MAŁŻEŃSTWO DLA ZIELONEJ KARTY

3108 Wyświetleń 20 komentarzy

Chciałabym poruszyć dziś nieco kontrowersyjny temat jakim jest małżeństwo w celu uzyskania zielonej karty. Od czasu kiedy zaczęłam pisać na temat formalności związanych z całym procesem dostałam dwa maile od pań, które chciały „wybadać teren”. Stwierdzenie, że chcą wyjść za mąż wyłącznie dla papierka nie padło w wiadomościach ani razu, jednak po typie pytań jakie zadawały można było stwierdzić, że dokładnie o to chodziło. Ponadto również statystyki mojego bloga dały mi nieco do myślenia. Fraza, której użyłam w tytule znalazła się bowiem wielokrotnie w wyszukiwarce, która zaprowadziła was właśnie na stronę Odkrywając Amerykę. Skoro takie informacje są poszukiwane na moim blogu, postanowiłam się rozprawić się w końcu z tym tematem i przedstawić swój punkt widzenia.

MOJE ZDANIE NA TEN TEMAT

Na wstępie zaznaczę, że nie popieram wychodzenia za mąż czy żenienia się dla zielonej karty. Gdy byłam młodsza, moje poglądy w tej kwestii były bardziej liberalne. Kiedyś nie marzyłam o wyjściu za mąż ani białej sukni ślubnej, a małżeństwo było dla mnie takim „podpisaniem papierka”. Nie miałam też pojęcia jak cały proces wygląda od strony technicznej. Poznanie Briana i przeżycie wszystkiego na własnej skórze znacznie zmieniło moje myślenie. W tej chwili, gdy sama jestem mężatką i mam za sobą większość procesu imigracyjnego moje zdanie w tej kwestii jest zupełnie inne.

Uważam, że małżeństwo w celu uzyskania dokumentów to bardzo głupi pomysł. Jeśli ktoś się decyduje na takie rozwiązanie to jego sprawa i nie mam prawa tego osądzać, jednak na pewno nie będę nikomu udzielać porad jak oszukać urząd imigracyjny. Zresztą ja sama nie mam o tym pojęcia! Owszem, uzyskałam zieloną po ślubie z obywatelem amerykańskim, ale powodem zawarcia naszego małżeństwa było uczucie, a nie chęć uzyskania papierka. Ci, którzy znają mnie i mojego męża wiedzą jak wyglądała nasza sytuacja. A tych, którzy mają swoją opinię na ten temat i tak nie przekonam, że było inaczej 😉

CO JEST, A CO NIE JEST „MAŁŻEŃSTWEM DLA PAPIERKA”?

Żeby była jasność: małżeństwo dla zielonej karty to nie jest w moim odczuciu przyspieszenie terminu ślubu ze względu na upływający termin wizy. Jeśli dwoje ludzi się kocha, chce być razem i jest pewne swojego uczucia do drugiej osoby, to szybsze wzięcie ślubu nie jest niczym złym. Małżeństwa zawierane po niedługim czasie znajomości są często bardziej trwałe, niż te małżeństwa par które „chodziły ze sobą” przez ponad pięć lat przed ślubem. Ja przez małżeństwo w celu uzyskania zielonej karty rozumiem połączenie węzłem małżeńskim dwoje ludzi, między którymi nie ma żadnego uczucia. Może być to efekt wzajemnej umowy między dwoma osobami, niejednokrotnie popartej wynagrodzeniem pieniężnym dla jednej ze stron. Bądź też oszustwo ze strony jednej osoby, deklaracje miłości i doprowadzenie do ślubu, z zamiarem wzięcia rozwodu po uzyskaniu dokumentów.

DLACZEGO NIE WARTO?

Po pierwsze – i najważniejsze!W świetle prawa zawarcie małżeństwa dla zielonej karty jest przestępstwem. W przypadku, gdy urząd imigracyjny „przejrzy zamiary” pary, która wzięła ślub dla papierka, oboje zostaną ukarani. Kary za fałszywe małżeństwo są wysokie. Może się to skończyć nawet deportacją w przypadku osoby starającą się o zieloną kartę i zakazem ponownego wjazdu na teren USA. Zaś w przypadku obywatela USA może być to kara pozbawienia wolności. Chyba zgodzicie się ze mną, że ryzyko jest spore?

Cały proces jest wyjątkowo upierdliwy. Zbieranie dokumentów, dowodów związku, załatwianie zaświadczeń, wypełnienia papierów to tylko początek „zabawy”. Wizyta u lekarza, badania, szczepienia, potem odciski palców, odczekiwanie na kolejne etapy, a potem – rozmowa z urzędnikiem imigracyjnym. Podejrzliwości doświadcza się na wielu etapach. Człowiek czasem czuje w tym procesie, jak domniemany przestępca. Całość kosztuje mnóstwo stresu i nerwów nawet te osoby, które pobierają się z miłości. Nie pytajcie, ile razy miałam ochotę rzucić to wszystko w diabły! W życiu nie zdecydowałabym się przechodzić tego  wszystkiego z obojętną sobie osobą, tylko dla kawałka zielonego plastiku.. Sama Ameryka nie jest tego warta! Jest tyle fajnych miejsc na świecie, w których można mieszkać legalnie, bez przechodzenia tej całej procedury.

„Zabawa” trwa trochę dłużej niż wielu osobom się wydaje. Zielonej karty nie dostaje się zaraz po ślubie. Czas od zawarcia ślubu do otrzymania dokumentów różni się w zależności od stanu. W przypadku Georgii trwało to 6 miesięcy i z tego co wiem, było to stosunkowo krótko. Zakładając, że jeden z małżonków aplikuje o zmianę statusu w przeciągu pierwszych dwóch lat trwania małżeństwa – to otrzyma zieloną kartę tymczasową. Tymczasowa karta jest ważna dwa lata. Dopiero później można ubiegać się o zieloną kartę na dziesięć lat. Oczywiście, znów jest rozmowa z urzędnikiem i udowadnianie, że jest się małżeństwem z miłości.

*

Moim zdaniem, małżeństwo dla zielonej karty to gra niewarta świeczki. Ryzyko wykrycia fałszywego małżeństwa jest spore a kary za takie przestępstwo są surowe. Cały proces jest długi i zdecydowanie bardziej stresujący niż się wielu osobom wydaje. Przechodzenie wszystkich etapów tylko w celu uzyskania papierów to kiepski pomysł. Zresztą jaka jest szansa, że osoba, która zgodziła się wziąć ślub, po to, by druga osoba otrzymała papier, nie będzie miała dosyć tego całego procesu? To nie tylko spotkania i kłamstwa przez urzędnikiem imigracyjnym, ale również falsyfikowanie wspólnych zdjęć, zakładanie wspólnego konta/ubezpieczenia zdrowotnego, podpisywanie umów najmu/kupna. Ja w życiu nie chciałabym się w to mieszać z kompletnie obojętną mi osobą… 

20 Komentarzy
  • Pola 27 września 2017, 23:29 Odpowiedz

    Niegdyś też nie marzyłam o białej sukni, teraz mimo że dalej uważam wesele za stratę pieniędzy.. też chcę mieć ten wielki dzień! Co do samej karty z jednej strony podziwiam upór tych ludzi. Wiem, że USA to jest coś, ale dlaczego nie postarać się o to legalnie, swoją ewentualną własną pracą? Faktycznym poznaniem kogoś i prawdziwą miłością? Czy za wszystkim muszą stać pieniądze?

    • kashienka 27 września 2017, 23:54

      To nie do końca pieniądze nimi kierują w tym przypadku. Jestem pewna, że prawie wszystkie małżeństwa dla dokumentów mają podpisaną przedślubną intercyzę, więc po rozwodzie te osoby nie dostają nic. Tutaj chodzi tylko i wyłącznie o możliwość mieszkania w Stanach.

  • Kasia 28 września 2017, 21:09 Odpowiedz

    Wszystko zmierza do tego ze o wyjazd do USA bedzie tylko coraz trudniej, nowy prezydent chce zmienic zasady emigracyjne , ma byc trudniejsze dostanie zielonej karty , HB1 wizy, wizy studenckiej itd, http://thehill.com/homenews/administration/351298-us-tightening-rules-for-visas-report

    • kashienka 29 września 2017, 05:57

      Słyszałam właśnie, że będą zaostrzone przepisy… Nie wiem czy to prawda, ale ponoć i na wizę turystyczną robi się coraz więcej problemów.

  • Aga 28 września 2017, 21:14 Odpowiedz

    Mieszkam w stanach juz 10 lal (majac to szczecie posiadania obywatelstwa usa po tacie) obserwuje ze ludzie ktorzy chca zawzec zwiazek dla zielonej karty mieszkaja juz w usa tylko ‚na czarno’. Zazwyczaj taka osoba placi obywatelowi za mozliwosc slubu z nim (jakkolwiek to brzmi). Moj znajoma zaplacila pewnemu facetowi 20 tys.
    Mysle ze kieruje nimi to ze juz tu mieszkaja i nie Chca zaczynac wszystkiego od poczatku.

    • kashienka 29 września 2017, 05:54

      20 tys. – sporo! Nie miałam pojęcia jakie kwoty wchodzą w grę.

  • Madonna 28 września 2017, 21:45 Odpowiedz

    ” Żeby była jasność: małżeństwo dla zielonej karty to nie jest w moim odczuciu przyspieszenie terminu ślubu ze względu na upływający termin wizy. ” – tak bo sama to zrobiłaś to oczywiście musisz siebie wybielić .. I dlatego uważam że jesteś potwornie nieszczera w tym wszystkim co piszesz 🙂 usprawiedliwiasz sama siebie, nawet zdanie ” Małżeństwa zawierane po niedługim czasie znajomości są często bardziej trwałe, niż te małżeństwa par które „chodziły ze sobą” przez ponad pięć lat przed ślubem ” – ale przecież Ci się śpieszyło, to jak miałaś chodzić 5 lat ? … widzisz, sama sobie przeczysz w tym wszystkim.

    • kashienka 29 września 2017, 05:59

      Czekałam na Twój komentarz 😀 Ty tu zaglądasz chyba częściej niż najwierniejsi czytelnicy, tylko żeby dorzucić swoje „trzy grosze” :)))))))

    • Agnieszka 29 września 2017, 16:18

      Nie wyobrażam sobie życia w kraju oddalonym od rodzinnego domu tysiące kilometrów i ocean tylko po to, aby móc pochwalić się w internecie i nie tylko, że ma się Zielona Kartę i mieszka w Stanach. Wyobrażam sobie za to życie tysiące kilometrów od rodzinnego domu w miejscu gdzie praktycznie nikt nie mówi w moim ojczystym języku, ale przy boku osoby, która ja kocham i która kocha mnie. Jakoś nikogo nie szokuje małżeństwo Polki z Anglikiem albo Niemcem. Jest to tak naturalne jak zachód słońca. Za to w małżeństwie Polki z Amerykaninem zawsze widzi się drugie dno i to, że na pewno za seks, pieniądze, podróże i wygodne życie bez pracy, z osobą której nie kochają wola zostać w USA dla szpanu. Dla mnie takie myślenie jest co najmniej dziwne. Z osobami które tak sądzą musi musi być coś nie tak, albo muszą być bardzo zazdrosne.

      • kashienka 2 października 2017, 15:34

        Lepiej bym tego nie ubrała w słowa! Dzięki za ten komentarz <3

  • Marzena 29 września 2017, 00:47 Odpowiedz

    Wyobraziłam sobie to,jak dużo jest stresu przy tym by taka kartę dostać.

    • kashienka 29 września 2017, 06:02

      Stres jest duży, nawet jak wszystko załatwia się wspólnie z ukochaną osobą, bez kłamstw i fałszowanie czegokolwiek. Nie wyobrażam sobie, jak poziom stresu muszą odczuwać osoby, które zwyczajnie zmyślają całą historię miłości itp…

  • Dorota 29 września 2017, 03:36 Odpowiedz

    W pełni zgadzam się z Twoja opinia. Sama też mam ziełona kartę przez małżeństwo ale oczywiście z uczucia a nie dla papierka. Pamiętam jakie nerwy towarzyszą całemu procesowi. I nawet biorąc ślub z miłości i mAjax solidne dowody na to nie masz 100% pewności ze ktoś się do czegoś nie doczepi. Ale zeby było śmieszniej od kiedy tu przyjechaliśmy mój mąż juz mial chyba z 2 propozycje takiego „interesu” od naszych rodakow. Ja stanowczo jestem na nie. Jest wiele różnych sposobów na legalny pobyt w USA jeżeli ktoś jest naprawdę zdeterminowany.
    Fajna notka 🙂 pozdrawiam

    • kashienka 29 września 2017, 06:07

      No dokładnie, tak jak mówisz. Nawet jak wiesz, że Wasze uczucie jest szczere i prawdziwe, to samo to zbieranie dowodów i udowadnianie, że jesteście prawdziwą parą jest tak stresujące, że szok. Więc w sytuacji pozorowanego małżeństwa ci ludzie muszą mieć chyba nerwy ze stali.
      Zaskoczyłaś mnie z takimi „propozycjami” – czy to znaczy, że ktoś zaproponował to wprost? 😮
      Dziękuję za miłe słowo!

  • anna 29 września 2017, 04:17 Odpowiedz

    Ja mam ‚pytanie, bedac w Polsce po odmowieniu wizy ‚jak dlugo musialas czekac zeby isc z B po wize narzeczenska,

    • kashienka 29 września 2017, 06:10

      Nie wiem, niestety, jak długo powinno się czekać. Bo chyba nie ma takiego zapisu, który mówi, że kolejnej próby nie możesz podjąć nawet po miesiącu, jeśli masz gotowe papiery itp. Ale u mnie między odmową wizy, a kolejnym spotkaniem w ambasadzie minęło około pół roku.

  • Jenovia Dżemson 29 września 2017, 09:56 Odpowiedz

    Myślę, że największym problemem, jaki jest powodem chęci zawarcia takiego fikcyjnego małżeństwa jest to co ludzie mają w głowach. Bagno, które spowodowało że ich rzeczywistość wygląda tak, a nie inaczej. Oczywiście – uciśnione kraje, popieprzona polityka, dyktatura itp. Ale nie wszyscy z takiego kraju chcą uciekać… Są tacy, którzy wolą umrzeć za swój kraj niż brać nogi za pas. Nie chodzi mi o patriotyzm, bo to akurat podobnie jak dadaiści uważam za największą głupotę ludzkości, jednak chodzi o samą walkę z przeciwnościami. Taką, która kształtuje charakter człowieka. Myślę, że to bagno, przez które uciekają siedzi w ich głowach i bez względu na to dokąd wyjadą, będą sobie tworzyć kolejne beznadziejne sytuacje tam gdzie zamieszkają.

    • kashienka 2 października 2017, 15:42

      Niestety, coś w tym jest, co mówisz.. Uciekają z jednego kraju, w którym było im źle, a zagranicą wcale nie wiodą lepszego życia. Wszystko jest w naszej głowie, to fakt.

  • Sara 30 września 2017, 23:52 Odpowiedz

    Kasiu, moglabys poswiecic jakas notke na opisanie legalnych mozliwosci pobytu w USA? Niewiele sie o tym mowi a chcialabym sie czegos wiecej dowiedziec na ten temat 🙂

Skomentuj

Przepis wynik *