ODMOWA WIZY DO USA – CZY TO „KONIEC ŚWIATA”?

4485 Wyświetleń 12 komentarzy

Czekasz w kolejce do ambasady amerykańskiej. Podekscytowanie na myśl o podróży miesza się z lekkim stresem. Wizyta w ambasadzie nie należy do przyjemnych a poddenerwowanie niemal wszystkich oczekujących udziela się także i Tobie. W końcu podchodzisz do okienka, odpowiadasz na zadawane pytania, konsul słucha i sporządza notatki. W końcu mówi, że przykro mu i oddaje Ci paszport. Czujesz ogromny żal i rozgoryczenie. Odmowa wizy – czy to „koniec świata”? Koniec marzeń o wylocie za ocean? Czy może jeszcze nie wszystko stracone? Czy można jeszcze dostać wizę, jeśli raz nam jej odmówiono?

*

Każdy kto stara się o wizę do Stanów, musi liczyć się z ewentualną odmową. Procent odmów nie jest wysoki (za rok fiskalny 2016 uzyskał on rekordowo niski wynik: 5,37% dla wiz turystycznych), ale jednak co roku część ludzi wychodzi z ambasady z kwitkiem i paszportem w ręce. Rozczarowana, czasem nawet upokorzona niedyskretnymi pytaniami konsula. Ja też byłam kiedyś w tej sytuacji i z ambasady wyszłam zalana łzami. Dlatego w dzisiejszym poście postanowiłam rozprawić się z odmową wizy do USA. Jeśli ten temat Was interesuje to zapraszam do czytania!

Powody odmowy wizy

Odmowa wizy nie może nastąpić bez przyczyny. Konsul musi uzasadnić swoją odmowną decyzję, podając określony powód nieprzyznania wizy. Takim powodem może być na przykład wcześniejsze przedłużenie pobytu w USA albo inne naruszenie prawa imigracyjnego. Jednak znakomitej większości przypadków odmowa wizy argumentowana jest enigmatycznie brzmiącym paragrafem 214(b). Oznacza on nic innego, jak brak odpowiednio silnych więzi z krajem. W oczach urzędnika konsularnego, brak tego, co nas w Polsce „trzyma” stwarza potencjalne ryzyko nielegalnego pozostania w USA po upływie ważności wizy.

O co chodzi z tymi „brakiem więzi”?!

Formularz, który trzeba wypełnić przed umówieniem się na spotkanie w ambasadzie zawiera mnóstwo szczegółowych pytań. Dodatkowo, możemy zostać poproszeni o przyniesienie na rozmowę zaświadczenia z zakładu pracy dotyczącego zatrudnienia oraz zarobków, umowy najmu mieszkania, aktu własności domu itp. Dlaczego? No właśnie dlatego, że konsul zanim wyda decyzję o wydaniu wizy, chce sprawdzić, czy jak stabilne jest nasze życie w Polsce. Raczej mniej prawdopodobne, że osoba, która posiada własną firmę, spłaca kredyt na dom i ma rodzinę w kraju, rzuci to wszystko i zostanie nielegalnie w Stanach. A z kolei bezrobotny singiel, świeżo po studiach, mieszkający z rodzicami? Zastanówcie się czy nie nabralibyście jakichkolwiek podejrzeń do tej drugiej osoby w kwestii powodu jej wyjazdu?

Czy muszę przyznawać się ile zarabiam?

Jeśli planujecie wyjazd na wakacje, to niech nie zdziwią Was pytania o zarobki i oszczędności. Nie ukrywajmy, że wyjazd do Stanów to nie tydzień nad pobliskim jeziorem. Choćby i zaplanować wersję najbardziej budżetową to przy wyjeździe na wizie turystycznej trzeba dysponować jakąś gotówką. Osoba, która deklaruje w rozmowie z konsulem, że planuje spędzić tydzień w Nowym Jorku, tydzień w Los Angeles i jeszcze potem tydzień na florydzkiej plaży, a zarabia najniższą krajową jest od razu podejrzana. Jeśli ktoś deklaruje, że chce wynająć samochód i zorganizować sobie American Trip, a nie posiada karty kredytowej to również jest podejrzany – bo znakomita większość wypożyczalni tej karty wymaga. Jeśli konsul wykryje, że Wasze wakacyjne plany nijak mają się do Waszych możliwości finansowych to niestety odmowa wizy jest prawie pewna. 

Czy odmowa wizy jest nieodwołalna?

Teoretycznie nie. Jeśli uważasz, że odmówiono Ci wizy tylko ze względu na „widzimisię” konsulta, możesz się odwołać od decyzji konsula. Czasem skuteczny może okazać się się przekonywujący list ze strony obywatela, jeszcze raz wyjaśniający powód wyjazdu i deklarujący zdecydowany brak chęci emigracji za ocean. Można też spróbować pokazać dodatkowe dowody, które potwierdzą jego stabilizację w Polsce. Dotyczy to szczególnie osób, które nie były przygotowane na konieczność pokazywania takich dokumentów w ambasadzie za pierwszym razem. Zanim jednak podejmiesz taki krok, warto realistycznie przeanalizować swoją sytuację i ocenić swoje więzi. Jeśli faktycznie coś może budzić podejrzenia konsula, to lepiej odpuścić.

Czy warto starać się o wizę po wcześniejszej odmowie?

Panuje przekonanie, że jeśli raz komuś odmówiono wizy to jest już odpowiednio „odnotowany” w ambasadzie i kolejne podejścia również skończą się fiaskiem. Niekoniecznie musi tak być. Jeśli starasz się o wizę tej samej kategorii (szczególnie turystyczną), warto spróbować za jakiś czas, szczególnie jeśli przez ten okres nastąpiły istotne zmiany w Twoim życiu. Mam tu na myśli zmianę pracy na lepiej płatną, podpisanie kredytu na zakup mieszkania albo założenie rodziny. Mimo, że wcześniej istniały podejrzenia, że wyjazd na turystycznej zakończy się nielegalną emigracją, teraz Twoja sytuacja może przedstawiać się zupełnie inaczej. I wtedy uzyskanie pozwolenia na wakacje w Ameryce nie powinno być problemem.

Możesz także starać się o wizę innej kategorii, niż ta, w której spotykałeś się z odmową konsula. Osoba, która kiedyś została odrzucona na turystycznej (z powodu braku środków na wyjazd), może przecież za parę lat wziąć udział w programie Work and Travel (gdzie nikt nie będzie oczekiwał wysokich zarobków). A osoba, której kiedyś odmówiono wizy studenckiej (bo nie pokazała wystarczająco silnego związku z krajem), może za jakiś czas postarać się o wizę turystyczną (zwłaszcza, jeśli ma ku temu możliwości finansowe).

Moja historia wizowa

Moja historia związana z wizami jest nieco inna, bo nigdy nie starałam się o wizę turystyczną. Mimo to chcę się nią podzielić, by pokazać, że odmowa wizy nie musi oznaczać końca marzeń o Stanach.

Jak wiecie, do Stanów wyjechałam na wizie J-1, z zamiarem pozostania tu przez rok. Pracowałam jako au pair i mieszkałam u host rodziny. Gdy hości zaproponowali mi przedłużenie pracy z ich dziećmi, zdecydowałam się pozostać u nich jeszcze przez sześć miesiecy. W czasie mojego dodatkowego pół roku w USA zadecydowaliśmy z Brianem, że chcemy być razem również po zakończeniu mojego programu au pair. Omówiliśmy naszą sytuację z prawnikiem i, nie chcąc niczego przyspieszać, postanowiliśmy postarać się dla mnie o wizę studencką. Niestety prawniczka, która poleciła nam wtedy takie rozwiązanie pojęcie o prawie imigracyjnym, miała porównywalne do naszego czyli zerowe.

Po zakończeniu programu na wizie J-1 przyleciałam do Polski i po kilku tygodniach ponownie zawitałam do ambasady. Mimo, że skompletowaliśmy wszystkie potrzebne dokumenty i amerykańska szkoła tylko czekała, aż podejmę naukę – to wizy mi odmówili. Z perspektywy czasu, wiem.. że mieli rację. Owszem, odmowa wizy sprawiła, że bardzo się załamałam, a wiele z naszych planów wzięło w łeb, ale.. starania się o tamtą wizę, zaraz po przylocie z USA było czystą głupotą. Na odległość było widać, że moje więzi z krajem były znikome, a do USA nie chciałam wyjechać tylko ze względu na edukację 😉

Choć wtedy byłam oburzona decyzją konsula, to nie starałam się odwoływać od tej decyzji. Nie umówiłam się też na kolejne spotkanie w ambasadzie po miesiącu. Za radą nowej pani prawnik odczekaliśmy trochę czasu. Brian podjął decyzję o przylocie do Warszawy (więcej na ten temat tutaj). Wspólne życie w warszawskim mieszkaniu nie musiało być takie złe, bo po jakimś czasie mój ówczesny chłopak padł na jedno kolano 😉 A skoro byliśmy już narzeczeństwem to kolejna wiza, o którą zaczęłam się starać była już wizą narzeczeńską. I choć stres jaki temu wszystkiemu towarzyszył był niewyobrażalny (więcej tu i tu) to tym razem pani konsul nie miała żadnych wątpliwości co do naszych intencji.

*

Staranie się o wizę jest przyjemnością porównywalną z wizytą u dentysty. Formalności, wypełnianie formularzy, niezręczne pytania – nie znam chyba nikogo, kto wizytę w ambasadzie wspomina entuzjastycznie. Pół biedy, jak wiza zostanie przyznana – wtedy szybko niemiłe wspomnienia zacierają się pod wpływem ekscytacji na myśl o zbliżającym się wyjeździe.

Odmowa wizy natomiast zawsze powoduje ogromne rozczarowanie i poczucie niesprawiedliwości. Zanim jednak zaczniesz się pomstować na złośliwość konsula, przeanalizuj, co mogło wzbudzić jego podejrzenia. Czasem jakaś zmiana jest konieczna, by spełnić marzenie o zwiedzenie Ameryki. Jeśli uda Ci się jej dokonać – spróbuj aplikować po raz kolejny. I nie rezygnuj tylko dlatego, że kiedyś spotkałaś/eś się z odmową wizy. To jeszcze nie koniec świata!

12 Komentarzy
  • Agnieszka 11 stycznia 2018, 11:23 Odpowiedz

    Bardzo fajny tekst 😊 sama brałam kilka razy udział w losowaniu o zieloną kartę, ale niestety bezskutecznie.
    Jednak chciałam zapytać o coś innego- czytam twój blog od niedawna, więc wszystkie poprzednie wpisy czytałam na raz. I teraz nie wiem czy coś omienelam, czy może poprostu na blogu nie ma historii waszych początków z Brianem – tego jak się poznaliśmy itp. a nie ukrywam, że bardzo mnie to ciekawi! Pozdrawiam!

    • kashienka 16 stycznia 2018, 06:10

      Może warto jeszcze próbować? 🙂
      Nie ma specjalnego posta poświęconemu naszym „początkom” – bo też nie jest to jakaś romantyczna historia rodem z Przeminęło z Wiatrem 😉 Poznaliśmy się przez Internet jak ostatnie no-life’y 😛

  • Polly 11 stycznia 2018, 17:19 Odpowiedz

    faktycznie z wizami bywa różnie. Mój mąż wiele razy miał wizę do pracy w USA najpierw jako student a potem już nie i nigdy nie miał problemów z jej dostaniem. Ale kiedyś jak jechał z ludźmi ze studiów całą grupą do pracy, to jeden z kolegów nie dostał i nigdy się nie dowiedział dlaczego. Rok temu w styczniu staraliśmy się razem z mężem o wizę turystyczną i dostaliśmy ją bez problemów gdyż konsulat sobie przejrzał, że mój mąż był już w Stanach wiele razy i zawsze terminowo wracał. Nie mieli podejrzeń, że tym razem będzie inaczej. Ale przed nami nie dostała wiz cała rodzina bo państwo chcieli lecieć z dziećmi a tych dzieci nie wzięli na rozmowę i nie dostali wiz.

    Poza tym my staraliśmy się w Krakowie i mój mąż jako „stały bywalec” mówi, że sporo się pozmieniało. Teraz się już w ogóle prawie nie wchodzi na teren konsulatu jak kiedyś na piętro do pokoju tylko się załatwia na parterze z pracownikami nie konsulem. I stoi się w takich nieprzyjemnych boksach. Faktycznie nie jest to nic przyjemnego i trzeba przejść kilka okienek nim się dojdzie do najważniejszego. Ale generalnie warto ten stres przejść bo taki wyjazd przynajmniej dla mnie był ogromnym przeżyciem i wydarzeniem.

    • kashienka 16 stycznia 2018, 06:14

      Tak, zdecydowanie dobra historia wizowa pomaga, zawsze powrót na czas, żadnych numerów itp. A co do rodziny z dziećmi, która przyjechała bez dzieci – to chyba zawsze obowiązkowo muszą być wszyscy członkowie rodziny, niezależnie od tego czy mają miesiąc czy prawie 18 lat..
      Nie byłam w konsulacie w Krakowie, jednak bliżej mi było do Warszawy – ale i w „głównej” ambasadzie przyjemnie nie jest ;p

  • Alicja 13 stycznia 2018, 11:19 Odpowiedz

    To ja mam jeszcze inne doświadczenia niż Ty i Polly. 3 moich przyjaciół w grudniu starało się o wizę turystyczną w konsulacie w Krakowie. Rozmowę mieli na parterze ale nie z pracownikami, a z konsulem za szybą. Z dwójką rozmawiał po polsku, a z jednym kolegą po angielsku bo miał wcześniej już wizę pracowniczą. Wszystko przebiegło szybko i sprawnie, bez problemów, a paszporty z wizą czekały w punkcie odbioru następnego dnia po wizycie 🙂

    • Polly 13 stycznia 2018, 17:53

      Ala my też na parterze za szybą ale nie z Konsulem tylko z jego pracownikiem. Obok rozmawiała jakaś Pani z tego co słyszałam 🙂 zaczął z nami rozmowę po Polsku ale mąż przeszedł na angielski i pogadał po angielsku a ja generalnie pół na pół bo pytał mnie po angielsku a ja odpowiadałam po polsku. Taki miałam stres 😀 u nas też poszło szybko bo sporo info o moim mężu już mieli w bazie 🙂

    • kashienka 16 stycznia 2018, 06:16

      Alicja – co do języka rozmowy to różnie to bywa. Ja raz rozmawiałam po polsku, dwa razy po angielsku. No i na paszport czekałam trochę dłużej!
      Polly – pracownik konsula, hmm to nawet nie wiedziałam, że tak można 😛 Myślałam, że konsul musi zawsze rozmawiać osobiście z ubiegającym się o wizę!

  • Polly 16 stycznia 2018, 18:26 Odpowiedz

    Kasiu można nie z konsulem. W Krakowie na dole są równocześnie obsługiwane 3 okienka i podchodzą 3 różne osoby. W dwóch siedzieli faceci a w jednym kobieta. Nasz facet był pracownikiem bo widziałam go potem na fanpage konsulatu a jak wygląda konsul to się już wcześniej orientowałam gdybyśmy na niego trafili. Zatem rozmowy są z różnymi pracownikami nasz rozmówca był Amerykaninem ale ta kobietka obok mówiła super polskim więc mogła być Polką. Chyba tyle osób się stara o wizy, że sam konsul by nie podołał 😀

    • kashienka 17 stycznia 2018, 06:29

      Ja myślałam, że każda osoba uprawniana do przyznania/przyznania wizy ma tytuł „konsula” i musi być Amerykaninem/Amerykanką. Nie miałam pojęcia, że pracownicy konsulatu, którzy są Polakami, też mają możliwość podjęcia takiej decyzji.

    • Polly 17 stycznia 2018, 12:34

      hmmm to mi teraz zabiłaś klina tymi konsulami. Nie wiem jakie oni mają tytuły może roboczo i są konsulami. Nie widziałam podpisu tego Pana co z nami rozmawiał ale Konsul jest jeden i zawsze myślałam, że tylko o jednej osobie tak się mówi a o jego współpracownikach nie.

      • kashienka 19 stycznia 2018, 03:09

        Ja myślałam, że to jest tak, że w ambasadzie masz jednego ambasadora i kilku konsulów, a w konsulacie jednego konsula generalnego (szefa:P) i kilku konsulów. Ale ręki sobie nie dam uciąć, że tak właśnie jest 😛

Skomentuj

Przepis wynik *