OKIEM AMERYKANINA W OBCYM JĘZYKU

LEKCJA ANGIELSKIEGO Z AMERYKANINEM vol.2

Wiecie jakie posty są ostatnio najchętniej czytane na MOIM blogu? Te, które pisze mój mąż! Co by nie napisał jest zawsze dobrze przyjęte, a nowy pomysł na lekcje nieformalnego angielskiego (czytaj tutaj), gdzie Brian wciela się w rolę nauczyciela również się Wam spodobał 🙂 Postanowiliśmy więc iść za ciosem i kontynuować cykl. Nauka tych wyrażeń zapewne nie zapewni Wam piątki w szkole, ale za to pozwoli lepiej poznać angielski nieformalny. A właśnie takim językiem posługuje się  na co dzień znakomita większość native speakerów 🙂 Jeśli jesteś ciekawa/y jakie zwroty zawiera druga lekcja angielskiego z Amerykaninem to zapraszam serdecznie i przekazuję klawiaturę Brianowi!

*

Hello, moi drodzy polskojęzyczni czytelnicy, a w zasadzie powiem po polsku – “czeeeeeesht!”. Kasia powiedziała mi, że większości z Was spodobał się mój ostatni post, więc oto jego kontynuacja! Przyznam, że dość ciężko było nam wybrać 5 pierwszych zwrotów, spośród takich, których używamy najczęściej, a które są jednocześnie dobrym przykładem nieformalnego angielskiego. Natomiast gdy już opublikowaliśmy pierwszy post, to zaczęliśmy wyłapywać takie zwroty z mowy potocznej dosłownie co chwilę. Nasza lista jest całkiem spora! Dzisiejsze wyrażenia usłyszysz w naszym domu minumum raz dziennie – mam nadzieję, że Wam się spodobają.

Hold your horses – chwileczkę/zaczekaj (dosłownie: zatrzymaj swoje konie)

Dwa pierwsze zwroty idą ze sobą w parze. “Hold your horses” używa się w sytuacji, gdy ktoś Cię popędza, a Ty mówisz żeby zaczekał. Kasia regularnie mówi tak do Leo, gdy ten zgłasza, że musi siku, a ona pracuje przy komputerze. Czasami potrzebuje 2 minut, żeby skończyć coś albo po prostu nie przerywać sobie w połowie zdania. Jednak Leo nie uznaje czekania, siedzi więc na podłodze koło jej stóp i co jakieś 8-10 sekund wydaje się z siebie nieśmiałe szczeknięcie, albo “przebiera” łapkami. Zdaje się wtedy mówić : “Chodź kobieto, oboje wiemy co za chwilę się stanie, chooodźmy”, a ona prosi by wstrzymał się jeszcze przez 20 sekund. Kasia również używa tego zwrotu w stosunku do mnie, gdy mamy plany, a ona szykuje się do wyjścia zdecydowanie zbyt długo.. Co w konsekwencji prowadzi do tego, że mówię jej…

The bus is leaving! – pośpiesz się (dosłownie: autobus odjeżdża)

To wyrażenie to nie jest chyba żaden idiom, ale używam go tak często, że w naszym domowym słowniku jest w pierwszej dziesiątce. Każdy, kto kiedykolwiek jechał autobusem, ten wie, że autobus nie czeka. Ma swój rozkład i musi się tego trzymać. Kiedy więc mamy zaplanowane, że wychodzimy z domu o 7:45 a jest już 7:50, zaczynam moją autobusową mantrę. Są trzy fazy tego procesu. Faza pierwsza to ja niecierpliwie chodzący z dzwoniącymi kluczami w ręce od drzwi wyjściowych do łazienki/toaletki Kasi. Ta faza zwykle nie działa, więc czas na fazę drugą. Tutaj robię dokładnie to samo, co w fazie nr 1, ale w momencie gdy jestem przy toaletce to wydaje z siebie głos trąbiącego autobusu. Kasia to uwielbia – a przynajmniej działa to na nią na tyle, że trochę przyspiesza. Jednak gdy i to nie jest wystarczające, mam w zanadrzu fazę trzecią autobusowej mantry. Ściągnąłem sobie dźwięk trąbiącego autobusu na telefon (poważnie!). Włączam go i trzymam ten trąbiący głośno telefon tuż na głową mojej żony. Nie wyłączam głosu, dopóki nie jest gotowa do wyjścia. Albo dopóki nie zaczyna mi grozić rozwodem 😉

Not the sharpest tool in the shed – o kimś, kto nie jest najbystrzejszy (dosłownie: nie najostrzejsze narzędzie w szopie)

Używam tego najczęściej w stosunku do Leo, gdy robi coś.. niezbyt mądrego. Jak na przykład picie słonej wody z oceanu, albo zaplątywanie się w smycz, tak że nie może się ruszyć. Oznacza to, że nie jest zbyt bystry w porównaniu do innych psów. Kasia mówi o nim “mały geniusz”, bo nauczył się siadać, ale mówię Wam – czasami jego zachowanie nie zdradza wysokiego psiego IQ. Świetnym przykładem jest to, jak wkłada łepek do jednej ze swojej zabawek (pień drzewa, z którego można wyciągać wiewiórki) i chodzi naokoło obijając się o ściany, dopóki nie uwolnimy go z tej pułapki. Zrobił to już jakieś 20 razy, za każdym razem łepek mu utknął, ale nie wyciągnął jeszcze nauki z tej lekcji. Przyznacie, że na bystrzaka to nie wygląda? Teraz może bawić się tą zabawką wyłącznie w naszej obecności. A gdybyście chcieli posłuchać użycia tego wyrażenia w piosence, to włączcie sobie “All-star” graną przez Smashmouth.

Lekcja angielskiego z Amerykaninem

It’s not rocket science! – to nic trudnego / to żadna filozofia! (dosłownie: to nie kosmiczna technologia)

Używamy tego cały czas, zwracając się do siebie, albo mówiąc o innych ludziach. Kasia najczęściej używa tego stwierdzenia, gdy oglądamy sport. Oglądamy futboll, a ona znudzona mówi “dlaczego nie mogą po prostu rzucić tej piłki dostatecznie mocno? To żadna filozofia”. Projektowanie statków kosmicznych i praca dla NASA jest uważana za trudną, techniczną pracę – jedną z trudniejszych. Także powiedzenie, że coś nie jest kosmiczną technologią to tak, jakby powiedzieć, że coś jest po prostu łatwe. Kasia używa tego także w stosunku do mnie, gdy nie potrafię na przykład uruchomić pralki. Wtedy wchodzi do pralni, naciska parę guzików, patrzy na mnie i pyta: “Czy to naprawdę taka wielka filozofia? Nie wydaje mi się!”

Busting of balls – dogryzać sobie, czepiać się (dosłownie: przywalać komuś w jaja)

Tym razem zamykamy lekcję moim ulubionym wyrażeniem. Możecie go użyć gdy jesteście z przyjaciółmi, żartujecie sobie z siebie nawzajem i ktoś zaczyna się denerwować z powodu tych żartów – wtedy możecie powiedzieć: “Spokojnie, tylko sobie dogryzamy, to żarty”. Ale u nas w domu używamy tego wyrażenia, gdy Kasia poczuję potrzebę przyczepienia się do czegoś. Na przykład gdy siedzę sobie na kanapie i oglądam TV a ona mówi “Myślałam, że powiedziałeś, że wyniesiesz śmieci po obiedzie?”. Wtedy zwykle mówię, że wyniosę zaraz, za chwilę, jak się reklamy zaczną. Wtedy ona odpowiada, że mówiłem to samo 10 minut temu. A ja pytam retorycznie: “Czy musisz się mnie tak czepiać?” A ona: “Przecież ja się nigdy nie czepiam!” Taaa.. 😉

*

Mam nadzieję, że Wam się podobało! Śmiało możecie wrzucić te wyrażenia do swojego słownika, a jak przyjedziecie do Stanów to będziecie brzmieć jak native speakerzy! PS. Jak zobaczycie Kasię gdzieś w Polsce to koniecznie podejdźcie do niej i zatrąbcie jak autobus. Ona naprawdę to kocha! :))))))

*

Tym razem nawet mnie nieźle rozbawił ten post w wykonaniu Briana i chichotałam przy tłumaczeniu. Mam nadzieję, że dla Was ta lekcja angielskiego również okazała się śmieszna 😀 Pragnę tylko nadmienić, że niektóre opisane tu sytuacje są mocno przerysowane na potrzeby posta – np. to, że się za długo szykuje do wyjścia albo że się czepiam o niewyniesione śmieci 😉 Dementuję też pomówienia mojego męża o rzekomym niskim ilorazie IQ naszego psa. Leo jest bardzo mądry, tylko ta zabawka jest idiotyczna! 😉