10 ZASAD MOJEJ DIETY

2508 Wyświetleń 16 komentarzy

Mój poprzedni wpis z tej kategorii (czytaj tutaj), wzbudził naprawdę spore zainteresowanie! Od razu posypały się pytania o to, co dokładnie jem i co ćwiczę. Postanowiłam pójść za ciosem i przygotować kolejny post z tej serii 🙂 Planuję za jakiś czas pokazać Wam mój przykładowy dzienny jadłospis, ale zanim to zrobię – chciałabym opowiedzieć Wam o 10 zasadach mojej diety. Przez pojęcie „dieta” nie rozumiem oczywiście jakiekolwiek krótkoterminowej diety odchudzającej, a raczej mój codzienny sposób odżywiania 🙂 Trochę czasu upłynęło (czytaj tutaj) zanim zrozumiałam, że intensywne odchudzanie poprzez stosowanie katorżniczych diet nie ma kompletnie sensu! Tylko stała zmiana nawyków żywieniowych jest kluczem do sukcesu, czyli zdrowia i szczupłej sylwetki.W dzisiejszym poście opowiem Wam o moich dziesięciu zasadach, które staram się stosować w mojej codziennej diecie. Część z nich wyda się Wam być może oczywista, z częścią pewnie nie wszyscy się zgodzicie. Nie twierdzę, że te zasady muszą być uniwersalne dla każdego ani, że moja racja jest „najmojsza”. Jednak wiem, że od kiedy ja stosuję się do tych zasad czuję się o wiele lepiej, nie mam problemów z wagą czy złym samopoczuciem. Gotowi na poznanie głównych zasad mojej diety? 🙂


1. Piję dużo wody.

Codziennie wypijam około 2 litrów wody mineralnej. Czasem, jeśli akurat ćwiczę cardio, to nawet więcej! Jeśli jesteś osobą, która uważa, że nie jest w stanie „wlać” w siebie tyle płynów albo nie lubi wody mineralnej – to uwierz mi – też tak kiedyś myślałam. Wodę nauczyłam się pić dopiero po przylocie do USA – i fakt, na początku trochę zmuszałam się do jej picia. Szybko jednak przyzwyczaiłam się do jej regularnego picia i teraz uważam, że nic nie zaspokaja tak pragnienia jak szklanka wody. Nie piję praktycznie żadnych innych zimnych napojów oprócz wody – soków czy napojów gazowanych. Po treningu za to chętnie sięgam po szklankę wody kokosowej 🙂

2. Jem mało, ale często

Staram się jeść około 5 posiłków dziennie. Tak przyzwyczaiłam organizm do regularnych posiłków, że jak nie zjem czegoś przez 3-4 godziny to jestem głodna jak wilk 😉 Uważam, że nie ma nic gorszego, niż głodzenie się przez pół dnia, a potem „dopadnięcie do michy”. Gdy jem często to moje posiłki wcale nie muszą być potężne by zaspokoić apetyt. Sałatka czy dwa świeże owoce czasem wystarczają bym najadła się do syta. Przecież „za chwilę” i tak zjem kolejny posiłek więc mój organizm nie musi magazynować pokarmu na zapas.

3. Wszystko co jasne, zamieniłam na ciemne

Nieważne, czy mowa tutaj o chlebie, makaronie czy ryżu – wybieram zawsze ich pełnoziarniste wersje. Białej zwykłej mąki nie ma nawet w mojej spiżarni 🙂 Białe, starannie oczyszczone ziarna są niepełnowartościowe, bo pozbawione są w procesie technologicznym większości minerałów, witamin i błonnika. Pełnoziarniste produkty powstają natomiast z ziaren zmielonych wraz z ich zewnętrzną osłoną, w której znajduję się najwięcej dobrych składników. W ten sposób dania, które przygotowuję w domu, dzięki użyciu pełnoziarnistych składników są automatycznie zdrowsze i równie smaczne 🙂

4. Nie jem mięsa i ograniczyłam do minimum spożywanie produktów pochodzenia zwierzęcego

Od czasu kiedy przestałam jeść mięso czuję się o niebo lepiej, nie wiem co to są wzdęcia czy uczucie „ciężkości” na żołądku. Jem też jeszcze więcej warzyw i owoców, niż jadłam na tradycyjnej diecie! Dużo rzadziej niż kiedyś podczas domowych zakupów wybieram też produkty pochodzenia zwierzęcego. Pijemy mleka roślinne oraz używamy wegańskiego sera. Jeśli ktoś ma wątpliwości, że nie dostarczam organizmowi wystarczającej ilości białka – mogę pokazać moje wyniki, są wręcz książkowe 🙂

5. Czytam etykiety

Dlaczego mój mąż nie cierpi zakupów spożywczych w moim towarzystwie? 🙂 Bo robię zakupy w wolnym tempie, czytam składy produktów i wybieram te, które zawierają w sobie jak najmniej chemii. Staram się unikać żywności wysoko przetworzonej i tej, która w swoim składzie zawiera całą tablicę Mendelejewa. Ciężko zupełnie wyeliminować wszystkie niezdrowe składniki w kraju, w którym takie jedzenie króluje, ale staram się, by nasze jedzenie było jak najbardziej naturalne 🙂

6. Nigdy robię zapasów słodyczy i niezdrowych przekąsek

Nigdy nie zaopatruję swojej spiżarni w słodkie czy słone przekąski, by tam czekały aż przyjdzie nam na nie ochota. Gdy wiem, że mam taki kuszący produkt w domu, ochota przychodzi zwykle następnego dnia 😉 Gdy nie mam zapasu „kusicieli” w domu to zwykle apetyt na takie przekąski pojawia się dużo rzadziej. No i często zjedzenie słodkiej, soczystej pomarańczy zupełnie mi wtedy wystarcza. A jeśli akurat mamy  naprawdę olbrzymią ochotę na coś mniej zdrowego, której nie da się oszukać zdrowym zamiennikiem, to zawsze można wyskoczyć do sklepu po małe opakowanie do zjedzenia „na już” 🙂 Zapasy w kwestii przekąsek to zło.

7. Nie ograniczam spożywania warzyw i owoców.

Jeśli jestem głodna – jem 🙂 Jednego dnia mam większe zapotrzebowanie na jedzenie, innego mniejsze. Kiedy potrzebuję więcej kalorii to jem po prostu więcej warzyw czy owoców. Pewnie większość z Was zaraz zaprotestuje, że warzywa owszem, ale owoce? Wiele osób jest zdania, że owoce można jeść tylko do 14, że mają dużo cukru, że bananów w ogóle się powinno unikać itp. Kiedyś też wierzyłam w takie reguły! Jednak pewnego dnia stwierdziłam, że mam w nosie te zasady 😉 I powiem Wam, że wcale mi to nie wyszło na złe.

8. Dbam o różnorodność na talerzu

Nie ma dla mnie gorszej rzeczy w diecie niż monotonia! Jakbym codziennie miała jeść np. kurczaka z ryżem i sałatą, to podejrzewam, że po dwóch dniach powiedziałabym stop. Uwielbiam nowe smaki, więc często eksperymentuję w kuchni. Wybieram zwykle potrawy mało skomplikowane, ale często inspiruję się nowymi przepisami oraz kombinuję i zmieniam składniki w naszych ulubionych daniach. Próbuję nowych warzyw, owoców oraz przypraw.

9. Jem rozsądnie w restauracjach

Czasem jest tak, w domu je się zupełnie zdrowo bez żadnego problemu, ale już przy wyjściu do restauracji to „hulaj dusza, piekła nie ma” i wybiera się z karty najbardziej kuszące potrawy 😉 Też tak kiedyś miałam! Generalnie sporo jemy na mieście, zwłaszcza w weekendy. Mam taką zasadę, że jeśli mam ochotę na mniej zdrowego, to wybieram sobie coś takiego jako małą przystawkę. Mój apetyt na coś „innego” zostaje zwykle zaspokojony nawet kilkoma kęsami przystawki i na danie główne zajadam się już pyszną sałatą z mnóstwem świeżych i zdrowych składników!

10. Pamiętam o tym, że reguły są po to, żeby je czasem łamać 😉

Są takie dni, że kawałek ciasta kusi mnie bardziej niż najlepsza sałatka, a zamiast picia kolejnej butelki wody mineralnej wieczorem sięgam po kieliszek wina. Czasem biały bajgel posypany makiem wydaje mi się jedyną słuszną opcją na śniadanie, a w restauracji zamawiam frytki ze zwykłych ziemniaków. Czasem  zdarzy się, że zamiast samodzielnie upiec ciasto, idę na łatwiznę i wybieram coś z oferty marketowej cukierni. Jestem tylko człowiekiem i gdy zdarzy mi się zjeść małego batonika z koszmarnym składem na etykiecie, wyrzuty sumienia nie zjadają mnie przez kolejny miesiąc. Dbam jednak, by takie małe grzeszki zdarzały mi się tylko od czasu do czasu i nigdy nie stały się jedną z reguł mojego żywienia 🙂

*

A jakie są Wasze reguły dotyczące zdrowego odżywiania? Może podzielicie się w komentarzach? 🙂

16 Komentarzy
  • Natalia 26 października 2017, 21:58 Odpowiedz

    Ja od 5 tygodni dopiero jestem na zdrowej „diecie” i żałuję, że wcześniej tego nie zrobiłam, bo czuje się wyśmienicie. Fakt, że jem też mięso… jakoś ciężko mi wyobrazić sobie życie bez tego… Ale bądź, co bądź- liczą się chęci i starania 😊 pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy 😊

    • kashienka 31 października 2017, 01:53

      Dobre samopoczucie jest bardzo ważne. Cieszę się, że lepiej się czujesz jedząc zdrowiej 🙂 Nie każdy musi wyeliminować całkowicie mięso – ważne by znaleźć sposób odżywiania, które sprawdza się najlepiej w Twoim przypadku 🙂

  • Pola 26 października 2017, 23:03 Odpowiedz

    Sama musiałaybym zacząć zdroworozsądkowo podchodzić do punktu związanego z jedzeniem na mieście. Moje oczy się wręcz świecą gdy zobaczą coś naprawdę dobrego, co niestety widnieje na tablicy grzechów:(

    • kashienka 31 października 2017, 01:54

      Ja też niestety mam swoje „grzeszki” – w 90% jest to wszystko to, co słodkie 😉 Staram się jednak nad tym panować i nie zaspokajać swoich cukrowych zachcianek zbyt często 😉

  • Alia 26 października 2017, 23:53 Odpowiedz

    Ja tak samo bardzo się staram aby wypić 2l wody choć nie zawsze wychodzi. Super dla osób, które planują przejść na dietę 🙂

    • kashienka 31 października 2017, 01:55

      Mnie tutaj trochę pomaga klimat. Jak jest gorąco to wypijanie dużej ilości wody jest zupełnie naturalne 🙂

  • Kobieta po 30 27 października 2017, 09:36 Odpowiedz

    Też jem częściej, ale mało i staram się dużo pić 🙂 Fajne uniwersalne rady 😉

    • kashienka 31 października 2017, 01:56

      Niby mało odkrywcze rady, a wiele może tak naprawdę pomóc 🙂 Dzięki!

  • Elzbieta 27 października 2017, 17:13 Odpowiedz

    chyba zacznę u siebie stosować te twoje 10 zasad. Dobre i rozsądne porady. nie ukrywam, że dziesiąta jest najbardziej pociągająca. Dobrze jednak, że jest te 9 pozostałych.

    • kashienka 31 października 2017, 01:57

      10 to moja ulubiona 😉 Szkoda, że z nią trzeba najbardziej „uważać” 😛

  • Natalia 28 października 2017, 13:13 Odpowiedz

    Punkt 10. najbardziej do mnie przemawia 😀
    Chociaz wody udaje mi się pić coraz więcej, z czego jestem bardzo dumna.

    • kashienka 31 października 2017, 01:57

      Małymi kroczkami do przodu! 🙂

  • Agnieszka 30 października 2017, 08:03 Odpowiedz

    Ja od 5 lat nie jem sklepowych słodyczy. Dziennie wypijam 2-2,5 litra wody. Uzywam dużo ziół, które bardzo poprawiły moją odporność. Nie jem żywności przetworzonej, wędlin (chyba, że zrobię sama) bardzo rzadko jem mięso, bułki piekę sama codziennie bezpszenne, mleko piję roślinne, jak mam ochotę na słodkie to robię to sama, ze zdrowych składników. Uwielbiam młode kokosy, jem bardzo dużo owoców i warzyw i bakalii.
    Jednak i tak borykałam się z wiecznym bólem brzucha, ospałością, bólem głowy, nerwowością. Wreszcie, w połowie października, postanowiłam zrobić sobie badania na nietolerancje pokarmowe (utajnione IGg). Wyniki mnie zszokowały. Spodziewałam się, że mam nietolerancję na nabiał i pszenicę, i byłam pewna, że tylko na to. Okazało się, że ze 181 produktów, na które miałam badania, aż 39 jest szkodliwych dla mnie. I to takie produkty, których w życiu bym się spodziewała, jak np. brukselka, szpinak, jarmuż, sałata lodowa, siemię lniane, orzechy włoskie, pistacje, biała kapusta, indyk, białko jaja kurzego , brzoskwinie, kiwi, soja i mnóstwo innych. Póki co uczę się jeść na nowo, już widzę drobną poprawę, ale na 100% efekty jeszcze muszę troszkę poczekać. Ale już dziś mogę powiedzieć, że warto zapłacić i wiedzieć, co wśród tych zdrowych rzeczy, które jemy codziennie nam szkodzi.

    • kashienka 31 października 2017, 02:01

      Wow! Z Ciebie Agnieszka to ja zdecydowanie powinnam brać przykład 🙂
      Myślałam kiedyś o zrobieniu sobie takich badań na nietolerancje pokarmowe, ale w zasadzie odkąd jem tak jak jem w tej chwili to czuję się rewelacyjnie. Żadnych bólów brzucha, zaparć, wzdęć itp. Czasami tylko jak za bardzo poszaleję z czymś, czego wiem, że nie powinnam – np. normalne „nabiałowe” lody to czuję się gorzej. Ale zawsze wiem doskonale czym to jest spowodowane.

    • Agnieszka 31 października 2017, 12:14

      To zazdroszczę, bo ja nie umiałam dojść do tego, co jeszcze oprócz nabiału i pszenicy mi szkodzi.
      A już w ogóle nie wydał mi się oczywisty fakt, że to, że jestem tak chronicznie zmęczona, senna, a ból brzucha dokucza od rana do wieczora jest wynikiem jedzenia 4 dni pod rząd pumpkin pie i popijanie go domową pumpkin spice latte na mleku sojowym. Dopiero jak zobaczyłam w wynikach silną nietolerancję na dynię i soję zrozumiałam 🙂
      A lody polecam na mleku kokosowym domowej roboty, z kakao i daktylami, smak zachwyca każdego, wykonanie banalnie proste i żadnych negatywnych reakcji:)

      • kashienka 7 listopada 2017, 15:23

        Może kiedyś skuszę się na te badania 🙂 Lody, jeśli kupuję to najczęściej takie bez laktozy na mleku roślinnym, opis tych Twoich domowych brzmi po prostu pysznie <3

Skomentuj

Przepis wynik *