KEY WEST
PODRÓŻE PO AMERYCE

KEY WEST – KARAIBSKIE MIASTECZKO NA FLORYDZIE

Zapraszam Was dziś na kolejny podróżniczy wpis 🙂 Ostatnio pokazałam Wam mały przedsmak pewnego cudnego miejsca wraz ze swoją grudniową stylizacją (tutaj), a dziś kolej na moje wrażenia. Chodzi oczywiście o Key West, czyli karaibskie miasteczko na Florydzie 🙂 Key West był najdalszym punktem naszego florydzkiego tripu z Anią i Kubą fashionable.com.pl. To miejsce nas oczarowało i mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi spodoba się również i Wam :)))

KEY WEST

GARŚĆ OGÓLNYCH INFORMACJI

Key West jest miastem położonym na wyspie o tej samej nazwie, która z kolei jest częścią archipelagu Florida Keys, oddzielającego Ocean Atlantycki od Zatoki Meksykańskiej. Wyspa ma 6,4 km długości i 3,2 km szerokości w najszerszym jej miejscu. Miasteczko liczące 24,5 tysiąca mieszkańców położone jest 260 km na południowy zachód od Miami i 171 km na północ od kubańskiej Hawany (podobno przy dobrej widoczności i z pomocą lornetki można zobaczyć zarysy wyspy Fidela Castro!). Key West uznawane jest za najbardziej wysunięty na południe punkt kontynentalnej części USA. 

KARAIBSKIE MIASTECZKO W STANACH ZJEDNOCZONYCH

Ernest Hemingway mówił o Key West, że „czuje się tu jak w innym kraju”. Trudno lepiej opisać jest to miasteczko jednym zdaniem. Choć Key West znajduje się w Stanach Zjednoczonych, to swoim klimatem przypomina bardziej miasteczko karaibskie. Ma swoje prawa, swoją kulturę, swój niepowtarzalny rytm, a czas płynie tam zupełnie inaczej. Rodowici mieszkańcy wyspy (conches) nazywają to miejsce rajem 🙂

Ulice Key West urzekają tropikalną zielenią i kolorowymi budynkami w pastelowych kolorach. Wiele z nich pamięta jeszcze czasy świetności miasta, które swojego czasu było jednym z najbogatszych w Stanach. Okolice najpopularniejszej ulicy miasta, Duval Street, pełne są restauracji, kawiarni, galerii sztuki, butików i sklepików z pamiątkami. Bardzo często dobiega z nich karaibska muzyka, która zdaje się wręcz zapraszać do tańca. Charakterystyczny jest unoszący się w powietrzu zapach cygar – kiedyś Key West słynęło właśnie z produkcji wyrobów tytoniowych. Mimo, że to miasto pełne turystów, to widok kury czy koguta leniwie spacerujących po głównej ulicy nie jest żadnym zaskoczeniem 😉

Najczęściej odwiedzaną atrakcją turystyczną w Key West jest dom Ernesta Hemingwaya. Jest on wybudowany w hiszpańskim stylu kolonialnym i mieści się w Old Town, niedaleko Duval Street. Hemingway kupił ten dom w 1931 roku i napisał tutaj kilka ze swoich najbardziej znanych książek. Równie popularny jest Mallory Square i oglądany tam zachód słońca (podobno najpiękniejszy w całym USA!).

Stara legenda mówi, że na wyspie Key West ciąży pewna indiańska klątwa. Podobno, kto raz znajdzie się na wyspie, do końca życia będzie chciał na nią powrócić :))) Chyba coś w tym jest, bo to miejsce zdecydowanie ma w sobie coś magicznego! My zdecydowanie poczuliśmy urok Key West i mamy nadzieję, że kiedyś tam wrócimy na dłużej 🙂

CO NAJBARDZIEJ PODOBAŁO NAM SIĘ NA KEY WEST?

Od wielu turystów, którzy odwiedzili już Key West słyszałam, że sam przejazd drogą prowadzącą na koniec archipelagu jest niezwykłym doświadczeniem. Overseas Highway, które łączy wyspy i wysepki malowniczego archipelagu Florida Keys ma około 150 mil (240 km). Po drodze na Key West pokonać trzeba aż 42 mosty! Choć pierwsze kilometry drogi wcale mnie nie zachwyciły (a zwłaszcza fakt, że droga jest dwupasmowa!), to długi zachód słońca widziany z okien samochodu był faktycznie niezapomnianym przeżyciem <3

KEY WEST

Równie cudownym widokiem były dla nas wspomniane wcześniej drewniane domki. Pomalowane były na przepiękne pastelowe kolory, które obie z Anią uwielbiamy 🙂 Stwierdziłyśmy zgodnie, że fajnie byłoby posiadać po takim małym domeczku – oczywiście obowiązkowo w bliskim sąsiedztwie! ^^ Plaże Key West są również bardzo ładne i trochę żałowaliśmy, że nie mieliśmy czasu by spędzić na nich więcej czasu.

Nie sposób zapomnieć także o tym, że Key West odwiedziliśmy w grudniu, czyli w okresie przedświątecznym. Całe miasteczko było przepięknie udekorowane i w wielu miejscach te dekoracje świąteczne były naprawdę imponujące… 😉 Po jednej zimie na Florydzie, widok palm ze świątecznymi światełkami i dmuchanego bałwana przy plaży już mnie wprawdzie nie zaskakuje, ale na Key West te wszystkie ozdoby prezentowały się szczególnie pięknie 🙂 Dodatkową atrakcją była dla nas również świąteczna rowerowa parada jadąca głównymi ulicami miasta. Nie mieliśmy o niej wcześniej pojęcia i było to naprawdę fajne widowisko podczas pierwszego posiłku na wyspie 🙂

KEY WEST

KEY WEST, KEY WESTEM, ALE NAJLEPSZE PRZYGODY MIELIŚMY W EVERGLADES ^^

Na koniec mam dla Was zabawną historię z naszej drogi powrotnej z Key West. W zasadzie zabawna to ona wydaje nam się dopiero w tej chwili, ale w tamtym momencie wcale nie było nam do śmiechu! Obiecałam jednak, że opowiem Wam o przygodach jakie spotkały nas tamtego wieczoru, więc słowa muszę dotrzymać 🙂

Z końca archipelagu wracaliśmy bezpośrednio do Tampy, więc do pokonania mieliśmy prawie 700 km. Musieliśmy przemierzyć całą szerokość Florydy, ze wschodu na zachód stanu. Ja prowadziłam na początku trasy, potem kierownicę przejął Kuba. W którymś momencie oznajmił nam, że za jakiś czas trzeba będzie zatankować auto. Sprawdziłam, że nawigacja mówi, że do najbliższej stacji musimy cofnąć się 25 kilometrów i uznałam, że to absurd – “zatrzymamy się gdzieś dalej po drodze“. Tymczasem kolejne kilometry mijały, a stacji benzynowej ani widu, ani słychu. Nie było również żadnych zjazdów z fast-foodami, co jest naprawdę nietypowe. Okazało się, że byliśmy na terenie Everglades, czyli największego parku narodowego na Florydzie. Do tego parku pierwotnie nawet planowaliśmy się wybrać – ale niekoniecznie w środku nocy, na rezerwie paliwa 😉

*

KEY WEST

Gdy komunikat o braku benzyny zaczął włączać się coraz częściej, a nawigacja uparcie powtarzała, że “no gas stations nearby..” (ang. brak stacji benzynowej w pobliżu), postanowiliśmy zjechać z autostrady. Nie było fizycznej możliwości, by dojechać do najbliższej stacji wzdłuż międzystanowej 75-tki. Gdy zjechaliśmy z głównej drogi, zrozumieliśmy znaczenie wyrażenia “middle of nowhere” (ang. po środku niczego). Było kompletnie czarno, nie było żadnych domów, samochodów – niczego. Od czasu do czasu mignął za to znak ostrzegający przed dzikimi zwierzętami 😉

Kto nie przeżył takiej sytuacji, to nie jest w stanie sobie wyobrazić co przeżywaliśmy jadąc ku znacznie oddalonej stacji samochodem, który według moich obliczeń nie miał szans do niej dojechać 😉 Nawet w kilku wpisach nie byłabym w stanie oddać tamtych emocji i atmosfery. Była to zdecydowanie jedna z bardziej stresujących sytuacji w moim życiu – zwłaszcza, że wyobraźnia podpowiadała nam naprawdę szalone scenariusze*. Z minuty na minutę nerwy były coraz większe. Do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczęłyśmy z Anią nawet odmawiać różaniec! 😀 Maltańczyk widząc naszą skrajną panikę wyskoczył z fotelika na kolana Ani i tylko Kuba zachował w tym wszystkim w miarę zimną krew.

Koniec końców do stacji dojechaliśmy (choć podejrzewamy, że była to kwestia kilkunastu metrów – auto jechało już naprawdę wolniutko!). Z samochodu wyszliśmy na miękkich nogach i pulsem powyżej 200 😀 Zgodnie stwierdziliśmy, że nic tak nie umacnia znajomości jak wspólne przeżycia podczas wyjazdu 😀

*

KEY WEST

* Teraz to może wydać się Wam zabawne, ale w tamtym momencie i w tamtym miejscu trudno było o logiczne myślenie. 😉 Na dodatek Ania poprzedniego wieczoru nie wiedzieć czemu pokazała nam chyba 10 filmików na youtube, przedstawiających pożarcia ludzi przez dzikie zwierzęta 😀 Wiedziałam, że ostatecznie, jak naprawdę stanęlibyśmy w środku parku bez możliwości wyjścia z samochodu otoczeni przez aligatory i pantery, moglibyśmy zadzwonić o pomoc przez On Star i zapewne ktoś przyjechałby nam z pomocą. Choć pewnie, gdy zadzwoniłabym tam z tekstem “Hej, jestem w Everglades i skończyło mi się paliwo” to mój kolor włosów byłby łatwy do odgadnięcia nawet przez telefon.. 😉

*

Wyjazd na Key West z pewnością zapamiętam na długo. I to nie tylko ze względu na przeżycia w drodze powrotnej 😀 To miejsce jest po prostu magiczne i z pewnością warte odwiedzenia. Ja na pewno chciałabym tam wrócić – następnym razem jednak wezmę na drogę kanister benzyny – ot, tak na wszelki wypadek… 😉

Mam nadzieję, że wpis przypadł Wam do gustu i choć w niewielkim stopniu poczuliście specyficzny klimat Key West <3 Kto z Was miał okazję odwiedzić to miejsce? A kto chciałby się tam wybrać? 🙂

You Might Also Like

12 komentarzy

  • Reply
    Benia
    21 stycznia 2019 at 14:56

    hahaha, wyobrazam sobie, co czuliscie! Ja chyba podobnie czulam sie w Death Valley, gdzie w pewnym momencie w samochodzie czuc bylo zapach parujacego paliwa, na zewnatrz bylo goraco jak w piekle (inteligentnie zwiedzalismy ja w czerwcu, w srodku najgoretszego sezonu, i do tego – a jakze – w samo poludnie…), a na trasie znaki, by wylaczyc (tak – WYLACZYC) klimatyzacje w celu unikniecia przegrzania auta…dookola oczywiscie zadnego zywego stworzenia, a mysl o tym, ze auto nam stanie w srodku tej pustyni i nie ma w promieniu kilkudziesieciu kilometow nawet jednego krzaka, ktory dawalby cien, sprawily, ze prawie umarlam z przerazenia 😀 od tamtej pory wiem jedno: ZAWSZE tankuj do pelna przed wjazdem do jakiegokolwiek parku narodowego w USA – bo nigdy nie wiesz, kiedy nadarzy sie ku temu okazja (a wiekszosc parkow, przynajmniej na zachodzie, stacji benzynowej nie posiada :D). lesson learned!

    • Reply
      kashienka
      21 stycznia 2019 at 23:24

      Aaaa, pamiętam jak opowiadałaś mi tę historię :))))))) To musiało być ekstremalne przeżycie! Ale co do lekcji – zgadzam się kompletnie 🙂 Na Zachodzie będę chyba tankować paliwo przy każdej możliwej okazji 😛

      • Reply
        Benia
        22 stycznia 2019 at 14:39

        oj tak! my potem staralismy sie, by nigdy poziom paliwa nie spadl ponizej polowy baku. te parki sa po prostu olbrzymie, a biorac pod uwage wieksze spalanie przy jezdzie pod gore i klimatyzacji wlaczanej caly czas, to lepiej nie ryzykowac. az dziwne, ze zaden road tripowy przewodnik nie wspomina o tym, jak latwo mozna sie obudzic jadac na oparach paliwa, modlac sie o stacje 😀

        • Reply
          kashienka
          23 stycznia 2019 at 11:35

          No właśnie – to powinna być pierwsza informacja na samym początku! Ja na bank będę już o tym pamiętać na przyszłość 😉

  • Reply
    Dominika
    22 stycznia 2019 at 16:52

    Jak ja ci zazdroszczę mieszkania w Ameryce i zwiedzania takich pięknych miejsc. Nie miałabym chyba takiej odwagi, by tak zaryzykować ;D

    • Reply
      kashienka
      23 stycznia 2019 at 00:42

      Oj tam, do odważnych świat należy^^ A życie w Stanach aż tak ryzykowne nie jest ;)))

  • Reply
    Kinga
    7 lutego 2019 at 23:01

    Super 😉 Wybieramy sie za 2 tygodnie. Polecasz Kasiu jakies szczegolne miejsce na Key West lub Miami do zobaczenia? 🙂 Dla mnie must see za kazdym razem na Florydzie jest Disneland, kocham to miejsce 😉

    • Reply
      kashienka
      10 lutego 2019 at 02:48

      Na Key West koniecznie dom Ernest Hemingwaya, najdalej wysunięty punkt na lądzie i główną ulicę Duval Street. Natomiast w Miami polecam Marinę w Downtown oraz Ocean Drive i Lincoln Road w Miami Beach. Super jest też zachód słońca widziany z knajpki Rusty Pelican 🙂 A Disneyland to super miejsce, też je uwielbiam <3

  • Reply
    MLSKemppi
    19 lutego 2019 at 22:46

    Key West pokazal Hemingwayowi jego stary przyjaciel John Dos Pasos. Reszte pisarz zrobil sam. Lowil marliny, boksowal, przegrywal w pokera z Kubanczykami, nocami pil w barach. Rankami pisal. Codziennie od wschodu slonca do godziny smej. Jak twierdzil, naprawde dobry dzien pracy wart jest siedem wypisanych ol wk w . Na Key West powstaly najslynniejsze jego ksiazki: Pozegnanie z bronia, Smierc w poludnie, Zielone wzg rza Afryki, Komu bije dzwon i Sniegi Kilimandzaro. Na Key West toczy sie akcja opowiadania Miec i nie miec. Film z Humphreyem Bogartem i Lauren Bacall, kt ry zrealizowano na jego podstawie w 1944 roku, rozslawil to miasteczko w Ameryce. Jedna ze scen rozgrywa sie we Freddy s Bar, kt rego pierwowzorem byl ulubiony bar Hemingwaya Sloppy Joe s. 19-letnia Lauren Bacall siedzi przy pianinie, przerywa spiew, pytajac barmana, czy chce dokonczyc zycie w tej zapadlej dziurze. Barman patrzy na horyzont, gdzie woda zlewa sie z niebem, a p zniej na sale wypelniona pijanymi marynarzami. Tak odpowiada. Bardzo bym chcial.

  • Reply
    Olgietta
    30 marca 2019 at 23:55

    Jak zaczęłam czytać jeszcze raz, to mi się przypomniało, że już to czytałam, ale jakoś nie do końca.. coś musiało mi przerwać hmm no w każdym razie bardzo dobrze sobie wyobrażam, jaki strach Was ogarnął… miałam taką sytuację z teściami… w Polsce co prawda, ale jednak… okazało się że droga do wiochy gdzie jechaliśmy była kompletnie zamknięta ze względu na remont… teść uznał, że nie jedziemy objazdem, bo za daleko i on zna skrót ! o rany julek jechaliśmy w środku nocy przez las, niby droga, ale taka leśna, niby wolno jechać a ciemno jak w du.. i końca nie widać. Niby człowiek logiczny, niby umysł ścisły… a że jakiś niedziwiedź zaraz nas pożre to ciągle w głowie miałam 😀 😀 😀 ::D Nie wiem jak dlugo tym lasem jechaliśmy, miałam wrażenie, że północy ( w strachu to się czas wydłuża jak guma do majtek) – jak wyjechaliśmy wreszcie na normalną drogę to chciałam asfalt całować, że jednak cywilizacja, że żyjemy i niedzwiedzia nie było 🤣🤣 🤣 🤣🤣 🤣 🤣

    • Reply
      kashienka
      31 marca 2019 at 14:54

      No właśnie – ciężko o racjonalne myślenie w takich sytuacjach 😀 A wiesz, że najdłuższe i najbardziej ekscytujące podróże zaczynają się właśnie od słów: “Znam tutaj taki skrót!”? :)))))

    Leave a Reply