W OBCYM JĘZYKU

PONGLISH

Jedną z rzeczy, które mnie zawsze irytowały, było zapominanie polskiej mowy po wyjeździe za granicę. Pewnie i Wy spotkaliście się choć raz w życiu z kimś, kto w rozmowie beztrosko przeplatał dwa języki, mówił ze sztucznym obcym akcentem, lub zaczynał każde zdanie od “…bo u nas w juesej“. Zaskakujące jest, jak szybko człowiek potrafi zapomnieć o własnym języku i po powrocie do kraju mieć problem z normalnym wysłowieniem się po polsku. Dzisiaj kilka moich przemyśleń na temat języka “Ponglish”. Jeśli jesteście ciekawi tego tematu, to zapraszam do czytania!

IM DŁUŻSZY POBYT ZA GRANICĄ, TYM LEPIEJ MÓWI SIĘ… PO POLSKU? 

Często ilość zapomnianego języka ojczystego jest odwrotnie proporcjonalna do  czasu spędzonego za granicą. Czyli, po trzech miesiącach w USA można bardziej kaleczyć polski i mówić z bardziej amerykańskim akcentem niż po dwudziestu latach za oceanem. Wiem, co mówię – rozmawiałam kiedyś z jednym gościem, który wrócił właśnie do ojczyzny z wakacyjnego programu Work&Travel oraz z kolegą mojej babci, który w Stanach spędził praktycznie całe swoje dorosłe życie i zrobił tam karierę naukową. Ten pierwszy wstawiał amerykańskie słówka niemal w każde zdanie swojej wypowiedzi, drugi zaś mówił nienaganną polszczyzną bez cienia obcego akcentu.

Gdy sama wyjechałam z kraju, okazało się, że po polsku mam szansę porozmawiać wyłącznie na Skype. Niemalże całe towarzystwo, w którym się obracam, jest anglojęzyczne i nie mam innego wyjścia niż rozmawiać w tym języku przez cały czas. Od razu dopadły mnie obawy, czy przez tą nadmierną ekspozycję na język angielski, sama w końcu nie zacznę mówić w sposób, jaki dotychczas  wyśmiewałam. Mówię tutaj o języku ponglish, czyli mieszance polskiego i angielskiego.

Okazało się, że na razie nie jest źle. Nie tak łatwo jest zapomnieć polską mowę i tak przesiąknąć amerykańskim akcentem by używać go także mówiąc po polsku. Maniera bycia amerykańskim/brytyjskim w mowie po lecie spędzonym za oceanem czy na wyspach nadal będzie mnie irytować, bo wiem, że jest zupełnie nienaturalna.

JAK TO WYGLĄDA U MNIE?

Jedyny problem jaki ja do tej pory odnotowałam u siebie, to chęć użycia w rozmowie jakiegoś bardziej specjalistycznego amerykańskiego słowa, ze względu na nieznajomość polskiego odpowiednika. Na początku pobytu kupiłam sobie zeszyt i sumiennie wpisywałam każde trudniejsze słówko, które poznałam, wraz z jego polskim tłumaczeniem. Niestety sumienności starczyło mi na jakiś tydzień czy półtora. Potem już tylko sprawdzałam w słowniku angielsko-polskim i zapamiętywałam (mam dobrą pamięć do słówek). A potem, całkiem naturalnie przeszłam do proszenia o wyjaśnienie osoby anglojęzycznej lub pytałam się aplikacji w telefonie o znaczenie. Obie opcje tłumaczyły mi słówko tylko po angielsku, nie podając polskiego znaczenia. Zupełnie przestało mi przeszkadzać, że nie znam polskiego odpowiednika danego wyrazu, ale umiem wyjaśnić co ono znaczy.

Gdy prowadzę monologuję sobie w myślach to zupełnie nie razi wstawianie amerykańskich słów w tok, ponieważ nie werbalizuję tych wypowiedzi, a w głowie nie brzmi to głupio;-). Schody zaczynają się, gdy rozmawiam z kimś z Polski i w momencie, gdy mówię o czymś i nagle uświadamiam sobie, że nie mam bladego pojęcia, jak słowo, które chce użyć brzmi w moim ojczystym języku. Dotyczy to głównie rzeczy, z którymi nie miałam styczności w Polsce i zdarza się na szczęście rzadko. Jednak mam świadomość, że z czasem problem może się nieco nasilić..

wobcymjezyku3

…w końcu czasem bywam bardziej amerykańska niż Obama;-)))

*

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Wkurza Was taka mieszanka językowa czy raczej bawi? A jeśli mieszkacie parę lat za granicą to jak radzicie sobie z zachowaniem poprawnej polskiej mowy? Czekam na Wasze komentarze:-)))

You Might Also Like

36 komentarzy

  • Reply
    LIFE STYLERKA
    29 lipca 2015 at 13:11

    Mnie też strasznie śmieszy zwłaszcza kiedy ktoś zaczyna mówić ze sztucznym akcentem:). Jeśli chodzi o słówka, to jestem bardziej wyrozumiała. Mam teorię, że mózg się przestawia na ten język, którego więcej używa. Kiedy w roku szkolnym mam lekcje z uczniami i 6-8 godzin używam non stop wyłącznie angielskiego, to wieczorem mam straszny kocioł w głowie i jak mówię, to często nasuwają mi się angielskie słówka lub zwroty zamiast polskich, ale oczywiście dusze je w sobie i mówię po polsku:). A po roku w Stanach przyłapywałam siebie na ty, że myślę sama do siebie po angielsku. Oczywiście jak wróciłam do domu, to mi to samo przeszło:).

    • Reply
      kashienka
      30 lipca 2015 at 01:22

      Mnie też te słówka aż tak bardzo nie drażnią, ale sama staram się tego pilnować. Choć czasem łapię się na tym, że są pewne zwroty, które szybciej mi przychodzą do głowy po angielsku niż po polsku!

  • Reply
    Anonimowy
    29 lipca 2015 at 15:36

    Trafilas w samo sedno! Nic mnie bardziej nie wkurza niz takie udawanie obcego akcentu i zapominanie polskiego mowy brrr:-(

    • Reply
      kashienka
      30 lipca 2015 at 01:23

      Zwłaszcza po dwóch miesiącach za granicą 😉

  • Reply
    Miszela Blog
    29 lipca 2015 at 15:50

    Ja nie spotkałam nikogo takiego, kto używa ponglisha, ale słyszałam o tym zjawisku.
    Jest to dla mnie niezrozumiałe, że osoba, która wychowała się w Polsce i edukację przeszła w Polsce nagle zapomina języka albo nie nagle, ale po wielu latach. Chcąc nie chcąc będąc na obczyźnie mamy nadal kontakt z językiem polskim, czy to za sprawą internetu, czy to dzięki rozmowom z rodziną. Niektórzy mają kontakt z rodakami na codzień. Nie jesteśmy w jakiejś izolacji. I tłumaczenie się, że mieszka się długo to się zapomniało jest dla mnie śmieszne. Zapomnieć można drugi język, który nabyło się w drodze dodatkowej edukacji. Ale nie język, który był naszym językiem od urodzenia.
    Jestem w stanie zrozumieć osoby, które przeprowadziły się w bardzo młodym wieku, a ich język dopiero się kształtował.
    Ja sama staram się zachować czystość obu języków. Ale nie ukrywam, że są zwroty albo słowa w języku angielskim, które są stosowniejsze do danej sytuacji i aż się proszą, żeby ich użyć. Nie robię tego, bo język polski jest piękny i nie wypada zaśmiecać go anglicyzmami. Jeżeli już mi się coś zdarzy to w formie pisanej, nigdy w mowie.

    • Reply
      kashienka
      30 lipca 2015 at 01:24

      Również jestem zwolennikiem teorii, że nie da się zapomnieć pierwszego języka, kiedy wyjechało się za granicę jako dorosła już osoba. I też staram się zachować czystość języka mówiąc po polsku i odrzucam angielskie zwroty, które automatycznie wpadają mi do głowy podczas rozmowy 🙂

  • Reply
    Justyna
    29 lipca 2015 at 16:37

    Ohh trafilas w samo sedno. Ja sama mieszkam od paru lat w Kanadzie i do szalu doprowadzaja mnie ludzie, ktorzy w kazde zdanie potrafia wtracic angielskie slowo. Ja sama pracowalam w roznych miejscach i nabylam specjalistyczne slownictwo i nie znam polskich odpowiednikow, ale wtedy albo sprawdzam w slowniku albo opisuje dane slowo. Czasami zdarza mi sie, ze moj mozg chce mnie oszukac i nagle pierwsze slowo podsyla mi po angielsku, ale to tylko taki szept w glowie, bo nie wypowiadam tego slowa :))
    Ja uwazam, ze w przypadku ludzi mieszkajacych za granica, mozg zaczyna sie przyzwyczajac do mowy po angielsku i kiedy uzywamy dwoch jezykow, staje sie on leniwy i po prostu wybiera sobie slowo, ktore jest dla niego prostsze. Moim zdaniem to wlasnie od nas zalezy czy sie temu poddamy, czy po prostu bedziemy gimnastykowac umysl i nie bedziemy mieszac jezykow.
    U mnie w rodzinie pare osob mieszka za granica od 20-30 lat i nigdy nie uslyszalam, zeby wtracali obce slowa. Za to znam osoby, ktore mieszkaja pare miesiecy poza Polska i zachowuja sie jak w kawale: statystyczny polak wyjechal za granice 4 lata temu, od 2 lat nie mowi po polsku, od roku uczy sie angielskiego :))

    Pozdrawiam!

    • Reply
      kashienka
      30 lipca 2015 at 01:26

      Kawał świetny – wspaniale oddaje rzeczywistość 😉
      Też jestem za tym, by gimnastykować umysł jak się da i starać się mówić poprawnie zarówno po polsku jak i po angielsku.

  • Reply
    niemilcząca
    30 lipca 2015 at 10:21

    Mnie zupełnie to nie przeszkadza, ale nie wiem jakie miałabym odczucia w sytuacji, w której musiałabym rozmawiać z taką osobą na co dzień 🙂 nie jestem też za tym, żeby specjalnie się ukrywać, czy dusić w sobie anglojęzyczne zwroty. To tak jakby licytować się, kto jest bardziej polski. Chyba, że te słówka są wplatane specjalnie dla szpanu, to wtedy jestem na nie. Twoje odczucia są bardzo ciekawe i szczere, przyjemnie się czyta.

    • Reply
      kashienka
      19 sierpnia 2016 at 01:28

      Ja też staram się być wyrozumiała, bo wiem, że czasem każdemu się “wyrwie” angielskie słówko. Jednak mam alergię na szpanowanie językiem i od razu wyczuwam, gdy ktoś robi to celowo, by pokazać jak bardzo jest amerykański. Dziękuję za miłe słowo :*

  • Reply
    justyn25
    30 lipca 2015 at 12:19

    Pewnie, ze to jest wkurzajace. Znam pare takich Polakow.

    • Reply
      kashienka
      2 sierpnia 2015 at 02:23

      Większość z nas zetknęła się przynajmniej z jednym takim typem!

  • Reply
    jagodka
    30 lipca 2015 at 19:37

    Tez mnie to zawsze irytowalo, ale sie wyedukowalam 😉 Sa osoby pokroju pewnej znanej mi pani, co to po roku w Stanach co drugie zdanie zaczynala od "u nasz w Ameryce", i stwierdzila na przyklad, ze "w Ameryce to nie ma lodowek, tylko takie wielkie fridżery". W tym przypadku to czysty szpan. Ale istnieje tez inne zjawisko. Czytalam kiedys obszerna i bardzo ciekawa dyskusje na ten temat, niestety nie pamietam juz gdzie. Wypowiadalo tam sie sporo lingwistow, rowniez takich, ktorzy sami emigrowali i uzywali rozych jezykow. Podobno to calkiem naturalne, ze zapomina sie pierwszego jezyka, w sensie autentycznych problemow z przypomnieniem sobie odpowiedniego slowa i, wbrew pozorom, najczesciej dzieje sie tak wlasnie na poczatku pobytu za granica i glownie u tych ludzi, ktorzy wczesniej nie wladali dobrze jezykiem nowego kraju. Bo mozg idzie na latwizne. W miare uplywu czasu i nabierania swobody jezykowej coraz latwiej jest rozdzielac jezyki. Nie spotyka to kazdego, bo to zalezy od indywidualnych zdolnosci jezykowych i roznic w funkcjonowaniu mozgu. Co do akcentu, to podobno to tez czesto wcale nie jest maniera, tylko indywidualne predyspozycje. Sa ludzie, ktorzy starajac sie mowic z odpowiednim akcentem w obcym jezyku i robiac to na codzien, przenosza go tez na jezyk ojczysty i czynia to kompletnie nieswiadomie.

    • Reply
      kashienka
      2 sierpnia 2015 at 02:27

      Uwielbiam Twoje komentarze, bo zawsze wnosisz fachową wiedzę do dyskusji 🙂 Przyznam, że nie widziałam, że to osoby, które dopiero co wyjechały, mogą mieć większe problemy z rozróżnianiem języków niż ci, którzy mieszkają zagranicą już dłużej! Może powinnam być dla nich bardziej tolerancyjna? 😉

  • Reply
    Anonimowy
    31 lipca 2015 at 15:09

    Nic mnie bardziej nie wkurza. Zjawisko to czesto tez wystepuje u wyjezdzajacych do Niemiec!

    • Reply
      kashienka
      2 sierpnia 2015 at 02:29

      Wtedy jest “Bo u nas, w Hannover” 😉

  • Reply
    Paula
    31 lipca 2015 at 17:56

    super notka 🙂

  • Reply
    Agnieszka
    1 sierpnia 2015 at 15:17

    Bije to po uszach strasznie! Jedyny wyjątek dla mnie to listy pisane przez ciocię ze Stanów (która się tam urodziła) do mojej babci – czasem są bardzo pocieszne:)

    • Reply
      kashienka
      2 sierpnia 2015 at 02:32

      Ja z miejsca wybaczam osobom, które zagranicą się urodziły a mimo to starają się używać polskiego języka 🙂 Ale jeśli ktoś wyjechał za granicę jako dorosły – nie ma przebacz!

  • Reply
    Anonimowy
    8 sierpnia 2015 at 07:16

    Masz rację – u nas w Ameryce, które słyszy się od osób będących tam tylko na wakacjach jest lekko… śmieszne, może trochę wkurzające. Co do zapominania własnego języka – rozumiem osoby mieszkające długi czas za granicami kraju. Tym bardziej te, które na co dzień nie mają możliwości porozmawiania po polsku. Ja sama mieszkam w Polsce, ale… mieszkałam trochę we Włoszech, jestem po filologii włoskiej, pracuję dla rynku włoskiego, w domu mam Włocha. Mimo, że jestem w swoim własnym kraju to w codziennej komunikacji więcej używam języka włoskiego niż polskiego. W pracy po włosku, w domu po włosku. Język polski uważam za bardzo ładny język, ale tak jak napisałaś – czasem używając danego słówka w obcym języku na tyle się z nim oswajamy, że nie jesteśmy w stanie znaleźć polskiego odpowiednika. A jeśli już znajdziemy to nie oddaje on tego samego co chcemy powiedzieć.

    • Reply
      kashienka
      15 sierpnia 2015 at 02:35

      Ciekawa sytuacja, gdy we własnym kraju częściej masz okazję posługiwać się językiem obcym niż własnym 🙂 A język włoski jest piękny i trochę Ci zazdroszczę jego świetnej znajomości – brzmi tak pięknie i melodyjnie!

  • Reply
    Joanna Z.
    13 sierpnia 2015 at 06:53

    Kilka lat temu, gdy byłam w Stanach (czy raczej u was w juesej ;)), spotkałam się właśnie z ponglishem i przyznam, że niektóre zwroty przyjęły się potem u mnie w domu jako rodzinne żarty. Usłyszałam np., że gdybym chciała się wyszałerować to łazienka jest na górze, żebym koniecznie zjadła piczesa, albo że sklep spożywczy jest na kornerze. 🙂 Było tego naprawdę sporo. Fakt, że mówiła to osoba mieszkająca tam bardzo długo, ale dla mnie i tak było to niezrozumiałe, tym bardziej, że angielskim wcale nie władała tak świetnie, a i akcent też pozostał typowo polski.

    • Reply
      kashienka
      15 sierpnia 2015 at 02:39

      Pani z polskiego sklepu do którego czasem jeżdżę mówi dokładnie tak 😀 “kiełbasa z garlikiem” “musisz włożyć do majkrołejwa” czy “dużo osób tutaj lanczuje”. A po angielsku nie mówi wcale tak świetnie, jakby mógł wskazywać czas, który spędziła w USA 😉

  • Reply
    Anonimowy
    18 sierpnia 2015 at 13:30

    Mieszkam tu prawie 35 lat, I widze ze wielu ktorzy sa tu krotko , polskai zapomnieli , a angielskiego sie jeszcze nie nauczyli!

    • Reply
      kashienka
      20 sierpnia 2015 at 02:41

      Otóż to! Najczęściej osoby, które zdążyły zapomnieć ojczysty język, nie zdołały się jeszcze nauczyć mówić po angielsku i dlatego używają przedziwnej mieszanki językowej, którą tylko oni są w stanie zrozumieć.

  • Reply
    Anonimowy
    27 września 2015 at 15:36

    W USA mieszkałam 14 lat wśród anglojęzycznych . To prawda , że po dłuższym czasie ,myślisz po angielsku i łatwiej przychodzą angielskie słowa .Nie zapomniałam polskiego języka . Może wolniej wypowiadałam zdania ,gdyż myślałam po angielsku .Jeśli chodzi o ,,ponglish" to byłam świadkiem takiego pytania LUKNIJ NO PRZEZ WINDOŁ CZY CAR STOI NA KORNERZE .Rozbawiło mnie to bardzo i często powtarzam to jako żart .

    • Reply
      kashienka
      30 września 2015 at 02:43

      Hahaha, mnie też rozbawiło to zdanie, choć aż ciężko mi uwierzyć, że ktoś może tak masakrować oba języki 😀 A co do reszty to zdecydowanie się zgadzam!

  • Reply
    AgaInAmerica.com
    19 sierpnia 2016 at 23:58

    Też mnie śmieszy takie zapominanie na siłę, ale to wszystko zależy. Ja, jak już wspomniałam, nie używam polskiego w mowie prawie w ogóle, cały czas posługuję się angielskim, myślę też po angielsku. Dlatego czasem gdy rozmawiam z kimś po polsku to wplotę jakieś angielskie słówko i nawet nie zdaję sobie z tego sprawy! Zorientuję się po chwili. Dziwne to jest 😀

    • Reply
      kashienka
      23 sierpnia 2016 at 18:17

      Mi też to się czasem zdarza, aczkolwiek staram się to kontrolować 🙂

  • Reply
    Kasia
    26 stycznia 2018 at 09:17

    Nigdy nie mieszkałam za granicą, nie mówię po angielskie biegle i nie mam w swoim otoczeniu żadnego obcokrajowca. W poprzedniej pracy miałam jednak stały kontakt z klientami z Kanady i wymieniałam się z nimi mailami. Któregoś dnia odkryłam, że część informacji od klienta przekazuję szefowi po angielsku, bo… nie umiem sobie tego przetłumaczyć na polski 😀

    • Reply
      kashienka
      2 lutego 2018 at 04:10

      No właśnie, najczęściej tak się zdarza, że gdy rozmawia się po angielsku o czymś nowym np. język specjalistyczny, dotyczący określonej pracy, to nie tłumaczy się już tego wszystkiego na polski. I potem jak trzeba przekazać te informacje komuś, to łatwiej się używa angielskiego by wszystko wyjaśnić 🙂

  • Reply
    Aga
    26 stycznia 2018 at 15:36

    Moj mąż w stanch sie urodził, rodzice Polacy. Mowi po polsku tak jakby nigdy z PL nie wyjeżdzał. Da sie? Da sie. Tylko niestety niektórym cwaniactwo i szpan biją na głowę. A czesto spotykam ludzi którzy juz po miesiacu mówią z amerykanskim akcentem. Moja córa która także w us urodZona mówi bez amerykańskiego akcentu. Wszystko zależy od nastawienia. Nie rozumiem czasem tych rodziców, ktorzy woża swoje dzieci rano w sobotę do polskiej szkoly, a sami mówią do tych dzieci po angielsku. Po co te dzieciaki katować, niech sie wyśpią, skoro w domu nie uczą to i te 4 godz w pl szkole nic im nie da.

    • Reply
      kashienka
      2 lutego 2018 at 04:15

      Podziwiam, że mąż mówi bez akcentu rozmawiając po polsku, mimo że urodził się i wychował w Stanach. Zwykle ludzie w takiej sytuacji nawet jak mówią poprawnie to słychać amerykański akcent. A co do zawożenia do polskiej szkoły co sobotę, a potem rozmawiania w domu po angielsku, to zgadzam się zupełnie – to bez sensu. Albo rozmawiać w domu i szkołę traktować jako uzupełnienie, albo lepiej odpuścić sobie zupełnie i inaczej zorganizować dzieciakom czas w sobotę.

  • Reply
    Agnieszka
    27 stycznia 2018 at 11:50

    Ja mieszkam od 5 lat w Niemczech i właśnie nie wiem kiedy ale mój akcent stał się taki niemiecki. Ja osobiście tego nie słyszę ale jak przyjeżdżam do Polski to rodzina albo znajomi mówią” ale ci się akcent zmienil”. Mówię dalej poprawną polszczyzną tylko z akcentem 😔 nie wiem czym jest to spowodowane może tym że kiedyś miałam starsze problemy z dysleksją.

    • Reply
      kashienka
      1 lutego 2018 at 19:59

      Ja też słyszałam, że akcent mam inny niż kiedyś. Wprawdzie nie od rodziny, bo oni mnie za często słyszą, żeby to wychwycić, ale np. od znajomych, których nie widziałam jakiś czas. Niestety, tak jak mogę dalej starać się by mówić poprawną polszczyzną, tak na akcent nie mam zupełnie żadnego wpływu..

    Leave a Reply

    Przepis wynik *