W OBCYM JĘZYKU

JAK DOBRZE MUSZĘ ZNAĆ ANGIELSKI PRZED WYJAZDEM DO USA?

Nie ma tygodnia, by choć jedna czy dwie osoby nie zadały mi pytania dotyczącego umiejętności językowych. Sporo osób trafia na bloga również próbując znaleźć odpowiedź na to pytanie: Jak dobrze muszę znać angielski przed wyjazdem do USA? Uznałam, że skoro ta kwestia nurtuje wiele osób, to warto poruszyć temat w osobnym poście. Nie da się bowiem odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem, a przynamniej ja tego nie potrafię.. 😉 Dziś więc postaram się pokrótce odpowiedzieć jak to wygląda z mojego punktu widzenia i choć po części pomóc Wam uporać się z językowym dylematem. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do czytania!

*

Niektórzy są na tyle odważni, że decydują się na wyjazd do innego kraju nie znając zupełnie języka obcego. Co więcej, potrafią sobie poradzić w sytuacji, gdy jedynym źródłem ich wiedzy są polsko-angielskie rozmówki. Znam nawet kilka osób, które w chwili wyjazdu znały język na poziomie bardzo podstawowym, a dziś mówią bardzo płynnie. Wszystko zależy od Was! Jeśli nie boicie się wyzwań,  macie zamiar szybko nadrobić braki, braki językowe nie przeszkadzają w głównym celu wyjazdu, a Wy będziecie czuć się w miarę komfortowo w tej sytuacji – to możecie rzucić się na głęboką wodę 🙂 Jednak ten post kieruję do osób, które nie są na tyle odważne, by pójść na żywioł. Na ile muszą znać angielski, by zdecydować się na wyjazd za ocean?

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo każdy rodzaj wyjazdu wymaga innych kompetencji językowych. Czasem będzie wystarczyło zamówienie jedzenia w restauracji, a czasem potrzebna będzie umiejętność napisania eseju po angielsku. Niestety, tak jak pisałam w innym poście z tego cyklu (tutaj), piątka z angielskiego w szkole często nijak ma się do praktycznego posługiwania się tym językiem. Dziś poruszę cztery najczęściej spotykane powody wyjazdu i powiem ile, moim zdaniem, powinniście umieć zanim zdecydujecie się na wycieczkę za ocean.

SAMODZIELNY WYJAZD TURYSTYCZNY

Coraz więcej Polaków wybiera się do Stanów w celach turystycznych i wiele z nich organizuje sobie taki wyjazd na własną rękę. Bardzo imponują mi osoby, które zamiast dwóch tygodni w jednym miejscu, decydują się na samodzielne road tripy po Stanach 🙂 Na ile trzeba znać angielski, by zdecydować się na taką przygodę? Z pewnością w miarę dobrze w mowie, ze szczególnym nastawieniem na sytuacje praktyczne. W czasie amerykańskiej podróży wiele może się zdarzyć i trzeba być na różne sytuacje przygotowanym. Może Ci zepsuć się samochód, możesz się spóźnić na lot i być zmuszonym do przebukowania biletu, albo możesz zostać okradziony/a z dokumentów. To oczywiście czarne scenariusze, ale przeanalizuj sobie w głowie takie sytuacje i wyobraź sobie, że musisz wytłumaczyć tubylcowi sytuację i poprosić o pomoc. Jeśli czujesz, że umiałbyś(abyś) poradzić sobie z językiem w każdej awaryjnej sytuacji – możesz rozglądać się za biletami 🙂

WYJAZD NA PROGRAM WYMIANY 

Kolejna opcja to wyjazd na wizie J-1, trwający najczęściej od trzech miesięcy do roku (z możliwością przedłużenia). Do najpopularniejszych programów wymiany należy Work&Travel i wyjazd jako au pair. Taki wyjazd zakłada między innymi pracę w Stanach w określonym wymiarze godzinowym oraz podróżowanie w wolnym czasie. Dużo zależy od pracy jaką będziecie wykonywać – w przypadku au pair będzie to oczywiście opieka nad dziećmi, ale program Work&Travel zakłada pracę w różnym charakterze i w różnych miejscach. I jeden i drugi program zakłada, że musicie znać angielski na poziomie minimum komunikatywnym. Często jednak te umiejętności językowe nie są zbyt dokładnie weryfikowane.

Moim zdaniem, Wasze kompetencje językowe muszą być wystarczające by umieć porozumieć się w sytuacji i środowisku w jakim będziecie się znajdować przez najbliższe miesiące. Chodzi mi tutaj przede wszystkim o komunikację z członkami host rodziny (także z dziećmi, które mówią nieco inaczej niż dorośli), współpracownikami czy klientami (gdy będziecie pracować z obcymi ludźmi). Musicie zrozumieć zakres swoich obowiązków, zasady panujące w nowym miejscu a także dopytać w razie potrzeby o szczegóły. Powinnyście także umieć.. poskarżyć się w razie niewłaściwego traktowania! Osoby, które czuwają nad przebiegiem tego typu programów są anglojęzyczne, więc jeśli coś idzie nie po Waszej myśli, to powinniście reagować i walczyć o swoje. Do tego przyda się umiejętność załatwienia prostych spraw urzędowych, założenie konta w banku czy zdanie prawa jazdy.

WYJAZD NA STUDIA 

Wyjazd na studia do obcego kraju, to tak zwany “wyższy stopień wtajemniczenia”. Tutaj nie wystarczą tylko praktyczne umiejętności językowe w codziennych sytuacjach. Gdy planujesz studia w USA, język angielski musisz znać bardzo dobrze, zarówno w mowie jak i piśmie. Pojawi się język specjalistyczny, zgodny z dziedziną, w której będziesz się kształcić. Na studiach nikt nie da Ci taryfy ulgowej, tylko dlatego, że angielski nie jest Twoim pierwszym językiem!

Zwykle amerykańskie uniwersytety weryfikują umiejętności językowe studentów międzynarodowych za pomocą testów. Często używane są testy SAT (Scholastic Assessment Test), ACT (American College Testing) czy TOEFL (Test of English as Foreign Language). Ja, planując swojego czasu edukację w college’u, zdawałam TOEFL, więc w jednym z postów podzieliłam się z Wami swoim doświadczeniem na temat tego testu (tutaj). Jeśli planujesz studia w Stanach za kilka lat, to dobrym pomysłem może być ocena kompetencji już teraz. Będziesz wiedzieć, co idzie Ci lepiej, co trochę gorzej, a nad czym musisz mocniej popracować.

PRZEPROWADZKA DO STANÓW

Ostatnim podpunktem z mojej listy będzie wyjazd do USA z zamiarem zamieszkania tam na stałe. Może być to przeprowadzka po wygranej loterii wizowej, związek małżeński z amerykańskim partnerem/partnerką, wyjazd na kilka lat w ramach przenosin do amerykańskiego oddziału firmy, w której pracujesz. Nie wspominam tutaj oczywiście o wyjeździe na wizie turystycznej i nielegalnym “zasiedzeniu się”, bo tego popierać nie będę. Przeprowadzka na stałe za ocean to spore wyzwanie, również językowe. Nie mówię oczywiście, że każdy, kto decyduje się na taki krok musi perfekcyjnie mówić po angielsku! Niemniej jednak mieszkając na stałe w kraju anglojęzycznym napotkasz na mnóstwo sytuacji, w których umiejętność dogadania się po angielsku stanowi Twoje “być albo nie być”.

Nie liczę tutaj sytuacji, gdy wiesz, że jedziesz do miejsca, gdzie mieszka więcej Polaków niż Amerykanów, masz w Stanach całą rodzinę, albo możesz pozwolić sobie na dobry kurs językowy zaraz po przylocie. Mówię o sytuacji, gdy osoba wyjeżdżająca jest od początku zdana całkowicie na siebie. Wtedy trzeba zmierzyć się z różnymi sytuacjami typu kupno samochodu, wynajem nieruchomości, wypełnienie zeznania podatkowego czy ogarnięcie wszelkiej maści spraw urzędowych. Gdy za oceanem nie czeka na Ciebie nikt, kto pomoże/wyręczy Cię w każdej sytuacji to Twój poziom angielskiego w mowie i piśmie powinien być co najmniej dobry.

*

Miałam napisać skrótowo, wyszło jak zawsze… 😉 No ale w mojej opinii, to wszystko jest dość ważne przy ocenie swoich językowych umiejętności przed wyjazdem za ocean. Pamiętajcie, że niezależnie od Waszego początkowego poziomu przez pierwsze miesiące zagranicą bardzo podszkolicie język. W końcu obcowanie z angielskim na codzień to najlepsza forma nauki, jaką można sobie wyobrazić!

A jakie jest Wasze doświadczenie w tym temacie? Może podzielicie się jaki poziom angielskiego (czy innego języka) mieliście w chwili wyjazdu zagranicę? Co poradzilibyście osobom, które dopiero się nad takim wyjazdem zastanawiają? Czekam na Wasze komentarze!

You Might Also Like

10 komentarzy

  • Reply
    Sonia
    22 marca 2018 at 09:03

    Wrocilam że Stanów kilka dni temu, lecialam sama do moich bliskic, spedzilam tydzień w Miami. Po raz kolejny mam jeden wniosek. Szkoła daje nam solidne podstawy ale uczy przede wszystkim angielskiego brytyjskiego i to teoretycznego. Angielski w Stanach jest dużo prostszy, dużo slangu skrotow, myślę że każdy kto przeszedł kilkuletnia szkolna edukację jest w stanie zrozumieć 95% Angielski w praktyce nijak można zweryfikować w Polsce ale bedac w Stanach chwila moment zaczynamy łapać i akcent i zwroty potoczne i tzw small talki. Siedziałam na Florydzie tylko tydzien a po kilku dniach słyszałam jak poprawil mi się akcent. Amerykanie są też bardzo pomocni i wyrozumiali więc jeśli nie jedziemy do pracy szkoły gdzie musem jest wysoki poziom języka to nie ma się o co martwic, z każdym dniem angielski bedzie stawał się tzn piece of cake 🙂

    • Reply
      kashienka
      1 kwietnia 2018 at 02:29

      Zgadzam się! Teoria to jedna, a praktyka i kontakt z żywym językiem to drugie 🙂 Fajnie, że masz takie pozytywne doświadczenie po krótkim pobycie w Stanach 🙂

  • Reply
    Diana
    22 marca 2018 at 18:40

    Świetny post Kasiu 🙂 Zdecydowanie zgadzam się z Tobą, znajomość języka naprawdę wiele ułatwia i oszczędza nerwów – mówię jako osoba nie znająca angielskiego na bardzo dobrym poziomie stad doskonale wiem ile stresu to potrafi przynieść 🙂 Z moich doswiadczen wiem tylko tylko, ze pierwsza podstawowa sprawa to nie bać się mówić bo chyba właśnie to było u mnie blokadą do zrobienia jakiegokolwiek progresu 🙂 Będąc pierwszy raz w USA całe wakacje wykorzystywałam męża oraz wszystke możliwe osoby do ‚rozmawiania za mnie’ bo strasznie bałam się, ze każdy kto mieszka w USA i zna angielski perfekcyjnie będzie oceniał poziom mojej znajomosci tego języka.. 🙂 będąc tam kolejny i kolejny raz zmieniałam swój tok myślenia, odważyłam się mówić i naprawdę widzę tego efekty 🙂 Dodatkowo, doskonałą dla mnie opcją jest oglądanie filmów oraz seriali z angielskimi napisami – to naprawdę przynosi rezultaty 🙂 grunt to nie bać się popełniać błędów i mówić mówić mówić :)!

    • Reply
      kashienka
      1 kwietnia 2018 at 02:31

      To fakt, wielu osobom najgorzej się “przełamać” i zacząć mówić a potem idzie już z górki! 🙂 A co do oceniania poziomu języka przez Amerykanów, to jest wręcz odwrotnie. Niejednokrotnie imponujemy im, że potrafimy się tak dobrze dogadać w ich języku 🙂

  • Reply
    Natalia
    23 marca 2018 at 10:47

    Chyba dobrym pomysłem jest, znając angielski “turystycznie”, a zamierzając mieszkać w kraju anglojęzycznym, pójść po prostu na kurs, nawet za granicą 🙂 Bo pogaduszki na luzie to jedno, kiedy nie trzeba znać dobrze języka, ale praca z językiem to już wyższa szkoła jazdy 😉

    • Reply
      kashienka
      1 kwietnia 2018 at 04:23

      Kurs zagranicą to świetny pomysł. Najlepiej z native speakerem 🙂 Nie ma lepszej motywacji, by przełamać barierę językową!

  • Reply
    Betty
    23 marca 2018 at 19:12

    Ja w szkole umiałam na 5, ale to było trochę dawno i nie mam gdzie języka ćwiczyć, a już na pewno nie praktycznie (tyle co pooglądam coś po angielsku). Namawiałam męża na wycieczkę, ale odmawia dopóki OBOJE nie będziemy umieć na tyle, żeby sobie spokojnie poradzić. Czyli jak patrzę na niego to będzie to nigdy 😉

    • Reply
      kashienka
      1 kwietnia 2018 at 04:24

      Wystarczy, że oboje będziecie umieli po trochu – jadąc we dwójkę zawsze możecie się uzupełniać 🙂 Nie ma co się bać wyjazdu, ale oglądanie/czytanie po angielsku to zawsze dobry pomysł 🙂

  • Reply
    Paulina
    26 marca 2018 at 04:39

    Ja jestem jedną z tych, które do USA przeprowadziły się właściwie bez znajomości języka 🙂 Z mojego doświadczenia powiem, że warto korzystać z darmowych kursów ESL, które organizowane są w wielu miejscach. Po jakimś czasie zdecydowałam się na studia w USA i pomimo moich językowych obaw poradziłam sobie bardzo dobrze. Dziś już mówię całkiem płynnie, choć wciąż widzę u siebie pewne braki. Ale w tak polskim mieście jak Chicago naprawdę trudno nauczyć się angielskiego 😀

    Dodam jeszcze, że wiele osób błędnie uważa, że mieszkając w USA czy choćby studiując tutaj, trzeba znać język perfekcyjnie. Oczywiście, im lepsza znajomość języka, tym jest lepiej i łatwiej, ale Amerykanie naprawdę nie zwracają uwagi, czy użyło się past simple czy past perfect i czy poprawnie akcentuje się każde słowo. Piszę to głównie dlatego, że wiem jak wiele osób przylatując do USA ma blokadę językową właśnie dlatego, że ich angielski nie jest perfekcyjny. Zupełnie niepotrzebnie!

    • Reply
      kashienka
      1 kwietnia 2018 at 04:28

      “Ale w tak polskim mieście jak Chicago naprawdę trudno nauczyć się angielskiego” – słyszałam to zdanie już od wielu osób mieszkających w tych okolicach 😉
      Fajna sprawa sprawa z tym kursem ESL! Nie miałam pojęcia, że to jest darmowe 🙂
      Co do drugiej części Twojego komentarza – zgadzam się! Amerykanie absolutnie nie zwracają uwagi na nasze błędy i drobne potknięcia 🙂 Ważne by być komunikatywnym!

    Leave a Reply

    Przepis wynik *