W OBCYM JĘZYKU

JAK PRZEŁAMAĆ BARIERĘ MÓWIENIA PO ANGIELSKU?

Dostaję od Was mnóstwo maili dotyczących kwestii językowych. Choć pytania są przeróżne, to jedno z nich powtarza się chyba najczęściej: “Jak przełamać barierę mówienia po angielsku?”. Często pomimo kilku/kilkunastu lat nauki obawa przed rozmową w obycm języku jest ogromna. O tym dlaczego tak jest i jak temu zaradzić porozmawiam z moim dzisiejszym gościem, Wiktorem Jodłowskim. Wiktor, jako założyciel szkoły językowej Talkersi, opowie Wam również o swojej autorskiej metodzie nauki angielskiego. Choć jako filologowi angielskiemu nieobce są mi bardziej tradycyjne strategie nauki, to ta innowacyjna metoda trafia do mnie w 100%. Jest w zasadzie odpowiedzią na to, o czym pisałam w wielu postach z tej kategorii! Wszystkich zainteresowanych zapraszam na wpis 🙂

Wielu moich czytelników ma obawy przed wyjazdem do USA ze względu na barierę językową. Mimo, że uczyli się języka angielskiego przez kilka a nawet kilkanaście lat to wciąż nie czują się na tyle pewnie, by rozmawiać po angielsku. Skąd bierze się ta blokada przed mówieniem w obcym języku?

Wiktor: Lubię obrazowo porównywać kompetencje językowe do mięśnia. Gdy ćwiczymy, mięsień robi się bardziej wytrzymały i mocny, a gdy przestajemy – słabnie i wiotczeje. Z językiem jest całkiem podobnie. Gdy mieszka się w Polsce i nie ma się stałego kontaktu z językiem angielskiem (choćby poprzez pracę w anglojęzycznej firmie czy regularny kontakt z anglojęzycznymi osobami) to siłą rzeczy ta umiejętność rozmowy po angielsku nie jest silna. Jest duży rozstrzał pomiędzy teoretyczną wiedzą, a praktycznymi umiejętnościami. Jesteśmy mistrzami gramatyki, doskonale idą nam testy, ale w sytuacji rozmowy w języku angielskim wypadamy słabo.

Druga sprawa to, moim zdaniem, kwestia tego, że polska szkoła jest za bardzo skupiona na tym, by punktować błędy zamiast docenić to, co zostało już przez ucznia opanowane. Nawet jeśli umiem niewiele, to to już COŚ, co idzie mi dobrze. Zamiast skupiać się na plusach, krytykuje się minusy, co bardzo demotywuje. W konsekwencji uczniowie nie chcą się odzywać, bo obawiają się, że nie zostaną docenieni za przekazanie informacji (choćby z błędami), a raczej skrytykowani za to, że użyli nieprawidłowego czasu. Dlatego przy nauce naszą metodą nie wytykamy błędów, bo popełnianie ich jest całkowicie naturalne w procesie nauki, za to staramy się doceniać nawet niewielkie postępy. Wierzymy, że dzięki takiemu pozytywnemu feedbackowi motywacja do nauki jest większa.

Ile czasu realnie potrzeba, by nauczyć się mówić po angielsku?

Wiktor: To jest dość indywidualna kwestia, zależna od wielu czynników. Jednak uśredniając obserwacje przy nauce naszą metodą jest to między dwa a dwa i pół roku. Mówimy tu o przypadku nauki od zera, od “nic nie umiem” do “umiem mówić po angielsku”. Po takim czasie nauki nie jest się mistrzem gramatyki i nie czyta się Szekspira w oryginale, ale ma się umiejętność swobodnego i bezproblemowego dogadania się w różnych sytuacjach. Gdy uczeń ma za sobą kilka lat nauki i nie startuje od zera, to ten czas będzie oczywiście odpowiednio krótszy. Jednak nawet “od zera do milionera” w kwestii mówienia po angielsku można dojść w te 2-2,5 roku, oczywiście JEŚLI stosuje się do zaleceń naszej metody.

No właśnie, powiedz mi proszę czym różni się nauka angielskiego u Talkersów od nauki w innych szkołach językowych?

Wiktor: My skupiamy się przede wszystkim na przełamaniu bariery mówienia po angielsku. Nie na zdawaniu certyfikatów, czy rozwiązywaniu arkuszy testów pod klucz, ale na praktycznej umiejętności posługiwania się tym językiem. Najważniejsza jest dla nas skuteczność w przekazaniu komunikatu, a nie prawidłowe zapamiętanie tabeli czasowników nieregularnych. Perfekcyjna znajomość zasad gramatyki jest potrzebna nauczycielom, ale przeciętny człowiek nie potrzebuje wkuwania reguł i tabelek, by nauczyć się poprawnie mówić po angielsku. To wszystko można opanować naturalnie, rozmawiając w tym języku.

Masz rację! Zwłaszcza, że native speakerzy często sami nie mają pojęcia o tych zasadach gramatycznych w swoim  języku. Wyobrażasz sobie, że mój mąż nie miał zielonego pojęcia, co to jest third conditional (z ang. trzeci tryb warunkowy), mimo że używa go bardzo często? Ale swoją drogą, ja też nie umiem dokładnie zdefiniować co to jest przydawka, mimo że zapewne używam jej często rozmawiając po polsku!

Wiktor: Dokładnie tak! Nieznajomość wszystkich zasad nie dyskwalifikuje nas z mówienia poprawnie w danym języku. Myślę, że gdyby nam Polakom, dano do rozwiązania jakiś polski odpowiednik angielskiego testu skupiającego się na zasadach gramatyki, to większość z nas by ten test oblała, mimo że po polsku mówimy doskonale. Osoba, która uczy się języka jako obcego zna zwykle lepiej wszystkie regułki niż native speaker.

Powiedz mi proszę, jak dokładnie wyglądają zajęcia w Waszej szkole?

Wiktor: Nasza metoda opiera się na dwóch filarach: intensywnych konwersacjach z lektorem oraz rzetelnej pracy własnej. Od pierwszej minuty jest to 100% angielskiego, zarówno podczas zajęć, jak i poza nimi, kontaktując się z lektorem. Staramy się na miejscu zrobić jak najwierniejszą symulację tego, co dałby klientowi wyjazd za granicę, czyli “zanurzenie się w języku”. Uczymy się przez naturalną rozmowę czy korzystanie z anglojęzycznych źródeł, dokładnie tak jak w przypadku pobytu zagranicą. My tylko nadajemy temu bardziej ustrukturyzowaną formę, po prostu porządkujemy to, co organiczne. 

Dostaje się materiały do pracy w domu, by z angielskim mieć do czynienia i oswajać się codziennie, a nie raz w tygodniu. Używamy różnych materiałów, by zachęcić kursantów do mówienia w języku angielskim. Są to na przykład krótkie filmiki video do obejrzenia, artykuły do przeczytania, podcasty do przesłuchania i tak dalej – wszystko jest oczywiście dopasowane do zainteresowań klienta. W przeciwieństwie do tradycyjnych podręczników nie uczymy naszych kursantów o królowej angielskiej i jej zwyczajach, tylko o tym co ich realnie interesuje 😉

Na zajęciach nie tracimy też czasu na robienie ćwiczeń z gramatyki pod okiem nauczyciela. Takie ćwiczenia uczeń może zrobić samodzielnie w domu i dopiero w razie problemów poprosić o wyjaśnienie pewnych kwestii. Dodam jeszcze, że przed nieco ponad cztery lata istnienia, opieraliśmy się na zewnętrznym podręczniku, jednak obecnie projektujemy swoją własną autorską książkę, jeszcze lepiej dopasowaną do potrzeb naszej metody. Książka dostępna będzie za kilka tygodni – a informacje na temat postępów prac możecie znaleźć na naszym FB (tutaj).

Zajęcia u Talkersów są indywidualne czy grupowe? 

Wiktor: W 90% są to zajęcia indywidualne. Te stacjonarne odbywają się w Gdańsku, Warszawie, Gdyni, Poznaniu oraz Krakowie. Bardzo popularna jest też opcja lekcji przez Skype, które mogą odbywać się z każdego miejsca na świecie!  Spotkania grupowe realizujemy natomiast w formie Social English Night (zobacz). To są takie otwarte spotkania przy kawie, w jakimś miłym lokalu. Social English Nights odbywają raz w tygodniu, w czterech różnych miastach, trwają po 90 minut, a każde spotkanie ma swoją agendę i opiekuna.

W jaki sposób sprawdzacie kompetencje językowe osoby, która się do Was zgłasza?

Wiktor: Stworzyliśmy kartę celu, z podziałem na odpowiednie poziomy kompetencji językowych, zgodne z naszą metodologią, ale bazujące trochę na ocenie A1-C2. Osoba, która chce podjąć naukę w naszej szkole bierze udział w tzw. “lekcji zapoznawczej” z lektorem (zobacz tutaj). Kursant nie rozwiązuje typowego testu z gramatyki, ale na podstawie rozmowy w języku angielskim, lektor szacuje poziom jego kompetencji językowych. Na naszej stronie dostępna jest również gra językowa, którą każdy może rozwiązać dla sprawdzenia samego siebie (tutaj).

Chciałbym jeszcze podkreślić, iż wyznajemy zasadę, że między lektorem a kursantem powinno zaistnieć pewne dopasowanie charakterologiczne. Jeśli kursant nie poczuje “chemii” ze swoim trenerem, to ciężej będzie mu osiągnąć sukces, nawet jeśli ten jest fantastycznym nauczycielem. Dlatego jeśli po pierwszych zajęciach nasz klient nie jest przekonany w 100% do swojego lektora, to szukamy dalej – mamy do wyboru współpracę z ponad 20 lektorami.

Czy podczas doskonalenia technik komunikacji kładziecie nacisk wyłącznie na formalny język, czy staracie się oswajać swoich kursantów również z nieformalnym słownictwem czy zwrotami? 

Wiktor: Powiedziałbym, że jest wręcz przeciwnie. Kładziemy szczególny nacisk na język używany w codziennej komunikacji. Czyli zwroty, które człowiek słyszy oglądając filmy i seriale w języku angielsku, a przede wszystkim – rozmawiając z native speakerami. Pokazujemy oczywiście alternatywy, których używa się w języku formalnym, ale ten temat języka ściśle formalnego rozwijamy tylko na życzenie klienta.

*

Mam nadzieję, że pierwszy wpis gościnny na Odkrywając Amerykę Wam się spodobał! Ciekawa jestem czy metoda, o której opowiedział nam Wiktor zaintrygowała Was równie mocno jak mnie? 🙂 Ja uważam, że to świetna alternatywa dla tradycyjnej “szkolnej” nauki. Umiejętność i swoboda porozumienia się w każdej sytuacji jest w końcu o wiele ważniejsza niż wykucie na blachę tabelek gramatycznych.. 😉


Wpis powstał we współpracy ze szkołą językową Talkersi.

You Might Also Like

9 komentarzy

  • Reply
    madusia
    4 czerwca 2018 at 20:02

    przyznam szczerze, że coś jest na rzeczy, bo ja w przypadku angielskiego mam straszną barierę i jak tylko mogę to staram się unikać rozmawiania w tym języku. 😉 z pisaniem i słuchaniem nie mam takiego problemu, ale mówienie mnie przeraża. co ciekawsze, w przypadku hiszpańskiego tak nie mam i będąc z Hiszpanii nie krępuję się i staram się jak najwięcej mówić. 😉 chociaż inną sprawą jest to jak mi wychodzi. 😉
    pozdrawiam serdecznie.

    • Reply
      Wiktor Jodłowski
      5 czerwca 2018 at 13:39

      dokładnie, to jest nasz jakiś narodowy kompleks 🙂 jesteśmy świetni w tak wielu rzeczach natomiast ten brak językowej pewności siebie często “odcina” nas od wielu możliwości rozwoju na inne rynki!

      ale skoro swobodnie komunikujesz się już w hiszpańskim to dobry grunt pod inny język. Twój umysł już wie, że jest w stanie opanować więcej niż tylko język ojczysty. trzymam za Ciebie kciuki i w razie pytań pisz do mnie śmiało bezpośrednio: wiktor@talkersi.pl

  • Reply
    Kate
    6 czerwca 2018 at 00:13

    Cześć!
    Pamiętam, iż lekcje języka angielskiego w gimnazjum oraz liceum wiązały się u mnie z wielkim stresem. Lekcje były prowadzone w języku polskim. Nacisk kładziono na gramatykę i naukę słownictwa. Oczywiście uczylismy się słówek na pamięć. Na następnych zajęciach mieliśmy do opanowania nowy materiał. Nauczyciele nie próbowali nauczyć nas jak używać słówek, tylko od kartkówki do sprawdzianu….Zajęcia, gdy doatawalismy kserowki ze stoma zdaniami, gdzie trzeba było dopasować brakujące słowo w odpowiednim czasie (np future perfect in the past itd) to był horror. Bałam się odzywać na zajęciach, spuszczalam głowę, by się ukryć i nie narazić nauczycielce bledami.
    Mowic w języku angielskim zaczęłam po ukończeniu liceum, gdy wyjechałam do Francji jako au pair. Nikt nie zwracal uwagi na mię błędy gramatyczne, nie krytykował. Na co dzień pracuję w firmie gdzie angielski jest pierwszym językiem. Czerpie przyjemność z komunikacji. Bawię się angielskim, mówię płynnie. Pomógł wyjazd za granicę 🙂

    • Reply
      kashienka
      6 czerwca 2018 at 06:30

      Ehh, no właśnie dokładnie tak wygląda nauka języka w wielu szkołach. Aż przykro to czytać 🙁
      Wyjazd za granicę to zazwyczaj najlepsza opcja w nauce języka. Jednak gdy ktoś takiej możliwości nie ma, to warto postawić na naukę opartą właśnie na komunikacji, a nie typowo szkolnej wiedzy – bo wkuwanie tabelek zwykle zniechęca i wcale nie motywuje do dalszej pracy.. 😉

    • Reply
      Wiktor Jodłowski
      8 czerwca 2018 at 10:48

      Cześć Kate!

      Opisałaś właśnie dokładny przebieg zdarzeń dla bardzo wielu osób w wielu systemach edukacji, w tym w naszym, polskim. Takie niby drobne rzeczy jak złośliwe uwagi albo jedna czy druga kartkówka, na której dostajesz jedynkę, sprawiają że językowe “traumy” zostają z nami na lata. Ciężko potem pozbyć się czegoś, co zostało zasiane we wczesnych latach młodości i zdążyło zapuścić w nas korzenie.

      Natomiast historia z wyjazdem do Francji pokazuje, że wtedy potrzebne są radykalne kroki. Zmiana otoczenia na takie, w którym musisz wycisnąć z siebie odrobinę angielskiego, by się dogadać sprawia, że dzieje się magia. Do tego właśnie wystarczy dodać brak oceniania i zwracania uwagi na mało istotne detale, i bariera przełamana. Bo najważniejsze to móc się porozumieć z drugim człowiekiem. A to jakiego czasu używamy albo czy poprawnie technicznie formułujemy pytanie, to co najmniej drugorzędna sprawa.

      Reasumując – dziękuję, że podzieliłaś się z nami swoją historią. Dobrze czytać o spełnionym marzeniu o swobodzie komunikacji po angielsku. Trzymam za Ciebie kciuki, gorące pozdrowienia!

      WJ

  • Reply
    MArtina
    6 czerwca 2018 at 05:26

    spoko wpis ale mogłabyś przedstawić gościa…

    • Reply
      kashienka
      6 czerwca 2018 at 06:33

      Przedstawiłam we wstępie, to nie wystarczy? 🙂

  • Reply
    MArtina
    6 czerwca 2018 at 07:49

    chodzi o kilka słów więcej

    • Reply
      Wiktor Jodłowski
      8 czerwca 2018 at 10:50

      Cześć Martina! Z tej strony Wiktor 🙂

      Chętnie dopowiem, jeśli potrzebujesz więcej informacji niż przedstawiła dotychczas Kasia. Co dokładnie chciałabyś wiedzieć?

      WJ

    Leave a Reply

    Przepis wynik *