PIESKIE ŻYCIE

LEO MA DWA LATA!

No i stało się! Leo ma dwa lata 🙂 Choć już rok temu łudziłam się, że właśnie wszedł w psią dorosłość (tutaj), to wiele osób uświadomiło mnie, że szczenięctwo u psa trwa właśnie do drugiego roku życia. No więc teraz oficjalnie nasza biała puchata kulka jest dorosłym psem! I od tej chwili żadnych wybryków nie można już tłumaczyć szczenięcą głupotą.. 😉 Zapraszam Was  dzisiaj na wpis o Leo! Wpis będzie wprawdzie taki bardziej dla mnie “kupa-mięci“, ale będzie mi bardzo miło jeśli również go przeczytacie.. 🙂

LEO MA DWA LATA

JAKI JEST DWULETNI LEO? 

W zeszłym roku z okazji urodzin naszego psiaka opublikowałam wpis z 12 faktami na temat Leo, po jednym na każdy miesiąc życia (przeczytajcie je tutaj). W tym roku 24-ech faktów nie będzie, bo nawet jako najbardziej zwariowana psia matka na świecie nie jestem w stanie tyle o Leo napisać… 😉 Będzie więc po prostu o tym, jaki jest dwuletni Leo.

*

Leo to taka mała psia pociecha. Jest przyjacielski i kochany w stosunku do każdego człowieka i innego zwierzęcia. Nie da się go nie lubić, więc gdziekolwiek się nie pojawia – budzi sympatię 🙂 Nawet osoby, które za psami nigdy nie przepadały, lubią Leo. Najlepszym przykładem jest mój dziadek, który nigdy nie nawiązywał więzi nawet z psiakami, które mieszkały w jego domu. Leo błyskawicznie znalazł drogę do dziadkowego serca i teraz Maltańczyk zawsze może liczyć na pogłaskanie czy smaczek z jego strony 🙂 Niestety w parze z przyjacielskością, idzie też niepohamowany entuzjazm. Czasem na widok gości cieszy się tak żywiołowo, że nie ma sposobu na złagodzenie tej reakcji. Objawia się to głównie tańcem radości wokoło gościa czyli szalonym bieganiem, głośnym szczekaniem ze szczęścia i merdaniem ogonem z prędkością światła. Jeśli więc, drogi gościu, przeżyjesz pierwsze 10 min powitania Maltańczyka, to jest ogromna szansa, że się zaprzyjaźnicie.. 😉

LEO MA DWA LATA

*

W maltańskim łebku Leo rodzi się wiele szalonych pomysłów, które nie zawsze dobrze się kończą. Większość z nich związana była ze zjedzeniem czegoś, co niekoniecznie jadalne i licznymi interwencjami lekarskimi. Na tyle licznymi, że u weterynarza witają mnie słowami “Co Leo ZNOWU wymyślił?” a psia ubezpieczalnia odmówiła finansowania dalszych kosztów leczenia związanych z żarciem czego popadnie. Po tym jak wydali na Maltańczyka około siedmiu tysięcy dolarów to osobiście im się jakoś mocno nie dziwię 😉 Oprócz tego jest jeszcze włażenie tam gdzie grzeczne maltańczyki włazić nie powinny oraz skłonności uciekinierskie. Na wakacjach w Chorwacji wlazł na przykład na… deskę do prasowania i kupkę ciuchów na niej leżącą, żeby tylko zobaczyć przez okno, co takiego robi mój tata. I niestety to nie była pojedyncza akcja tego typu! Ucieczka na koncie na szczęście tylko jedna, ale to chyba dlatego że pilnujemy go na okrągło.

*

Bardzo doceniam fakt, że Leo szybko adaptuje się w nowych sytuacjach. Niewiele rzeczy go stresuje, a brak ustalonej z góry rutyny nie jest dla niego problemem. Dlatego też Maltańczyk świetnie radzi sobie w podróży (wkrótce napiszę Wam o naszej wyprawie do Chorwacji z Leo!). Jednak ta łatwość adaptacji ma też drugie dno – nasz psiak wszędzie czuje się… jak u siebie w domu. Nawet gdy jest u kogoś w gościach po raz pierwszy, to zamiast nieśmiało rozglądać się dookoła, on rusza na rekonesans terenu. Mało, że potrafi wskoczyć na cudzą kanapę bez cienia zawahania, to jeszcze obszczekać intruzów kręcących się w koło domu. Dlatego często staram się go po prostu trzymać na kolanach (chyba, że gospodarz wyraźnie zachęci mnie, bym dała Leo więcej swobody), by uniknąć towarzyskiej wtopy… 😉

*

Dobra, chyba mogłabym jeszcze trochę napisać o tym małym Maltańczyku! Jednak nie chciałabym Was więcej zanudzać, więc na tym zakończmy ten wpis 😉 Macie swoje psiaki lub inne zwierzęta domowe? Napiszcie koniecznie jak mają na imię i jakie są.  Może ktoś jeszcze ma w domu takiego łobuziaka jak Leo? 🙂