-thru nie ma na każdym kroku, ale czasem się zdarzają 😉
      Kurczę, mnie też zawsze fascynowały te kina! Nigdzie jeszcze nie widziałam tutaj czegoś takiego, chyba muszę się zacząć lepiej rozglądać 🙂

    • Monika 23 lipca 2015, 12:34

      Prosze: http://starlightdrivein.com/

      Pewnie nie jedno tam macie. Atlanta to olbrzymie miasto:) Polecam. Fajna przygoda.

    • kashienka 24 lipca 2015, 03:21

      Ale czad 😀 Muszę koniecznie wyciągnąć B. – ostatnio narzekał, że wcale do kina nie chodzimy 😉 Dzięki za link :*

  • Anonimowy 22 lipca 2015, 08:28 Odpowiedz

    Hej, myślę o wyjeźdzcie do USA właśnie na wizie J1, uczestnicząc w programie praktyk. Z Twojego bloga wywnioskowałam, że również jesteś tam na takiej wizie – z jakiego biura pośrednictwa korzystałaś? Bierzesz udział w Work&Travel czy może internship? 🙂

    • kashienka 24 lipca 2015, 03:23

      Wyjechałam z Cultural Care jako au pair 🙂

  • Mags WKD 27 lutego 2016, 15:53 Odpowiedz

    Ciekawe jak by to było w Polsce.. No czasem taka wygoda się przydaje, chciałabym takie apteki w polsce 😀

    • kashienka 28 lutego 2016, 03:26

      Są już takie apteki w Polsce! Jedna jest w moim miasteczku 🙂 Świetna sprawa, jak jest się chorym – nie trzeba wychodzić z samochodu 🙂

  • Paulina 12 września 2016, 22:23 Odpowiedz

    Puenta ze spodniami od piżamy jest boska! Parsknęłam śmiechem, aż się mąż na mnie spojrzał z zaskoczeniem 🙂

    • kashienka 13 września 2016, 03:29

      Hehehehe, ale ja całkiem poważnie mówiłam 😀 Cieszę się, że Cię to rozbawiło! 🙂

Skomentuj

Przepis wynik *