OKIEM AMERYKANINA: POLSKA JĘZYK, TRUDNA JĘZYK vol.3

2305 Wyświetleń 14 komentarzy

Przepraszam Kochani, za ostatnie permanentne zaniedbywanie bloga i facebookowej strony. Kto śledzi mojego Instagrama i Spapchata, ten wie co sprawia, że ostatnio nie mam zupełnie czasu (i głowy) do pisania. Obiecuję, że już niebawem planuję wielki powrót – co więcej, w nowym wydaniu (ma to związek z zapowiadanymi już od jakiegoś czasu zmianami). A tymczasem, by blog całkiem nie zarósł kurzem, zapraszam Wam na kolejny odcinek potyczek B. z językiem polskim 🙂

Kwestia gender

Jest jedna rzecz, którą B. uparcie ignoruje w języku polskim – odmiana. Gdy mówię, że rzeczownik możemy odmienić przez siedem przypadków, a czasownik przez wszystkie osoby liczny pojedynczej i mnogiej mój narzeczony tylko prycha i mówi, że to nie jest normalne tak sobie komplikować życie 😉 Jedna wersja danego czasownika/rzeczownika mu w zupełności wystarcza. Wyjątkiem jest, gdy (powtarzając za moim rodzicami) odmienia czasem moje imię i mówi „Kasiu” – ale dam sobie rękę uciąć, że myśli, że to po prostu inny skrót od mojego imienia, a nie wołacz. We wszystkich innych przypadkach używa tej wersji słowa, którą poznał jaką pierwszą. Pewnego dnia siedzimy sobie w mieszkaniu warszawskim, a B. narzeka na ból mięśni i zakwasy po intensywnym treningu na siłowni poprzedniego dnia. Zaczynam mu masować obolałe plecy a B zbolały zaczyna użalać się nad sobą..

– Bieeeedna Brian, bieeeedna Brian….

(absolutnie dementuję Wasze domysły, że nauczył się tego użalania się nad sobą ode mnie:D)


Którędy dojadę do…?

Moja nawigacja w iPhonie mówi po angielsku. Jak mieszkałam w Stanach było mi o tak niebo łatwiej jeździć, potem w Polsce nie zmieniłam języka, bo dla B. dużo prościej było zrozumieć instrukcje w jego ojczystym języku. Nawigacja po angielsku w Polsce ma jedną zasadniczą wadę – polskie nazwy usiłuje przeczytać po angielsku, co wychodzi jej raczej komicznie. Ja szybko przyzwyczaiłam się zgadywania, co autor(ka) miała na myśli i teraz rozumiem instrukcje bez spoglądania w komórkę, ale ktoś jadący ze mną pierwszy raz zwykle ma ubaw i kompletnie nie umie rozszyfrować tej nawigacji. B. również zamiast uczyć się poprawnego języka, w samochodzie jest epatowany pseudo-polszczyzną. Niektóre nazwy ulic czyta w sposób identycznych jak nawigacja, inne jeszcze mocniej przeinacza i wymawia całkowicie po swojemu.

Razu pewnego jedziemy samochodem po Warszawie, wyjątkowo auto prowadzę ja, nawigacja milczy, ponieważ B. sprawdził w domu jak dojechać do naszego miejsca docelowego. Dojeżdżam do placu Artura Zawiszy i chcąc wybrać właściwy pas ruchu, pytam głośno, w którą ulicę będziemy skręcać.

into aldżaziradzodzymskie – odpowiada stanowczo B.

(kto zgadnie gdzie miałam skręcić, hmm?)


Płytkie polskie radio.

Nie zmuszam B. do nauki polskiego, ale staram się by od czasu do czasu przyswoił jakieś nowe słowo/zwrot. Pod choinkę podrzucam płyty do nauki języka, piszę coś po polsku w smsie, pokazuję jak bez zbytniego wysiłku można oswoić się z językiem polskim. Polecam mu na przykład słuchanie polskiego radia/telewizji, wyłapywanie zwrotów i zadawanie pytań. Razu pewnego jedziemy sobie autem i nagle B. pyta mnie:

B: What does „reklama” mean?  (tłum. Co znaczy słowo reklama?)

K: Commercial (tłum. reklama)

B: Ahhh – B. jest wyraźnie zawiedziony. – I thought it was somenthing deeper. They say it all the time (Myślałem, że to coś głębszego. Powtarzają to cały czas)


Co każdy obcokrajowiec umie powiedzieć po polsku?

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze B. nawet nie śniło się, że wyląduje razem ze mną w Polsce, a jego umiejętności językowe były wyjątkowo mizerne, oglądamy sobie „Pod słońcem Toskanii”. W filmie jest taka scena, w której polscy robotnicy reagują na zawalenie się ściany najbardziej uniwersalnym wyrażeniem w naszym języku.

image7

Wtedy mój ukochany zrywa się na równe nogi i wykrzykuje triumfalnie:

I know it!!! It is in Polish!!! (tłum. Ja to znam!!! To jest po polsku!!!)

(gdyby mu tak inne słówka szybko do głowy wchodziły jak te powszechnie uznawane za niecenzuralne, to już by płynnie mówił w naszym języku!:D)

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

14 Komentarzy
  • tunka 24 marca 2016, 18:45 Odpowiedz

    co do tego ostatniego fragmentu, wiekszosc Belgow czy Holendrow zna to slowo, niestety uzywane to jest jako przecinek wiec trudno zeby obcokrajowcy tego nie zapamietali jak co sekunde to slowo pada…. A w tym filmie tez widzialam i moj maz zareagowal tak samo jak Twoj B:)

    • kashienka 28 marca 2016, 16:04

      Briana nauczyli podczas pobytu w polskim barze i od razu zapamiętał 😉 Ale faktycznie, wg obcokrajowców to chyba najbardziej „popularne” polski słowo!

  • niemilcząca 24 marca 2016, 20:23 Odpowiedz

    Kasiu, świetne snapy! Najbardziej rozśmieszyło mnie "Najedzony!" zamiast na zdrowie! gratuluję powrotu do Stanów i snapuj dalej, przyjemnie się ogląda! Razem świetnie się prezentujecie jako para! pozdrawiam

    • kashienka 28 marca 2016, 16:05

      Dziękujemy za miłe słowa <3 Mnie "najedzony" do tej pory śmieszy 😀

  • Lokata 25 marca 2016, 08:07 Odpowiedz

    Cieszę się ze wszystkich zmian, które u Was zachodzą i trzymam kciuki 🙂 Przy okazji cierpliwie czekając na nowe wpisy!

    Co do nauki języka – szwagier mojego męża pochodzi z Hiszpanii. Polskiego uczy się od 14 lat, ale średnio mu idzie, bo mieszka teraz w kraju niemieckojęzycznym, a z żoną rozmawia albo po angielsku albo po hiszpańsku albo po niemiecku. Natomiast zawsze mamy niesamowity ubaw jak coś mówi – ostatnio wrócił temat przekleństw i wyszło mu "ch*j Ci d*pe w policji" 😉

    Co do nawigacji – też korzystamy z angielskojęzycznej, do polskiego w takim wydaniu jesteśmy przyzwyczajeni. Ale ostatnio byliśmy na nartach w Austrii – myślałam, że się popłaczę ze śmiechu słysząc niektóre nazwy 🙂

    • kashienka 28 marca 2016, 16:08

      Pojawi się więcej wpisów obiecuję, jak tylko ogarnę się tutaj na miejscu 🙂
      No tak właśnie kończy się nauka polskich przekleństw 😀 Brian zna po prostu HWDP – widział na murze w Wawie i zapytał co to znaczy 😉 A z nawigacji angielskiej miałam największy ubaw we Włoszech!

  • Anonimowy 25 marca 2016, 09:54 Odpowiedz

    Aleje Jerozolimskie???:)

    Moj maz w ten sposob mowi po angielsku (a na nauke poswieca dlugie godziny), strach sie bac, co bedzie, gdy wyjedziemy:)

    Niech Ci Ameryka przyniesie przyjazn, radosc i ciekawe zycie. Bo milosc to jak widac na insta (urzekajacy plakat powitalny) juz masz.

    Agulaw

    • kashienka 28 marca 2016, 16:11

      Dokładnie tak, Aleje Jerozolimskie 🙂
      Mój narzeczony niestety nie chce poświęcać długich godzin na naukę – więc mówi bardzo niewiele. Może kiedyś się zmobilizuje?
      Dziękuję za tak serdeczne słowa <3

  • Kasia w Kalifornii 26 marca 2016, 00:58 Odpowiedz

    Z kwestia gender to mu sie wcale nie dziwie. Moj maz gubi sie w momencie kiedy mu chociazby zaczynam przyblizac ten koncept hehe.

    • kashienka 28 marca 2016, 16:12

      No dokładnie – myślę sobie, że to dla obcokrajowca musi być mega ciężkie do ogarnięcia 😉

  • aromadisiac 27 marca 2016, 17:48 Odpowiedz

    Oj taki ten nasz świat.. ze świecą szukać osób, które jeszcze (choć raz!) nie słyszały "najpopularniejszych" polskich słów 😀

    • kashienka 28 marca 2016, 16:12

      Dokładnie tak, niestety!

  • Anonimowy 21 kwietnia 2016, 01:50 Odpowiedz

    A co komplikowania sobie zycia – mowi to osoba, ktora używa miliona czasów zamiast trzech podstawowych 😉 Świetny post!

    • kashienka 23 kwietnia 2016, 16:13

      Hahahah Brian używa może z 4, 5? 🙂 Na pewno nie dwunastu! 😉

Skomentuj

Przepis wynik *