PROJEKT 30: POWIĘKSZENIE RODZINY… O LEO :)

1080 Wyświetleń 26 komentarzy

Czas biegnie, a wpisów z serii Projekt30 jak na lekarstwo 😉 Dla nowych czytelników przypomnę, że w sierpniu ubiegłego roku opowiedziałam Wam rozpoczęciu o Projektu 30, który zamierzam zrealizować przed moimi 30 urodzinami. W skrócie – jest to 30 rzeczy, które chciałabym przeżyć przed przekroczeniem magicznej trzydziestki. Chyba porwałam się trochę z motyką na słońce… 😉 Ale słowo się rzekło, w przyszłym roku zamierzam uczciwie przyznać ile pomysłów z listy uda mi się zrealizować! Wczoraj był 19 września, czyli minął dokładnie miesiąc od momentu, gdy w naszym mieszkaniu pojawił się nowy domownik (szczegóły tutaj). Myślę, że mogę teraz wyjawić, że Leo był jednym z marzeń-planów, które chciałam zrealizować przed „zmianą kodu na trzy z przodu”🙂 Nie było to oczywiście wyłącznie marzenie moje, a wspólne jednak i tak dostało się na moją magiczną listę.

*

Zarówno ja, jak i mój mąż uważamy, że dom bez psa czy kota jest tylko zwykłym mieszkaniem. Czworonożny przyjaciel wnosi tyle radości do życia człowieka! Oboje byliśmy zgodni co do tego, że w naszym domu prędzej czy później pojawi się piesek. Sporo osób „straszyło” nas, że pies to przede wszystkim mnóstwo obowiązków i rezygnacja z wielu planów. Uważamy, że wszystko jest kwestią odpowiedniej organizacji i właściwego nastawienia. Zresztą, czy jest coś, co może wynagrodzić trochę więcej logistyki w związku z weekendowym wyjazdem niż merdający ogonek i mokry nosek naszego małego przyjaciela? 🙂

Podjęcie decyzji o powiększeniu rodziny o pieska zajęło nam trochę czasu, ale być może musieliśmy poczekać na odpowiedni moment. Przez ostatnie miesiące zanim pojawił się Leo, zdarzało nam się wysyłać sobie smsy ze zdjęciami psów i planować, jak będzie fajnie spełnić nasze marzenie o czworonogu. Teraz z perspektywy czasu to dobrze, że musieliśmy poczekać trochę na zrealizowanie tego marzenia! Za każdym razem gdy Leo daje nam popalić i zastanawiamy się, co złego byłoby np. w akwarium z rybkami, przypominamy sobie, że przecież tak długo czekaliśmy na to radosne szczekanie w domu 😉

TRUDNY PIERWSZY MIESIĄC

Decydując się na szczeniaka, wiedzieliśmy, że pierwszy miesiąc nie będzie bułką z masłem 😉 Pies musi w końcu zaaklimatyzować się w nowym domu, poznać nowych członków rodziny oraz ich przyzwyczajenia. Rodzina musi z kolei poświęcić dużo czasu i uwagi takiemu małemu pieskowi. Jest trening czystości, nieprzespane noce, nauka podstawowych rzeczy oraz mnóstwo czasu spędzonego na wspólnej zabawie. Pomimo że, oboje mieliśmy wcześniej kontakt z psami i nie spodziewaliśmy się sielanki, to rzeczywistość i tak nas nieco zaskoczyła 😉

Mały szczeniak jest praktycznie jak małe dziecko 🙂 Może za wyjątkiem budzenia w nocy. Nasz mądry Leo po trzech nocach z pobudkami co dwie godziny zreflektował się, że sen jest dla rodziców bardzo istotny 😉 I może za wyjątkiem gryzienia. Małe dzieci nie mają w końcu jeszcze zębów, a Leo ma. Maleńkie, lecz ostre jak igiełki! I gryzie nimi absolutnie wszystko, co znajdzie się w jego zasięgu. Reszta przedstawia się dość podobnie – czyli kupa radości, z przewagą kupy 😉 

Ostatni miesiąc, choć pełen wrażeń i cudnych chwil, był także dość wyczerpujący. Zaliczyliśmy pierwszą wizytę u nowego weterynarza, pierwsze kąpiele oraz zabiegi pielęgnacyjne. Był pierwszy długi wyjazd (tutaj) i czarujące 12h w aucie ze szczeniakiem 😉 Zdarzyły się także i psie wypadki – pierwszy kontakt z pchłami i wczoraj, na samo uwieńczenie pierwszego pierwsze ugryzienie, prawdopodobnie przez osę. Dobrze, że farbuję włosy, bo obawiam się, że po tym miesiącu przybyło mi sporo siwych 😉

TRZYMIESIĘCZNY LEO

Za parę dni Leo skończy dokładnie trzy miesiące. Kawał chłopa z niego – wczorajsza kontrola ujawniła, że waży już 1,5 kilograma 😉 Jest najbardziej przyjacielskim stworzeniem, jakie znam – wręcz rwie się do kontaktu z innymi psami! Nie ma dla niego znaczenia, czy to mały jamnik, czy wielki doberman, który mógłby połknąć go jednym kłapnięciem – Leo chce się bawić i już. Ten szczenięcy brak instynktu samozachowawczego doprowadza nas nieraz do stanu przedzawałowego, bo my automatycznie nie zakładamy, że każdy pies jest przyjacielski!

Podobnie odnosi się do ludzi. Przez półtora roku nie poznałam w Atlancie tylu sąsiadów z bloku, co w miesiąc w Tampie z Leo 😉 Zresztą czy to na terenie naszego kompleksu bloków, czy gdziekolwiek indziej – nasz psiak robi furorę. Niemal każdy zatrzymuje się, by pozachwycać się Leo, zapytać jaka to rasa i ile ma miesięcy oraz chwilę z nami pogawędzić. A bycie w centrum uwagi jest tym, co Leo kocha najbardziej – wystarczy, że usłyszy okrzyk zachwytu w swoim kierunku i już jest przeszczęśliwy, co zwiastuje nieustanne merdanie ogonkiem 😉 Obawiam się trochę, że myśli o sobie, że jest jakimś bogiem – w końcu większość ludzi gdy go widzi, reaguje słowami „Oh my god” lub „Oh my goodness”! Cóż, przynajmniej niska samoocena mu nie grozi 😉

Leo ma typowe szczenięce ADHD – potrafi skupić się na jednej rzeczy maksymalnie 2 sekundy. Ma też przysłowiowe „owsiki w tyłku” i nie potrafi usiedzieć w jednej pozycji nawet przez kilka sekund. W związku z tym, że nieustannie jest w ruchu, zrobienie mu zdjęcia lustrzanką graniczy z cudem – każde wychodzi zamazane, bo gość się cały czas wierci. Nawet jak śpi to mniej więcej co 3 minuty zmienia pozycję. Zupełnie jak matka! – mawia Brian. Odmawiam komentarza 😉

*

Żeby tylko w tonie zachwytu – Leo jest takim rozrabiaką, że nie raz doprowadza mnie niemal do szaleństwa. 😉 W tej małej główce ma tysiące tak durnych pomysłów, że czasem brakuje mi słów – boję się, że albo rozniesie nasze mieszkanie, albo co gorsza, zrobi sobie jakąś krzywdę. Jest też bardzo wymagający, jeśli coś idzie nie po jego myśli, to od razu podnosi głośne larum. Nie znosi jakichkolwiek ograniczeń – cokolwiek co zakłóca jego swobodę, jest złe. Moi rodzice snują tutaj pewne teorie po kim to może mieć – nadal odmawiam komentarza 😉 Czy to smycz na spacerze, „puszorek” czy barierka, którą instalujemy w drzwiach między salonem a sypialnią – wszystko jest oprotestowane. O ile trening czystości idzie nam całkiem nieźle, to w kwestii nauczenia tego gentelmana choćby podstaw posłuszeństwa nadal odnosimy fiasko. Dlatego wkrótce pójdziemy na lekcje wszyscy, całą trójką 😉


PS. Macie swoje czworonogi? Jak wspominacie początki z nimi – było łatwo czy pierwsze miesiące były wyzwaniem? 🙂 

26 Komentarzy
  • Monika 20 września 2017, 21:46 Odpowiedz

    Hej Kasiu 😉 tez mamy pieska z rodziny bichon. I jak sobie wspomnę rok wstecz to było tak samo jak u was. Z racji, ze mąż jest alergikiem nie mogliśmy sobie pozwolić na inna rasę, a te małe białe stworzenia są bardzo oddane. A z racji, ze mamy w rodzinie męża już jednego bolonczyka to wiedzieliśmy dokładnie jaka ta rasa jest. Na początku mały gryzoń, sznurówek i wszystko co napotka oprócz mebli i kabli, ale jak powypadały mu pierwsze zabki to się uspokoił. Chyba ta rasa piesków nie boi się żadnych psiaków nasz do dziś uwielbia każdego pieska i uwielbia kontakt z każdym człowiekiem. Nasza weterynarz behawiorystka mowila, ze dobrze żeby taki mały szczeniak miał kontakt z psami bo później nie szczeka jak opętany na inne psy, wiec zrobiliśmy tak, ze pozwoliliśmy mu na kontakt z innymi rówieśnikami. I rzeczywiście poskutkowało to jeszcze większa miłością i chęcią zabawy z innymi psiakami. Lubię wspominać ten okres, gdzie był takim maluszkiem i przewracał się, ale biegł dalej. Do dziś ma dużo energii i cieszę się, ze go mamy bo psiak to najlepszy kompan człowieka i najbardziej oddany ❤️ Dobrego wyboru dokonaliście 😍 jakbym miała decydować się na drugiego pieska to drugi byłby maltańczykiem. Buziaki dla waszej 3 !

    • kashienka 27 września 2017, 23:31

      Aż miło czytać taki długi komentarz! 🙂 Czyli ten nasz to nie jest wyjątek od reguły i zachowuje się jak typowy przedstawiciel swojej rasy! Myślę, że nasze psiaki miałyby dużo radości bawiąc się razem <3
      PS. To teraz czekam aż Leo te pierwsze zęby wypadną :)))))))

  • Marta 20 września 2017, 21:49 Odpowiedz

    Hmmm… najsilniejsze wspomnienie to kiedy rankiem po pierwszej nocy wyskoczyłam z łóżka by szybko wyjść z Inką i z pełną prędkościa w korytarzu poślizgnęłam się na jej kupie… ale ponoć prawie salto mi wyszło 😁

    • kashienka 27 września 2017, 23:34

      Hahahahahah you made my day <3 Ja takiej akcji jeszcze nie miałam, ale ślizg na jego sikach już zaliczony!

  • Marlena 21 września 2017, 06:21 Odpowiedz

    Niektore rzeczy sa identyczne jak u mojego 3 miesiecznego westa! Biegnie do wiekszych psow, jesy ruchliwy, ale nie gryzie nic poza zabawkami i skarpetkami.. oczywiscie na stopach 😁
    Moj pies od poczatku bycia z nami przesypia cale noce spiac na swojej poduszce przy lozku. Uf cale szczescie! Od 3 dni wychodzimy na dwor, nawet po godzinnym spacerze wraca do domu aby radośnie zalatwic sie na podklad 😁
    Nikt nie mowil ze bedzie latwo, ale masz racje, machajacy ogonek wynagrodzi wszystko.
    Nasz maluch mieszka z nami dopiero 1,5 tyg i juz nie wyobrazam sobie bez niego zycia!

    • kashienka 27 września 2017, 23:36

      Masz szczęście z tym gryzieniem, nasz gryzie WSZYSTKO co tylko znajduje się w jego zasięgu 😛
      Rozbawiło mnie to załatwianie się na podkład po powrocie ze spaceru :)))))))))))) Może myśli, że tak trzeba?! 😛
      Jest, dokładnie tak jak mówisz!

  • Monika 21 września 2017, 14:16 Odpowiedz

    Uwielbiam określenie ‚puszorek’ 😀 To są szelki dla psa, prawda? 🙂
    Pozdrawiam, Monika

    • kashienka 27 września 2017, 23:37

      Tak, dokładnie tak 🙂

  • Agnieszka 21 września 2017, 14:25 Odpowiedz

    Mój mastiff tybetański przybył do nas w wieku 6 tygodni i z wagą 7 kg:)
    Było to 20 marca, a ja 3 czerwca wyjechałam z Polski na 4 miesiące. Przez cały pobyt w Grecji żałowałam jednego, że nie widzę jak dorasta… Rozmawiałam z rodzinką na skype, ale po krótkim czasie zepsuła mi się kamerka i tylko mogliśmy się usłyszeć, bez widzenia. Tęskniłam za nim okropnie, codziennie oglądałam jego zdjęcia, ale po powrocie jego radość na mój widok i mój szok na jego wygląd(!) bezcenne!
    Najzabawniejsze jest to, że zarówno ja jak i moi przyjaciele, z którymi pojechałam i znajomi których tam poznałam – wszyscy najbardziej tęskniliśmy za psami, które czekały na nas w Polsce:)
    Trochę to dziwne, wiem,..

    • kashienka 27 września 2017, 23:40

      Oj, nie wyobrażam sobie nie widzieć Leo przez tyle czasu! Choć na jeden weekend bez niego chętnie bym się wybrała 😛 Ale podejrzewam, że po kilku godzinach tęskniłabym już jak szalona! To wcale nie dziwne, chyba całkiem normalne dla tych, którzy mocno kochają swoje czworonogi 🙂

  • tunka 21 września 2017, 15:34 Odpowiedz

    ja mam 4 psy: 2 shitzu mieszanka z maltanyczykiem i 2 amstaffy. Te male pieski to nie sa psy to sa maskotki i wychowanie nie sprawilo zadnego problemu za to amstaffy to juz jest inna bajka…. Z twojego opisu to wyglada jakby w Leo amstaff sie chowal;):):)

    • kashienka 27 września 2017, 23:42

      Podziwiam za cztery psiaki! 🙂 Mnie na razie jeden szczeniak daje popalić 😛
      A z tym amstaffem chowającym się w Leo, może coś w tym jest?! Może dlatego jemu się wydaje, że może zaczepiać i prowokować każdego psa, którego spotka? 😛

  • Madonna 21 września 2017, 18:03 Odpowiedz

    Dostałabym na głowę z takim psem 🙂

    • kashienka 27 września 2017, 23:43

      Dlatego nie każdy powinien się decydować na czworonoga 🙂

  • Ola 22 września 2017, 09:27 Odpowiedz

    U nas było troszkę inaczej 😉 Naszą Fetę znaleźliśmy w zimę. Nie miała już siły chodzić była tak chuda i niedozywiona. Mimo że miała około 3 może nawet 4 miesięcy było trzeba uczyć ją wszystkiego. Największym wyzwaniem było przekonanie jej ze śnieg nie jest groźny i można po nim chodzić 🙂 Drugi większy problem stanowiło jej przekonanie że ktoś chce ją nadal skrzywdzić i przy glosnym mowieniu lub podnoszeniu rąk do góry szczekala i warczała. Teraz mija już 7 rok jak Feta jest z nami i daje nam ogrom szczęścia i miłości ❤

    • kashienka 27 września 2017, 23:46

      Aż mi łzy w oczach stanęły czytając taką historię… Nie wyobrażam sobie jak można porzucić psiaka, na dodatek w zimę 🙁 Bidulka. Bardzo cieszę się, że znalazła ciepły i kochający dom u Ciebie! Wielki szacunek, za otoczenie miłością takiego zranionego psychiczne pieska…

  • Paulina G Lifestyle 22 września 2017, 13:48 Odpowiedz

    Istna ałodycz ten Wasz Leo ! <3 życzę wytrwałości i jak najwięcej radości!
    Ja swojego pierwszego szczeniaka wspominam z wielkim sentymentem. Nocne wstawanie, treningi i poznawanie sie nawzajem <3 teraz psina ma 10 lat i głównie zostaje z mamą podczas moich podróży. Jakkolwiek razem z moim chłopakiem myślimy o adopcji psa.

    • kashienka 27 września 2017, 23:47

      Dziękujemy <3
      Myślę, że i my będziemy wspominać z sentymentem szczenięctwo Leo. Za jakiś czas 😛

  • Ola 25 września 2017, 20:14 Odpowiedz

    Ale świetnie napisany tekst! Od razu obserwuję bloga!
    A co do psiaków to Wasze jest przecudowny! Mam małego Shih Tzu, ale zdecydowanie z nadwagą 😉 Mimo swoich lat (9) dalej zachowuje się jak „dziecko”! Ciągle chce na rączki, przytula się, a jak ktoś nie zrobi tego co chce- jest obrażona, tak to ona. Ale nikt w domu nie wyobraża sobie życia bez tego urwisa 😉

    Zapraszam 🙂

    • kashienka 27 września 2017, 23:48

      Miło mi! Shih Tzu są mega kochane, te pyszczki <3 To niezła przytulanka z tej Twojej psinki!

  • Sylwia 25 września 2017, 20:16 Odpowiedz

    O jaki śliczny piesek, niedawno też do mojej rodziny dołączył ziomek!

    • kashienka 27 września 2017, 23:49

      Na pewno da Wam mnóstwo radości <3

  • Karen 26 września 2017, 11:37 Odpowiedz

    Słodka psinka, ja mam suczke rasy foxterier, również strasznie rwie się do kontaktu z ludźmi jak i innymi psami 😀 pozdrawiam

    • kashienka 27 września 2017, 23:49

      Czyli też towarzyska dama! 🙂 No cóż, taki urok tych naszych psiaczków 🙂

  • Wiki 28 września 2017, 15:25 Odpowiedz

    Jaki on kochany! No cudowny! Przynajmniej mieliście ciekawy miesiąc 😀

    • kashienka 28 września 2017, 18:08

      Z pewnością nie było nudno 😀 Dzięki!

Skomentuj

Przepis wynik *