INNOŚCI W STANACH

INNOŚCI W STANACH: SALON MANICURE

Pamięta ktoś, kiedy na blogu pojawił się ostatni odcinek “Inności w Stanach…”? Ja też nie! To znaczy, że chyba było to dosyć dawno 😉 Nie zapomniałam oczywiście o tym cyklu, a to że, takie posty pojawiają się obecnie rzadziej wynika z tego, że po sześciu latach na amerykańskiej ziemi zdecydowanie mniej rzeczy mnie tutaj dziwi. Kiedyś (w tym wpisie) wspomniałam Wam o moim zaskoczeniu pierwszą wizytą w salonie manicure w USA. Obiecałam też, że pojawi się na ten temat osobny wpis. W marcu i na początku kwietnia postanowiłam zabrać się za te zaległe wpisy, które od dawna czekają na publikację 🙂 Jesteście ciekawi, jak wygląda typowy salon manicure w Stanach? Zapraszam do czytania i myślę, że to co opowiem Wam dziś trochę Was zaskoczy… 🙂

CO PAMIĘTAM Z POLSKI…?

Uwielbiam mieć “zrobione” paznokcie, dlatego w salonach kosmetycznych gościłam dosyć często, również wtedy gdy mieszkałam jeszcze w Polsce. Piszę o salonach kosmetycznych, bo tych specjalizujących się typowo w manicure i pedicure nie pamiętam praktycznie wcale. Były to w większości salony, które oprócz mani&pedi oferowały również szereg innych zabiegów kosmetycznych. Czasami były to biznesy jednoosobowe, czasami w jednym miejscu pracowały dwie-trzy osoby, ale zwykle na manicure trzeba umówić się minimum kilka dni w przód, a niekiedy nawet i szybciej.

W salonach panowała kameralna atmosfera, w tle grała spokojna muzyczka, a czas wykonywania manicure czy pedicure uprzyjemniała miła rozmowa z Panią manicurzystką. Jakość usług zawsze na wysokim poziomie, perfekcyjna czystość i na palcach mogę policzyć sytuacje, gdy byłam niezadowolona z usługi. Nie wiem, na ile to pokrywa się to z tym jak wygląda w tej chwili większość tego typu miejsc w Polsce, ale ja właśnie mam w głowie dokładnie taki obraz. Dlatego chyba starcie się z rzeczywistością w Stanach było dla mnie dość szokujące… 😉

SALON MANICURE W STANACH

PIERWSZE MANI&PEDI ZA OCEANEM

Pierwszy raz odwiedziłam salon manicure z moją hostką i jej córką jakoś krótko po przylocie do USA. Dziewczyny zaproponowały mi którejś soboty babski wypad, więc z chęcią skorzystałam z zaproszenia. Zdziwiło mnie wprawdzie, że pojechałyśmy na spontana, bez uprzedniego zapisania, ale w końcu – co kraj to obyczaj. Okazało się, że w salonie obowiązywał system walk-in, czyli wejścia z ulicy, bez konieczności wcześniejszego umówienia się.

Gdy zajechałyśmy na miejsce to z ciekawością rozejrzałam się po wnętrzu, które w niczym nie przypominało tego co znałam z Polski. Salon był duży, a ilość osób w środku i hałas jaki tam panował sprawił, że poczułam się jak w małej fabryce, a nie w miejscu, które zawsze kojarzyło mi się z relaksem i chwilą wyciszenia. To było sobotnie popołudnie i zwiększony ruch, co tylko wzmocniło moje zaskoczenie. Rzędy foteli do pedicure, ogromna ilość stanowisk do manicure i duża azjatycka ekipa w maseczkach na twarzach (w obecnej rzeczywistości te maseczki dziwią zdecydowanie mniej;)) – to wszystko trochę onieśmielało.

Gdy skierowano nas na wielkie wygodne fotele do pedicure z opcją masażu, zrozumiałam, że zaczniemy od stóp. Faktycznie za chwilę pojawił się przy mnie sympatyczny pan, by zająć się moimi stopami. Po raz pierwszy w życiu facet miał mi robić pedicure! Za chwilę jednak zjawiła się kobieta z zestawem niezbędnych narzędzi, by zabrać się za moje paznokcie. Podczas gdy facet robił pedicure, babka na oparciu fotela robiła mi mani! Mimo szczelnie owiniętych twarzy Azjaci podczas zabiegu dość głośno konwersowali ze sobą w swoim narzeczu, a ja siłą rzeczy nie rozumiejąc ani słowa – rozglądałam się dokoła. Gdy po półgodzinie oznajmili, że skończyli – byłam zaskoczona nie tylko tym nowym doświadczeniem, ale i imponującym tempem jakie narzucała ta mała fabryka manicure.

SALON MANICURE W STANACH

CZEGO SPODZIEWAĆ SIĘ W AMERYKAŃSKIM SALONIE MANICURE?

Po kilku latach i niezliczonej ilości mani&pedi mogę stwierdzić, że znakomita większość salonów manicure wygląda podobnie. Można znaleźć bardziej kameralne miejsce, które zajmuje się manicurem np. w jakimś salonie spa, ale jest to o wiele mniej powszechne i zdecydowanie droższe niż takie właśnie miejsca, jakie opisałam powyżej.

“Typowe” salony manicure są bardzo popularne i znaleźć je można niemal wszędzie. W większości obowiązuje wejście bez zapisywania, wystarczy podjechać, a ktoś z personelu od razu się Tobą zajmie. Osoba przy wejściu wita i przydziela klienta do konkretnych manicurzystek (95% ekipy stanowią kobiety). Zaraz po wejściu zostaniesz poproszona o wybór lakieru. To może zająć chwilę, bo lakierów jest cała ściana 😉 Później podejdzie do Ciebie manicurzystka, weźmie wybrany lakier i zaprosi do swojego stanowiska. Jeśli decydujesz się na pedicure to będzie to jeden z foteli z masażem, jeśli manicure – jedno ze stanowisk siedzących. Gdy poprosisz o obie opcje to wykonają zabiegi kolejno. Jeśli jednak powiesz, że Ci się spieszy – to dwie osoby zajmą się Tobą równocześnie 🙂

Przy pedicure zwykle podadzą Ci kartkę, z zapytaniem jaki rodzaj zabiegu sobie życzysz. Przy manicure karty z opcjami nigdy dostałam, trzeba to wytłumaczyć samodzielnie (co nie zawsze bywa proste!). W międzyczasie zaproponują wodę, gazowany napój lub kieliszek wina (z propozycją kawy spotykałam się rzadko, z herbatą wcale). Wybrany zabieg robiony jest ekspresem, co niestety czasem odbija się na jego jakości, szczególnie gdy wykonuje go osoba nowa. Zwykle nikt też nie proponuje dodatkowych zdobień paznokci – chyba, że sama zażyczysz sobie czegoś innego, pokazując inspirację z pinteresta. Większość manicurzystek ma zwykle dość małą wprawę w zdobieniach, dlatego jeśli chcesz czegoś innego – wspomnij o tym na początku.

Poprzez wielkość takiego salonu i ilość klientów przyjmowanych w jednym czasie rzadko można nacieszyć się chwilą relaksu. W weekend ma się czasem wrażenie, że jest się w ulu.. 😉 Rzadko też, poza wymianą grzeczności, wywiązuje się rozmowa między manicurzystką a klientem. Jesteście ciekawi dlaczego?

SALON MANICURE W STANACH

KOMUNIKACJA PODCZAS MANICURE

Przyznam Wam szczerze, że spore wyzwanie w salonie manicure stanowi dla mnie… bariera językowa. Choć nie mam problemów by dogadać się gdziekolwiek indziej, to w takim miejscu bywa, że czuję komunikacyjną bezradność. Tak jak mówiłam, większość salonów jest obsługiwana w 100% przez Azjatów. Samo to, nie stanowi dla mnie absolutnie żadnego problemu, ale to że większość z pracowników mówi bardzo słabo bywa kłopotliwe. Nie wiem, czy wynika to z pracy w zespole swoich rodaków czy niechęci do nauki języka..? Jednak ja na palcach mogę policzyć manicurzystki, z którymi udało mi się wymienić więcej niż kilka zdań po angielsku.

Zwykle osoba, z którą rozmawia się na wejściu zna angielski najlepiej, więc to jej warto zdradzić oczekiwania co do zabiegu. Zdarzyć się bowiem może, że później już przy stanowisku będziemy mieć nie lada wyzwanie, by wytłumaczyć o co dokładnie chodzi. Ja już opanowałam system krótkich, zrozumiałych komunikatów, ale osobie będącej w takim miejscu po raz pierwszy może być ciężko, zwłaszcza gdy trafi na jakąś nową osobę zupełnie nie rozumiejącą angielskiego. “Cut” (ang. obciąć) poparte ruchem nożyczek czy “almond shape” (ang kształt migdała) wraz z pokazaniem obrazka z takowymi paznokciami powinno wiele pomóc. Aaa – paznokcie hybrydowe są najczęściej nazywane tutaj “gel nails”, co często usłyszycie wymawiane jako po prostu “dziel” 😉

 ILE TO KOSZTUJE USŁUGI W TAKIM SALONIE?

Sugerowanie się cenami, które Wam podam, jest jak założenie, że w Polsce manicure kosztuje tyle samo w Warszawie i Pcimiu Dolnym 😉 Ceny będą różnić się BARDZO MOCNO w zależności od stanu i miasta. Pokażę jednak kilka cen z miejsca, do którego chodzę (choć od kiedy mam lampę LED w domu, to zdecydowanie rzadziej:)). Pedicure kosztuje od $27-55, w zależności od wybranej opcji. Manicure i zwykły lakier to $20, paznokcie hybrydowe od $30, przedłużenie od $35 w górę (w zależności od tego czy to żel, akryl czy coś innego).

*

Wygląd i wielkość małej fabryki, azjatycka ekipa czy może problemy komunikacyjne? Ciekawa jestem, co z tego, co napisałam o salonie manicure najbardziej Was zaskoczyło? 😀 A może taki salon manicure w Stanach to dla Was normalka?

Kto z Was miał okazję wybrać się “na paznokcie” w USA? Jakie były Wasze pierwsze wrażenia?

You Might Also Like

3 komentarze

  • Reply
    Benia
    26 marca 2020 at 11:48

    Ach, ile ja bym dała żeby ściągnąć usługi z działu beauty z Polski do USA! Zwłaszcza fryzjerkę.. 😉 a co do manicure i pedicure w Stanach to tak mi się „podoba”, że aż siostra przywiozła mi cały zestaw do hybryd z Polski, zawsze gdy jestem w Polsce to dokupuję nowe lakiery (dzięki czemu jeszcze trochę i będę mieć taką ścianę jak w tych azjatyckich salonach), nawet umiem sama robić już niektóre efekty jak chrome czy holo 😂
    Lubię sobie pójść od czasu do czasu, jak chcę tylko zwykły lakier i masaż nóg gorącymi kamieniami (u mnie jest to w cenie pedi) i nawet imponuje mi ta szybkość usługi i jej precyzja, ale raz że mam zastrzeżenia sanitarne (kiedyś siedziałam na fotelu z nogami w wodzie, a po fotelu obok łaził karaluch..ciekawe czy też chciał zrobić paznokcie?), a dwa to tak tam polerują płytkę zwłaszcza przy ściąganiu hybryd, że potem muszę ją pół roku regenerować..dogadać się to też wyzwanie, tak jak piszesz. Nie ma to jak polskie dziewczyny i ich skills 💪🏻

  • Reply
    Kolorowa dusza
    26 marca 2020 at 18:43

    Wolę jednak Polską wersję i kameralne salony manicure 😀

  • Reply
    Kaja
    26 marca 2020 at 21:29

    A może pokazałaby Pani zdjęcia, jak wyglądają przykładowe paznokcie robione w takim miejscu? Bardzo mnie to ciekawi 🙂
    I jak z trwałością takiego manicure? Generalnie jestem ciekawa, jak faktycznie ekspresowe tempo wpływa na jakość i delikatność na jakby nie patrzeć, dość inwazyjne i precyzyjne zabiegi 🙂

  • Leave a Reply