O WSZYSTKIM INNYM

4 RZECZY, KTÓRYCH NAUCZYŁY MNIE CZTERY LATA W STANACH

Powiem Wam całkiem szczerze, że nieczęsto zdarzają mi się rozkminy na temat tego, jak potoczyło się moje życie za sprawą wyjazdu z Polski. Zwykle skupiam się po prostu na tym co tu-i-teraz, staram się cieszyć każdą chwilą i nie analizuję “co by było gdyby?”. Jednak czasem i mi zdarzają się momenty, kiedy wpadam w bardziej refleksyjny nastrój.. Ostatni raz takie przemyślenia dopadły mnie chyba podczas lotu powrotnego po wakacjach w Polsce (przeczytaj tutaj). A kilka dni temu uświadomiłam sobie, że za chwilę stukną mi okrągłe cztery lata w Stanach. Dokładnie cztery lata od momentu, w którym po raz pierwszy postawiłam nogę za amerykańskiej ziemi.

*

Dziś cofam się myślami do 3 lutego 2014 roku. Niektóre detale zacierają się w pamięci, ale niektóre widzę całkiem wyraźnie.. Pamiętam jak tuż przed wyjazdem na lotnisko zrobiłam zdjęcie walizek i torebki (tutaj), stojących przed kominkiem w moim rodzinnym domu. Na walizkach (których swoją drogą używam do dzisiaj!) była statua wolności. Zupełnie nierealne wydawało mi się wtedy, że za parę dni zobaczę ją na żywo! Potem, już w drodze na lotnisko, mimo, że czułam spore podekscytowanie to jednak wciąż walczyłam z chęcią powrotu do swojego łóżka i obudzenia się w doskonale znanej rzeczywistości.

Pamiętam też lot z przesiadką na londyńskim Heathrow. Przez gapiostwo, o mało nie przegapiłam wraz z koleżanką z Polski naszego lotu do Nowego Jorku.. 😉 Potem przez calutki lot nie zmrużyłam nawet oka i gdy dotarłam już na nowojorskie JFK byłam bardzo zmęczona. Padał śnieg, było ciemno i zimno, a ja jechałam busikiem z innymi dziewczynami z różnych części świata i zastanawiałam się jak to będzie? Co przyniesie mi ten rok w USA? Gdyby ktoś wtedy, tamtego dnia, przepowiedział mi, skąd będę pisać posta 3 lutego 2018 roku, to pewnie głośno bym się zaśmiała 😉 Sporo wydarzyło przez ten czas, również ja sama i moje nastawienie do wielu spraw zmieniło się za sprawą tego wyjazdu. Jesteście ciekawi, czego nauczyły mnie cztery lata w Stanach? Zapraszam do czytania 🙂

NIE PLANUJ ZA DUŻO

Wiecie ile razy miałam ułożony w głowie idealny plan na swoje życie? Dziesiątki razy! A ile razy zrealizowałam go, tak od A do Z? No właśnie… 😉 Czy żałuję, że wyszło, jak wyszło? Absolutnie nie! Wyjazd do Stanów i czas spędzony tutaj uświadomił mi, że nie da się zaplanować wszystkiego. Los lubi nas zaskakiwać w najmniej oczekiwanym momencie. Przykład? Zaplanowałam sobie, że pojadę jako au pair do rodziny na Florydzie albo w Kalifornii. Wyszło tak, że wylądowałam w Georgii, o której nie miałam wtedy zielonego pojęcia. Zaplanowałam sobie, że spędzę u mojej host rodziny rok, po czym wrócę do Polski. Okazało się, że przedłużyłam  ten rok o kolejne pół roku, a wizja powrotu do kraju zaczęła się mocno oddalać. Wreszcie, po skończeniu programu zaplanowałam sobie, że wrócę do USA na wizie studenckiej i postudiuję w amerykańskim college’u. Odmówiono mi wizy i ze studiowania wyszły nici.

Wiele razy, gdy miałam coś zaplanowane, okazywało się, że życie szybko weryfikowało moje plany. I po czasie okazywało się, że te zmiany planów wychodziły mi tylko na dobre. Nie mówię oczywiście, że nie warto planować kompletnie niczego. Sama, jak wiecie, co roku spisuję sobie listę celów i postanowień na kolejny rok (przykład tutaj). Jednak skupiam się raczej na krótkoterminowych planach, a nie układam sobie w głowie życia na pięć lat do przodu. Nie frustruję się, gdy nie wszystkie cele udaje mi się zrealizować. Pozwalam się losowi zaskakiwać, bo wiem, że nawet nieoczekiwane zmiany planów mogą finalnie przynieść wiele dobrego 🙂 Jestem tego żywym przykładem!

NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ

Truizm, powiecie. Banalne hasło rodem z jakieś couchowskiej książki. A mnie cztery lata w Stanach uświadomiły, że te słowa mają głębszy sens. Nie zawsze w życiu jest tak, że wszystko idzie jak z płatka. Często pojawiają się przeszkody, które wydają się nie do przeskoczenia. Często wtedy człowiek zniechęca się i postanawia odpuścić, bo walka z przeciwnościami jest ani łatwa ani przyjemna. Ja wcześniej robiłam dokładnie tak samo. Jednak podczas moich czterech lat na emigracji, wydarzyło się coś, co zmieniło mój sposób myślenia.

Gdy odmówiono mi wizy, wszystkie moje plany legły w gruzach w ułamku sekundy. Byłam naprawdę załamana i nie przyszło mi wtedy do głowy, by podnieść się, otrzepać kurz z kolan i… zacząć walczyć o swoje marzenia! Dobrze, że Brian miał wtedy zupełnie inne nastawienie, bo ja widząc tylko morze trudności byłam gotowa się poddać i wywiesić białą flagę na znak rezygnacji. Ciężko mi było zmobilizować się do zmiany nastawienia, ale z pomocą bliskich – udało się! Tamte sześć miesięcy spędzone nogami w Polsce, ale głową w USA, kosztowało mnie gigantyczną ilość stresu, ale uświadomiło jedną rzecz: jeśli Ci na czymś zależy – walcz o to! Pokonuj kolejne przeszkody i nigdy nie poddawaj się. (teraz piszę o całej sytuacji bardzo skrótowo, jeśli nie znasz szczegółów to zapraszam tutaj).

MOŻESZ WIĘCEJ NIŻ CI SIĘ WYDAJE 

Nigdy nie miałam zbyt wysokiej samooceny. Czasem bywało lepiej, czasem gorzej, ale generalnie pewność siebie nigdy nie była w pierwszej dziesiątce moich zalet 😉 Na szczęście, wyjazd z kraju i cztery lata życia w Stanach znacznie poprawiły moją wiarę w własne możliwości! Każde wyjście ze swojej strefy komfortu, zmierzenie się z własnymi słabościami, odejście od tego co dobrze znane dodaje człowiekowi pewności siebie. Fakt, czasem na początku może wzbudzać lęk przed niewiadomym, ale satysfakcja z poradzenia sobie w nowej sytuacji jest potem jeszcze większa i pozytywnie wpływa na nasze poczucie sprawstwa.

Emigracja jest jedną sytuacji, gdzie tak naprawdę wszystko jest nowe i nieznane. Choć wielokrotnie podkreślałam i będę podkreślać, że dzięki świetnej host rodzinie, moja aklimatyzacja za oceanem była łatwiejsza, to jednak wyjazd był w pewnym sensie skokiem na głęboką wodę. Nigdy wcześniej nie mieszkałam za granicą, nigdy też nie mieszkałam u kogoś było-nie było, zupełnie obcego ani w takim oddaleniu od rodziny i przyjaciół. Na początku wiele musiałam się nauczyć i do wielu rzeczy się przyzwyczaić. To, że poradziłam sobie ze wszystkim – od rozumienia nieformalnego języka i prowadzenia samochodu na amerykańskich autostradach, po załatwianie urzędowych spraw w obcym miejscu, dało mi pewność, że potrafię poradzić sobie w wielu sytuacjach. Dlatego teraz traktuję nowe sytuacje jako wyzwania, a nie coś, czego za wszelką cenę wolę unikać.

BĄDŹ OTWARTY/A NA INNYCH 

Zawsze uważałam się za osobę otwartą, ale dopiero cztery lata w Stanach pokazały mi czym jest otwartość na innych ludzi. Dlaczego? Ano dlatego, że w Polsce przez wiele lat obracałam się w mało zróżnicowanym środowisku. Pochodzę z małego miasteczka i to w nim spędziłam 19 lat swojego życia. Większość ludzi, których spotykałam wtedy na swojej drodze, pochodziła z podobnego środowiska, miała podobne doświadczenia życiowe i tak dalej. Z moimi przyjaciółkami byłam na przykład 12 lat w jednej klasie! 🙂 Z jednej strony to super, ale wiecie, nie miałam też okazji poznać zupełnie innych doświadczeń czy innych punktów widzenia.

Wyprowadzka do większego miasta na studia, trochę to zmieniła, ale dopiero zamieszkanie w Stanach w pełni nauczyło mnie otwartości na innych. USA to taki niesamowity tygiel kulturowy, że praktycznie ciągle spotykam ludzi o kompletnie innych doświadczeniach niż moje! Nawet mój mąż, urodzony w Stanach, wyrósł przecież w kompletnie innym środowisku niż moje. Ale oprócz tego są przecież jeszcze ludzie o innym kolorze skóry, wyznający różne religie, pochodzący z różnych krajów na całym świecie. Coś, co dla mnie wydaje się dziwne dla tej osoby może być najnormalniejszą rzeczą na świecie i odwrotnie. Super jest podyskutować o tych różnicach kulturowych, przy jednoczesnym zachowaniu otwartości umysłu i szacunku dla drugiego człowieka!

*

Czasem mam potrzebę podzielenia się z Wami bardziej osobistymi przemyśleniami. Post na temat 4 rzeczy, których nauczyły mnie cztery lata w Stanach z pewnością taki jest – mam nadzieję, że nie zanudziliście się czytając go… 😉 Mieszkaliście kiedyś w innym kraju? Ile lat spędziliście na emigracji? Czego nauczył Was ten wyjazd? Jeśli macie ochotę, to podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach! 🙂

You Might Also Like

24 komentarze

  • Reply
    Kasia
    3 lutego 2018 at 21:25

    Kasiu! Podziwiam Twoja odwagę i determinacje🙂 Właśnie z mężem zastanawiamy się nad emigracja do Niemiec i jak narazie to strach przysłania mi wszystkie plusy😉 Mam nadzieję, że nam tez uda się podołać wyzwaniu. Wszystkiego dobrego🙂

    • Reply
      Olgietta
      11 lutego 2018 at 12:48

      to zapraszam na mojego bloga, co jakis czas się coś o Niemczech pojawia 😉

    • Reply
      kashienka
      12 lutego 2018 at 20:01

      Strach ma wielkie oczy jak to mówią i to całkowicie normalne, że obawiamy się czegoś co nowe i nieznane. Jednak zawsze powtarzam, że warto spróbować, zaryzykować, czasem rzucić się na głęboką wodę by potem nie żałować, że nie wykorzystaliśmy swojej szansy.. Powodzenia i dziękuje <3

    • Reply
      kashienka
      12 lutego 2018 at 20:03

      I tak, koniecznie zajrzyj do Olgietty na bloga, może uda Ci się dostrzec więcej plusów mieszkania w Niemczech :*

  • Reply
    Ada
    3 lutego 2018 at 23:28

    Uwielbiam twój optymizm i nastawienie na świat! Jesteś dla mnie żywym przykładem na to, że marzenia się spełniają! Mam nadzieje, że i mi kiedyś uda się spełnić mój American dream i poznać Cię osobiście!

    PS. Po jakim czasie pobytu w USA poznałaś Briana? Jaka jest róźnica wieku między wami?

    • Reply
      kashienka
      12 lutego 2018 at 20:04

      Awww dziękuję za tak miłe słowa <3 Tego właśnie Ci życzę 🙂
      Briana poznałam w drugim miesiącu mojego pobytu, a między nami jest 12 lat różnicy 🙂

  • Reply
    Paulina G Lifestyle
    4 lutego 2018 at 14:13

    Barwa za odwagę i tak wielką determinację!
    Moja przygoda z życiem za granicami Polski zaczęła się już w wieku 16- 18 lat. Początkowo wyjeżdżałam na kilka tygodni, max. 2 miesiące i zawsze powtarzałam, że nie mogłabym mieszkać za granicą i na pewno osiądę w Polsce. Życie jednak potrafi zaskakiwać i tak jak powiedziałaś, czasem lepiej pozwolić życiu przynosić niespodzianki. Zamieszkałam w Hiszpanii z moim obecnym narzeczonym i jest to wspaniała podróż przez życie!
    Życzę Ci kolejnych wspaniałych lat na emigracji, abyś w sumie wcale nie nazywała tego emigracją, a miejscem, które wybrałaś nazywać Domem. Zwyczajnie <3

    • Reply
      kashienka
      12 lutego 2018 at 20:23

      Hej, I Ty która zaczęła wyjeżdżać w wieku 16-18 mówi mi, że podziwia mnie za odwagę!? 😀 Ja nawet w wieku 19 lat byłam zbyt wielkim cykorem, żeby zdecydować się na wyjazd zagranicę 😀
      Ale tak jak mówisz, życie potrafi zaskoczyć i nigdy nie wiemy, jakie miejsce będziemy nazywać swoim Domem <3

  • Reply
    Jarek
    4 lutego 2018 at 18:35

    Nawet nie widziałem że tyle można nauczyć się w stanach, tu najlepiej nie chwalić się niczym bo człowiek jedynie zawistny jest.

    • Reply
      kashienka
      12 lutego 2018 at 20:25

      Wszystko zależy od człowieka 🙂

  • Reply
    Kasia
    4 lutego 2018 at 20:48

    Zgadzam sie z Toba ! Ja tez wyjechalam do USA jako au pair tylko na rok. A tu juz prawie 14 lat minelo 😉 Teraz jednak coraz czesciej mysle o powrocie

    • Reply
      kashienka
      12 lutego 2018 at 20:26

      Niekiedy ten pobyt się trochę przedłuża, racja.. 😉
      Ja na tę chwilę nie myślę o powrocie, ale w sumie nigdy nie wiadomo, jak dalej się to życie potoczy 🙂

  • Reply
    Dominika
    6 lutego 2018 at 10:44

    Sama prawda ! Trzeba zawsze marzyć i realizować swoje marzenia 🙂

  • Reply
    Ola
    6 lutego 2018 at 11:22

    Uwielbiam Twoje pozytywne nastawienie i podejście do życia, aż miło się czyta takie posty!
    Ja przez rok mieszkałam w Stanach, właśnie jako AuPair i różne myśli przez głowę mi prze godziły w trakcie tego roku – wracac, zostać i tak w kółko. Co prawda ja nie poznałam miłości swojego życia, bardziej myślałam o studiach tam, albo o jakimkolwiek pomyśle, żeby zostać. Jednak tęsknota za rodzina byka tak wielka, ze chyba jednak nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie tak daleko. Po powrocie do Polski już wiem na pewno, ze nigdy nie chce się stad wyprowadzać! Może nie jest idealnie, może nie jezt kolorowo i łatwo, ale to mój dom, gdzie mam swoją rodzina i czuje się cudownie 🙂 kocham podróże i rok w USA mnie tylko w tym bardziej utwierdził, a także zmienił mnie diametralnie – stałam się bardziej pewna siebie, bardziej otwarta i mam duże życiowe doświadczenie dziękuje temu – jednak moje zycie planuje tutaj 🙂 ale oczywiście, tak jak napisałaś – niczego nie można planować, Wiec żyje cudownym tu i teraz 🙂 trzymam za Ciebie mocno kciuki! :*

    • Reply
      kashienka
      12 lutego 2018 at 20:30

      Cała sztuka polega na tym, że wybrać najlepszą opcje dla siebie. Fajnie, jest rozważyć różne opcje i móc wybrać taką, która odpowiada nam najbardziej 🙂 Nigdzie nie jest idealnie, w Stanach też nie. Każdy kraj ma swoje plusy i minusy. Ważne by w codzienności dostrzegać te piękne chwile i to nimi umieć się zachwycać – niezależnie od miejsca zamieszkania 🙂 Dziękuję za miłe słowa <3

  • Reply
    Paulina
    7 lutego 2018 at 20:58

    Ja juz jestem ponad 5 lat w Stanach i bardzo sie utozsamiam z tym postem! W zyciu bym kiedys nie pomyslala ze nie dosc ze bede mieszkala w Ameryce, to jeszcze w Kalifornii (o ktorej tak bardzo marzylam ze az ja sobie wytatuowalam jeszcze bedac w Polsce 😉 ). Marzenie sie spelniaja jesli oczywiscie nie boimy sie marzyc i ciezko pracowac!

    Pozdrawiam kochana i czekam na odwiedziny!

    Paulina | SHENSKA

    • Reply
      kashienka
      12 lutego 2018 at 20:32

      Oczywiście, że tak 🙂 Realizacja niektórych marzeń wymaga sporo determinacji i rezygnacji z czegoś innego, ale jeśli bardzo się czegoś pragnie to wszystko może się udać <3 Ja zawsze marzyłam o Florydzie!

  • Reply
    Olgietta
    11 lutego 2018 at 12:58

    Ja mieszkam w Niemczech od ponad 10 lat i decyzja o wyjezdzie byla na dzien dzisiejszy jedna z najlepszych jakie podjelam. Ja sie wczesniej zastanawialam nad wyjazdem, a ostatecznie decyzja byla bardzo spontaniczna. Ja zawsze bylam otwarta na swiat i inne kultury, zawsze mnie gdzies ciagnelo, zeby poznac cos nowego, ale zamieszkanie w kraju, gdzie spotykaja sie wiele kultur i ludzi z calego swiata (tak jak w USA) bardzo duzo wzbogacilo moje zycie. Mam moje przyjaciolki z Polski, za ktore jestem codziennie wdzieczna, ale moje przyjaciolki z Wloch, z Kolumbii, czy koledzy i kolezanki w pracy z Azji, Afryki, Ameryki… no z calego swiata sprawiaja, ze mam jeszcze wiecej tolerancji i zrozumienia dla drugiego czlowieka…..

    wspanialy post Kasia… 🙂

    • Reply
      kashienka
      12 lutego 2018 at 20:35

      Ha! Mnie także zawsze ciągnęło “w świat” 🙂 Emigracja uczy otwartości na innych jak nic innego 🙂 Ciesze się, że jesteś zadowolona z decyzji o wyjeździe do Niemiec!
      Dziękuję Kochana <3

  • Reply
    Malgosia
    13 lutego 2018 at 17:53

    Bardzo lubie czytac twoje posty o twoich doswiadczeniach z emigracji. Sama mieszkam w USA od 16 lat ale moje pierwsze lata byly bardzo rozne od twoich i troche ci “zazdroszcze” takiego a nie innego startu, poczatkow w USA pelnych pozytywnej energii itd. Nigdy nie chcialam przyjezdzac do USA, choc juz majac 16 lat wiedzialam, ze chce mieszkac poza Polska i mieszkalam po kilka miesiecy w Danii, Austrii i Slowenii. Mojego meza poznalam kiedy przyjechalam tu sluzbowo i po 2 latach zwiazku na odleglosci i dosc przykrych i ponizajacych perypetiach z wiza (troche podobnych jak u ciebie). Kiedy wreszcie tu przyjechalam bylam rozczarowana i nastawiona negatywnie. Ale masz racje, Amerykanie wlasnie tacy sa, pra do przodu, nie przejmuja sie, znajduja inne rozwiazania, nie rozdzieraja szat itd. Moj sp maz tez taki byl. Bardzo mi twoj Brian go przypomina-uwielbialam czytac twoja serie “oczami Amerykanina” i moj maz mial wiele takich samych reakcji w Polsce jak Brian. Po waszych komentarzach o zakupach Biedronce postanowilam go tam nawet zabrac przy najblizszym wspolnym pobycie w Polsce no ale nie zdazylam… Zgadzam sie z tym co napisalas, nie warto planowac zbyt dokladnie -przekonalam sie o tym bardzo bolesnie kiedy moj ukochany maz zmarl w zeszlym roku. Ale pomimo ogromnej rozpaczy nie poddaje sie-tego sie od niego przeciez nauczylam! I nadal chce zwiedzac i poznawac ten kraj-jest taki wielki, ciekawy i roznorodny. Floryda jest na mojej liscie miejsc, ktore chce odwiedzic wiec moze sie kiedys spotkamy.

    • Reply
      kashienka
      27 lutego 2018 at 05:51

      Jak czytałam Twój komentarz, to miałam w głowie tyle odpowiedzi na niego, tyle różnych wątków.. Aż dotarłam do końca i wszystko przyćmiła ta smutna informacja o Twoim mężu… Bardzo, bardzo mi przykro z powodu Twojej straty! Mam nadzieję, że dzięki nastawieniu jakiego nauczyłaś się od męża będziesz nadal poznawać Stany i odkrywać kolejne ciekawe miejsca. A Florydę polecam i zapraszam serdecznie w moje strony. Bardzo miło byłoby Cię poznać przy kawie :*

      • Reply
        Malgosia
        6 marca 2018 at 21:11

        Dziekuje ci za mile slowa. Mam nadzieje, ze kiedys sie spotkamy, jak nie na Florydzie to moze u mnie , w Waszyngtonie. I dziekuje za bardzo pozytywna energie, ktora emanuja twoje wpisy na blogu i na instagramie.

        • Reply
          kashienka
          8 marca 2018 at 03:34

          Jeśli o mnie chodzi to ja bardzo chętnie <3 Dziękuję za tak miłe słowa Małgosiu!

    Leave a Reply

    Przepis wynik *