NOWY ORLEAN – PRAKTYCZNE WSKAZÓWKI

2854 Wyświetleń 16 komentarzy

Ponad dwa lata temu, dodałam notkę z naszymi wrażeniami z pobytu w Nowym Orleanie (tutaj). Dzisiaj postanowiłam wrócić do tamtych pięknych wspomnień i przygotować post z praktycznymi wskazówkami dotyczącymi wyjazdu w to miejsce. Serce Luizjany z tajemniczą aurą oraz jazzową nutą z pewnością jest jednym z bardziej charakterystycznych amerykańskich miast. Jeśli ktoś planuje wycieczkę po Stanach to warto uwzględnić w niej Nowy Orlean. To miasto z niezwykłą atmosferą naprawdę może się Wam spodobać!


TRANSPORT


Nowy Orlean nie jest, niestety, zbyt dobrze usytuowany. Poprzez otoczenie wodami Zatoki Meksykańskiej praktycznie z każdej strony jest narażony na  kataklizmy. Mało tego, jego położenie na mapie Stanów Zjednoczonych, również nie jest najlepsze 😉 Generalnie wszędzie daleko! Z Nowego Jorku do Nowego Orleanu jest 1800 km., z Atlanty 750 km., z Tampy ponad 1000 km., o zachodnim wybrzeżu nawet nie wspominając! Najbliżej jeszcze z Huston, bo „zaledwie” 550 km 😉 Jednak jeśli ktoś nie planuje długiego road tripa po Stanach, to do Nowego Orleanu warto się wybrać samolotem. Na szczęście nowoorleańskie lotnisko im. Louisa Amstronga jest spore i ceny lotów z poszczególnych zakątków Stanów nie są wygórowane. Lotnisko jest usytuowane niecałe 18 km od miasta, więc dojazd taksówką także nie powinien być drogi.

Transport po samym mieście jest zdecydowanie łatwiejszym zadaniem. Mnóstwo można zobaczyć przemierzając miasto na piechotę, zwłaszcza jeśli ktoś jest fanem spacerów 🙂 Szczególnie Francuska Dzielnica jest dość zwarta i przemieszczanie się tutaj samochodem zdecydowanie nie miałoby sensu. Wyobrażam sobie, że parkowanie tam musi być wyzwaniem! Jeśli ktoś woli oszczędzić nogi od dłuższego spaceru to dobrą opcją jest przemieszczanie się zabytkowym tramwajem St. Charles Streetcar. Jedna przejażdżka kosztuje $1.25, ale bilety na jeden lub trzy dni możemy kupić za $3 i $9.

Popularną opcją zwiedzania miasta jest też autobus typu Hop On, Hop Off. Cena takiej przyjemności to około $45 za osobę. Również konie są w Nowym Orleanie bardzo popularnym środkiem transportu 😉 Mało, że policja jeździ konno po ulicach to co jakiś czas można zobaczyć wolniutko przemieszczające się po ulicach bryczki. Brian nie przeszedł obojętnie obok żadnego konika i wszystkie zostały pogłaskane 😉 Uber jest również dostępny, gdy chce się zobaczyć jakieś bardziej oddalone od centrum miejsca.

 


ZAKWATEROWANIE


Jeśli chodzi o bazę hotelową, to w Nowym Orleanie jest ona spora. Jednak żeby przeżyć atmosferę tego miasta w pełnej krasie najlepiej zatrzymać się w samym jego centrum czyli we French Quarter. Znajdziecie tam zarówno duże eleganckie hotele, standardowe „sieciówki” a także małe, ale przytulne hoteliki. Każdy powinien znaleźć coś odpowiedniego dla siebie. Ciekawym rozwiązaniem jest także znalezienie noclegu w jednym z charakterystycznych budynków z przepięknym balkonem. My podczas naszego pobytu nocowaliśmy w Omni Rolay Orleans Hotel na ulicy Saint Louis.

Najlepsze, co zapamiętałam z tego hotelu, oprócz przepięknej recepcji i hallu głównego, to widok z dachu hotelu podczas Święta Niepodległości 4 lipca. To był najpiękniejszy pokaz fajerwerków jaki miałam okazję zobaczyć w swoim życiu! Mieliśmy też blisko do Bourbon Street, czyli jednej z najsłynniejszych ulic w całych Stanach. Nawet jeśli nie jest się typem imprezowicza, to warto zobaczyć to miejsce nocą. Mój mąż czuje tam się doskonale, ale ja wolałam obserwować ten szalony tłum raczej z balkonu jednego z barów 😉


ZWIEDZANIE


W Nowym Orleanie zdecydowanie jest co robić – kilka dni w mieście minęło nam w mgnieniu oka 🙂 Przede wszystkim dużo chodziliśmy, głównie po French District. To właśnie spacerując, podziwiając piekną architerkturę oglądając obrazy lokalnych artystów, słuchając pięknej muzyki ulicznych grajków, a także zatrzymując się tu i ówdzie na kawie, drinku, przekąsce czy posiłku chłonęliśmy atmosferę Nowego Orleanu. Odniosłam wrażenie, że ludzie w tym mieście mniej się śpieszą – klimatyczne knajpki nawet w porze śniadaniowej były pełne nie tylko turystów ale i tubylców. Muzyka dobiega z każdego zakamarka dzielnicy, więc nawet krótka chwila odpoczynku na ławeczce jest miłym przeżyciem.

Jeśli lubicie obiekty sakralne to koniecznie zajrzycie do St. Louis Cathedral na Jackson Square. Katedra robi wrażenie – szczególnie z zewnątrz wygląda imponująco. A w środku spotkałam polski akcent – tablicę upamiętniającą pielgrzymkę papieża Polaka do Stanów Zjednoczonych 🙂 Na zakupy można wybrać się do French Market – słynnego targowiska we francuskiej dzielnicy. Mnie jakoś on szczególnie nie zachwycił, ale ponoć w weekendy można tam wyszukać niezłe perełki na pchlim targu.

Fajnym oderwaniem się od specyficznego klimatu Francuskiej dzielnicy jest spacer po Dzielnicy Ogrodów (ang. Garden District). Wiele sławnych osób ma tam swoje posiadłości – na przykład Sandra Bullock i Beyonce. Ja lubię oglądać takie przepiękne domy otoczone dużą ilością zieleni, więc spacer po ogrodowej dzielnicy bardzo polecam! Miło wspominam także długi spacer deptakiem nad brzegiem rzeki Mississippi. Chodź słońce paliło niemiłosiernie bliskość wody dawała miły pozór bryzy 😉

*

Polecam również wybrać się na wycieczkę po jednym z cmentarzy. W tej notce wyjaśniłam niezwykłość nowoorleańskich nekropolii. My odwiedziliśmy dwa cmentarze; mniejszy St. Louis Cemetery we French Quarter  i większy, Lafayette Cemetery w Garden District. W tym większym wykupiliśmy wycieczkę z przewodnikiem. Przewodnikami są starsi ludzie, którzy są wolontariuszami a cały dochód z zakupu biletów idzie na renowację cmentarza. Nas po Lafayette oprowadzał staruszek z niesamowitą wiedzę i charyzmą. Godzina zwiedzania i opowieści minęła błyskawicznie mimo, że prawie topiliśmy się w intensywnym lipcowym słońcu.

Tych co lubią się bać, na pewno zachwycą Haunted History Tours odbywające się wieczorami. Przewodnicy znają wszystkie mroczne tajemnice miasta i ponoć potrafią przestraszyć nawet największych śmiałków 😉 Na fanów laleczki Voodoo czeka Voodo Museum oraz Voodoo Chapel. Można poznać całą historię słynnej laleczki, obejrzeć całe instrumentarium kultu a nawet wziąć udział w obrzędach. Nam nie udało się zrealizować ani jednego ani drugiego – więc mamy pretekst, żeby do Nowego Orleanu wrócić 🙂 Zajrzeliśmy za to do kilku „magicznych” sklepików. Mnie zjawiska paranormalne za bardzo nie kręcą, ale muszę przyznać, że asortyment mają tam imponujący!


JEDZENIE


Nowy Orlean to także prawdziwa mekka dla smakoszy. To miasto oferuje charakterystycznych smakołyki, których warto spróbować podczas pobytu tam. Jednym z nich jest z pewnością po-boy. To  legendarna długa kanapka z białego pieczywa, podawana z owocami morza lub mięsem, odrobiną warzyw oraz polana sosem, często jest serwowana w towarzystwie frytek. Równie sztandarowym nowoorleańskim daniem jest jambalaya. Podobna jest nieco do hiszpańskiej paelli – zawiera ryż połączony z warzywami oraz różnymi gatunkami owoców morza (tutaj znajdziecie mój przepis na tę potrawę). Gumbo, czyli tradycyjna mięsna zupa, dość popularna na całym Południu, ma w Nowym Orleanie niepowtarzalny i charakterystyczny aromat.

Na deser warto spróbować beignets, czyli francuskich pączków. Kwadratowe kawałki ciasta smażone na głębokim oleju i podawane z ogromną ilością cukru pudru są niesamowicie słodkie, ale zdecydowanie warte grzechu. Drugim popularnym deserem jest bananas foster. Jest to deser z bananów, lodów, cukru oraz ciemnego rumu, który mimo swojej prostoty smakuje wprost fantastycznie. Posiłku nie należy jednak spożywać na sucho. 😉 W zależności od preferencji, miasto oferuję gamę lokalnych drinków, na czele z kultowym Hurricane. Jego bazą jest ciemny i jasny rum, sok z limonki i pomarańczy oraz grenadina.

*

Mnóstwo knajpek kusi regionalnymi pysznościami i czasem trudno zdecydować się na najlepszą. Nam przyjaciółka Briana poleciła szczególnie te dwie: Mother’s i Irene’s Cuisine. W pierwszej z nich jedliśmy lunch, a w drugiej obiadokolację i faktycznie jedzenie bardzo nam smakowało. Przygotujcie się jednak, że do najlepszych knajpek w Nowym Orleanie są czasem nieziemskie kolejki, a niektóre restauracje wymagają rezerwacji w porze wieczornej. My, by zjeść w Mother’s, czekaliśmy chyba 30 min w pełnym słońcu 😀 Brian, chciał już dawno się poddać i iść gdzie indziej, ale go powstrzymałam mówiąc: Jak taka kolejka, to musi być dobre :))))))) I było! Deser warto zjeść w kawiarni Cafe du Monde. Choć wystrój nie powala, trzeba czekać w kolejce po zamówienie a poza kawą i tymi pysznymi pączkami raczej nic innego nie serwują to jest to legendarne miejsce. A z legendą się nie dyskutuje 😉

*

Byliście kiedyś w Nowym Orleanie? Jeśli tak, to może dorzucicie coś od siebie do wskazówek dla tych, którzy dopiero planują wypad do tego miasta? A jeśli nie byliście, to po przeczytaniu tego posta mielibyście się tam ochotę wybrać, czy niekoniecznie?  Czekam na Wasze komentarze 🙂

16 Komentarzy
  • Shikatemeku 2 listopada 2017, 22:21 Odpowiedz

    Nowy orlean jest przepiękny, niestety pozostają tylko marzenia.. Pierwszy raz widzę takie dania- poważnie! Zazdroszczę takiej wyprawy, czasem warto powrócić do wspomnień.. Pięknie..

    • kashienka 7 listopada 2017, 20:17

      To chyba najpiękniejsze w podróżowaniu, że piękne wspomnienia zostają z nami na zawsze <3
      Mam nadzieję, że uda Ci się kiedyś spełnić te marzenia!

  • Wera 3 listopada 2017, 08:19 Odpowiedz

    Zdecydowanie zachecilas mnie do odwiedzenia tego miasta. Wydaje sie byc zupelnie inne niz klasyki jak Nowy Jork, San Francisko. Z wielka checia je odwiedze nastepnym razem jak bede w USA 🙂 Pozdrawiam!

    • kashienka 7 listopada 2017, 20:18

      To prawda, zupełnie inny klimat. Warto się tam wybrać, ja bardzo polecam <3

  • Kamila 3 listopada 2017, 18:41 Odpowiedz

    Zachęciłaś mnie do odwiedzenia Nowego Orleanu, jednak moje serce chyba już na zawsze zostanie w Nowym Jorku 😀 Faktycznie , to miasto wydaje się zupełnie inne niż Ameryka w jej dosłownym słowa znaczeniu. Słyszałam i czytałam dużo o cmentarzach Nowego Orleanu i chociaż ogromne ze mnie strachajło to dla samej przygody bym je zwiedziła. A Kasiu czy wiesz coś może na temat jakieś ciekawych barów, pubów lub tego typu miejscach w Nowym Orleanie ?

    http://www.kobiece-zwiazki.blogspot.com

    • kashienka 10 listopada 2017, 18:26

      Będąc tam naprawdę warto odwiedzić choć jeden cmentarz 🙂 A Nowy Orlean faktycznie jest inny niż to wieeele amerykańskich miast!
      Co do barów/pubów jest tego tak mnóstwo, że ciężko polecić jeden szczególny. My odwiedziliśmy chyba z 10 różnych podczas naszej wycieczki 😛 Z tego co pamiętam to Pat O’Brien’s Bar jest jednym z najpopularniejszych 🙂 Mnie najbardziej podobały się te miejsca z balkonami i muzyką na żywo 🙂

  • Sonia 3 listopada 2017, 22:48 Odpowiedz

    Wspaniały wpis, lekko się czyta i te zdjęcia! Twój wpis ma dźwięk miasta, smak potraw i ich zapach. Będę wpadać częściej bo interesują mnie podróże.

    Zapraszam też do mnie. Do świata UK i Skandynawii.

    Morning Lark
    http://www.morninglarkk.blogspot,com

    • kashienka 7 listopada 2017, 20:21

      Nawet nie wiesz, jak mi miło czytając taki komentarz <3 Dziękuję! A do Ciebie wpadnę na pewno, bo uwielbiam te rejony :))))))

  • DaisyLine 7 listopada 2017, 18:02 Odpowiedz

    Nowy Orlean wygląda wspaniale! Gdybym wybierała się do Ameryki, to z pewnością musiałabym go zobaczyć. 🙂

    • kashienka 7 listopada 2017, 20:19

      Zdecydowanie polecam odwiedzenie tego miasta 🙂 A jak będziesz się wybierać do Ameryki to mam nadzieję, że zahaczysz również o Florydę <3

  • Nadia 10 listopada 2017, 00:06 Odpowiedz

    Bylam w NOLA 2 razy… 3 lata temu te miasto mnie zachwycilo wiec postanowilam wrocic ostatniego lata i co zastalam? Brud i smrod! szczegolnie Bourbon street pozostaje wiele do zyczenia a chodzace tam karakuchy i szczury wrecz odstraszaja! Jezeli Ci sie podobali polecam wiecej tam nie wracac lepiej miec mile wspomnienia.

    • kashienka 10 listopada 2017, 18:28

      Poważnie mówisz? Aż mnie dreszcz nieprzyjemny przeszedł 🙁 Jest opcja, że pojadę tam na początku stycznia, więc w zupełnie innej porze roku niż wcześniej. Jednak nie chciałabym zepsuć sobie moich poprzednich cudownych wrażeń!

  • Natalia 10 listopada 2017, 10:57 Odpowiedz

    Super !
    Twoje zdjęcia oddają to co widziałam nie raz w jednym serialu o nowym Orleanie 🙂

    • kashienka 10 listopada 2017, 18:30

      Właśnie kiedyś mi ktoś pisał o jakimś popularnym serialu, którego akcja działa się w Nowym Orleanie 🙂 Niestety, ja tego serialu zupełnie nie kojarzę!

  • Benia 10 listopada 2017, 21:24 Odpowiedz

    Zdecydowanie trzeba polecic Frenchmen Street – dla mnie osobiscie o wiele fajniejsza atmosfera niz na Bourbon Street, gdyz pelno tam niewielkich, rpzeuroczych barow, pubow i klubow jazzowych, w ktorych graja naprawde swietni, lokalni muzycy! Niesamowita atmosfera. A poza tym to zgadzam sie ze wszystkim co napisalas 🙂

    • kashienka 10 listopada 2017, 21:34

      Byliśmy na Frenchmen Street jednego wieczoru! Faktycznie genialna atmosfera i super muzyczka 🙂

Skomentuj

Przepis wynik *