PROJEKT 30: REJS STATKIEM

1747 Wyświetleń 14 komentarzy

Nadszedł czas by podzielić się z Wami kolejnym spełnionym marzeniem 🙂 Ostatnio mówiłam, że jeszcze sporo postanowień z mojego projektu 30 pozostało do zrealizowania. Wszystkie informacje na temat tego projektu znajdziecie tutaj, także nie będę jeszcze raz powtarzać o co chodzi. W każdym razie ostatnio chyba coś ruszyło – bo w ciągu jednego weekendu wykreśliłam nie jedno, a dwa marzenia :)))))) Dziś o pierwszym z nich – rejsie statkiem 🙂

*

Od zawsze kochałam marynarski klimat! Morze albo ocean, statki, porty a nawet marynistyczne motywy typu kotwice, to coś, co uwielbiam. Jeśli chodzi o sposób podróżowania to droga morska wydaje mi się najbardziej kusząca. Nie wiem z czego to wynika, ale samoloty czy samochody nie wywołują u mnie takiego dreszczyku emocji jak statki^^ Mimo, że zawsze mnie to podświadomie ciągnęło to w życiu nie miałam wielu okazji do płynięcia statkiem. Zaledwie parę krótkich, godzinnych rejsów i raz noc spędzona na promie. Może ja po prostu w poprzednim wcieleniu byłam marynarzem? 🙂

Gdy robiłam swoją listę marzeń/postanowień do projektu 30, nie mogło na niej zabraknąć rejsu statkiem. Tym razem chciałam, by był to nieco dłuższy rejs, taki akurat na przedłużony weekend. Ta opcja jest całkiem popularna w Stanach i mój mąż miał już wcześniej okazję spędzić kilka dni na statku. Rozmawialiśmy już dawno temu, że koniecznie musimy się wybrać wspólnie w taki rejs, ale jakoś nigdy nie było okazji, by to zrealizować. Zwłaszcza, że w Atlancie, gdzie mieszkaliśmy do niedawna, jedyne, czym można popływać to kajak albo ponton po rzece Chattahoochee.. 😉

Zupełnie inaczej rzecz się ma w Tampie. To miasto nad samą zatoką i z dużym portem, z którego odpływa sporo statków wycieczkowych. Od momentu naszej przeprowadzki wiedzieliśmy już, że nasz rejs to kwestia najbliższej przyszłości 🙂 Ale potem Leo dołączył do naszej rodziny (czytaj tutaj) i od tej pory nasz łobuz towarzyszył nam w każdym wyjeździe. Choć dzielnie znosi i podróż samochodem i samolotem (więcej tutaj) to jednak wypoczynek ze szczeniakiem jest pojęciem względnym 😉 Więc gdy mój małżonek rzucił pomysł weekendowego rejsu tylko we dwójkę, to oczy mi się zaświeciły ^^

*

Po krótkim namyśle zdecydowaliśmy się na chyba najkrótszy rejs, którego destynacją była wyspa Cozumel w Meksyku. Cztery noce w kajucie na statku, dwa pełne dni na oceanie no i dzień w kraju kraju tequilli i facetów w sombrero. Płynęliśmy statkiem linii Carnival. Wróciliśmy z naładowanymi bateriami, pełni wrażeń i choć nie będzie to raczej nasz stały sposób spędzania wakacji, to weekend zdecydowanie nam się podobał 🙂

*

Mnie bardzo zaskoczyła wielkość statku, choć ten nasz i tak był stosunkowo niewielki. Zawierał jednak kilka restauracji, barów, klubów, sklepów, basen, strefy rekreacyjne, salę a’la tetralną, kasyno, wielki hol główny no i oczywiście mnóstwo kajut. Powiem Wam szczerze, że przez ten cały czas trudno mi było oponować rozmieszczenie tego wszystkiego, ciągle myliłam windy i ogólnie rzecz biorąc najpewniej czułam się przemieszczając się wyłącznie z Brianem 😛

Jeśli chodzi o program, to na statku praktycznie ciągle coś się dzieje. Różne show, pokazy, imprezy tematyczne, występy artystów, poznanie załogi statku – trudno narzekać na nudę. Jednak większość czasu i tak spędza się podobnie – leniuchując nad basenem, podziwiając bezkres oceanu i łapiąc promienie słońca. Przez pierwszy dzień taki relaks bardzo mi się podobał, ale drugiego dnia, że już mnie zaczęło „nosić” 😉 Gdy wybieramy się gdzieś na weekend czy wakacje zwykle spędzamy czas bardzo czynnie, dużo spacerujemy, zwiedzamy oraz próbujemy różnych atrakcji, a tutaj tylko leżak, drink i książka – można odleżyn dostać od takiego leżenia 😉

Najbardziej urzekły mnie zachody słońca oraz jeden wschód, który udało nam się zobaczyć. Magią było obserwować słońce unoszące lub zachodzące nad niekończąca się taflą oceanu <3 Bardzo też spodobał mi się elegancki wieczór na statku, gdzie większość ludzi pojawiła się na kolacji ubrana naprawdę elegancko (mój strój z tej okazji możecie zobaczyć tutaj). No a jedzenie śniadania z widokiem na ocean to już w ogóle bajka!

*

Bardzo cieszę się, że miałam możliwość spróbowania czegoś zupełnie nowego i spędzenia weekendu na statku. W Stanach jest to bardzo popularna opcja, całkiem przystępna finansowo. Ale o praktycznych rzeczach związanych z takim wyjazdem opowiem Wam innym razem, a dziś po prostu chciałam zdać relację z kolejnego spełnionego planu:) Niebawem kolejny post z tej kategorii – tym razem, o czymś, co przeżyłam podczas jednodniowego pobytu w Meksyku 🙂

Czy mieliście kiedyś okazję zaliczyć rejs statkiem? Jak Wam się podobało? A może taka przygoda jeszcze przed Wami? 🙂

14 Komentarzy
  • MISA Durst 8 grudnia 2017, 19:35 Odpowiedz

    ostatnio coraz częściej się słyszy o takich rejsach i ogólnie wycieczkach gdzie zwiedza się kilka miejsc a w podróżuje statkiem , nie samolotem. sama się z mężem ostatnio zastanawiałam nad tym czy taka własnie wycieczka nie będzie czymś super dla nas.
    Co prawda kiedys juz mialam okazje plywac, jednak nie bylo to takie spektakularne…z resztą… za dzieciaka to inne rzeczy byly wazne.

    • kashienka 14 grudnia 2017, 23:38

      To prawda, dziecko zupełniej inaczej postrzega wakacje basen lub plac zabaw ważniejszy niż piękne widoki czy zwiedzanie 🙂 Musicie spróbować kiedyś takiego rejsu, może akurat to coś dla Was? 🙂

  • Ola 8 grudnia 2017, 21:03 Odpowiedz

    Ja widzę to historię od innej strony… bo projektuję wnętrza wielkiego statku 😉

    Nie miałam jeszcze okazji płynąć, choć na budowie bywałam nieraz… i w sumie sama nie wiem czy byłabym w stanie wytrzymać taką rejską (a może i rajską)”nudę” przez więcej jak dwa dni 😀

    • kashienka 14 grudnia 2017, 23:40

      Ale fajna praca <3
      No ja przez pierwszy dzień nie mogłam się nacieszyć taką "nudą", ale drugiego dnia zaczęło mnie już nosić ^^

  • angelika 8 grudnia 2017, 21:13 Odpowiedz

    `mi sie marzy rejs po Alasce wsrod lodowcow <3

    • kashienka 14 grudnia 2017, 23:41

      Oj mnie również! W ogóle wycieczka na Alaska bardzo mi się marzy 🙂

  • Aleksandra 9 grudnia 2017, 09:51 Odpowiedz

    Musiało być cudownie! Już się nie mogę doczekać wpisu z Cozumel! Nigdy takim statkiem nie płynęłam, ale kuszący jest rejs po Karaibach… kto wie może kiedyś.

    Pozdrawiam serdecznie!
    Ola z Inspire Your Life Now

    • kashienka 14 grudnia 2017, 23:43

      Nie wiem czy będzie osobny wpis dotyczący Cozumel, bo w sumie spędziliśmy tam zbyt mało czasu by obejrzeć wyspę. Ale będzie wpis o jeszcze jednym spełnionym marzeniu, właśnie w tym miejscu <3

  • Paulina G Lifestyle 9 grudnia 2017, 10:32 Odpowiedz

    A ja jakoś nie mogę! Pływałam statkiem kilka już razy, ale chyba nigdy nie chciałabym spędzić nocy na bezkresnym, tajemniczym oceanie. Sama myśl o tym mnie przeraża ;D Jakkolwiek śniadanie czy zachody słońca w takim miejscu… to dopiero musi być bajka <3
    Cieszę się Twoim szczęściem Kasiu ! 😉

    • kashienka 14 grudnia 2017, 23:45

      Nie wszystkim odpowiada taka forma to fakt – ja obawiałam się, że dopadnie mnie choroba morska 😀 Na szczęście tak się nie stało, a huśtało trochę mocniej dopiero trzeciego dnia 🙂
      Dziękuję Kochana <3

  • Olgietta 11 grudnia 2017, 19:05 Odpowiedz

    rejs jeszcze przede mna… caly czas mam wielka ochote, a maz sie smieje ze na emeryturze dopiero, bo taka tam srednia wieku. 😉 natimiast na rejs norweska Hurtigruten na Nordkapp to by od razu poplynal 😀

    • kashienka 14 grudnia 2017, 23:46

      Haha – coś w tym jest 😀 Nasz statek akurat był bardziej nastawiony na młodszych ludzi (kluby itp), ale staruszków było też całe mnóstwo 😛 Brian mówi, że tutaj to popularny sposób spędzania czasu na emeryturze.

  • Agnesssja 15 grudnia 2017, 00:12 Odpowiedz

    Jak dla mnie bomba! 🙂

    • kashienka 15 grudnia 2017, 00:25

      Tak, rejs statkiem to ciekawa opcja 🙂

Skomentuj

Przepis wynik *