NA KAŻDY TEMAT

ULUBIEŃCY TRZECIEGO KWARTAŁU

Trzeci kwartał dobiega końca (tym razem obliczyłam to bezbłędnie, ha!) więc czas na kolejnych “ulubieńców” 🙂 Jak już mówiłam w dwóch pierwszych postach z tego cyklu (czytaj tutaj i tutaj) – w każdym kwartale postaram się przedstawić Wam kilka moich ulubieńców minionych miesięcy z różnych kategorii. I tym razem zebrałam osiem rzeczy, które zasłużyły na takie miano! Jeśli jesteście ciekawi jacy byli moi ulubieńcy trzeciego kwartału to zapraszam do czytania 🙂

Różowy fotel

Bez cienia wątpliwości moim ulubionym zakupem ostatnich miesięcy został… mój sypialniany fotel. Szukałam go niemal wszędzie przez ponad miesiąc! I gdy już traciłam nadzieję, że uda mi się dostać gdziekolwiek takie różowe cudo, które nie będzie kosztowało milionów monet.. pojawił się ON. Jeśli nie ideał, to bardzo bliski mojej wizji. A gdy okazało się, że babka na facebookowym targu chcę za niego 100 dolców, a w komplecie jest jeszcze podnóżek.. poczułam się, jakbym trafiła los na loterii 😉

Pomalowałam mu nóżki na różowo-złoto i dumnie zdobi naszą sypialnię. A w zasadzie nie tylko zdobi i bo używany jest codziennie^^ To dla mnie idealne miejsce zarówno do pracy jak i do relaksu. Więcej zdjęć fotela znajdziecie we wpisie na temat naszej sypialni (tutaj).

I póki co zauważyłam w nim tylko jeden jeden minus. Mianowicie to, że pod fotelem Leo urządza sobie kryjówkę. Co samo w sobie, oczywiście złe by nie było, ale Maltańczyk lubi się tam skitrać z jakimś przemyconym z dworu „skarbem”. Skarbem w postaci kija lub kory, który można sobie miło rozgryźć na czynniki pierwsze i zostawić matce do sprzątnięcia.. 😉

Animal Panda whitening mask

Azjatyckie kosmetyki zaczęły pojawiać się w mojej kosmetyczce stosunkowo niedawno, bo dopiero po przeczytaniu książki, o której mówiłam tutaj. Lubię próbować nowości dlatego chętnie przetestowałam kilka azjatyckich specyfików. Dotychczas najbardziej spodobały mi się maseczki w płachcie. To jednak zupełnie inna bajka niż maseczki w żelu czy glince! Polubiłam się szczególnie z tymi zwierzęcymi maseczkami, a to jest mój osobisty hit. Efektu “wybielania” wprawdzie nie zauważyłam, ale ta maseczka świetnie wyrównuje koloryt skóry i niweluje cienie. Moja skóra wygląda po niej naprawdę świeżo i promiennie. No i do tego ten bezcenny look podczas trzymania maski na twarzy… 😉 

Take the Day Off – makeup remover od Clinique

Kolejny hit od Clinique. Zaprzyjaźniłam się z tą marką dopiero niedawno, ale już przez moje ręce przewinęło się kilka super kosmetyków! Nie znam ich oferty makijażowej, ale ta do pielęgnacji skóry wydaje mi się naprawdę godna polecenia! Po fantastystycznym duecie kremów (o których pisałam tutaj), czas na kolejnego ulubieńca. Ten dwufazowy płyn do zmywania makijażu mogę polecić Wam z czystym sumieniem. Rozpuszcza i usuwa makijaż, również szczególnie trudny do usunięcia makijaż oka. Nie podrażnia i nie uczula dzięki swojej oleistej konsystencji, a do tego jest bardzo wydajny. Czego chcieć więcej? 🙂

Bibułki matujące firmy NYX

Miałam wcześniej kilka podejść do stosowania bibułek matujących, ale żadne z nich nie było udane. Do czasu, gdy wpadły mi ręce bibułki od NYX. To bardzo popularna i przystępna cenowo marka kosmetyczka w Stanach. Na temat pozostałych kosmetyków nie mogę powiedzieć ani słowa, bo nie miałam z mini styczności, ale bibułki okazały się moim hitem ostatnich miesięcy.

Jakie jest lato na Florydzie każdy wie (a jeśli nie wiecie, to idźcie posiedzieć sobie w nagrzanej słońcem szklarni z pomidorami^^). To głównie przez ogromną wilgotność w sezonie letnim, bardzo często rezygnuję z makijażu w ogóle. Jednak są sytuacje, w których ten lekki makijaż lubię mieć. I w takiej sytuacji, nic nie doprowadza mnie do szału tak, jak święcący nos czy czoło niedługo po wyjściu z domu! Na upalny klimat nie ma rady, więc trudno o coś, co temu zupełnie zapobiegnie. Jednak takie bibułki potrafią szybko opanować sytuację i doprowadzić moją buzię do porządku. Lubię mieć je w torebce 🙂

Elektryczny pilnik do stóp Wet&Dry z ładowarką

Ten pilnik kupiła moja mama podczas mojego ostatniego pobytu w Polsce. Dzięki wymiennym końcówkom miałam okazję wypróbować go osobiście i przyznam, że byłam pod wrażeniem. Mieszkanie na Florydzie i chodzenie w japonkach niemal przez cały rok niestety nie wpływa korzystnie na naskórek moich stóp. Skóra robi się naprawdę szorstka i twarda, co nie wygląda estetycznie. Nawet regularne chodzenie na pedicure co 2-3 tygodnie i pielęgnacja podczas kąpieli nie rozwiązywały problemu. Dzięki temu pilnikowi po raz pierwszy od dawna odzyskałam gładką skórę na stopach!

Wiedziałam, że muszę kupić sobie coś podobnego w Stanach. Na Amazonie znalazłam identyczny pilnik, tylko.. innej marki. Podczas gdy w Polsce była to firma Scholl, w USA identyczne pod każdym względem urządzenie jest na rynku pod nazwą Amope. Myślę, że to ten sam produkt, sprzedawany na inne rynki pod różnymi nazwami. W każdym razie – szczerze polecam 🙂 I jeszcze jedno. Moim zdaniem lepiej zaopatrzyć się w urządzenie z ładowarką zamiast tego na baterie. Jest trochę droższe, ale znacznie ekonomiczniejsze w użyciu.

“Byłam po drugiej stronie lustra” Arnhild Lauveng

Nie może być ulubieńcy trzeciego sezonu bez książek! Pierwsza z nich nie jest nowością na mojej półce. Kupiłam i przeczytałam ją chyba na początku studiów. Miesiąc temu postanowiłam wrócić do tej lektury i… nie mogłam się od niej oderwać, aż do ostatniej kartki. To historia dziewczyny ze schizofrenią – jednym z najgłębszych zaburzeń psychicznych, która wygrywa walką z chorobą. Udowadnia, że niemożliwe staje się możliwe. Autorka opisuje swoje przeżycia, co pozwala lepiej zrozumieć chorobę i piekło w jakie zamienia ona życie dotkniętej nią osoby. Świetna lektura dla wszystkich, którzy interesują się psychologią.

“Książe Szaranek” czyli “Mały Książę” autorstwa Antoine de Saint-Exupéry, przełożony na gwarę wielkopolską

Kocham moją gwarę regionalną i używam sporo gwarowych określeń, często nie zdając sobie nawet z tego sprawy! Moi bliscy o tym wiedzą, dlatego ostatnio dostałam jedną z moich ulubionych książek – Małego Księcia… przetłumaczonego na gwarę wielkopolską 😀 Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam z tego prezentu! Przekładu na język gwarowy dokonał mistrz poznańskiej mowy, pisarz i publicysta Juliusz Kubel. Jako dziecko czytałam z babcią jego “Blubry Starego Marycha” 🙂

W każdym razie Mały Książę w gwarze, to mistrzostwo świata! Śmiałam się do łez czytając niektóre kawałki, aż mój biedny mąż nie miał pojęcia co mnie tak bawi w tej książce 😉 Ale jak wytłumaczyć obcokrajowcowi, że właśnie czytam o “wężu boa, co śrutuje swoją ofiarę wew cołkiyj postaci”? 😀 Ta książka zainteresuje wszystkich z Wielkopolski, którzy znają i lubią regionalizmy 🙂

oBag mini

Ostatnim moim ulubieńcem kwartału jest torebka. Miałam już wcześniej oBaga, ale była to standardowa wersja, która okazała się dla mnie zbyt duża. Nadal jej używam, ale głównie wybierając się na plażę i tak dalej. Tym razem kupując kolejny model zdecydowałam się natomiast na wersję mini w kolorze białym. I to był strzał w dziesiątkę! Torebka ma dla mnie idealne rozmiary i doskonale się sprawdza w wielu sytuacjach. 🙂 Pokazałam ją na blogu w plażowej stylizacji, którą możecie zobaczyć tutaj 🙂

*

To chyba wszystko na dziś. Ciekawe czy i Wam któryś z ulubieńców kwartału przypadł do gustu? 🙂 Koniecznie dajcie znać!

You Might Also Like

10 komentarzy

  • Reply
    Gosia
    1 października 2018 at 10:24

    torebka jest prześliczna:)

    • Reply
      kashienka
      5 października 2018 at 03:06

      Dzięki, bardzo ją lubię 🙂

  • Reply
    Poliptyk
    1 października 2018 at 18:35

    Poznańska piąteczka <3 Chociaż przyznam, że nie tylko u nas robi furorę – zachwycała się nim koleżanka ze Śląska 🙂
    oBag wygląda obłędnie w białym wydaniu!
    Pozdrowienia,
    Amelia

    • Reply
      kashienka
      5 października 2018 at 03:08

      Poważnie? Ale fajnie! Ciekawe ile rozumiała z treści :)))) Bo przyznam, że gwara śląska to dla mnie trochę czarna magia – ale brzmi przezabawnie 😀

  • Reply
    Joanna Marek - Blukacz
    1 października 2018 at 23:13

    Fotel piękny ja nie mam miejsca na taki mebelek, ale chętnie bym taki przygarnęła.
    Zainteresowała mnaie ta książka “Byłam po drugiej stronie lustra” Arnhild Lauveng muszę sobie ją przeczytać.
    Fajny pomysł na posta. 😉

    • Reply
      kashienka
      5 października 2018 at 03:09

      Ja w Atlancie miałam mało miejsca, nawet toaletki nie dało się wstawić, więc znam ten ból 😛 A książkę szczerze polecam!

  • Reply
    Aga
    2 października 2018 at 10:24

    Kasiu, a myślałaś o tym, żeby rezygnować powoli z rzeczy, kosmetyków testowanych na zwierzętach? Ja tak zrobiłam, chociaż kusiło i kosztowało trochę wyrzeczeń, ale jestem z siebie dumna!

    • Reply
      kashienka
      5 października 2018 at 03:13

      Brawo! <3 Ja powoli zaczynam zwracać uwagę na składy, próbuję różnych kosmetyków naturalnych, wegańskich itp, ale nie wszystko się sprawdza, niestety 🙁 Mam nadzieję, że małymi kroczkami będę powoli mieć takich kosmetyków nietestowanych na zwierzętach coraz więcej, ale jeszcze długa droga przede mną.

  • Reply
    Kinga
    13 października 2018 at 15:42

    Ja zaczełam używać koreańskich kosmetyków za namową koleżanek Koreanek są genialne !! 🙂 Maseczki w płachcie hit !! Też kiedyś próbowałam się zaprzyjaźnić z marka Clinique jednak dla mojej skóry jest silnie uczulająca ;(

    • Reply
      kashienka
      13 października 2018 at 16:53

      Poważnie? 🙁 U mnie właśnie nie uczula nic a nic, a też mam takie tendencje. A maski koreańskie widzę, że robią furorę w Europie i USA <3

    Leave a Reply