PROJEKT 30

PROJEKT 30: REJS STATKIEM

Nadszedł czas by podzielić się z Wami kolejnym spełnionym marzeniem 🙂 Ostatnio mówiłam, że jeszcze sporo postanowień z mojego projektu 30 pozostało do zrealizowania. Wszystkie informacje na temat tego projektu znajdziecie tutaj, także nie będę jeszcze raz powtarzać o co chodzi. W każdym razie ostatnio chyba coś ruszyło – bo w ciągu jednego weekendu wykreśliłam nie jedno, a dwa marzenia :)))))) Dziś o pierwszym z nich – rejsie statkiem 🙂

*

Od zawsze kochałam marynarski klimat! Morze albo ocean, statki, porty a nawet marynistyczne motywy typu kotwice, to coś, co uwielbiam. Jeśli chodzi o sposób podróżowania to droga morska wydaje mi się najbardziej kusząca. Nie wiem z czego to wynika, ale samoloty czy samochody nie wywołują u mnie takiego dreszczyku emocji jak statki^^ Mimo, że zawsze mnie to podświadomie ciągnęło to w życiu nie miałam wielu okazji do płynięcia statkiem. Zaledwie parę krótkich, godzinnych rejsów i raz noc spędzona na promie. Może ja po prostu w poprzednim wcieleniu byłam marynarzem? 🙂

Gdy robiłam swoją listę marzeń/postanowień do projektu 30, nie mogło na niej zabraknąć rejsu statkiem. Tym razem chciałam, by był to nieco dłuższy rejs, taki akurat na przedłużony weekend. Ta opcja jest całkiem popularna w Stanach i mój mąż miał już wcześniej okazję spędzić kilka dni na statku. Rozmawialiśmy już dawno temu, że koniecznie musimy się wybrać wspólnie w taki rejs, ale jakoś nigdy nie było okazji, by to zrealizować. Zwłaszcza, że w Atlancie, gdzie mieszkaliśmy do niedawna, jedyne, czym można popływać to kajak albo ponton po rzece Chattahoochee.. 😉

Zupełnie inaczej rzecz się ma w Tampie. To miasto nad samą zatoką i z dużym portem, z którego odpływa sporo statków wycieczkowych. Od momentu naszej przeprowadzki wiedzieliśmy już, że nasz rejs to kwestia najbliższej przyszłości 🙂 Ale potem Leo dołączył do naszej rodziny (czytaj tutaj) i od tej pory nasz łobuz towarzyszył nam w każdym wyjeździe. Choć dzielnie znosi i podróż samochodem i samolotem (więcej tutaj) to jednak wypoczynek ze szczeniakiem jest pojęciem względnym 😉 Więc gdy mój małżonek rzucił pomysł weekendowego rejsu tylko we dwójkę, to oczy mi się zaświeciły ^^

*

Po krótkim namyśle zdecydowaliśmy się na chyba najkrótszy rejs, którego destynacją była wyspa Cozumel w Meksyku. Cztery noce w kajucie na statku, dwa pełne dni na oceanie no i dzień w kraju kraju tequilli i facetów w sombrero. Płynęliśmy statkiem linii Carnival. Wróciliśmy z naładowanymi bateriami, pełni wrażeń i choć nie będzie to raczej nasz stały sposób spędzania wakacji, to weekend zdecydowanie nam się podobał 🙂

*

Mnie bardzo zaskoczyła wielkość statku, choć ten nasz i tak był stosunkowo niewielki. Zawierał jednak kilka restauracji, barów, klubów, sklepów, basen, strefy rekreacyjne, salę a’la tetralną, kasyno, wielki hol główny no i oczywiście mnóstwo kajut. Powiem Wam szczerze, że przez ten cały czas trudno mi było oponować rozmieszczenie tego wszystkiego, ciągle myliłam windy i ogólnie rzecz biorąc najpewniej czułam się przemieszczając się wyłącznie z Brianem 😛

Jeśli chodzi o program, to na statku praktycznie ciągle coś się dzieje. Różne show, pokazy, imprezy tematyczne, występy artystów, poznanie załogi statku – trudno narzekać na nudę. Jednak większość czasu i tak spędza się podobnie – leniuchując nad basenem, podziwiając bezkres oceanu i łapiąc promienie słońca. Przez pierwszy dzień taki relaks bardzo mi się podobał, ale drugiego dnia, że już mnie zaczęło “nosić” 😉 Gdy wybieramy się gdzieś na weekend czy wakacje zwykle spędzamy czas bardzo czynnie, dużo spacerujemy, zwiedzamy oraz próbujemy różnych atrakcji, a tutaj tylko leżak, drink i książka – można odleżyn dostać od takiego leżenia 😉

Najbardziej urzekły mnie zachody słońca oraz jeden wschód, który udało nam się zobaczyć. Magią było obserwować słońce unoszące lub zachodzące nad niekończąca się taflą oceanu <3 Bardzo też spodobał mi się elegancki wieczór na statku, gdzie większość ludzi pojawiła się na kolacji ubrana naprawdę elegancko (mój strój z tej okazji możecie zobaczyć tutaj). No a jedzenie śniadania z widokiem na ocean to już w ogóle bajka!

*

Bardzo cieszę się, że miałam możliwość spróbowania czegoś zupełnie nowego i spędzenia weekendu na statku. W Stanach jest to bardzo popularna opcja, całkiem przystępna finansowo. Ale o praktycznych rzeczach związanych z takim wyjazdem opowiem Wam innym razem, a dziś po prostu chciałam zdać relację z kolejnego spełnionego planu:) Niebawem kolejny post z tej kategorii – tym razem, o czymś, co przeżyłam podczas jednodniowego pobytu w Meksyku 🙂

Czy mieliście kiedyś okazję zaliczyć rejs statkiem? Jak Wam się podobało? A może taka przygoda jeszcze przed Wami? 🙂