O WSZYSTKIM INNYM

MAŁŻEŃSTWO DLA ZIELONEJ KARTY

Chciałabym poruszyć dziś nieco kontrowersyjny temat jakim jest małżeństwo w celu uzyskania zielonej karty. Od czasu kiedy zaczęłam pisać na temat formalności związanych z całym procesem dostałam dwa maile od pań, które chciały “wybadać teren”. Stwierdzenie, że chcą wyjść za mąż wyłącznie dla papierka nie padło w wiadomościach ani razu, jednak po typie pytań jakie zadawały można było stwierdzić, że dokładnie o to chodziło. Ponadto również statystyki mojego bloga dały mi nieco do myślenia. Fraza, której użyłam w tytule znalazła się bowiem wielokrotnie w wyszukiwarce, która zaprowadziła was właśnie na stronę Odkrywając Amerykę. Skoro takie informacje są poszukiwane na moim blogu, postanowiłam się rozprawić się w końcu z tym tematem i przedstawić swój punkt widzenia.

MOJE ZDANIE NA TEN TEMAT

Na wstępie zaznaczę, że nie popieram wychodzenia za mąż czy żenienia się dla zielonej karty. Gdy byłam młodsza, moje poglądy w tej kwestii były bardziej liberalne. Kiedyś nie marzyłam o wyjściu za mąż ani białej sukni ślubnej, a małżeństwo było dla mnie takim “podpisaniem papierka”. Nie miałam też pojęcia jak cały proces wygląda od strony technicznej. Poznanie Briana i przeżycie wszystkiego na własnej skórze znacznie zmieniło moje myślenie. W tej chwili, gdy sama jestem mężatką i mam za sobą większość procesu imigracyjnego moje zdanie w tej kwestii jest zupełnie inne.

Uważam, że małżeństwo w celu uzyskania dokumentów to bardzo głupi pomysł. Jeśli ktoś się decyduje na takie rozwiązanie to jego sprawa i nie mam prawa tego osądzać, jednak na pewno nie będę nikomu udzielać porad jak oszukać urząd imigracyjny. Zresztą ja sama nie mam o tym pojęcia! Owszem, uzyskałam zieloną po ślubie z obywatelem amerykańskim, ale powodem zawarcia naszego małżeństwa było uczucie, a nie chęć uzyskania papierka. Ci, którzy znają mnie i mojego męża wiedzą jak wyglądała nasza sytuacja. A tych, którzy mają swoją opinię na ten temat i tak nie przekonam, że było inaczej 😉

CO JEST, A CO NIE JEST “MAŁŻEŃSTWEM DLA PAPIERKA”?

Żeby była jasność: małżeństwo dla zielonej karty to nie jest w moim odczuciu przyspieszenie terminu ślubu ze względu na upływający termin wizy. Jeśli dwoje ludzi się kocha, chce być razem i jest pewne swojego uczucia do drugiej osoby, to szybsze wzięcie ślubu nie jest niczym złym. Małżeństwa zawierane po niedługim czasie znajomości są często bardziej trwałe, niż te małżeństwa par które “chodziły ze sobą” przez ponad pięć lat przed ślubem. Ja przez małżeństwo w celu uzyskania zielonej karty rozumiem połączenie węzłem małżeńskim dwoje ludzi, między którymi nie ma żadnego uczucia. Może być to efekt wzajemnej umowy między dwoma osobami, niejednokrotnie popartej wynagrodzeniem pieniężnym dla jednej ze stron. Bądź też oszustwo ze strony jednej osoby, deklaracje miłości i doprowadzenie do ślubu, z zamiarem wzięcia rozwodu po uzyskaniu dokumentów.

DLACZEGO NIE WARTO?

Po pierwsze – i najważniejsze! W świetle prawa zawarcie małżeństwa dla zielonej karty jest przestępstwem. W przypadku, gdy urząd imigracyjny “przejrzy zamiary” pary, która wzięła ślub dla papierka, oboje zostaną ukarani. Kary za fałszywe małżeństwo są wysokie. Może się to skończyć nawet deportacją w przypadku osoby starającą się o zieloną kartę i zakazem ponownego wjazdu na teren USA. Zaś w przypadku obywatela USA może być to kara pozbawienia wolności. Chyba zgodzicie się ze mną, że ryzyko jest spore?

Cały proces jest wyjątkowo upierdliwy. Zbieranie dokumentów, dowodów związku, załatwianie zaświadczeń, wypełnienia papierów to tylko początek “zabawy”. Wizyta u lekarza, badania, szczepienia, potem odciski palców, odczekiwanie na kolejne etapy, a potem – rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym. Podejrzliwości doświadcza się na wielu etapach. Człowiek czasem czuje w tym procesie, jak domniemany przestępca. Całość kosztuje mnóstwo stresu i nerwów nawet te osoby, które pobierają się z miłości. Nie pytajcie, ile razy miałam ochotę rzucić to wszystko w diabły! W życiu nie zdecydowałabym się przechodzić tego  wszystkiego z obojętną sobie osobą, tylko dla kawałka zielonego plastiku.. Sama Ameryka nie jest tego warta! Jest tyle fajnych miejsc na świecie, w których można mieszkać legalnie, bez przechodzenia tej całej procedury.

“Zabawa” trwa trochę dłużej niż wielu osobom się wydaje. Zielonej karty nie dostaje się zaraz po ślubie. Czas od zawarcia ślubu do otrzymania dokumentów różni się w zależności od stanu. W przypadku Georgii trwało to 6 miesięcy i z tego co wiem, było to stosunkowo krótko. Zakładając, że jeden z małżonków aplikuje o zmianę statusu w przeciągu pierwszych dwóch lat trwania małżeństwa – to otrzyma zieloną kartę tymczasową. Tymczasowa karta jest ważna dwa lata. Dopiero później można ubiegać się o zieloną kartę na dziesięć lat. Oczywiście, znów jest rozmowa z urzędnikiem i udowadnianie, że jest się małżeństwem z miłości.

*

Moim zdaniem, małżeństwo dla zielonej karty to gra niewarta świeczki. Ryzyko wykrycia fałszywego małżeństwa jest spore a kary za takie przestępstwo są surowe. Cały proces jest długi i zdecydowanie bardziej stresujący niż się wielu osobom wydaje. Przechodzenie wszystkich etapów tylko w celu uzyskania papierów to kiepski pomysł. Zresztą jaka jest szansa, że osoba, która zgodziła się wziąć ślub, po to, by druga osoba otrzymała papier, nie będzie miała dosyć tego całego procesu? To nie tylko spotkania i kłamstwa przez urzędnikiem imigracyjnym, ale również falsyfikowanie wspólnych zdjęć, zakładanie wspólnego konta/ubezpieczenia zdrowotnego, podpisywanie umów najmu/kupna. Ja w życiu nie chciałabym się w to mieszać z kompletnie obojętną mi osobą…