ZAKUPY ZA OCEANEM: CO WARTO KUPIĆ W STANACH?

7483 Wyświetleń 16 komentarzy

Kilkakrotnie dostałam od Was sugestie, że chcielibyście tutaj czytać więcej na temat zakupów w USA. Gdy zaś pytam o szczegóły, co dokładnie chcielibyście wiedzieć, to słyszę że najlepiej wszystko 😉 Hauli zakupowych na blogu nie planuję, o kilku sklepach już Wam opowiedziałam (tutaj), a dzisiaj postanowiłam „ugryźć” temat od nieco innej strony. Ludzie, którzy wybierają się do Stanów często pytają, jakie zakupy warto poczynić podczas pobytu za oceanem. Czyli co się opłaca, a czego nie opłaca kupować. Postanowiłam napisać ze swojego punktu widzenia, co najlepiej przywieźć jako „pamiątki” z wakacji na amerykańskim lądzie 😉 Jeśli jesteście zainteresowani tym tematem, zapraszam do czytania!


3 RZECZY, O KTÓRYCH MUSICIE PAMIĘTAĆ! 


KURS DOLARA

Zacznijmy od tego, że kurs dolara może sprawić, że zakupy za oceanem będą raz bardziej, a raz mniej opłacalne. Oczywiście, powtarzam Wam jak mantrę, że nie ma sensu przeliczać dolarów na złotówki. I faktycznie nie ma to sensu, ale gdy się tutaj mieszka 😉 Czyli jak mówię, że coś kupiłam za 3 dolce i cieszę się, że tanio, a Wy mówicie: „hmm.. $3 powiedzmy razy 4, to jest 12 złotych, to wcale nie okazja”. I wtedy właśnie tłumaczę, że jeśli ja wydam tutaj te 3 dolce za powiedzmy 1,5 kg czereśni, to tak jak Wy byście w Polsce wydali na taką porcję czereśni trzy polskie złote. Mam nadzieję, że wiecie o co chodzi? 🙂

Jeśli jednak wybieracie się tutaj na wakacje, ale mieszkacie w Polsce i Wasz budżet obliczacie w PLN, to oczywiście to, ile Wasze zakupy będą kosztować w przeliczeniu na złotówki ma olbrzymie znaczenie. Chociażby do tego, by sprawdzić, czy faktycznie sporo oszczędzacie. Od kiedy ja jestem w Stanach kurs dolara wahał się od 3zł z malutkimi grosikami do chyba ponad 4,20zł. To wielka różnica! Oczywiście przy kupnie pamiątek za 10 dolców wysoki kurs dolara nie musi nas martwić, ale już przy sporych zakupach różnica cenowa robi się ogromna.

PODATEK PRZY KASIE

Mówiłam już o tym nie raz, ale warto przypomnieć o tym z racji poruszania tematu zakupów. W Stanach wszystkie ceny na metkach podane są w kwocie netto. Podatek zostaje naliczony dopiero przy kasie! Jego wysokość zależy przede wszystkim od stanu, ale czasem może różnić się także pomiędzy hrabstwami w danym stanie. Na Florydzie, gdzie obecnie mieszkamy, podatek sprzedażowy wynosi 6%. Czyli jeśli kupuję breloczek, który na metce ma cenę $4,99, to przy kasie zapłacę za niego jakieś 30 centów więcej. Wydaje Wam się, że to nieduża różnica? To pomyślcie o kupnie jakieś droższej elektroniki za czterocyfrowe kwoty 😉 Warto być świadomym, że cena przy kasie „wzrośnie” i tyczy się to także sporej części zakupów online. Podatek naliczany jest najczęściej w ostatnim momencie procesu płatności.

OGRANICZENIA BAGAŻOWE

Limit bagażu rejestrowanego to w tej chwili 23 kg przy lotach do i ze Stanów. Jego przekroczenie wiąże się z koniecznością zapłaty za nadbagaż. Jeśli planujecie duże zakupy ilościowe w USA, to ograniczcie do minimum swój bagaż przy pakowaniu na wyjazd. Oczywiście jak mocno poszalejecie w sklepach to zawsze można kupić tutaj jakąś niedrogą walizkę i wracać do kraju z dwoma 😉 Jednakże musicie wtedy dodać koszt zapłaty za drugi bagaż rejestrowany – około $100 (tyle płaciłam ja, lecąc Deltą i United) do sumy zakupów. Jeśli robicie droższe zakupy to oczywiście ta dodatkowa stówka nie zrobi jakiejś ogromnej różnicy. Jednak jeśli za dodatkową walizkę napchaną ciuchami z Forever21 macie wydać tyle kasy, to zastanówcie się, czy to naprawdę się opłaca.


CO OPŁACA SIĘ KUPIĆ W STANACH? 


Każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby i upodobania. Jeden zachwyci się tutaj nowinkami elektronicznymi, drugi poszaleje na wyprzedażach odzieżowych, a trzeci poszuka jakiegoś sklepu dotyczącego jego pasji. Ciężko więc byłoby uwzględnić tutaj potrzeby każdego 😉 Dlatego skupię się na tym, w co moim subiektywnym zdaniem najbardziej warto zainwestować podczas wyjazdu za ocean 🙂 

UBRANIA

Nie muszę mówić chyba dlaczego zaczęłam właśnie od tej kategorii? 🙂 Dla mnie Stany to taki mały raj, jeśli chodzi właśnie o zakupy odzieżowe. Po kilku latach za oceanem, przyzwyczaiłam się do tego wszystkiego i nie szaleję już na zakupach tak jak w pierwszym roku pobytu. Jednak nadal uważam, że w Stanach naprawdę opłaca się kupować ubrania. Trzeba jednak wiedzieć trochę na temat tego gdzie i jakie najbardziej marki opłaca się kupować. Jeśli ktoś bowiem wybierze się do pierwszej lepszej galerii i zajrzy przykładowo do Zary, to nie raczej zapiszczy z zachwytu na widok cen 😉

Ja większości osób, które zwracają się do mnie z pytaniem gdzie kupować, polecam miasteczka outletowe (więcej na ich temat przeczytasz tutaj). Chyba, że ktoś jest posiadaczem platynowej karty kredytowej bez limitu i może sobie poszaleć na nowojorskiej Piątej Alei. 😉 Jednak dla przeciętnych zjadaczy chleba, którzy mają jednak ograniczony budżet – miasteczka outletowe są super opcją na duże zakupy za niewielkie pieniądze. Minus jest taki, że zwykle trzeba do nich dojechać, bo są często usytuowane od 45 min do godziny jazdy od większych miast. Jednak uwierzcie mi – nawet jeśli mielibyście wynająć samochód albo zrobić sobie wycieczkę pociągiem, opłaca się 🙂 Jeśli nie macie opcji, by się do takiego outletu wybrać, koniecznie zajrzyjcie do jednego z popularnych sklepów typu outletowego (tutaj napisałam więcej na ich temat!), które są praktycznie wszędzie 🙂 Oczywiście nie chcę Was na siłę odwodzić od wizyty w zwykłych galeriach – tam też możecie upolować wiele ciekawych rzeczy, szczególnie w czasie wyprzedaży 🙂

*

W co zainwestować, jak nie ma się szczególnie rozeznania w markach? Moim zdaniem – postawcie na klasyki! Czyli takie rzeczy, które posłużą Wam nie tylko w tym sezonie, ale znacznie dłużej 🙂 I korzystajcie z zakupów w sklepach, które w Polsce są naprawdę drogie, a tutaj są dostępne dla każdego. Czyjej garderobie nie przydadzą się klasyczne jeansy Levis’a, dobre jakościowo koszulki i sweterki Ralpha Laurena czy Tommy Hilfilgera, sportowe buty Nike czy Adidas, tenisówki Converse, bielizna Calvin Kleina albo Victoria Secret, mała czarna Guessa albo skórzana torebka Korsa? Co sobie odpuścić? W moim przekonaniu niekoniecznie warto tracić czas na zakupy w mało znanych i bardzo tanich markach. Wiele z nich kusi najmodniejszymi trendami sezonu i śmiesznymi wręcz cenami, więc łatwo dać się zwabić. Jednak MNÓSTWO z tych rzeczy wygląda super niestety tylko do pierwszego prania 😉

O czym pamiętać? Jak już kiedyś pisałam Stany to mekka couponingu (więcej info tutaj), promocji i okazji życia. 😉 Jeśli wybieramy się na zakupy do określonej grupy sklepów, warto rozeznać się, czy nie mają one aktualnie jakiś ciekawych promocji. Ja przed zakupami zaglądam zwykle do apki RetailMeNot dostępnej w AppStore:)

KOSMETYKI

Druga kategoria, o której chciałabym napisać, szczególnie zainteresuje płeć piękną. Dość rzadko trafia się mężczyzna, który miałby w łazience tyle kosmetyków, ile przeciętna kobieta 😉 Tutaj muszę od razu zaznaczyć, że w przeciwieństwie do poprzedniej kategorii, sama nie jestem specjalnym znawcą tematu. Owszem, lubię kosmetyki jak większość babek, ale nie mam jakiejś ogromnej wiedzy w tym zakresie. Nie znam wszystkich nowinek, w życiu nie słyszałam o wielu popularnych kosmetycznych markach, ani nie orientuję się jakie są dokładne różnice cenowe między Polską a Stanami. Jednakże nawet taki kosmetyczny laik jak ja, może zauważyć, że za oceanem kosmetyki są tańsze i zwyczajnie bardziej opłaca się je kupować właśnie tutaj. Poza tym w wielu wypadkach wybór jest o wiele większy niż w Polsce:)

Szamponów i żeli pod prysznic raczej nikt ze Stanów woził nie będzie, więc skupię się głównie na mniejszych, ale zdecydowanie droższych kosmetykach do makijażu. Gdzie je kupić?

Po nieco droższe marki (typu Dior, Chanel, Clinique, Lancome) polecam zajrzeć do Sephory albo Macy’s. Wiele kosmetyków, które znajdziecie na półkach Douglasa czy polskiej Sephory tutaj będzie w niższych cenach. Nie są to powalające na łopatki różnice, ale po przeliczeniu na złotówki wychodzi taniej. Plusem jest to, że możecie znaleźć marki niedostępne w Polsce w sprzedaży stacjonarnej. Wiele razy coś w zestawie wychodzi taniej. Dwa razy kupiłam ulubioną bazę pod podkład w zestawie z dwoma innymi produktami tej marki. Koszt zestawu był identyczny jak samej bazy. Lubię też możliwość kupna tzw. zestawów startowych w niezłych cenach, bo fajnie się to sprawdza w przypadku kosmetyków, z którymi nie miałam wcześniej do czynienia. W zestawie zwykle znajdziecie 5-7 próbek najpopularniejszych kosmetyków z serii. Nie jest to próbki-saszetki, tylko 1/3 czy nawet połowa normalnego opakowania. Podoba mi się też polityka dodawania darmowych próbek do zakupu – najczęściej amerykańskie drogerie są dużo hojniejsze!

*

Po nieco tańsze, „rossmanowe” kosmetyki (w stylu: Maybelline, L’oreal, Cover Girl, Revlon, Essie) zajrzyjcie do CVS albo Walgreens. Tutaj różnice w cenach na moje oko są sporo większe, a poza tym jest mnóstwo okazji i co chwilę jest obniżka czegoś innego 😉 Najczęściej można spotkać promocje w stylu „kup 1, drugi dostaniesz gratis”.

Co oprócz kosmetyków makijażowych warto kupić za oceanem? Ja polecę balsamy do EOS (znajdziecie je praktycznie w każdym sklepie nawet spożywczym), peeling do twarzy z St.Ives (z tego co wiem to nie ma go w Polsce, a jest super), rajstopy w sprayu Sally Hansen (to zwykły balsam brązujący, ale daje efekt idealnych nóg – w Polsce zdębiałam jak zobaczyłam, że wołają za niego 55zł!) albo pięknie pachnące kosmetyki od Bath&Body Works czy BodyShop (wiem, że są dostępne w Polsce, ale ponoć na polskim rynku ich ceny są szokujące).

No i prawie zapomniałam o najważniejszym! Perfumy 🙂 Też zdecydowanie bardziej opłaca się kupować je tutaj, ponieważ nawet kupując je w zwykłej amerykańskiej drogerii możemy zaoszczędzić w porównaniu z kupnem tych samych zapachów w Polsce. Ja sama kupuję sporo flakoników, więc zawsze staram się znaleść jak najlepsze okazje! Zwykle zamawiam zapachy w Internecie na Amazonie albo pefumes.com. Część udało mi się upolować we wspomnianym wcześniej TJmaxx albo zaglądam do perfumerii w miasteczku outletowym. Nie raz udało mi się za 20 dolców kupić buteleczkę perfum, która w polskiej Sephorze potrafi kosztować nawet 300zł 🙂

ELEKTRONIKA

Ostatnia kategoria zainteresuje zarówno Panów jak i Panie, chodzi bowiem o sprzęt elektroniczny. Nie znam osoby, która w dzisiejszych czasach obywa się zupełnie bez technologicznych nowinek! W Stanach wiele elektronicznych gadżetów można znaleźć taniej. Jednak tutaj radziłabym zachować największą rozwagę przy zakupach, bo mówimy o cenach sporo wyższych niż w przypadku bluzki czy mascary. Przede wszystkim trzeba być dobrze zorientowanym co chce się kupić i jakie ceny obowiązują aktualnie na rynku.

Najlepsze okazje na elektronikę można „wyczaić” w czasie sezonowych obniżek np. z okazji Black Friday albo wyprzedaży poświątecznej. Często jest też tak, że wyłącznie na kilka modeli np. aparatu albo kamer obowiązują najlepsze ceny. My na przykład za lustrzankę Nikona w zestawie z dwoma obiektywami zapłaciliśmy $550, a cena pierwotna to było 1100$ – ale na dany model zdecydowaliśmy się właśnie dlatego, że był na tak dużej przecenie. Czyli jeśli chcecie kupić coś naprawdę tanio, to nie nastawiałabym się na jeden, jedyny model.

O czym trzeba pamiętać? Przed zakupem proponuję upewnić się, że gwarancja na dany sprzęt obowiązuje na całym świecie. W przeciwnym wypadku, kiepsko jest odsyłać potem sprzęt do Stanów w przypadku usterki. Jeśli chodzi o to, gdzie najlepiej kupować to ja zwykle korzystam ze sklepu BestBuy (najpopularniejszy amerykański sklep z elektroniką). Bardzo często trafiają się tam fajne promocje na określony czas, które można śledzić na stronie. Kilka lat temu kupowałam iPada dla  rodziców i skorzystałam właśnie z jakiejś takiej ciekawej oferty na ich stronie i rodzice finalne zapłacili dużo mniej niż w Polsce. Jeszcze częściej kupuję sprzęty elektroniczne online, głównie na Amazonie – obowiązują takie same zasady gwarancyjne jak w przypadku sprzedaży stacjonarnej, a ceny często są lepsze 🙂

*

To chyba tyle w dzisiejszym odcinku zakupów za oceanem! Mam nadzieję, że temat Was zainteresował a moje „złote rady” przydadzą się wszystkim, którzy szukają informacji co kupić w USA 🙂 

16 Komentarzy
  • Gosia 25 sierpnia 2017, 09:37 Odpowiedz

    No wlasnie, ach te hamerykanskie zakupy, chyba tylko raz udalo mi sie przyleciec bez nadbagazu. Osobiscie strasznie ubolewam, iż markowa odziez tj.Tommy Hilfiger, Calvin Klein, Guess, Levi’s, Victoria Secret, moje ulubione ‚snikersy’ z New Balance nie sa w takich promo, czy nawet cenach jak w USA, nawet po kursie sie oplaca. Pamietam jakie były super oferty w drogeriach I tych drozszych jak i tanszych, typu Walgreens, Target, czy w Walmart…strasznie mi tego w Polsce brakuje. Jako studentka pracowalam za srednia pensje, a na wszystko mozna bylo sobie pozwolic I jeszcze oszczedzic. Ale bym teraz zaszalala jakbym puscila sie na hamerykanski shopping 😉 Pozdrawiam Cie Kasiu I Twoja slodka powiekszona rodzinke ❤🐶 ❤💑 ❤

    • kashienka 14 września 2017, 18:36

      No niestety jeśli chodzi o polskie ceny, to zawsze wydają mi się strasznie wysokie w porównaniu do amerykańskich 🙁 Marki, na które tutaj może pozwolić sobie każdy przeciętny zjadacz chleba, w Polsce uznawane są za takie „z wyższej półki”. Ja jako au pair dostawałam tylko niewielkie kieszonkowe, a mogłam sobie pozwolić na wiele 🙂 Oczywiście, kupowałam najczęściej w outletach i polowałam na dobre promocje, ale w sumie to zostało mi do dzisiaj 😛

  • Słowa Spisane 25 sierpnia 2017, 19:31 Odpowiedz

    Nie spodziewałam się tylu ciekawostek! Bardzo pomocny post dla kogoś, kto planuje taka podróż. Gdybym jechała do Ameryki to z pewnością twoj blog byłby podstawowa lektura przed! Oczywiście, żeby nie w topić 😂

    • kashienka 14 września 2017, 18:36

      Mam nadzieję, że post okaże się przydatny na kilku osób 🙂 Dzięki!

  • Olgietta.com 25 sierpnia 2017, 21:26 Odpowiedz

    Bardzo ciekawy wpis. A najbardziej zaskoczyly mnie podatki, a dokladnie ceny bez podatkow. W sumie to toche mylace dla kupujacego (przyjezdnego) i wlasciwie czemu od razu tego podatku w cenie na polce nie podaja? Pewnie mozna sie do tego przyzwyczaic 😊

    • Kasia 26 sierpnia 2017, 07:26

      Nie podaja bo kazdy stan ma inny podatek, w samej Georgi podatek jest rozny, na zywnosc 4%, reszta jest od 6-8% np. Atlanta Fulton County ma 8%, Forsyth County ma 7%, Gwinett County ma 6%, a sa tylko godzine drogi od siebie.

    • kashienka 14 września 2017, 18:38

      Olgietta – niby można się przyzwyczaić, ale dla mnie to nadal jest trochę bezsensowne 😉 Dziękuję za miłego słowo!

    • kashienka 14 września 2017, 18:41

      Kasia – dokładnie tak jak piszesz! Kupiłam kiedyś coś w sklepie, który mieścił się w Fulton county, a zwróciłam tę rzecz sklepie w Cobb county i oczywiście sales tax już był inny i wyskoczyła różnica na paragonie.

  • cytrus 26 sierpnia 2017, 07:44 Odpowiedz

    Z tego co słyszałam to najlepiej jednak kupić ciuchy, z kosmetyków jedynie marki niedostępne w PL. Nie ma co porównywać cen z cenami z polskiej Sephory, nie wiem kto tam kupuje? 😉 W polskich drogeriach internetowych i perfumeriach kosmetyki i perfumy są o połowę tańsze niż sklepach.
    Ostatnio byłam na Wyspach Kanaryjskich, z powodu niskich podatków jest tam jedna wielka strefa bezcłowa. W porównaniu z Sephorą ceny są dużo niższe, ale już porównując z moją ulubioną perfumerią internetową wypadały podobnie lub nawet ciut drożej 😉

    • kashienka 14 września 2017, 18:44

      Ja w Polsce perfumy uwielbiałam kupować w SuperPharm! Fakt, nie było możliwości powąchania, ale jak wiedziało się jaki zapach się chce, to różnica w cenie była diametralna 🙂 A w polskich Sephorach wbrew pozorom sporo ludzi robi zakupy.
      Dokładnie jak piszesz- trzeba się orientować w cenach, żeby faktycznie zaoszczędzić 🙂

  • Kasia 26 sierpnia 2017, 08:09 Odpowiedz

    Jeśli chodzi o kosmetyki to u nas faktycznie jest drogo. Wielokrotnie bywałam we Francji, w Niemczech czy nawet w Czechach, gdzie za kosmetyki płaci się też śmieszne pieniądze w porównaniu do Polski.

    Czy mogłabyś podać przykładowe ceny jakiś pomadek czy cieni? Są strony, które ściągają do Polski kosmetyki makijażowe z USA takich marek jak Kylie, Morphe czy Tarte i jestem ciekawa ile sobie narzucają marży, bo ceny dalej są kosmiczne 😉

    Pozdrawiam 🙂

    • kashienka 14 września 2017, 18:57

      Mnie rozwaliła cena zwykłych szminek z Maca w Polsce – ponad 80 złotych!!!!
      Przykładowe ceny:
      Tarte (ze strony amerykańskie Sephory) – błyszczyki od 14$, cienie do powiek od 35$
      Kylie (z Amazona) – błyszczyk plus konturów (lip kit) – około 50$ – teraz to nawet jestem zszokowana tą ceną :p
      Morphe (z Amazona) – duża 35 odcieniowa paletka cieni – od 23$, zestaw 12 pędzli – od 25$

  • simple.dancer 26 sierpnia 2017, 08:12 Odpowiedz

    Warto też dodać, że w niektórych sklepach typu Macy’s czy Marshalls turyści mogą odebrać karty znizkowe 🙂 tak przynajmniej bylo jakis czas temu. Byłam kiedyś w miasteczku outletowym, faktycznie można się tam zatracić w zakupowy szaleństwie 😀 pozdrawiam!

    • kashienka 14 września 2017, 18:57

      O tak, faktycznie zapomniałam o tym wspomnieć! Dzięki 🙂

  • Diana 29 sierpnia 2017, 13:13 Odpowiedz

    O kurcze, nawet nie wiedziałam ze podatek jest taki naliczony :O sporo..sporo..
    Poza tym, zazdroszczę życia w stanach!

    Buziaki
    http://www.wkrotkichzdaniach.pl

    • kashienka 14 września 2017, 18:58

      Są plusy i minusy, wiadomo :). Dzięki!

Skomentuj

Przepis wynik *