NA KAŻDY TEMAT OKIEM AMERYKANINA

KILKA ZABAWNYCH HISTORYJEK Z POLSKICH WAKACJI

Obiecałam Wam jakiś czas temu, że Brian podzieli się z Wami swoimi wrażeniami z Polski. Gdy przypomniałam mu o tym, stwierdził, że nie będzie typowej relacji, tylko po prostu opiszę Wam kilka zabawnych sytuacji z tegorocznych wakacji. Od razu na to przystałam, bo czy nie takie historyjki czyta się znacznie przyjemniej niż nudne relacje wyjazdowe? 😀 Zapraszam Was wiec na kilka zabawnych historyjek okiem mojego męża. Ja tutaj tylko tłumaczę na Polski^^

CO NA TO PIES CZYLI JAK WAKACJE W POLSCE PODOBAŁY SIĘ LEO?

Początkowo trochę martwiłem się jak Leo odnajdzie się w nowym miejscu – po raz pierwszy miał być tak daleko od jedynego domu, który znał. Cóż, do nowego środowiska Leo przyzwyczajał się jakieś 15 minut. Czasem wręcz w Polsce wydawał się szczęśliwszy, niż w naszym mieszkaniu na Florydzie! Pogoda była super, drzwi wejściowe były najcześciej otwarte na oścież, więc Leo mógł wchodzić i wychodzić z domu kiedy tylko mu się podobało. Polubił siedzenie w drzwiach i szczekanie na przechodniów na ulicy. Było to coś w stylu biadolenia starego, marudnego faceta siedzącego na werandzie na dzieciaki z sąsiedztwa: „Uciekać z mojego trawnika małe bachory!”. Leo nie lubił, gdy przypadkowi przechodnie mają czelność, ot tak przechodzić sobie JEGO ulicą – to szczekanie to było więc ostrzeżeniem.

Druga ulubiona czynność Leo, to krążenie między domem rodziców Kasi, a domem jej dziadków (oba stoją na jednym, ogrodzonym podwórku). Ponieważ drzwi były zwykle otwarte, Leo po prostu szedł na swój obchód kiedy miał ochotę, powęszył tu i tam oraz sprawdził, kto ma zamiar go właśnie nakarmić. Szansa, że w którymś z domów załapie się na coś dobrego była niemal stuprocentowa. Ulubiona kiełbaska od miejscowego rzeźnika, albo coś gotowanego specjalnie dla Leo? No pewnie, wystarczyło pomerdać małym ogonkiem i zrobić oczy kota ze Shreka i już – babcia albo prababcia biegły na odsiecz! Tak więc jeśli Leo był do tej pory nieco rozpuszczony, to po pobycie w Polsce jest rozpuszczony jak dziadowski bicz!

Kiedy w czasie jego normalnych posiłków napełnialiśmy jego miseczkę karmą, Leo spoglądał na nas jak na idiotów! Jego spojrzenie mówiło: „Dlaczego miałbym jeść to psie żarcie? Te miłe panie oferują mi znacznie lepszy wikt!”. Ze dwa tygodnie zajęło nam przekonanie Leo, że po wakacjach czas jest wrócić do domowych nawyków – a i tak nadal odmawia spożycia swojej wieczornej porcji żarcia, gdy nie dostanie choć trochę kurczaka.

CO WY, DZIECI, WIECIE O CZASACH PRLu…

Naszym pierwszym przystankiem w Polsce była Warszawa, gdzie spędziliśmy świetny weekend u naszych przyjaciół: Natalii i Andrzeja. W ciągu dnia mieliśmy sporo różnych zajęć, więc późnym wieczorem gdy nie mieliśmy już siły nigdzie wychodzić, nasi gospodarze zaproponowali nam zagranie w grę planszową. Ale nie w jakąś przypadkową grę – ta nazywała się „Kolejka” i była oparta na.. kupowaniu w czasach PRLu. Wiecie, że każdy miał pieniądze, ale i tak nie było towarów, które za te pieniądze można było kupić. Albo kupowało się co innego niż miało się pierwotnie zamiar – mój teść opowiadał, że raz kupił wieżę stereo zamiast telewizora, który chciał bo akurat wieża była dostępna, a telewizory “wyszły”. No co ja zresztą Wam będę opowiadał – zapytajcie rodziców, jak sami tego nie pamiętacie.

Wracając do gry – każdy gracz miał karty, dzięki którym mógł poprawić swoją sytuację, albo utrudnić zadanie innym graczom. Ponieważ wszystkie karty były po polsku, w pierwszy wieczór potrzebowałem pomocy z tłumaczeniem. Graliśmy więc w otwarte karty, a ja co chwilę pytałem o znaczenie poszczególnych wyrażeń (moje to: Pan tu nie stał! gdzie można było wyrzucić osobę stojącą jako pierwszą na koniec kolejki). Mimo, że nie wszystko do końca rozumiałem i tak wygrałem grę. Mogłem więc powiedzieć: “Po prostu nie rozumiecie komunizmu tak dobrze jak ja!”. Następnego dnia zapowiedzieli zemstę i powiedzieli, że tym razem nie dostanę już żadnej pomocy z tłumaczeniem. Grałem na pamięć, ale i tak… udało mi najszybciej zgromadzić wszystkie towary. Nikt nie chciał dopuścić, żeby Amerykanin ogrywał Polaków w grę o czasach PRL, więc zagraliśmy po raz trzeci. Zgadnijcie, kto wygrał i tym razem!? 😀 Mogłem bezkarnie nabijać się z nich do końca weekendu.

KRÓTKA HISTORIA O ZAKUPIE WODY MINERALNEJ

Czasem to Ty śmiejesz się z innych, czasem – inni z Ciebie. Tym razem więc sytuacja bardzo zabawna dla reszty, a niekoniecznie dla mnie. Na koniec mojego pobytu w Polsce odwiedziliśmy polskie morze i kolejnych kochanych ludzi – Anię i Kubę Fashionable 🙂 Spacerowaliśmy sobie przy plaży na Gdyni Orłowie, gdy postanowiłem kupić sobie wodę. Kasia zapytała czy jestem w stanie poradzić sobie z tym zadaniem, czy potrzebuję trzymania za rękę. Odparłem, że oczywiście jestem w stanie, wziąłem od niej 20zł (w Polsce to ona trzyma pieniądze!) i poszedłem do nadmorskiego baru.

Mój polski jest nieco ograniczony, ale wiem przecież, jak powiedzieć “yedin voda proshem”. Tak też powiedziałem, ale widocznie sprzedawca mnie nie zrozumiał, bo zapytał “tso?”. Powiedziałem więc głośniej “VODA PROSHEM” i wskazałem na butelkę stojącą za ladą. Jednak sprzedawca znów zapytał “tso?”. Poddałem się z polskim i powiedziałem po angielsku: “water”. “Ach” – zrozumiał w końcu i skasował ode mnie 15 zł. “Cholernie droga ta woda” – pomyślałem sobie, mając nadzieję, że Kasia nie odkryje, ile wydałem. Wtedy podeszli do mnie Kuba z Anią i Ania zapytała czy kupuję piwo. Odparłem, że nie piwo, tylko wodę i w tym samym momencie sprzedawca wręczył mi plakietkę z numerem 15. Zapytałem Kuby, o co chodzi z tą plakietką, a on powiedział, że wywołają mnie po tym numerku, gdy moje zamówienie będzie gotowe.

Zamówienie? – zdziwiłem się. Nie jestem z Polski, więc może się nie znam, ale jak dużo czasu potrzebują by podać mi wodę? Kuba pomógł mi i zapytał sprzedawcy, o co chodzi – po czym wyjaśnił: “Facet mówi, że ten numerek jest do Twojej ryby, którą zamówiłeś, zawoła Cię jak będzie gotowa”. Ania zaczęła się śmiać – wiecie taki dyskretny rodzaj śmiechu, kiedy chcesz być grzecznym więc zakrywasz usta i patrzysz w dół, ale nie możesz opanować swojego rozbawienia. “MOJA RYBA?!” zapytałem zaskoczony. Kuba potwierdził “Facet mówi, że zamówiłeś FLĄDRĘ”. Nie wiem jakim cudem, ale facet słuchając moich polsko-angielskich prób zrozumiał, że zamawiam.. FLĄDRĘ. Na szczęście udało się wszystko odkręcić i w końcu dostałem moją wodę. A mogłem po prostu zamówić piwo, jak sugerowała Ania, byłoby znacznie prościej.. 😉

*

Mam nadzieję, że i tym razem Brianowe wspominki Was rozbawiły i że post fajnie się czytało. Ja przyznam, że sama chichotałam przy tłumaczeniu 😉 Nadal lubicie takie luźne posty pisane przez mojego męża? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, może przekonam go by częściej tutaj coś pisał 🙂

You Might Also Like

20 komentarzy

  • Reply
    Kate
    21 sierpnia 2018 at 23:52

    Uśmiałam się do łez. Uwielbiam teksty twojego męża 🙂

    • Reply
      kashienka
      22 sierpnia 2018 at 13:59

      Cieszymy się oboje, że post miło się czytało <3

  • Reply
    Emi
    22 sierpnia 2018 at 10:47

    Historia z wodą mnie rozwaliła 😂 i gratuluję potrójnej wygranej ❤

    • Reply
      kashienka
      22 sierpnia 2018 at 14:01

      Dzięki, przekazałam gratulacje mężowi 😀

  • Reply
    Aina
    22 sierpnia 2018 at 10:51

    Gralam w Kolejke xDD dobra gra 🙂 świetne są te historyjki 😀

    • Reply
      kashienka
      22 sierpnia 2018 at 14:02

      Prawda? 🙂 Jak następnym razem będziemy w Polsce to koniecznie musimy ją kupić ^^ Dzięki wielkie!

  • Reply
    Paulina G Lifestyle
    22 sierpnia 2018 at 15:08

    Oh! Takie językowe żarty i sytuacje są zawsze zabawne ;D

    • Reply
      kashienka
      22 sierpnia 2018 at 15:15

      Taaak, mnie zawsze śmieszą takie językowe wpadki 😀

  • Reply
    Daisy
    23 sierpnia 2018 at 13:59

    O matko, padłam przy tym opisie z wodą hahahahaa. Siedzę w pracy i musiałam się hamować, ale jakby ktoś mi się przyglądał to zapewne stwierdziłby, że dostałam jakiegoś ataku! Hahaha.

    Mnie się bardzo podobają posty Twojego męża (Twoje też! :D) więc jestem za tym, żeby pisał 🙂

    • Reply
      kashienka
      23 sierpnia 2018 at 14:01

      Dobrze, że klawiatury nie oplułaś :DDD Cieszymy się oboje, że takie posty Ci się podobają 🙂

  • Reply
    Olgietta
    23 sierpnia 2018 at 20:00

    historia z wodą najlepsza 😀 tę frę Kolejka znam, też graliśmy w nią z moimi przyjaciółmi, ubaw był po pachy, uściski dla Briana!

    • Reply
      kashienka
      23 sierpnia 2018 at 22:07

      No dokładnie, laba niesamowita – chyba musimy sobie też kupić tę grę 😀

  • Reply
    Malgosia
    23 sierpnia 2018 at 21:03

    Jak zwykle wyborne! Moj maz kiedys poszedl sam do osiedlowego malego sklepiku po zakupy (mial liste napisana przez sebie fonetycznie) i calkiem sobie poradzil z zakupem serka ostrowia, bulek wieloziarnistych i jogurtow. Wpadke zaliczyl przy jajkach-mialy byc biale bo to bylo przed Wielkanoca i mielismy malowac pisanki. Niestety on zapamietal tylko, ze chodzilo o cos z kolorami a pan w sklepiku zrozumial, ze maja byc takie lepsze, z pomaranczowymi zoltkami i takie mu sprzedal. Pech chcial, ze te akurat mialy ciemnobrazowe skorupki….

    • Reply
      kashienka
      24 sierpnia 2018 at 16:25

      Wow, ja i tak podziwiam że sobie poradził i to całkiem nieźle 🙂 Pamiętam jak Briana kiedyś wysłałam do sklepu na dole naszego budynku w Wawie po wino i miał poprosić o otworzenie, bo nie mieliśmy korkociągu – cała rozmowa odbyła się na migi 😀

  • Reply
    Bea
    24 sierpnia 2018 at 20:35

    Posty bardzo nam się podobają! 🙂
    A z tą grą jeszcze nie miałam okazji się poznać, trzeba kiedyś nadrobić 🙂

    • Reply
      kashienka
      25 sierpnia 2018 at 15:28

      Koniecznie – nam Kolejka bardzo się spodobała 🙂

  • Reply
    Marta
    25 sierpnia 2018 at 20:38

    Tez sie usmialam nad ta woda, a szczegolnie ze Orlowo to moja okolica! Naprzeciwko od mjesca gdzie robiliscie zdjecie z lodkami byla szkola- teraz jest i szkola i pizzeria- I tam sie uczylam. W tym roku jak odwiedzalam mame, robilam sobie zdjecia dokladnie w tym samym miejscu! Swiat jest maly! 🙂

    • Reply
      kashienka
      27 sierpnia 2018 at 00:04

      No zgadzam się świat jest mały :)))) też nieraz mi się zdarzyło wiedzieć doskonale znane mi miejsca gdzieś w internecie! Fajnie, że przywołaliśmy tym postem dobre wspomnienia 🙂

  • Reply
    Karolina
    31 sierpnia 2018 at 11:54

    rewelacja 😀 Uwielbiam czytac relacje Briana 🙂

  • Leave a Reply