INNOŚCI W STANACH: AUTOSTRADY

1853 Wyświetleń 8 komentarzy

Czas na kolejny odcinek Waszych ulubionych „Inności w Stanach” a dziś na tapetę wrzucimy autostrady 🙂 Ostatnio przypomniałam Wam trochę o moich początkach za kółkiem w USA (tutaj). Pisałam, że kiedyś każdy wyjazd na autostradę mnie stresował i ciężko było mi przyzwyczaić się między innymi do używania kierunków świata przy autostradach oraz numeracji zjazdów.

Od tamtej pory spędziłam trochę czasu za kółkiem i na szczęście nie obawiam się już autostrad tak jak kiedyś 😉 Choć wielki road-trip po Stanach wciąż jeszcze przede mną, to sporo długich samochodowych wycieczek mam zaliczonych. Raz nawet zupełnie samodzielnie pokonałam 750 km dzielące Atlantę od Tampy. I to praktycznie bez przystanków i autem zapakowanym aż po sam sufit!

Dzięki wyjazdom zauważyłam pewną logikę w amerykańskim systemie autostrad i dowiedziałam się paru interesujących rzeczy na ten temat. Dlatego dzisiaj mam dla Was kilka ciekawostek związanych z autostradami w Stanach. Jeśli jesteście zainteresowani tym tematem to serdecznie zapraszam do czytania 🙂

*

Całkowita długość autostrad wchodzących w skład głównej amerykańskiej sieci autostrad, czyli Systemu Autostrad Międzystanowych (Interstate Highway System) to 47,856 mil (77,017 km). Te autostrady poznacie po oznaczeniach w postaci niebiesko-czerwono-białych tablic. Duży numer autostrady na niebieskim tle, a nad nim napis Interstate (ang. międzystanowa) na tle czerwonym. Większość amerykańskich autostrad jest całkowicie bezpłatna w użytkowaniu. Jeśli pojawiają się punkty opłat to zazwyczaj są to naprawdę niewielkie stawki.

 

OZNACZENIA AUTOSTRAD 

Ciekawe są oznaczenia amerykańskich autostrad i numeracja zjazdów. Kiedyś zupełnie się gubiłam w tych wszystkich numerkach, a przede wszystkim ciągłym używaniu kierunków świata, ale po pewnym czasie jeżdżenia zauważyłam, że amerykański system jest całkiem logiczny.

Główne autostrady, najczęściej obejmujące długie trasy są oznaczone liczbami jedno lub dwucyfrowymi. Autostrady o nieparzystych liczbach biegną na północ lub południe, z numerami rosnącymi od zachodu na wschód. Natomiast autostrady o numerach parzystych biegną na wschód lub zachód, a numer rosną z południa na północ. Jest kilka wyjątków co do tej reguły, ale zwykle wygląda to właśnie tak. Ja na przykład wiem, że autostradą numer 75 pojadę na północ z Tampy, aż do samej Atlanty, a autostradą numer 4 na wschód do Orlando.

Oprócz autostrad głównych są także autostrady pomocnicze, oznaczone trzycyfrowymi numerami. Zwykle biegną one w obrębie większych miast. W przypadku Tampy mamy autostradę o numerze 275. 

 

Na jedno i dwu cyfrowych autrostradach głównych oznaczenia mil prawie zawsze zaczynają się na południowej lub zachodniej granicy danego stanu. Oznaczenia zjazdów powiązane są z odległością, tak więc najbliżej zjazdu numer 57 znajduje się oznaczenie 57 mili. Takie oznakowanie jest zwykle bardzo wygodne. Gdy jadę autem i widzę, że oznaczenia mil biegną malejąco, a ja właśnie mijam zjazd numer 23, to wiem, że za około 23 mile przekroczę granicę stanu. 

OGRANICZENIA PRĘDKOŚCI

Ograniczenia prędkości na autostradach mogą różnić się w poszczególnych stanach, ale generalnie najczęściej wahają się od 65 do 80 mil na godzinę (jest to jakieś 105-128 km/h). Ja najczęściej spotykam się ze znakami 70-75 mil na godzinę. Kiedyś, po kryzysie naftowym w 1974 roku wprowadzono ogólnokrajowy przepis, który nakazywał ograniczać prędkość do 55 mil na godzinę (90 km/h). Chciano w w ten sposób przekonać Amerykanów do oszczędzania benzyny, jednak przepis był przez większość zupełnie ignorowany. W 1987 to ograniczenie zwiększono do 65 mil na godzinę (na pewnych autostradach) natomiast 1987 roku całkowicie zniesiono ten przepis. W tej chwili władze stanu mają prawo do decydowania o dozwolonych prędkościach na terenie swojego stanu.

JAK JEŹDZI SIĘ PO AMERYKAŃSKICH AUTOSTRADACH? 

Jak to wygląda w praktyce? Częściej widuję tutaj osoby znacznie przekraczające prędkość w mieście, przy dużym natężeniu ruchu, niż na prawie pustej autostradzie poza miastem. Kiedyś jazda slalomem po pięciu pasach ruchu w mieście przyprawiała mnie o gęsią skórkę, dziś już nie robi na mnie wrażenia. Staram się mieć po prostu oczy dookoła głowy, by nie wjechać w tyłek komuś kto właśnie ślizgiem wbił się przed mój pojazd 😉 W mieście irytuje mnie też, że każdy mała stuczka na auurasta do

Teoretycznie na autostradach obowiązują identyczne przepisy jak w Europie, mówiące o wyprzedzaniu lewym pasem i obowiązku poruszania się prawym w przypadku wolniejszej jazdy. Jednak niektórzy Amerykanie mają te zasady w głębokim poważaniu i niejednokrotnie trzeba wyprzedzać delikwentów jadących spacerowym tempem po lewym pasie. Pisał o tym zresztą już Brian (tutaj) i miał rację co do tego, że większość Amerykanów po prostu ignoruje subtelne znaki od kierowcy samochodu siedzącego im na zderzaku i pełni zadowolenia z siebie wolniutko jadą dalej, ani myśląc o tym, że warto byłoby zmienić pas.

*

Jechaliście kiedyś amerykańską autosradą? Jakie macie doświadczenia? Co Wam się podobało, a co nie? A może dowiedzieliście się czegoś nowego o amerykańskich drogach z tej notki? Czekam na Wasze komentarze 🙂

8 Komentarzy
  • Kasia 6 listopada 2017, 23:01 Odpowiedz

    My właśnie jesteśmy na objazdówce po Cali, Nevadzie,Arizonie i Utah i absolutnie zakochaliśmy się w autostradach i w ogóle drogach w USA. Prowadzi się cudownie!

    • kashienka 15 listopada 2017, 04:57

      Ale mi się marzy taka objazdówka <3 Mam nadzieję, że kiedyś mi się uda!

  • Majka 7 listopada 2017, 18:24 Odpowiedz

    Ciekawy wpis Kasiu 🙂 W Kalifornii jest podobnie, sporo ludzi z Meksyku i Azji jeździ lewym pasem mając 60mil na liczniku. Do tego jeszcze jak na poboczu jest wypadek to nagle 5 pasów autostrady do LA staje, bo większość zwalnia żeby zobaczyć co się stało ! Oczywiście cudowne jest to że mamy te 5 pasów, jak mi tego brakowało na A4 w Polsce 🙂

    • kashienka 15 listopada 2017, 04:58

      Taaak, skąd ja to znam – tutaj nawet mała stłuczka hamuje cały ruch, bo wszyscy zwalniają i „zapuszczają żurawia” na pobocze, by zobaczyć co się stało 😉

  • www.misstwentysomething.com 8 listopada 2017, 08:18 Odpowiedz

    Super wpis Kasia!

    Ja uwielbiam amerykanskie drogi, szczegolnie te w Kalifornii. Najczesciej jezdzilam trase San Diego- Los Angeles i za kazdym razem bylam zachwycona widokami. Na poczatku, jak Ty bardzo sie balam, ale potem to juz byla wielka przyjemnosc, czego nie moge powiedziec o autostradach tu w Londynie haha : )

    Pozdrawiam
    Kornelia

    • kashienka 15 listopada 2017, 05:00

      W LA była, w San Diego jeszcze nie, ale marzy mi się taki road trip po zachodnim wybrzeżu <3 Widoki muszą być boskie!

  • Karolina Goławska 8 listopada 2017, 17:19 Odpowiedz

    Zabawny wpis, widzę trochę różnicy między autosdradami w US a w UK 😉 BLOG – golawskarolina

    • kashienka 15 listopada 2017, 05:00

      Od odmiennych stron ruchu począwszy, hihi 🙂 Ja chyba nie odważyłabym się na jazdę autem po UK 😛

Skomentuj Anuluj Komentowanie

Przepis wynik *