BUDAPESZT – CO MUSISZ WIEDZIEĆ PRZED WYJAZDEM

2420 Wyświetleń 12 komentarzy
Jak zapewne widzieliście na Instagramie, Snapchacie czy nawet w grudniowym podsumowaniu miesiąca (zobacz tutaj), tegorocznego sylwestra spędziliśmy w Budapeszcie. Dostałam od Was kilka pytań dotyczących wrażeń z wyjazdu oraz organizacji takiej wycieczki, dlatego zanim zabiorę Was na wirtualny spacer po Budapeszcie (co z pewnością nastąpi za jakiś czas, jak tylko ogarnę zaplanowane blogowe zmiany), postanowiłam przygotować dla Was post, który ogólnie wprowadzi Was w temat i może zainspiruje do weekendowej wycieczki? 🙂
SKĄD POMYSŁ NA BUDAPESZT? To jest w zasadzie bardzo dobre pytanie 😉 To miejsce nigdy nie było na
wysokiej pozycji europejskich miast, które koniecznie chciałam odwiedzić, a jeśli chodzi o B. to nie jestem pewna, czy do końca przyjmował do wiadomości istnienie tego „głodnego” państwa na mapie Europy 😉 (żartuję oczywiście z faktu, że po angielsku Węgry wymawia się Hungary, czyli podobnie do przymiotnika hungry, który oznacza głodny:)). Jeśli nie pamiętacie kultowego odcinka teleturnieju z amerykańską blondi w roli głównej to zapraszam tutaj – ta pani świetnie potwierdza utarte stereotypy dotyczące inteligencji kobiet o jasnym kolorze włosów oraz mieszkańców Stanów Zjednoczonych. A jeśli chodzi o nasz pomysł, to moi rodzice przed świętami zapytali nas, czy mamy jakieś życzenia do Gwiazdora 😉 Nie mieliśmy żadnych zachcianek, więc przyszedł nam do głowy jakiś wyjazd sylwestrowy. Weszłam na stronę Wizzaira w poszukiwaniu jakiś fajnych cenowo połączeń i zanim zaczęłam szukać, wpadła mi w oko informacja, że te linie lotnicze są liniami węgierskimi. A jeśli Węgry, to stolicą jest Budapeszt. Spontanicznie wpisałam w Google: Sylwester w Budapeszcie, pokazałam B. i już oboje wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać pożegnać stary rok. Tym sposobem dostaliśmy pod choinkę bilety i kolejne wspaniałe, podróżnicze wspomnienia do naszej kolekcji.. 🙂
 

 

WYJAZD ZORGANIZOWANY vs WYJAZD NA WŁASNĄ RĘKĘ: O tym wyborze dość szczegółowo powiedziałam w tym poście (kliknij tutaj), więc nie będę po raz drugi tego powtarzać. Ja jestem fanką wyjazdów na własną rękę, ale rozumiem też ludzi którzy wolą zwiedzić miasto wykupując zorganizowaną wycieczkę. To tylko kwestia Waszych preferencji 🙂
DŁUGOŚĆ WYCIECZKI: To także Wasza decyzja, zależna od możliwości urlopowych. Ze swojej strony polecamy przedłużony weekend – 3/4 dni. My spaliśmy w Budapeszcie cztery noce, a na zwiedzanie miasta mieliśmy trzy pełne dni, wieczór i przedpołudnie przed wylotem. I z naszego punktu widzenia był to idealny czas na poznanie miasta, obejście go wzdłuż i wszerz i zobaczenie tego wszystkiego co chcieliśmy zobaczyć.
PLANOWAĆ SZCZEGÓŁOWO CZY NA SPONTANIE? To zależy od Was samych i Waszych upodobań. Choć ze względu na charakter B. wszystkie dłuższe wyjazdy mamy zaplanowane mniej lub bardziej szczegółowo, to wyjazd do Budapesztu był całkowicie spontaniczny. Mieliśmy zabukowany jedynie hotel (ze względu na wyjazd w okolicy sylwestra obawialiśmy się problemów ze znalezieniem miejsca w głównej części miasta. Cała reszta planów powstała całkowicie spontanicznie – bo ja przed wyjazdem wiedziałam jedynie, że chcę zobaczyć Parlament i napić się Tokaju 😉 Zeszytu z notatkami nie było, Trip Advisora uruchomiłam dopiero na miejscu, a całą masę pomysłów na zwiedzanie, spędzanie wolnego czasu i jedzenie podrzucili mi moi niesamowici ludzie z Instagrama:))))) Poważnie, pod moimi zdjęciami ze stolicy Węgier pojawiało się tyle fajnych porad i pomysłów, że bez przerwy mówiłam do B. „słuchaj musimy iść zjeść ten typowy węgierski deser do tej i do tej knajpy” albo „dziewczyny z Insta mówią, że koniecznie musimy wybrać się na rejs po Dunaju, bo są mega widoki”. I tak byliśmy zupełnie bez planu, a zdążyliśmy poznać ładny kawałek Budapesztu 🙂
JAKA FORMA TRANSPORTU: My oczywiście mieliśmy już wykupione bilety na samolot, gdy kolega zapytał czy lecimy czy jedziemy do Budapesztu 😉 Okazuje się, że z Polski, szczególnie południowej to całkiem przyzwoita trasa i jeśli, ktoś nie ma awersji do zbyt długiej jazdy samochodem jak mój B., to z łatwością można pokonać ją autem. My jednak jak zazwyczaj wybraliśmy samolot i lecieliśmy z Warszawy, lotniska Chopina liniami Wizzair. Koszt biletu to ile dobrze pamiętam, jakieś 300zł za osobę w dwie strony, do tego dopłaciliśmy dodatkowo za duży bagaż nadawany. Po Budapeszcie przemieszaliśmy się wyłącznie piechotą, z taksówki skorzystaliśmy wyłącznie pokonując trasę lotnisko-hotel. Miasto jest na tyle „zwarte”, że jeśli ktoś uwielbia długie spacery to zdecydowanie polecam je zwiedzić na piechotę – można dotrzeć w wiele zakątków, których nie zobaczy się korzystając z taksówki czy komunikacji miejskiej.
CO ZOBACZYĆ W BUDAPESZCIE: 
Dobrym pomysłem jest przestudiowanie planu Budapesztu i zaznaczenie interesujących Was miejsc oraz przejrzenie Trip Advisora. Każdy woli co innego i jednego ucieszy zwiedzanie muzeum i galerii sztuki, a inny będzie wolał spróbować prawdziwej węgierskiej kuchni.
Nasze 8 rzeczy które trzeba odwiedzić/zwiedzić/przeżyć w Budapeszcie:
1) Zobaczyć Parlament. Ten budynek jest tak piękny i imponujący, że polecam zobaczyć go zarówno w dzień jak i w nocy. W dzień mnie zachwycił, a w nocy sprawił, że został jednym z najpiękniejszych widoków jakie miałam okazję zobaczyć w swoim życiu <3
2) Wspiąć się na wzgórze Gellerta. Niezależnie czy lubicie wspinanie się czy nie, to wzgórze warto zdobyć by zobaczyć przepiękny widok na całe miasto.
3) Wybrać się na rejs po Dunaju. Choć sama oprawa naszego rejsu niekoniecznie przypadła mi do gustu (nie wiem, co mi odbiło gdy zgodziłam się na pomysł B. by spróbować Beer i Pizza Cruise) i na górnym otwartym pokładzie było pieruńsko zimno (w końcu grudzień), to widoki jakie zobaczyliśmy podczas rejsu był bezcenne – polecam rejs nocą – widoki są boskie!
4) Wykąpać się w słynnych termach w Budapeszcie – łaźniach Szechenyi. Choć musieliśmy kupić całe wyposażenie kąpielowe czyli strój kąpielowy dla mnie oraz kąpielówki B i klapki po horrendalnych cenach przed wejściem do term to kąpiel w gorącym basenie, gdy na dworze mroźna zima, była jednym z najfajniejszych przeżyć podczas wycieczki 🙂
5) Zdobyć Bastion Rybaka w dzielnicy zamkowej. Klimat średniowiecznego zamku oraz malownicze widoki na parlament oraz stolicę Węgier.
6) Zrobić zakupy na ryneczku Nagy Vasarcsarnok. To największy zadaszony rynek w Budapeszcie. Na tej hali targowej można kupić dosłownie wszystko – mnie zniechęciły tylko świnki.. ekmm wiszące w całości.
7) Przejść się kilkoma z ośmiu mostów łączących dwie części miasta Budę i Pest. Most Szechenyi Lanchid jest bodajże najbardziej znanym z nim, ale most Łańcuchowy czy most Most Małgorzaty są również warte zobaczenia!
8) Zobaczyć drugą co do wielkości synagogę na świecie. Oboje po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć świątynię Judaizmu i na obojgu z nas wywarła ona niezwykłe wrażenie.
CO MOŻE WAS ZASKOCZYĆ: 
* Pieniądze. Pierwszy raz odwiedziliśmy kraj, który jest przed dewaluacją i po raz pierwszy szastaliśmy tak tysiącami na prawo i lewo 😉 Forinty czy, jak mówił B., węgierskie pesos, mają niezwykle wysokie nominały – zdarzyło mi się trzymać w dłoniach 20 000 HUF i czuć się prawie milionerką, a tu okazywało się, że to tak naprawdę jakieś 75 dolarów. Zadania z połapaniem się w tej obcej walucie nie ułatwiały nam kantory i bankomaty – za każdym razem stosowano diametralnie inny przelicznik. Tak naprawdę to do końca wyjazdu tak dokładnie nie wiedzieliśmy, czy płacimy za coś dużo czy mało 😉
* Bezdomni. Mnie zaskoczyła liczba bezdomnych w centrum Budapesztu. Choć zarówno w Atlancie czy w Warszawie czy podczas licznych wycieczek spotkałam się wielokrotnie z problemem bezdomnych, to przyznam szczerze, że skala tego zjawiska w stolicy Węgier mnie zaskoczyła. W każdym przejściu podziemnym (z których korzystaliśmy przechodząc przez ulice) połowę korytarza zajmowali bezdomni i ich dobytek. I nie były to zwyczajowe „reklamówki z Biedronki” ale naprawdę całe wielkie torby wypełnione rzeczami i rozłożone na podłodze materace, na których ci ludzie spali. Po prostu wyglądało to, że ludzie nie zmieniają swojego miejsca pobytu przez długi, długi czas – bardzo smutny widok.
* Jedzenie. Gulasz węgierski to u nich zupa! Byłam zdziwiona, gdy zamiast widelca dostałam łyżkę 😉
To oczywiście zaledwie przedsmak do relacji, z pewnością pojawi się filmik i jeszcze więcej informacji, ale na razie to wszystko. Jeśli macie jakieś pytania odnośnie, zadawajcie je w komentarzach, postaram się odpowiedzieć i udzielić wskazówek 🙂

Zapisz

12 Komentarzy
  • Miszela Blog 10 lutego 2016, 21:50 Odpowiedz

    Budapeszt jest bardzo niedocenianym miastem. Wszyscy ciągną do Paryża, Barcelony, Rzymu, a zapominają o takich perłach jak Praga, Budapeszt, Bukareszt, Zagrzeb itd. Napewno kiedyś zaciągnę tam mojego m., bo z pobytu w Polsce i Europie czuje niedosyt. Czuję, że nastąpi to przy kolejnej wizycie na starym kontynencie.

    • kashienka 23 lutego 2016, 22:20

      Masz zupełną rację – takie zapomniane perełki, które warto zobaczyć. Na pewno Twojemu M. się spodobają te miasta, bo takiego klimatu nie znajdzie się w Stanach 🙂

  • Madzia Rębowiecka 11 lutego 2016, 12:30 Odpowiedz

    Narobiłaś ogromnego apetytu na wyprawę do Budapesztu 🙂 Muszę się bliżej zapoznać z tym miastem, bo kusi bardzo… 😉

    • kashienka 23 lutego 2016, 22:21

      Niebawem zabiorę Was na spacer po tym pięknym mieście i pewnie zachwycisz się jeszcze bardziej 🙂 Jest to piękne miejsce!

  • Monika 11 lutego 2016, 16:43 Odpowiedz

    Super, ze Budapesz sie podobal. Nie moglo byc przeciez inaczej, to miasto zachwyca:) My bylismy w Maju 2015. Spedzalismy glowne wakacje w Wiedniu a to juz przeciez przyslowiowy rzut beretem. Nie moglismy sobie odmowic. Nie zalujemy. Bardzo nam sie podobalo mimo, ze widac jeszcze troche spuscizne komuny. Faktycznie ichnie banknoty o wysokich nominalach sa mylace, my tez nie wiedzielismy czy placimy duzo czy malo;) No i ten jezyk. Dziwaczny, odmienny i trudny. Wegierskie wyrazy nic nie sugeruja, nic sie nie kojarzy. Chyba tylko japonski czy chinski jest gorszy lol

    • kashienka 23 lutego 2016, 22:27

      Tak, widać pozostałości komunistycznych czasów, zwłaszcza jak jedziesz z lotniska do starej, turystycznej części miasta. No i język faktycznie dziwaczny! Dobrze, że Węgrzy dobrze radzili sobie z mówieniem po angielsku 🙂 A Wiedeń też planujemy kiedyś zobaczyć <3

  • Anonimowy 11 lutego 2016, 23:34 Odpowiedz

    Polecasz jakiś konkretny hotel?

    • kashienka 23 lutego 2016, 22:24

      My zatrzymaliśmy się w Carat Boutique Hotel i mogę go polecić 🙂 Pyyyszne śniadania – duży wybór jedzenia w formie bufetu szwedzkiego i szampan do śniadania 😉

  • Klaudia Chrapko 20 lutego 2016, 09:22 Odpowiedz

    Bardzo dobra relacja i zdjęcia niesamowite zwłaszcza to nocą

    • kashienka 23 lutego 2016, 22:25

      Dziękuję bardzo – wkrótce pokażę jeszcze więcej zachwycających widoków z Budapesztu w formie krótkiego filmiku 🙂

  • Katarzyna Maj 12 lipca 2017, 16:42 Odpowiedz

    Sporo ciekawych informacji, w tym roku zamierzam się wybrać do Budapesztu do moich znajomych.

    • kashienka 17 lipca 2017, 11:39

      Bardzo się cieszę, że informacje zawarte w poście są dla Ciebie ciekawe. Życzę cudownego wyjazdu 🙂

Skomentuj

Przepis wynik *