CUDOWNE SAN FRANCISCO Z NAJPIĘKNIEJSZYM MOSTEM I EUROPEJSKIM KLIMATEM

1120 Wyświetleń 12 komentarzy

Dzisiaj w ramach cyklu „Podróże” zabiorę Was do miejsca, które mieliśmy okazję odwiedzić kilka miesięcy temu – San Francisco. Z jednej strony wróciłam zafascynowana tym miastem, a z drugiej – czuję ogromny niedosyt! 🙂 Do północnej Kalifornii zawitaliśmy na krótko z okazji ślubu przyjaciela Briana, który odbył się w San Jose. Ponieważ mój mąż był drużbą, był zaangażowany przez pełne dwa dni na miejscu wydarzenia. Na odwiedzenie San Francisco zostały nam więc tylko 24 godziny. To bardzo niewiele, ale wykorzystaliśmy ten czas do maksimum! I wróciliśmy stamtąd z postanowieniem, że za jakiś czas wybierzemy się tam jeszcze – zdecydowanie na dłużej 🙂

GÓRKI I ZWARIOWANA POGODA

Dwie rzeczy rzuciły nam się w oczy na samym początku wycieczki: niesamowite położenie miasta oraz nieprzewidywalna pogoda. Charakterystyczną cechą San Francisco są jego wzgórza, których jest ponad 50 w granicach miasta! I to nie niewielkie pagórki, których sporo było w Atlancie. Tutaj różnice poziomów są naprawdę spore. Samo chodzenie po mieście to niezły trening – ja następnego dnia czułam zakwasy w łydkach po wpinaniu się po stromych uliczkach 😛 Jazda samochodem dostarcza niezłych wrażeń – szczególnie kiedy podjeżdża się prawie „pionowo” i trzeba zatrzymać się na światłach! Od razu wyobraziłam jakie przeżycia zapewniłaby wycieczka po SF manualem! Całe szczęście, że obecnie prawie wszystkie amerykańskie auta wyposażone są w automatyczną skrzynię biegów. Ale samo parkowanie na niektórych ulicach to także wyższa szkoła jazdy. Przyjemną konsekwencją górzystego położenia są jednak przepiękne widoki – z niektórych miejsc można podziwiać naprawdę imponującą panoramę miasta.

Pogoda również nas nieco zaskoczyła. Zwłaszcza, że przylecieliśmy z Florydy, gdzie generalnie jest gorąco przez cały czas. Widząc od rana piękne słońce wskoczyłam w letnią kieckę i początkowo czułam się w niej w sam raz. Jednak nie minęło nawet południe, gdy po raz pierwszy szczękając zębami przebierałam w samochodzie 😉 Błogosławiłam pomysł zabrania ze sobą ciepłej bluzy i spodni! Potem słoneczko tak przygrzało, że znów rozebrałam się do rosołu, a z kolei wieczorem lodowaty wiatr znad zatoki pokazał swoją siłę i znów zrobiło się zimno. W różnych częściach miasta spotyka się zupełnie inną pogodę. Zrobiliśmy sobie typowo turystyczną wycieczkę po całym mieście i zabawne było widzieć przechodniów w krótkim rękawku w jednej dzielnicy i ludzi opatulonych w puchowe kurtki i czapki w innej!

NAJBARDZIEJ EUROPEJSKIE MIASTO W AMERYCE

Mimo takiej rozpiętości pogodowej San Francisco nie jest olbrzymim miastem! Jest stosunkowo zwarte, w kształcie kwadratu, – nazywane często 7×7, od długości boków miasta podanych w milach. Przeliczając to na „nasze” oznacza to, że jeden bok miasta to jakieś jedenaście kilometrów z kawałkiem. Czyli San Francisco można spokojnie zwiedzić piechotą – o ile strome pagórki są komuś niestraszne 🙂

Być może po części zwarte to granice miasta przyczyniły się do nazywania go najbardziej europejskim miastem w Stanach. A może to zasługa pięknej architektury miasta? Niezwykła mieszanka stylów architektonicznych, od wiktoriańskiego do postmodernizmu dodaje San Francisco niesamowitego uroku. Mogłabym godzinami fotografować urocze ulice i stylowe domy, których na próżno szukać na wschodnim wybrzeżu. Do tego po ulicach suną zabytkowe tramwaje, praktycznie niespotykane w innych amerykańskich miasta – do dziś żałuję, że nie udało mi się załapać na chwilę przejażdżki. A może to po prostu niezwykły klimat San Francisco, które nasuwa automatyczne skojarzenia z klimatycznymi stolicami europejskich miast?

NIEZWYKŁY MOST I NAJBARDZIEJ ZAKRĘCONA ULICA ŚWIATA 

Ponieważ na zwiedzanie miasta mieliśmy zaledwie dobę, miasto zobaczyliśmy po japońsku czyli jako-tako 😉 Czyli poczuliśmy klimat San Francisco i oboje zauroczyliśmy się tym miastem, ale zdecydowanie musimy nadrobić braki, jeśli chodzi o zwiedzanie najważniejszych atrakcji. Udało nam się jednak pojeździć trochę po mieście samochodem, pospacerować, a nawet wybrać się na wycieczkę autobusem typu hop on hop off.

Jeśli chodzi o mnie, to nic nie przebije wrażenia, jaki wywarł na mnie most Golden Gate. Marzyłam o zobaczeniu go od dawna, więc radość ze spełnionego marzenia była niesamowita. Aż piszczałam z radości gdy widziałam czerwone elementy mosty wyłaniające się zza pagórków… 🙂 A sam przejazd samochodem po Golden Gate dostarczył mi naprawdę dużo emocji. Według mnie most wygląda na żywo jeszcze fajniej i okazalej niż na zdjęciach! Wiem, że wielu ludzi powie „most jak most” ale dla mnie zobaczenie go było naprawdę sporym przeżyciem. 🙂 Zabawne, że akurat podczas naszej wycieczki trafiliśmy na cudowną pogodę – słońce i błękitne niebo. Dzięki temu byliśmy w stanie zobaczyć most w całej jego okazałości. Jeśli wierzyć relacjom innych, często zatoka San Francisco jest spowita tak gęstą mgłą, że trudno dostrzec drugi koniec mostu!

Mojemu mężowi najbardziej spodobała się natomiast Lombard Street. Najciekawszym odcinkiem tej jednej z głównych arterii komunikacyjnych miasta jest czterysta metrów pomiędzy między ulicami Hyde i Leavenworth. To miejsce nazywane jest najbardziej krętą uliczką na świecie. Nic dziwnego – na tak krótkim odcinku można zobaczyć aż osiem serpentyn! W taki  sposób rozwiązano kiedyś problem zbyt stromego odcinka drogi. W tej chwili Lombard Street jest jedną z atrakcji turystycznych miasta, a zjazd jednokierunkowym odcinkiem jest ciekawym doświadczeniem!

*

Mimo, że nie chciałabym mieszkać w San Francisco na stałe, to na pewno chciałabym wrócić do tego miasta. Przejść się na spokojnie stromymi uliczkami, podziwiać piękne widoki i ukochany Golden Gate oraz poobserwować codzienne życie tego miasta. Wrócić raz jeszcze do hipsterskiej dzielnicy Haight-Ashbury i w lokalnych sklepikach vintage wyszukać unikatowe stylówki w stylu boho. Przejechać się tramwajem do Fisherman’s Wharf, w którym wykończeni po całym dniu zwiedzania zjedliśmy naprawdę pyszne krewetki. Bardzo zależy mi też na zobaczeniu pozostałych atrakcji jakie kryje w sobie San Francisco. Zdecydowanie najbardziej intryguje mnie tajemnicza wyspa Alcatraz, na której znajdowało się słynne więzienie o zaostrzonym rygorze! Oj zdecydowanie jest jeszcze wiele miejsc, które chciałabym odkryć w tym pięknym mieście. Ale o tym – następnym razem 🙂

12 Komentarzy
  • Sonia 30 września 2017, 10:20 Odpowiedz

    aż mnie ciarki przeszły 🙂 ja marzyłam o SanFran od kiedy jako dzieciak oglądałam Pełną Chatę i tam w czołowce była scena przejazdu przez Golden Gate. Tak samo jak Ty jak zobaczyłam go na żywo szczęka mi odpała 🙂 do tego stopnia że pierwszy tatuaż zrobiłam z motywem GG 🙂 ahh ta California 🙂

    mieliście okazję zwiedzić San Jose?

    • kashienka 4 października 2017, 23:56

      Uwielbiałam Pełną Chatę jak byłam dzieckiem! <3 Ah ten wujek Jesse 😉
      Jestem ciekawa tatuażu z motywem GG! A San Jose niestety - mimo, że fizycznie spędziliśmy w jego okolicy prawie dwa dni, to nie było czasu na żadne zwiedzanie, tylko sprawy związane z weselem przyjaciół...

  • Ariadna Majewska 2 października 2017, 02:41 Odpowiedz

    Cudne zdjęcia! 🙂 Świetnie wylądasz

    • kashienka 4 października 2017, 23:56

      Dziękuję <3 Bardzo mi miło!

  • Patrycja 2 października 2017, 18:24 Odpowiedz

    Genialne zdjęcia i bardzo ciekawy tekst

    • kashienka 4 października 2017, 23:56

      Cieszę się, że post Ci się spodobał! 🙂 Dzięki!

  • DaisyLine 2 października 2017, 19:32 Odpowiedz

    Ach wspaniałe miasto! Magiczne są te ulice i zabudowa.

    • kashienka 4 października 2017, 23:57

      Naprawdę robi niezłe wrażenie <3 Mnie się bardzo tam spodobało!

  • Pokularna 2 października 2017, 19:50 Odpowiedz

    Miasto wydaje się przepiękne. Tak jak Ty chyba nie chciałabym tam zamieszkać na zawsze, lub na dłuższy czas, ale zwiedzić zawsze można 😉 Poza tym most robi fenomenalne wrażenie na zdjęciu – co dopiero na żywo. Próbuję to sobie wyobrazić 🙂

    • kashienka 5 października 2017, 01:02

      Na żywo wrażenie niesamowite <3 Zdecydowanie San Francisco jest miejscem wartym odwiedzenia!

  • Paulina 2 października 2017, 23:00 Odpowiedz

    Juz sie nie moge doczekac kiedy znowu przylecicie! Kilka godzin w SF to zdecydowanie za malo! A co do tej europejskosci San Francisco, to ja sama nie wiem o co im chodzi… Patrzac na to jak bardzo, az skrajnie czasami, liberalne jest to miasto, jakos mi sie nie kojarzy za bardzo z Europa. 😉

    Pozdrawiam z Kalifornii!

    Paulina | http://www.shenska.com

    • kashienka 5 października 2017, 01:03

      Przylecimy na pewno! <3 Ja San Francisco nie miałam jeszcze okazji poznać od tej liberalnej strony, więc może następnym razem? 🙂

Skomentuj

Przepis wynik *