NA KAŻDY TEMAT

CZY UMIESZ CIESZYĆ SIĘ Z DROBIAZGÓW?

Od pewnego czasu planuję sobie posty na blogu z pewnym wyprzedzeniem. W ten sposób łatwiej ogarnąć mi organizacyjnie pracę nad blogiem i regularnie serwować Wam tutaj treści, które chętnie czytacie. Nie trzymam się jednak tego planu w 100%, bo czasem do głowy przychodzi jakaś myśl, którą chcę podzielić się z Wami jak najszybciej. Nie patrzę wtedy na to miałam “zaplanowane”, tylko siadam i piszę, nie zważając na to, że jest już 23.30, a ja będę miała rano problemy ze wstaniem… 😉 Dziś chciałam opowiedzieć Wam o szczęściu, jego warunkowaniu i radości z małych, codziennych rzeczy. Opowiem Wam także o tym, jak sama nauczyłam cieszyć się z drobiazgów. Jeśli temat Cię interesuje to zapraszam do czytania!

CO JEST TWOIM WARUNKIEM SZCZĘŚCIA?

To niesamowite, ile ludzie stawiają sobie warunków do bycia szczęśliwym. “Najpierw muszę schudnąć 10 kilo, znaleźć wymarzoną pracę, zarabiać minimum 10 tysięcy, wyjść za mąż i mieć dwójkę dzieci oraz móc pozwolić sobie na dom z ogródkiem i wymarzony samochód. Wtedy poczuję się naprawdę szczęśliwa”. Sporo osób utożsamia poczucie szczęścia ze spełnieniem konkretnych, nieraz bardzo wymagających kryteriów. Nie wszystkie z nich wynikają z naszych realnych potrzeb, niektóre są wynikiem społecznych presji i “wzoru na szczęście”, który został nam wpojony od najmłodszych lat.

Niekiedy spędzamy życie na próbie spełnienia tych wszystkich warunków. W pogoni za tym, co wydaje nam się synonimem szczęścia, gubimy wiele codziennych, pięknych chwil. Frustrujemy się niemożnością spełnienia wszystkich swoich i społecznych kryteriów, a na miejsce tych, które udało się już spełnić, szybko pojawią się nowe. I znów wpadamy ciągłą w gonitwę za kolejnymi celami, a życie powoli mija w oczekiwaniu na szczęście.  Gdzieś po drodze łapiemy się na tym, że spełnianie kolejnych warunków daje, owszem, poczucie chwilowej satysfakcji, ale nasza droga do szczęścia zdaje się nie mieć końca.

Oczywiście, nie mówię tutaj o tym, by zapomnieć o swoich celach. Zawsze warto dążyć do spełnienia swoich postanowień – jeśli są to nasze własne marzenia, a nie próba spełnienia społecznych oczekiwań. Rzecz w tym, by nie zatracić się w tej próbie spełnienia wszystkich wymagających kryteriów i nie zapomnieć o czerpaniu radości ze zwykłej codzienności. Zachwycić tymi drobnymi momentami, które dzieją się w tej chwili, na naszych oczach, bez żadnych warunków, które trzeba spełnić. 

“JEŚLI RZECZY MAŁE NIE BĘDĄ CIĘ CIESZYŁY, TO I DUŻE NIGDY NIE UCIESZĄ”

Powyższy cytat, to słowa aktorki, Anny Przybylskiej, która zmarła w 2014 roku, przegrywając walkę z nowotworem. To mądre zdanie pojawiło się w wywiadzie, który aktorka udzieliła dwutygodnikowi Viva bodajże 9 miesięcy przed swoją śmiercią. Już wtedy Ania walczyła z chorobą nowotworową. Ja do tych słów dotarłam dużo później, ale dały mi one mocno do myślenia. Często w obliczu śmiertelnej choroby człowiek zupełnie przewartościowuje swoje życie. Przestaje gonić za tym, co przez wiele lat wydawało mu się najbardziej istotne, a skupia się na drobnostkach, którą dzieją się tu-i-teraz. Pamiętam, że pomyślałam sobie wtedy, że to straszne, że uświadamiamy sobie takie rzeczy dopiero w momencie, gdy nasze chwile są policzone..

Teoretycznie łatwiej cieszyć się dużymi rzeczami. Wygraną w totolotka, dwutygodniowymi wakacjami na Malediwach albo kupnem wymarzonego samochodu. Tylko jak często takie spektakularne rzeczy zdarzają się w życiu? Raz na rok, raz na kilka lat, a niekiedy nie przychodzą wcale (tak jak na przykład trafienie szóstki w totolotka). Kolejne dni przepływają przez palce, w oczekiwaniu na duże rzeczy, które w końcu wywołają poczucie szczęścia i spełnienia. Tylko czy gdy takie duże powody do szczęścia w końcu przyjdą, to będziemy umieli być w pełni szczęśliwi?

Warto uświadomić sobie, że szczęście to nie tylko rzeczy wielkie, ale także, a w zasadzie przede wszystkim – te drobne sprawy. Wiecznie zajęci, skupieni na wyższych celach, zupełnie ich nie czasem dostrzegamy w zabieganej codzienności. Narzekamy na niepowodzenia, frustrują nas drobne potknięcia, a dobre rzeczy które nas spotykają, przyjmujemy czasem za coś zupełnie oczywistego. Czy nie lepiej byłoby po prostu zacząć się nimi cieszyć…? 🙂 

JAK NAUCZYŁAM SIĘ CIESZYĆ Z DROBIAZGÓW?

Choć zwykle było mi bliżej do optymistki niż pesymistki, to nie zawsze potrafiłam cieszyć małymi dobiazgami. Dążyłam do osiągnięcia swoich celów, a drobne porażki bardzo mnie demotywowały i urastały do miana tragedii. Zamiast cieszyć się drobnymi chwilami codzienności, to warunkowałam swoje szczęście spełnianiem konkretnych życiowych planów. Gdy coś znów nie szło po mojej myśli, wściekałam się i widziałam cały świat w czarnych barwach. Na szczęście w pewnym momencie zrozumiałam, że nie tędy droga, a takie podejście przyniesie mi tylko frustrację i wieczne niezadowolenie z życia.

Oczywiście, to nie było tak, że pewnego dnia, moje podejście nagle odmieniło się o 180 stopni. To był proces zmian, które zachodziły i nadal we mnie zachodzą. Nieobojętnym czynnikiem był mój wyjazd zagranicę, całkowita zmiana otoczenia i poznanie ludzi, z zupełnie innym nastawieniem do życia. Zaczęłam doceniać to, że mam możliwość poznania życia w innym kraju, ale zaczęłam bardziej doceniać również to, co zostawiłam w Polsce. To, na co kiedyś nie zwracałam zupełnie uwagi, teraz wywołuje mój uśmiech.

Od paru lat moim głównym postanowieniem jest niezmiernie… bycie szczęśliwą. Nie od momentu, gdy zamieszkam w domu z basenem, osiągnę swoje zawodowe cele, polecę na Hawaje ani też nie od momentu gdy kupię sobie wymarzoną torebkę LV. Chcę być szczęśliwą od teraz i umieć doceniać wszystkie drobne, ale piękne rzeczy, które spotykają mnie każdego dnia.

Taką drobną radością może być przecież niemal wszystko – widok tęczy, zapach ulubionych kwiatów, kubek pysznej herbaty, komplement od nieznajomej osoby, miła wiadomość w skrzynce mailowej, entuzjastyczny taniec mojego psiaka, który cieszy się, gdy wróciłam do domu po półgodzinnej nieobecności, pierwsze czereśnie w tym sezonie, piękny zachód słońca obejrzany w towarzystwie ukochanej osoby oraz tysiące innych (nie)codziennych rzeczy. One wydarzają się tak naprawdę każdego dnia. Rzecz w tym, by nauczyć się je dostrzegać i doceniać <3

*

Noo, to tyle mojego słowotoku na dziś. Cieszę się, że podzieliłam się z Wami moimi nocnymi przemyśleniami na temat szczęścia. Swojego czasu, na końcówce studiów, bardzo zainteresował mnie nurt psychologii pozytywnej i tym, co wpływa na nasze poczucie szczęścia. To dla mnie nadal bardzo ciekawy temat!

A jak jest z Waszym poczuciem szczęścia? Umiecie cieszyć się z drobiazgów i codziennych chwil? Czy czasem warunkuje swoje poczucie szczęścia, albo czekacie na duże powody do radości? Koniecznie dajcie znać w komentarzach :*