W OBCYM JĘZYKU: PONGLISH

1344 Wyświetleń 30 komentarzy

Jedną z rzeczy, które mnie zawsze irytowały, było zapominanie polskiej mowy po wyjeździe za granicę. Pewnie i Wy spotkaliście się choć raz w życiu z kimś, kto w rozmowie beztrosko przeplatał dwa języki, mówił ze sztucznym obcym akcentem, lub zaczynał każde zdanie od „…bo u nas w juesej„. Zaskakujące jest, jak szybko Polak potrafi zapomnieć o własnym języku i po powrocie do kraju mieć problem z normalnym wysłowieniem się po polsku.

Co ciekawe, najczęściej ilość zapomnianego języka ojczystego jest odwrotnie proporcjonalna do  czasu spędzonego za granicą. Czyli, po trzech miesiącach w USA można bardziej kaleczyć polski i mówić z bardziej amerykańskim akcentem niż po dwudziestu latach za oceanem. Wiem, co mówię – rozmawiałam kiedyś z jednym gościem, który wrócił właśnie do ojczyzny z wakacyjnego programu Work&Travel oraz z kolegą mojej babci, który w Stanach spędził praktycznie całe swoje dorosłe życie i zrobił tam karierę naukową. Ten pierwszy wstawiał co łatwiejsze amerykańskie słówka niemal w każde zdanie swojej wypowiedzi, drugi zaś mówił piękną, nienaganną polszczyzną bez cienia obcego akcentu.

Gdy sama wyjechałam z kraju, okazało się, że po polsku mam szansę porozmawiać wyłącznie na Skype ponieważ niemalże całe towarzystwo, w którym się obracam, jest anglojęzyczne i nie mam innego wyjścia niż rozmawiać w tym języku przez cały czas. Od razu dopadły mnie obawy, czy przez tą nadmierną ekspozycję na język angielski, sama w końcu nie zacznę mówić w sposób, jaki dotychczas  wyśmiewałam – w języku ponglish, czyli mieszance polskiego i angielskiego.

Okazało się, że na razie nie jest źle. Nie tak łatwo jest zapomnieć polską mowę i tak przesiąknąć amerykańskim akcentem by używać go także mówiąc po polsku – przynajmniej nie po tak krótkim czasie:-) Maniera bycia amerykańskim/brytyjskim w mowie po lecie spędzonym za oceanem czy na wyspach nadal będzie mnie irytować, bo wiem, że jest zupełnie nienaturalna.

Jedyny problem jaki ja do tej pory odnotowałam u siebie, to chęć użycia w rozmowie jakiegoś bardziej specjalistycznego amerykańskiego słowa, ze względu na nieznajomość polskiego odpowiednika. Na początku pobytu kupiłam sobie zeszyt i sumiennie wpisywałam każde trudniejsze słówko, które poznałam, wraz z jego polskim tłumaczeniem. Niestety sumienności starczyło mi na jakiś tydzień czy półtora. Potem już tylko sprawdzałam w słowniku angielsko-polskim i zapamiętywałam (mam dobrą pamięć do słówek). A potem, całkiem naturalnie przeszłam do proszenia o wyjaśnienie osoby anglojęzycznej lub pytałam się Siri o znaczenie (aplikacja w telefonie). Obie opcje tłumaczyły mi słówko tylko po angielsku, nie podając polskiego znaczenia. Zupełnie przestało mi przeszkadzać, że nie znam polskiego odpowiednika danego wyrazu, ale umiem wyjaśnić co ono znaczy. Gdy prowadzę monologuję sobie w myślach to zupełnie nie razi wstawianie amerykańskich słów w tok, ponieważ nie werbalizuję tych wypowiedzi, a w głowie nie brzmi to głupio;-). Schody zaczynają się, gdy rozmawiam z kimś z Polski i w momencie, gdy mówię o czymś i nagle uświadamiam sobie, że nie mam bladego pojęcia, jak słowo, które chce użyć brzmi w moim ojczystym języku. Dotyczy to głównie rzeczy, z którymi nie miałam styczności w Polsce i zdarza się rzadko, ale mam świadomość, że z czasem problem może się nieco nasilić.

wobcymjezyku3

…w końcu czasem bywam bardziej amerykańska niż Obama;-)))

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Wkurza Was taka mieszanka językowa czy raczej bawi? A jeśli mieszkacie parę lat za granicą to jak radzicie sobie z zachowaniem poprawnej polskiej mowy? Czekam na Wasze komentarze:-)))

30 Komentarzy
  • LIFE STYLERKA 29 lipca 2015, 13:11 Odpowiedz

    Mnie też strasznie śmieszy zwłaszcza kiedy ktoś zaczyna mówić ze sztucznym akcentem:). Jeśli chodzi o słówka, to jestem bardziej wyrozumiała. Mam teorię, że mózg się przestawia na ten język, którego więcej używa. Kiedy w roku szkolnym mam lekcje z uczniami i 6-8 godzin używam non stop wyłącznie angielskiego, to wieczorem mam straszny kocioł w głowie i jak mówię, to często nasuwają mi się angielskie słówka lub zwroty zamiast polskich, ale oczywiście dusze je w sobie i mówię po polsku:). A po roku w Stanach przyłapywałam siebie na ty, że myślę sama do siebie po angielsku. Oczywiście jak wróciłam do domu, to mi to samo przeszło:).

    • kashienka 30 lipca 2015, 01:22

      Mnie też te słówka aż tak bardzo nie drażnią, ale sama staram się tego pilnować. Choć czasem łapię się na tym, że są pewne zwroty, które szybciej mi przychodzą do głowy po angielsku niż po polsku!

  • Anonimowy 29 lipca 2015, 15:36 Odpowiedz

    Trafilas w samo sedno! Nic mnie bardziej nie wkurza niz takie udawanie obcego akcentu i zapominanie polskiego mowy brrr:-(

    • kashienka 30 lipca 2015, 01:23

      Zwłaszcza po dwóch miesiącach za granicą 😉

  • Miszela Blog 29 lipca 2015, 15:50 Odpowiedz

    Ja nie spotkałam nikogo takiego, kto używa ponglisha, ale słyszałam o tym zjawisku.
    Jest to dla mnie niezrozumiałe, że osoba, która wychowała się w Polsce i edukację przeszła w Polsce nagle zapomina języka albo nie nagle, ale po wielu latach. Chcąc nie chcąc będąc na obczyźnie mamy nadal kontakt z językiem polskim, czy to za sprawą internetu, czy to dzięki rozmowom z rodziną. Niektórzy mają kontakt z rodakami na codzień. Nie jesteśmy w jakiejś izolacji. I tłumaczenie się, że mieszka się długo to się zapomniało jest dla mnie śmieszne. Zapomnieć można drugi język, który nabyło się w drodze dodatkowej edukacji. Ale nie język, który był naszym językiem od urodzenia.
    Jestem w stanie zrozumieć osoby, które przeprowadziły się w bardzo młodym wieku, a ich język dopiero się kształtował.
    Ja sama staram się zachować czystość obu języków. Ale nie ukrywam, że są zwroty albo słowa w języku angielskim, które są stosowniejsze do danej sytuacji i aż się proszą, żeby ich użyć. Nie robię tego, bo język polski jest piękny i nie wypada zaśmiecać go anglicyzmami. Jeżeli już mi się coś zdarzy to w formie pisanej, nigdy w mowie.

    • kashienka 30 lipca 2015, 01:24

      Również jestem zwolennikiem teorii, że nie da się zapomnieć pierwszego języka, kiedy wyjechało się za granicę jako dorosła już osoba. I też staram się zachować czystość języka mówiąc po polsku i odrzucam angielskie zwroty, które automatycznie wpadają mi do głowy podczas rozmowy 🙂

  • Justyna 29 lipca 2015, 16:37 Odpowiedz

    Ohh trafilas w samo sedno. Ja sama mieszkam od paru lat w Kanadzie i do szalu doprowadzaja mnie ludzie, ktorzy w kazde zdanie potrafia wtracic angielskie slowo. Ja sama pracowalam w roznych miejscach i nabylam specjalistyczne slownictwo i nie znam polskich odpowiednikow, ale wtedy albo sprawdzam w slowniku albo opisuje dane slowo. Czasami zdarza mi sie, ze moj mozg chce mnie oszukac i nagle pierwsze slowo podsyla mi po angielsku, ale to tylko taki szept w glowie, bo nie wypowiadam tego slowa :))
    Ja uwazam, ze w przypadku ludzi mieszkajacych za granica, mozg zaczyna sie przyzwyczajac do mowy po angielsku i kiedy uzywamy dwoch jezykow, staje sie on leniwy i po prostu wybiera sobie slowo, ktore jest dla niego prostsze. Moim zdaniem to wlasnie od nas zalezy czy sie temu poddamy, czy po prostu bedziemy gimnastykowac umysl i nie bedziemy mieszac jezykow.
    U mnie w rodzinie pare osob mieszka za granica od 20-30 lat i nigdy nie uslyszalam, zeby wtracali obce slowa. Za to znam osoby, ktore mieszkaja pare miesiecy poza Polska i zachowuja sie jak w kawale: statystyczny polak wyjechal za granice 4 lata temu, od 2 lat nie mowi po polsku, od roku uczy sie angielskiego :))

    Pozdrawiam!

    • kashienka 30 lipca 2015, 01:26

      Kawał świetny – wspaniale oddaje rzeczywistość 😉
      Też jestem za tym, by gimnastykować umysł jak się da i starać się mówić poprawnie zarówno po polsku jak i po angielsku.

  • niemilcząca 30 lipca 2015, 10:21 Odpowiedz

    Mnie zupełnie to nie przeszkadza, ale nie wiem jakie miałabym odczucia w sytuacji, w której musiałabym rozmawiać z taką osobą na co dzień 🙂 nie jestem też za tym, żeby specjalnie się ukrywać, czy dusić w sobie anglojęzyczne zwroty. To tak jakby licytować się, kto jest bardziej polski. Chyba, że te słówka są wplatane specjalnie dla szpanu, to wtedy jestem na nie. Twoje odczucia są bardzo ciekawe i szczere, przyjemnie się czyta.

    • kashienka 19 sierpnia 2016, 01:28

      Ja też staram się być wyrozumiała, bo wiem, że czasem każdemu się „wyrwie” angielskie słówko. Jednak mam alergię na szpanowanie językiem i od razu wyczuwam, gdy ktoś robi to celowo, by pokazać jak bardzo jest amerykański. Dziękuję za miłe słowo :*

  • justyn25 30 lipca 2015, 12:19 Odpowiedz

    Pewnie, ze to jest wkurzajace. Znam pare takich Polakow.

    • kashienka 2 sierpnia 2015, 02:23

      Większość z nas zetknęła się przynajmniej z jednym takim typem!

  • jagodka 30 lipca 2015, 19:37 Odpowiedz

    Tez mnie to zawsze irytowalo, ale sie wyedukowalam 😉 Sa osoby pokroju pewnej znanej mi pani, co to po roku w Stanach co drugie zdanie zaczynala od "u nasz w Ameryce", i stwierdzila na przyklad, ze "w Ameryce to nie ma lodowek, tylko takie wielkie fridżery". W tym przypadku to czysty szpan. Ale istnieje tez inne zjawisko. Czytalam kiedys obszerna i bardzo ciekawa dyskusje na ten temat, niestety nie pamietam juz gdzie. Wypowiadalo tam sie sporo lingwistow, rowniez takich, ktorzy sami emigrowali i uzywali rozych jezykow. Podobno to calkiem naturalne, ze zapomina sie pierwszego jezyka, w sensie autentycznych problemow z przypomnieniem sobie odpowiedniego slowa i, wbrew pozorom, najczesciej dzieje sie tak wlasnie na poczatku pobytu za granica i glownie u tych ludzi, ktorzy wczesniej nie wladali dobrze jezykiem nowego kraju. Bo mozg idzie na latwizne. W miare uplywu czasu i nabierania swobody jezykowej coraz latwiej jest rozdzielac jezyki. Nie spotyka to kazdego, bo to zalezy od indywidualnych zdolnosci jezykowych i roznic w funkcjonowaniu mozgu. Co do akcentu, to podobno to tez czesto wcale nie jest maniera, tylko indywidualne predyspozycje. Sa ludzie, ktorzy starajac sie mowic z odpowiednim akcentem w obcym jezyku i robiac to na codzien, przenosza go tez na jezyk ojczysty i czynia to kompletnie nieswiadomie.

    • kashienka 2 sierpnia 2015, 02:27

      Uwielbiam Twoje komentarze, bo zawsze wnosisz fachową wiedzę do dyskusji 🙂 Przyznam, że nie widziałam, że to osoby, które dopiero co wyjechały, mogą mieć większe problemy z rozróżnianiem języków niż ci, którzy mieszkają zagranicą już dłużej! Może powinnam być dla nich bardziej tolerancyjna? 😉

  • Anonimowy 31 lipca 2015, 15:09 Odpowiedz

    Nic mnie bardziej nie wkurza. Zjawisko to czesto tez wystepuje u wyjezdzajacych do Niemiec!

    • kashienka 2 sierpnia 2015, 02:29

      Wtedy jest „Bo u nas, w Hannover” 😉

  • Paula 31 lipca 2015, 17:56 Odpowiedz

    super notka 🙂

  • Agnieszka 1 sierpnia 2015, 15:17 Odpowiedz

    Bije to po uszach strasznie! Jedyny wyjątek dla mnie to listy pisane przez ciocię ze Stanów (która się tam urodziła) do mojej babci – czasem są bardzo pocieszne:)

    • kashienka 2 sierpnia 2015, 02:32

      Ja z miejsca wybaczam osobom, które zagranicą się urodziły a mimo to starają się używać polskiego języka 🙂 Ale jeśli ktoś wyjechał za granicę jako dorosły – nie ma przebacz!

  • Anonimowy 8 sierpnia 2015, 07:16 Odpowiedz

    Masz rację – u nas w Ameryce, które słyszy się od osób będących tam tylko na wakacjach jest lekko… śmieszne, może trochę wkurzające. Co do zapominania własnego języka – rozumiem osoby mieszkające długi czas za granicami kraju. Tym bardziej te, które na co dzień nie mają możliwości porozmawiania po polsku. Ja sama mieszkam w Polsce, ale… mieszkałam trochę we Włoszech, jestem po filologii włoskiej, pracuję dla rynku włoskiego, w domu mam Włocha. Mimo, że jestem w swoim własnym kraju to w codziennej komunikacji więcej używam języka włoskiego niż polskiego. W pracy po włosku, w domu po włosku. Język polski uważam za bardzo ładny język, ale tak jak napisałaś – czasem używając danego słówka w obcym języku na tyle się z nim oswajamy, że nie jesteśmy w stanie znaleźć polskiego odpowiednika. A jeśli już znajdziemy to nie oddaje on tego samego co chcemy powiedzieć.

    • kashienka 15 sierpnia 2015, 02:35

      Ciekawa sytuacja, gdy we własnym kraju częściej masz okazję posługiwać się językiem obcym niż własnym 🙂 A język włoski jest piękny i trochę Ci zazdroszczę jego świetnej znajomości – brzmi tak pięknie i melodyjnie!

  • Joanna Z. 13 sierpnia 2015, 06:53 Odpowiedz

    Kilka lat temu, gdy byłam w Stanach (czy raczej u was w juesej ;)), spotkałam się właśnie z ponglishem i przyznam, że niektóre zwroty przyjęły się potem u mnie w domu jako rodzinne żarty. Usłyszałam np., że gdybym chciała się wyszałerować to łazienka jest na górze, żebym koniecznie zjadła piczesa, albo że sklep spożywczy jest na kornerze. 🙂 Było tego naprawdę sporo. Fakt, że mówiła to osoba mieszkająca tam bardzo długo, ale dla mnie i tak było to niezrozumiałe, tym bardziej, że angielskim wcale nie władała tak świetnie, a i akcent też pozostał typowo polski.

    • kashienka 15 sierpnia 2015, 02:39

      Pani z polskiego sklepu do którego czasem jeżdżę mówi dokładnie tak 😀 „kiełbasa z garlikiem” „musisz włożyć do majkrołejwa” czy „dużo osób tutaj lanczuje”. A po angielsku nie mówi wcale tak świetnie, jakby mógł wskazywać czas, który spędziła w USA 😉

  • Anonimowy 18 sierpnia 2015, 13:30 Odpowiedz

    Mieszkam tu prawie 35 lat, I widze ze wielu ktorzy sa tu krotko , polskai zapomnieli , a angielskiego sie jeszcze nie nauczyli!

    • kashienka 20 sierpnia 2015, 02:41

      Otóż to! Najczęściej osoby, które zdążyły zapomnieć ojczysty język, nie zdołały się jeszcze nauczyć mówić po angielsku i dlatego używają przedziwnej mieszanki językowej, którą tylko oni są w stanie zrozumieć.

  • Anonimowy 27 września 2015, 15:36 Odpowiedz

    W USA mieszkałam 14 lat wśród anglojęzycznych . To prawda , że po dłuższym czasie ,myślisz po angielsku i łatwiej przychodzą angielskie słowa .Nie zapomniałam polskiego języka . Może wolniej wypowiadałam zdania ,gdyż myślałam po angielsku .Jeśli chodzi o ,,ponglish" to byłam świadkiem takiego pytania LUKNIJ NO PRZEZ WINDOŁ CZY CAR STOI NA KORNERZE .Rozbawiło mnie to bardzo i często powtarzam to jako żart .

    • kashienka 30 września 2015, 02:43

      Hahaha, mnie też rozbawiło to zdanie, choć aż ciężko mi uwierzyć, że ktoś może tak masakrować oba języki 😀 A co do reszty to zdecydowanie się zgadzam!

  • AgaInAmerica.com 19 sierpnia 2016, 23:58 Odpowiedz

    Też mnie śmieszy takie zapominanie na siłę, ale to wszystko zależy. Ja, jak już wspomniałam, nie używam polskiego w mowie prawie w ogóle, cały czas posługuję się angielskim, myślę też po angielsku. Dlatego czasem gdy rozmawiam z kimś po polsku to wplotę jakieś angielskie słówko i nawet nie zdaję sobie z tego sprawy! Zorientuję się po chwili. Dziwne to jest 😀

    • kashienka 23 sierpnia 2016, 18:17

      Mi też to się czasem zdarza, aczkolwiek staram się to kontrolować 🙂

Skomentuj

Przepis wynik *