OKIEM AMERYKANINA: POLSKA JĘZYK, TRUDNA JĘZYK vol.2

2469 Wyświetleń 22 komentarze

Ponieważ pierwszy post z tej serii bardzo Wam się podobał (możecie go przeczytać tutaj), dziś czas na coś nowego 🙂 Przyznam szczerze, że postępy w nauce nie są olbrzymie, bo nie mówię za często do B. po polsku. Mimo wszystko łatwiej jest mi powiedzieć coś po angielsku, niż po raz dwudziesty powtórzyć tę samą frazę po polsku, po czym przetłumaczyć po angielsku bo B. właśnie zapomniał się co to znaczyło 😉 Za to forsuję go do samodzielnego robienia zakupów w sklepie, składania zamówienia w restauracji czy chodzenia po piwo w barze. Metoda małych kroczków 🙂

Kwestia polskich nazwisk.

 

B: Btw, we have a guy at work, who has Polish last name. (tłum. A tak przy okazji, to mamy w pracy gościa co ma polskie nazwisko.)

K: Oh, what’s his name? (tłum. O, jak się nazywa?)

B: Łysnusky.

(Okazało, że pan Wiśniewski, potomek polskich imigrantów, sam nie ma pojęcia jak się prawidłowo czyta jego nazwisko 😀 – zaraz mi się „Sami Swoi” i ten facet o nazwisku September przypomina!)


Savoir-vivre przede wszystkim.

Jedziemy sobie taksówką i kierowca w pewnym momencie kicha. B. przerywa przyciszoną konwersację ze mną w języku angielskim i głośno rzecze po polsku:

NA-JEDZONY!

(To przecież to całkiem podobnie brzmi do tego NA ZDROWIE – odrzekł B. gdy chichotaliśmy z taksówkarzem przez resztę trasy:)))))


Polska gościnność?

Siedzimy sobie w knajpce na Starówce, pijemy grzane wino (ja) i zimne piwo (B.). Przychodzi do płacenia, a jako że B. doskonale zna słowa PROSZĘ, RACHUNEK i DZIĘKUJĘ, uznaję że poradzi sobie sam. Rachunek poproszony po polsku, karta pokazana na znak czym będzie płacić (język niewerbalny jest równie ważny!), B. dumny i blady, pani drukuje paragon i pyta:

Potwierdzenie?

B., lekko urażony: – tak, tak do widzenia!

(Wg mojego narzeczonego oba słowa brzmią niemalże identycznie i myślał, że niemiła pani chce go szybko spławić, skoro już zapłacił:)))))


Nie jednemu psu Burek

Na gwiazdkę dostaliśmy pieska. Nie żywego wprawdzie, ale całkiem żywo kiwającego głową, gdy jedziemy samochodem. Historię piesków samochodowych wyjaśniłam, jak bardzo popularne było imię pieska (wypisane na obroży) za czasów PRL również opowiedziałam. Jedziemy samochodem, B. prowadzi, ja jak zwykle z nosem w komórce, nie bardzo zwracam uwagę na „resztę świata”. W pewnym momencie słyszę rumor więc pytam B., nie odrywając oczu od telefonu.

What happened? (tłum. co się stało?)

Mazurek fell on the ground,.. (tłum. Mazurek spadł na ziemię)

(Przecież Azorek i Mazurek brzmią identycznie:D Ale, że zapamiętał Mazurka z zeszłej Wielkanocy, to chyba znaczy, że był dobry, nie?:D)

22 Komentarzy
  • Life stylerka 15 stycznia 2016, 18:24 Odpowiedz

    Powiem szczerze, że podziwiam każdego, kto się próbuje z językiem polskim:). Oj nie chciałabym się go uczyć:)))). Najlepszy, to ten Pan Wiśniewski, który nie jest do końca świadomy jak się to jego nazwisko wypowiada:).

    • kashienka 17 stycznia 2016, 22:33

      To nie pojedynczy przypadek w Stanach, a spotkałam już wiele polskich nazwisk i kosmiczne wymowy:)

  • Ewa R 15 stycznia 2016, 18:42 Odpowiedz

    Takie tam, małe pomyłki 😀

    • kashienka 17 stycznia 2016, 22:33

      Oj tam, oj tam 😉

  • Miraga Agarim 15 stycznia 2016, 18:49 Odpowiedz

    Super przygody! Pozdrawiam Was gorąco! Ps. Jak B. radzi sobie z taką ilością śniegu? 🙂

    • kashienka 17 stycznia 2016, 22:34

      Dziękujemy! Nie radzi sobie wcale – jak tylko przymroziło -15 to spakował się i pojechał w cieplejsze klimaty (czyli do biura w Atlancie). Początek roku to dla niego mnóstwo pracy i nie wszystko może zrobić zdalnie. Ale śnieg go omija!

  • Paulina 15 stycznia 2016, 18:51 Odpowiedz

    Uwielbiam ten cykl 😀 i słowa uznania dla Twojego narzeczonego- mogę sobie tylko wyobrazić, jakie katorgi przechodzi ucząc się polskiego! 🙂

    • kashienka 17 stycznia 2016, 22:37

      Nie jest łatwo – wzystkie słowa wydają mu się takie same;)
      Mega cieszy mnie, że się podoba!

  • Kasia w San Francisco 15 stycznia 2016, 19:13 Odpowiedz

    Haaa, niezle, ale dobrze ze sie stara. Niestety ten nasz jezyk jest strasznie zawiklany, wiec nie dziwie sie ze wszystkie slowa brzmia podobnie. Moj maz mi powtarza, ze dla niego polskie slowa to zlep trudnych do wypowiedzenia spolglosek.

    • kashienka 17 stycznia 2016, 22:37

      Dokładnie to samo mówi B. 🙂 Że mamy zbyt dużo spółgłosek w stosunku do samogłosek i dlatego nie można normalnie wymówić wyrazów 😀

    • ola slomska 18 stycznia 2016, 12:00

      Haha- dokladnie jakbym slyszala mojego meza, ktory jest australijczykiem. Jedyne slowa, ktore potrafi wypowiedziec bez mojej pomocy to: czesc, dobra i uwaga…. Gin dobry! 🙂

    • kashienka 18 stycznia 2016, 16:31

      Gin dobry <3 :)))))))))) Uwielbiam jak fajnie obcokrajowcy zniekształcają nasze wyrazy 😀

  • Monika 15 stycznia 2016, 19:28 Odpowiedz

    Zupelnie jakbym czytala historyjki o moim mezu;))))) Identyczni sa, teksy wprawdzie nie te same ale w ten sam desen. Mojemu tez sie wszystko kielbasi z tym polskim i wszystko brzmi podobnie:) Z "Na-jedzony" leje do tej pory:))) Wesolo mamy

    • kashienka 17 stycznia 2016, 22:39

      Obcokrajowcy robią często podobne błędy. Podejrzewam, że dla Twojego męża odmiana rzeczowników to też obcy temat? B. nawet nie chce słyszeć, że u nas jest siedem przypadków :)))) Ale racja, przynajmniej jest nam wesoło:)

  • kalisfornia 16 stycznia 2016, 12:00 Odpowiedz

    Nie wiem, która z tych historii jest najśmieszniejsza 😉
    Ale i tak wyrazy szacunku dla B. za naukę polskiego! Myślę, że jeszcze trochę i będzie pięknie mówił po polsku 🙂

    Przy okazji serdecznie zapraszam do siebie na odkrywanie Ameryki 🙂 http://kalisfornia.blogspot.com/

    • kashienka 17 stycznia 2016, 22:41

      On mówi: "Nie jestem Polakiem, jestem Amerykaninem ALE bardzo dobrze mówię po polsku" – a mówi to z takim akcentem, że ja kwiczę 😀 Jeszcze trochę, to chyba jakieś 20 lat:)))))
      Oczywiście, wpadnę Cię odwiedzić na pewno :*

    • kalisfornia 18 stycznia 2016, 12:05

      W końcu podstawa to pozytywne (amerykańskie) nastawienie 😉 Myślę, że 2-3 lata i będzie na prawdę dobrze mówił 🙂

    • kashienka 18 stycznia 2016, 16:29

      Pod warunkiem, że dwa, trzy następne lata spędzimy w Polsce 😀

    • kalisfornia 18 stycznia 2016, 19:03

      No tak, to jest warunek konieczny 😉

    • kashienka 18 stycznia 2016, 21:41

      A tego to my jeszcze nie wiemy 😉

  • Paulina 21 stycznia 2016, 20:54 Odpowiedz

    Strasznie mnie rozbawil ten post! Ja swojego ukochanego od czasu do czasu czegos naucze, albo sprobuje nauczyc, i zawsze sie tylko konczy na kupie smiechu 🙂

    Pozdrawiam!

    Paulina

    shenanigan-ska.blogspot.com

    • kashienka 21 stycznia 2016, 23:55

      U nas też głównie tak – ja płaczę ze śmiechu jak on coś powie, a on mówi, że to wcale nie śmieszne, tylko ten język jest straszny 😀 I taka z nim nauka :)))))))

Skomentuj

Przepis wynik *