INNOŚCI W STANACH: OPIEKA MEDYCZNA

2371 Wyświetleń 34 komentarze

Muszę przyznać, że do napisania tego posta zbierałam się od dłuższego czasu, nie tylko ze względu na liczne pytania jakie od Was dostawałam w tej kwestii, ale również dlatego, że temat uważam za bardzo ciekawy i idealnie nadający się do cyklu „Inności”. Zwykle jednak dochodziłam do wniosku, że nie mam jeszcze zbyt wiele  doświadczenia w obcowaniu z opieką medyczną za oceanem. Teraz jednak myślę sobie, że ja wcale nie mam ochoty na zdobywanie takiego doświadczenia w roli pacjenta 😉 Wolę napisać Wam jak to wygląda z mojej perspektywy, moich obserwacji oraz na podstawie niewielkich doświadczeń moich oraz większych – moich bliskich. Równocześnie proszę osoby mieszkające w Stanach i mające więcej do powiedzenia w tym temacie o uzupełnienie/poprawienie informacji w komentarzach na dole 🙂 


W Polsce system opieki zdrowotnej jest dość prosty. Dzieli się na sektor publiczny i prywatny. Choć szpitale są teraz w dłużej mierze sprywatyzowane, to istnieje coś takiego jak Narodowy Fundusz Zdrowia (czasem nazywany też od starej nazwy -„kasą chorych”). W ramach tego funduszu każdy ubezpieczony pacjent (nie tylko każdy pracujący i odprowadzający składkę zdrowotną do ZUS, ale także bezrobotny zgłoszony do Powiatowego Urzędu Pracy) ma prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Brzmi super, ale każdy z nas pewnie wie, że rzeczywistość wcale nie wygląda tak kolorowo. Długie kolejki oczekiwania do specjalistów oraz ignorowanie potrzeb pacjenta to tylko niektóre z długiej listy minusów NFZ. Jeśli ktoś ma możliwości finansowe często korzysta z sektora prywatnego, gdzie za wizytę/badania płaci spore pieniądze, ale nie trzeba czekać i ma się niejednokrotnie dostęp do lepszego sprzętu medycznego. Coraz więcej ludzi, szczególnie w dużych miastach, zamiast szukać prywatnych gabinetów poszczególnych specjalistów decyduje się po prostu na usługi prywatnych placówek medycznych typu LuxMex czy Medicover. W takich sieciach wybiera się konkretny plan, za który płaci się miesięczną składkę i w ramach tego planu zyskuje dostęp do usług medycznych w placówkach tej sieci.

W Stanach służba zdrowia jest w znakomitej części prywatna. Zamiast składki zdrowotnej ZUS wykupuje się tutaj ubezpieczenie od konkretnej firmy ubezpieczeniowej. Co ciekawe, do 2014 roku wykupienie takiego ubezpieczenia było całkowicie dobrowolne (i wiele osób go nie wykupowało), jednak reforma ObamaCare wprowadziła obowiązek wykupienia ubezpieczenia (podobno osoby o niskim dochodzie miały zaoferowane przez państwo jakieś dofinansowanie do ubezpieczenia – nie wiem jak to dokładnie wyglądało) i rezygnacja z jakiegokolwiek ubezpieczenia oznacza nałożenie kary finansowej. Firmy ubezpieczeniowe mają podpisane kontrakty z różnymi szpitalami/placówkami medycznymi i to właśnie w nich najlepiej się leczyć (tzn. można pójść do lekarza gdziekolwiek, ale koszty będą nieporównywalnie wyższe, o czym napiszę poniżej). Od firmy ubezpieczeniowej dostaje się kartę, którą najlepiej jest nosić przy sobie w portfelu – trzeba okazać ją w każdej placówce medycznej.

Zamiast zacząć od plusów, zacznę od minusów amerykańskiej opieki medycznej. Usługi medyczne są w Stanach drogie. Cholernie drogie 😉 Wizyta u lekarza ogólnego, to jeszcze „mały pikuś”, bo nie są to ceny z kosmosu, ale już rachunek ze szpitala może przyprawić o palpitację serca – osobiście, na szczęście, nie byłam ale wiem, że rachunek opiewający kwoty rzędu $20,000 – $40,000 za trzydniowy pobyt w szpitalu z wykonaniem badań, to całkiem.. normalna kwota. Jeśli teraz złapaliście się ze głowę i uwierzyliście we wszystkie historie o ludziach, którzy trafili pod most nie będąc w stanie spłacić rachunku za szpital, to muszę Was uspokoić. To znaczy nie twierdzę, że takie sytuacje nie miały czy nawet nie mają miejsca, ale po to wykupuje się ubezpieczenie, by nie płacić takich kosmicznych kwot w całości. Ile wobec tego się płaci? To wszystko zależy od ubezpieczalni, naszego planu ubezpieczeniowego, rodzaju zabiegów i kilku innych czynników. W lepszych ubezpieczeniach płaci się na przykład 20-30% stawki, a po przekroczeniu określonej kwoty na rok (tzw. „deductible”), cała reszta jest refundowana. Oznacza to na przykład, że jeśli ktoś w swoim ubezpieczeniu ma kwotę deductible na poziomie $7500, to jeśli jego rachunki za leczenie przekroczą tę sumę, to do końca roku ma pokryte 100% kosztów leczenia, nawet jeśli w tym czasie musi mieć wykonane szereg operacji i mnóstwo badań. Owszem dla przeciętnie zarabiającego człowieka nawet ta kwota $7500 to spory wydatek, ale uwierzcie mi, kwoty za specjalistyczne operacje i leczenie potrafią być nawet kilkadziesiąt razy wyższe.

Drugi poważny minus to wg mnie brak „cenników” za usługi medyczne. W Polsce zwykle można dowiedzieć się z góry, jaki będzie koszt leczenia, a tutaj to kompletna niespodzianka. Zapytanie lekarza w szpitalu o to, ile będzie kosztował zabieg, który zostanie za chwilę wykonany jest bez sensu, bo lekarz sam nie ma o tym pojęcia. Zwykle przy przyjęciu np. na pogotowie, podaje się numer karty i podpisuje ściągnięcie z niej jakiejś tam symbolicznej kwoty (chyba 100$). Dopiero po skończonym leczeniu szpital wystawia nam rachunek, a w zasadzie nie nam, tylko ubezpieczalni, z której korzystamy. Ubezpieczalnia albo godzi się na kwotę szpitala, albo negocjuje jeszcze ten rachunek bezpośrednio z placówką medyczną, potem pokrywa swoją część, a na resztę wystawia rachunek nam. A dla nas do momentu listownego przyjścia rachunku do domu, cena za leczenie jest całkowitą niewiadomą. 

Wady jak widzicie są spore, ale według mnie amerykańska opieka medyczna ma też sporo zalet. Osobiście uważam, że jest na naprawdę wysokim poziomie! Sprzęt medyczny jest naprawdę nowoczesny i najwyższej klasy, wykonuje się tutaj innowacyjne operacje i podejmuje leczenie, które nie jest dostępne jeszcze w wielu innych krajach (wielu pacjentów z Polski, cierpiących na poważne schorzenia zbiera przecież pieniądze na opłacenie leczenia w USA). Lekarze mają wąskie specjalizacje, to fakt, ale większość wydaje się być dobrymi specjalistami w danej dziedzinie. Jeśli czegoś nie wiedzą, nie ukrywają tego i proszą o konsultację innego lekarza. W dodatku szpitale, w których miałam okazję być (nie jako pacjent) były naprawdę przyjazne ludziom, ładnie urządzone itp. Jedynym absurdem, jakim zauważyłam, było tylko umieszczenie niedaleko świetnie wyposażonej szpitalnej stołówki (z naprawdę setkami opcji do wyboru dla każdego) restauracji McDonald’s, z czego otyli pacjenci skwapliwie korzystali – no ale niestety niektórzy Amerykanie nie wytrzymują bez fast-foodów nawet podczas badań.

Drugi plus, w moim mniemaniu bardzo ważny, to podejście do pacjenta. Zaznaczę tutaj, że nie mam jakiś specjalnie negatywnych doświadczeń z polską służbą zdrowia – nie przypominam sobie w tej chwili żadnych niemiłych sytuacji, których doświadczyłam u lekarza. Mimo to, uważam że podejście przeciętnego amerykańskiego pracownika służby zdrowia jest naprawdę sto razy lepsze. To pacjent i jego dobro jest na pierwszym miejscu i to się naprawdę czuje na każdym kroku. Nie zdarza się, by lekarz zbagatelizował jakiś problem pacjenta albo był w stosunku do niego arogancki i traktował z wyższością. Przykład? Trafiliśmy kiedyś na pogotowie z moim mężem i spędziliśmy tam dobre 10 godzin. Przez ten czas przewinęło się wokół nas z 20 pracowników szpitala – od odpowiednika naszej salowej do doktora ze specjalizacją w anestezjologii, wezwanego do zabiegu o 11 w nocy w ramach dyżuru. Każdy, podkreślam każdy, kto przyszedł do gabinetu, w którym czekaliśmy przedstawił się grzecznie, zapytał o samopoczucie, powiedział co będzie teraz wykonywał (np. Teraz założę panu wenflon, a moja koleżanka za 10 min przyjdzie z kroplówką). Ponieważ to nie ja byłam pacjentką, to denerwowałam się o zdrowie Briana, więc chyba z cztery osoby mnie uspokajały, przynosiły wodę/sok czy nawet jakąś małą przekąskę i zagadywały co chwilę, bym się bardziej nie stresowała. To było mega miłe, bo autentycznie czułam troskę ze strony personelu. Czasem śmieję się, że to taka troska i ostrożność „do przesady”. Gdy w Puerto Rico skręciłam stopę i ból nie ustępował nawet po tygodniu, to poszłam do lekarza rodzinnego, by sprawdzić na RTG czy wszystko jest na pewno w porządku. Mimo, że do gabinetu weszłam o własnych siłach, to na rentgena dwa pokoje dalej wieźli mnie już wózkiem, a potem, skoro dostałam zalecenie używania kul aż nie przestanie boleć – to pielęgniarka zaprowadziła mnie aż do samochodu pilnując czy na pewno idę o tych kulach 😉 Jeśli człowiek jest umówiony na jakiś zabieg i z jakiegoś powodu jest opóźnienie (np. ktoś z wypadku jest na stole operacyjnym) to kilka razy słyszy się przeprosiny za taką sytuację.

Powiem szczerze, że na początku trudno mi się było ogarnąć w tym całym systemie. Wszystko wydawało mi się jakieś niejasne i zagmatwane. Gdy pracowałam jako au pair nie miałam pojęcia jak korzystać z mojego ubezpieczenia i kiedy potrzebowałam udać się do ginekologa, to poszłam po prostu do najbliższej przychodni, co było błędem o tyle, że przychodnia ta nie miała podpisanego kontraktu z moją ówczesną ubezpieczalnią. Do tej pory pamiętam rachunek jaki mi wtedy wystawili, za najzwyklejszą, rutynową wizytę – prawie dwie moje „tygodniówki”! Dziś nauczyłam się już, że poszukiwania lekarza trzeba zacząć od wejścia na stronę internetową naszego ubezpieczyciela. Tam nie tylko znajdzie się wszystkich specjalistów podlegających pod naszą ubezpieczalnie w okolicy, ale też w przypadku zwykłych, rutynowych wizyt – orientacyjny ich koszt. Czasem jest to zupełnie za darmo jak w przypadku moich wizyt kontrolnych u ginekologa, albo z niewielką zapłatą np. $50, ile zapłaciłam np. u okulisty, gdy miałam zapalenie spojówek.

Podsumowując już temat, bo nieco się rozpisałam, a jeszcze wiele można by na temat napisać – opieka medyczna w Stanach różni się znacznie od polskiej służby zdrowia. W moim przekonaniu tutejszy system ma zarówno wady jak i zalety. Wykupienie w miarę przyzwoitego ubezpieczenia jest bardzo ważne, bo w przeciwnym razie można naprawdę zbankrutować płacąc rachunki za leczenie. Usługi medyczne są drogie i jest to niepodważalny fakt, ale moim zdaniem ich jakość jest naprawdę na wysokim poziomie. A może Wy, drodzy czytelnicy, macie jakieś doświadczenia z amerykańską opieką medyczną? Jeśli tak, to proszę wypowiedzcie się w komentarzach, być może będę mogła uzupełnić swoją notkę o jakieś ważne szczegóły, które okażą się przydatne dla osób poszukujących informacji o służbie zdrowia w USA.  

34 Komentarzy
  • Justyna 2 sierpnia 2017, 22:59 Odpowiedz

    Warto chyba rowniez wspomniec, ze ceny takich ubezpieczen sa niezwyke drogie i nie wszyscy moga sobie na nie pozwolic. Czesto jest to wydatek kilkuset dolarow miesiecznie. Za osobe. Poza tym pracodawca nie ma obowiazku zapewnienia pracownikowi ubezpieczenia, Pozatym posiadajac ubezpieczenie nie zawsze ma sie rowniez pokrytego dentyste, czy okuliste i takie uezbpieczenie trzeba wykupywac oddzielnie, choc jest ono duzo tansze.

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 16:04

      Masz rację, niestety. Koszt ubezpieczenia nie jest mały, a często nie zawiera właśnie pakietu stomatologicznego.

  • Ania 2 sierpnia 2017, 23:24 Odpowiedz

    Po ponad 10 latach w US, dwoch porodach i kilku wizytach w szpitalach przy innych okazjach zgadzam sie w zasadzie ze wszystkim co namisalas. Jesli chodzi o koszty ubezpieczenia, to sa one ogromnie wysokie i to jest powod dla ktorego nie wszyscy je wykupowali/wykupuja. Zaklad pracy nie ma obowiazku oferowac ubezpieczenia swoim pracownikom, wiec zdarzaja sie sytuacje, ze dwie osoby w rodzinie pracuja, a zadna nie ma ubezpieczenia. Przez „oferowac” mam na mysli, ze mozna ubezpieczenie wykupic przez plan ubezpieczeniowy pracodawcy. Dziala to tak, ze im wieksza firma zatrudniajaca, tym korzystniejsze ceny moze wynegocjowac dla swoich pracownikow z firmami ubezpieczeniowymi. Dlatego tez male firmy czesto takiego planu ubezpieczeniowego swoim pracownikom po prostu zaoferowac nie moga. Wtedy taki pracownik musi wykupic sobie plan ubezpieczeniowy samodzielnie. Ceny sa bardzo wysokie i wielu ludzi po prostu nie stac na ubezpieczenie. Np. w stanie Illinois, w 2016 roku, sredni koszt MIESIECZNY ubezpieczenia dobrej jakosci, za rodzine 4 osobowa (2 doroslych i 2 dzieci) to wydatek okolo 1200$.

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 16:08

      Uff, czyli za bardzo nie „popłynęłam” w temacie 😉 Cieszę się, potwierdzasz moje obserwacje.
      Tak, dokładnie, to ważny punkt – w większych firmach pakiet ubezpieczeniowy jest dużo korzystniejszy, bo mając wiele pracowników zwyczajnie udaje się wynegocjować dla nich lepsze stawki. A pracownicy małych firemek niestety muszą wykupić ten plan sami, co równa się większym kosztom…

  • Kulka 3 sierpnia 2017, 16:27 Odpowiedz

    Ladnie opracowany trudny temat. Mieszkam w NYC. Tutaj firma, ktora zatrudnia ponad 50 osob musi oferowac ubezpieczenie zdrowotne dla swoich pracownikow.
    Pracuje w malej firmie. W mojej pracy pracodawca pokrywa 70% czyli $560 miesiecznie.
    Stawka za pracownika to $795
    pracownik + dzieci (bez roznicy jedno czy dziesiecioro) $1350
    pracownik +malzonek+dzieci ponad $2200

    Precedens jest taki, ze czasami za wykonanie badania jest korzystniej zaplacic gotowka niz zrobic to z ubezpieczalnia.

    Ciekawostka, rodzilam 4 late temu. W szpitalu bylam 24 godziny , porod bez epiduralu, dziecko nie dostalo szczepienia zadnego. Rachunek przyszedl na $20,000. Ubezpieczenie zaplacilo $12K i ja $1K.

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 16:11

      Dzięki za słowo uznania 🙂 Trochę obawiałam się pisać właśnie przez brak doświaczenia w temacie, ale widzę, że Polacy mieszkający dłużej w USA potwierdzają w sumie moje słowa 🙂
      Ehh, te ceny, które wymieniłaś – bardzo wysokie. Szczególnie cena za poród – 20 tysięcy za 24h w szpitalu, wow!

  • Magda 3 sierpnia 2017, 17:23 Odpowiedz

    Warto wiedzieć takie rzeczy zwłaszcza jak się zamierza tam przebywać, Bardzo dobry wpis . Pozdrawiam

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 16:19

      Niestety wiele osób nie jest przygotowanych na takie ceny i przeżywają szok po pierwszym kontakcie z opieką medyczną 🙁 Dzięki!

  • Jola 3 sierpnia 2017, 19:41 Odpowiedz

    Ja mam ubezpieczenie z firmy. Firma dopłaca 500$ ja 130$ na jedna osobę, dentystyczne $30, okulista $5, out of pocket $250, deductible $1000. Moge iść do lekarzy w network jak i out of network za pare dolarów więcej. Dużo ludzi nadal nie ma ubezpieczenia bo ich nie stać. Za dużo zarabiają na pomoc z rzadu,a za mało żeby to ubezpieczenie wykupić 🙁 Wcześniej gdy nie pracowałam miałam obamacare średnie z deductible $8000 za 375$ miesięcznie.

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 16:21

      Wow, to wydaje mi się, że masz super warunki! Nigdy nie słyszałam o tak niskim deductible. Normalnie pozazdrościć pracodawcy 🙂

  • Ania 3 sierpnia 2017, 20:20 Odpowiedz

    Super tekst. Zgadzam się z nim w 100% 🙂 Do wad dodałabym czas oczekiwania w gabinetach. To, że zajmuje się nami grono osób jest oczywiście zaletą, bo każdy jest profesjonalistą w tym, co robi, ale na każdą z tych osób trzeba z reguły sporo czekać (pomimo umówienia wizyty na konkretną godzinę). Tym samym spędzamy w placówce dość sporo czasu. Na tekst ” Thank you, doctor will be with you shortly”, który słyszy się wszędzie, za każdym razem można się tylko uśmiechnąć i cierpliwie czekać kolejne 15 min patrząc się w ścianę 🙂 Pomimo tych kilku wad i tak uważam, że system opieki zdrowotnej jest rewelacyjny. Nie ma krzywych spojrzeń, nie ma „siadać. co dolega?” itp (oczywiście możemy trafić na kogoś mniej milszego lub mającego gorszy dzień, ale to raczej rzadkość) co jest normą w Polsce idąc na NFZ. Polska w tej kwestii powinna brać przykład z USA. Co do rachunków ze szpitala…wczoraj otrzymałam rachunek za poród 😀 z butów faktycznie można wyskoczyć, ale tak jak wspomniałaś ubezpieczalnie łagodzą zawał serca, którego dostaje się patrząc na wycenę usług 🙂

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 16:23

      Dzięki za podzielenie się komentarzem również tutaj! 🙂
      Co do długiego oczekiwania to tak jak pisałam wcześniej – miałam tylko raz taką sytuację, ale wyobrażam sobie, że musi być strasznie frustrujące..
      A co do tej bezosobowej formy i krzywych spojrzeń to bardzo cieszę się, że tutaj tego nie ma 🙂

  • Ania 3 sierpnia 2017, 21:03 Odpowiedz

    Mieszkam w Kanadzie od 7 lat i jedny zpowodóww dla którego nigdy nie zdecydowaliśmy sie na przeprowadzke do US jest opieka zdrowotna.
    Niby jest ubezpieczenie ale co i w jakim zakresie pokrywa to z reguły jets wilka niwiadoma. Moj znajomy nie może zmienić pracy np bo tylko Microsoft w swoim pakiecie medycznym oferuje opłacenie kosztów zadkiej choroby jego syna,
    Dla porównania- Kanadama opiene medyczna na bardzo wysokim poziomie- tak samo jak US – a rachunki opłacane są przez pańswto.
    Ludzie nie idą pod most (z reguły w stanach zastawiasz dom na pokrycie rachunku ze szpitala, gdy chorujesz na powazna chorobe) i nie bankrutuja na potege płacac za swoje zdrowie…
    Prawda jest , że czasami trzeba czekać na wizyte i nie jest u nas kolorowo, ale ma to jakis ogólno humanitarny sens.
    Koniec końców myśle, że Polski system państwowo – prywatny jest z tego wszystkiego najbardziej pro ludzki i elastyczny. Masz kase – leczysz sie na wysokim poziomie i płacisz (Ty lub Twój ubezpieczyciel). Nie masz kasy- państwo zapewnia Ci leczenie bez popadania w długi .

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 16:54

      Słyszałam właśnie, że Kanada ma bardzo dobry system opieki zdrowotnej i dodatkowo jest on opłacany przez państwo.
      A co do Polski, to nie uważam, że podział na sektor prywatny/państwowy był zły, ale wkurza mnie właśnie to to traktowanie chamsko pacjentów korzystających z NFZ i super miło pacjentów płacących ze swojej kieszeni. Czekanie mogę zrozumieć, ale chamskiego traktowania już nie. No i trochę absurdem dla mnie jest, że niektórzy ludzie płacą do ZUS składkę zdrowotną bo muszą, ale nie korzystają z tego, bo zawsze leczą się prywatnie.

  • Beata 3 sierpnia 2017, 21:18 Odpowiedz

    Co do ObamaCare I „znizki”, o ktorej napisalas, ale nie byłaś pewna jak to dokładnie wygląda 🙂 wypowiem się bo trochę w tym siedziałam 🙂
    W określonych przedziałach dochodu niektórzy ludzie mogą liczyć na zmniejszenie miesięcznej składki ubezpieczeniowej. Powiedzmy (wrzucam z głowy teraz bo nie pamiętam dokładnych kwot) – dla małżeństwa bez dzieci maksymalny dochód roczny do którego można się starac o „znizke” na ubezpieczenie to około $46,000.00. Oczywiście im mniej się zarabia tym zniżką jest większa.
    Ponadto, jesli sie odpowiednio malo zarabia to każdy stan ma darmowy program ubezpieczeniowy – w NJ na przykład jest to NJ Family Care. Jest to ubezpieczenie tzw. ‚stanowe’, tudzież ‚dla biednych’. Dla biednych dlatego, że maksymalne zarobki roczne jakie może posiadać na przykład małżeństwo to $1,868.00 na miesiąc.
    Ponadto, ciekawostka jest to że jeśli ktoś spelnia warunek niskich zarobków musi ponadto spełniać jeszcze jeden warunek – być albo obywatelem albo posiadać zielona kartę przynajmniej 5 lat. W innym przypadku dana osoba musi starać się o płatne ubezpieczenie.

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 16:55

      Dzięki Beatko za wyjaśnienie – super, że opisałaś jak to dokładnie wygląda, ja nie miałam pojęcia.

  • Beata 3 sierpnia 2017, 21:18 Odpowiedz

    A co do tych kolosalnych rachunków medycznych – czesto, w przypadku niskich dochodow można się starać o ich częściowe umorzenie. Jednakże, znam przypadek pewnego pana, który miał wylew, nie mając ubezpieczenia, leżał dobrych kilka miesięcy w szpitalu, jego rachunek urosl na kilka milionów, po czym szpital zapłacił za samolot i wysłał go na dalsze leczenie do Polski, bo nie mial kto tych wszystkich rachunkow zapłacić.
    Według mnie ubezpieczenie zdrowotne, a przede wszystkim jego ceny i ceny opieki zdrowotnej to jedna z największych bolączek USA 🙂 czasem śmieje się do mojego męża ze trzeba być albo bardzo biednym i mieć darmowe ubezpieczenie albo bardzo bogatym i nie dbać o to ile się za nie placi 🙂
    Kasiu, notka bardzo ciekawa i baaaaardzo dobrze wyjaśnia różnice między polską a amerykańska służba zdrowia. Bo różnice są ogromne, mój tata dalej nie może uwierzyć że tutaj mamy takie ceny za służbę zdrowia i że to wszystko wygląda tak, a nie inaczej.

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 16:58

      Nie słyszałam o możliwości umorzenia, ale ta sytuacja tego faceta z wylewem – masakra, aż mnie ciarki przeszły.
      Ha, masz rację „albo bardzo bogatym, albo bardzo biednym” bo jak jesteś pośrodku, jak większość mieszkańców, to już nie jest tak fajnie 😉
      Dzięki za słowa uznania! :* Mam nadzieję, że notka uzupełniona świetnymi komentarzami na pewno przyda się komuś, kto poszukuje informacji na ten temat :)))))

  • Joanna Marek-Blukacz 3 sierpnia 2017, 23:36 Odpowiedz

    Oczywiscie ceny maja szalone …..kiedys szukalismy, zeby zrobic usg …..ceny wahaly sie odb $ 200 nawet do $ 1500. ….szlanstwo. Te ceny uslugi medyczne sa wygrowane, ale to wina ubezpieczen, a takze lekarzy. W Polsce w szpitalu jest jeden lekarz gora dwoch …..natomiast w USA bywa ze do jednego pacjenta przychodzi nawet siedmiu. Jeden od infekcji, jeden od glowy, jeden od nogi …..itp. Mielismy kolege w szpitalu po wypadku i widzielismy to na wlasne oczy. Rachunek za szpital przyszedl do jego zony niewyobrazalny do koca zycia chyba tego nie splaca.

    Tak to prawda, ze maja dobry sprzet, ale coz z tego jesli ceny za zabiegi i wizyte u lekarza sa zbyt wygorowane. Uwazam, ze to powinno sie zmienic. 😉

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 17:00

      $1500 za USG, wow, brak mi słów. A co do bardzo wąskich specjalizacji, to faktycznie coś w tym jest! Byłam na leczeniu u dentysty, który zajmował się TYLKO I WYŁĄCZNIE leczeniem kanałowym, na wyrwanie zęba trzeba było szukać kogo innego 🙂

  • Paulina 3 sierpnia 2017, 23:38 Odpowiedz

    Ja mieszkam tu od ponad 5 lat juz i sluzby zdrowia tutaj unikam jak ognia. Bo drogo! A moje ubezepieczenia zdrowotne to zawsze byly takie durne ze nie pokrywaly i nadal nie pokrywaja zadnych konkretnych kosztow.

    Jedynym plusem o jakim warto wspomniec to Planned Parenthood, czyli uslugi genekologiczne praktycznie za darmo. O ile sie nie ma ubezpieczenia oczywiscie i tylko male dochody. To chyba jedyna sytuacja w jakiej skorzystalam z uslug lekarzy do tej pory.

    Pozdrawiam z Kalifornii!

    Paulina | Shenska

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 17:05

      Podziwiam, że udaje Ci się przez tyle czasu unikać lekarzy! Ja mimo, że nie jestem chorowita, to zdążyłam się już kilka razy zaznajomić z lekarzem rodzinnym, ginekologiem, okulistą i co najgorsze – dentystą.. 😉
      Ao tym Planned Parenthood słyszałam! Koleżanka z tego korzystała. Ale dowiedziałam się o tym już po ślubie, więc automatycznie przestałam się na to kwalifikować. Na szczęście w naszym ubezpieczeniu ginekolog i antykoncepcja także jest darmowa 🙂

  • Karolina 4 sierpnia 2017, 06:02 Odpowiedz

    W Korei opieka medyczna jest tak samo kuriozalnie droga jak w Stanach a może i troszkę droższa. Obywatele mają 50% ubezpieczenia od Państwa, obcokrajowcy z wizami też maja jakieś zniżnki ale te zniżki zalezą od rodzaju wizy. Ja z wizą małżeńską mam 50%, studenci mają np tylko 30% co jest głupotą bo jak taki student ma zapłacić z 200 $ za wizyte u lekarza bo np, boli go brzuch…

    Raz niestety byłam w szpitalu w Korei przez 2 nocki bo miałam jakiś wirus po zjedzeniu świnstwa…. zostawili mnie z rachunek opiewającym na prawie 2 tysiące won … czyli mniej więcej 2 tysiące dolarów 🙂
    Dobrze, że miałam wtedy ubezpieczenie w Polsce od takich wypadków i mój ubezpieczyciel w PL pomógł mi uregulować ten kosmiczny rachunek…

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 17:07

      W Korei to wszystko wydaje się bardzo drogie, z tego co opowiadasz 🙁
      Rachunek faktycznie kosmos, dobrze, że miałaś polskie ubezpieczenie w tej sytuacji!

  • Dorota 5 sierpnia 2017, 05:43 Odpowiedz

    A ja z kolei na narzekam na swoje ubezpieczenie. Ale zapewnia mi je pracodawca. Ubezpieczenie jest na calaoja rodzine (mąż, dzieci) „składki” zabierają jakoś z wypłaty ale nie są jakieś duże. Jedyna rzeczą która mi nie pasuje to ograniczona liczba lekrzy. I to ze musze wybierać tych z ich listy. Ale już się przyzwyczaiłam. Musimy troszkę dopłacać do różnych zabiegów u dentysty i okulisty. Ale ja np za apart na żeby musiałam dopłacić tylko 2450$ i to za aparat dla dorosłej osoby. No i Kasiu wiem też ze istnieja ubezpieczenia które pozwalają Ci korzystać z usług wszystkich lekarzy bez problemu. O ile się nie mylę to jest wtedy ubezpieczenie PPO a jak masz ogranicza liczbe lekarzy tak jak to opisalas to ubezpieczenie nazywa się HMO. Ale ja mieszkam w Illinois i może to być różnie w różnych stanach. Co do rachunków ze szpitali i innych cen zabiegów to napewno ceny jakie szpital wymaga od ubezpieczalni są o wiele większe niż od osob bez ubezpieczenia. Wydaje mi się ze ma to związek z tym nieszczesnym rocznym limitem. Ok ale się rozpisałam 😉
    Ale Twój tekst super napisany. Napewno kosztował Cię wiele pracy. Obyś nie musiala go uzupełniać o jakieś nowe fakty z własnego doświadczenia. Pozdrawiam

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 17:12

      My też nie narzekamy na ubezpieczenie, bo w naszym przypadku nie jest ono jakoś kosmicznie drogie, a korzystamy poprzez pracodawcę męża. Jedyne co trochę zrujnowało nasz budżet to mój dentysta w zeszłym roku, ale fakt, nie mieliśmy specjalnego ubezpieczenia dentystycznego 🙁
      Nie słyszałam o PPO i HMO, ale na pewno poczytam na ten temat 🙂
      Dziękuję bardzo – cieszy mnie, że post Wam się podoba i że może stanowić rzetelne żródło informacji dla osób zainteresowanych 🙂

  • Aga | againamerica.com 5 sierpnia 2017, 19:45 Odpowiedz

    Ja od siebie mogę jeszcze dodać, że nawet jak osiągnie się deductible na dany rok to są sytuacje, w których ubezpieczalnia i tak dalej odmówi pokrycia czegoś. U mnie na przykład odmówili pokrycia rezonansu całego ciała mimo tego, że limit osiągnęliśmy na początku roku i musiałam rozbić je na kilka mniejszych. Rzadko się to zdarza, ale jednak tak, w sytuacji, gdy myślą, że coś „is not medically necessary”.

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 17:14

      O tym nie miałam pojęcia, szczerze mówiąc. Ale dobrze, że o tym mówisz – byłam pewna, że po osiągnięciu deductible wszystko jest kompletnie darmowe.

  • Magdalena 7 sierpnia 2017, 15:56 Odpowiedz

    Świetny post. Warto uświadamiać ludzi i samych siebie, jak wygląda opieka medyczna za granicą, i co powinniśmy wziąć pod uwagę przed wyjazdem.

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 17:15

      Myślę, że zawsze lepiej na to być przygotowanym, niż potem przeżyć szok dostając np. pierwszy rachunek ze szpitala 😉

  • Marta 11 sierpnia 2017, 05:25 Odpowiedz

    Trzeba dodac ze system ubezpieczen medycznych w Stanach w polaczeniu z firmami farmaceutycznymi to jest ogromny biznes i wlasnie tym co go odroznia od systemow w Europie jest to ze jest obliczony na dochod. Firmy ubezpieczeniowe maja na celu generowac profity dla swoich udzialowcow, a robia to odmawiajac ludziom swiadczen i leczenia z roznych czesto wydumanych powodow. Czy wiesz o tym ze pacjenci chorzy na raka bardzo czesto slysza ze ubezpieczyciel nie zaplaci za jakas tam terapie majaca ratowacz zycie bo jest eksperymentalna? Niestety tak dzieje sie bardzo czesto. Poza tym czesto firmy ubezpieczeniowe daja limity na leczenie i po przekroczeniu miliona dolarow dalej nie placa za lezcenie (tu znowu mowie o ludziuach chorych na raka lub przewlekle). Zapomnialas tez dodac cos na temat pre-existing condition, bardzo czesto ludzie w tarszym wieku z jakimis problemami zdrowotnymi nie moga w ogole kupic na rynku ubepieczenia bo przeciez nie sa dochodowymi kilentami firm ubezpieczeniowych. Albo dostaja takie stawki ze nie jest to dla nich mozliwe do zaplacenia (Obmacare to zmienilo i firmy ibezpieczeniwoe nie moga wykluczac ludzi z pre-existing condition ale widzac debate na temat sluzby zdrowia w tym kraju pewnie niedlugo sie to znowu zmieni na niekorzysc).

    • kashienka 17 sierpnia 2017, 04:53

      Niestety nie wiedziałam o wielu z rzeczy, o których mówisz – tak jak wspominałam, nie mam wielkiego doświadczenia ze szpitalami. Strasznie to przykre, szczególnie, te odmowy leczenia bo terapia jest eksperymentalna… Natomiast o tym, że w tej chwili firma ubezpieczeniowa nie ma prawa odmówić ubezpieczenia komuś z pre-existing condition to słyszałam oraz to, że kiedyś takie coś było na porządku dziennym.

  • Marta 11 sierpnia 2017, 05:27 Odpowiedz

    Poza tym, rachunki medyczne i niemoznosc ich zaplacenia jest najczestszym powodem bankructw (upadlosci konsumenckich). Stany Zjednocozne to chyba jedyny kraj na swiecie gdzie ludzie umieraja z powodu zakazenia zeba, dlatego ze nie mieli pieniedzy na to zeby pojsc do dentysty. Zapomnailas tez dodac ze ludzie tracac prace traca ubezpieczenie-i co wtedy? Pracodwaca oferuje im COBRE czyli moga sami sobie oplacac to samo ubepziecznei ktore mieli w pracy ale ceny tego sa kosmiczne, ok $1500 miesiecznie., Kogo kto wlasnie stracil prace na to stac?

    A co do tego ze lekarz mowi ci w czasie wizyty co dok;ladnie bedzie robil. to ochrona dla lekarza i podkladka w razie gdybys chciala go pozwac o medical malpractice (blad w sztuce lekarskiej). Tak lekarze chronia sie przed zarzutami ze czegos tam ci nie powiedzieli lub nie wiedzialas co sie dzieje w czasie zabiegu.

    Obejrzyj sobie film SICKO Michaela Moore’a. Otwiera oczy na tutejszy system. Ja po 15 latach w Stanach nie jestem entuzjastka., Cwicze i zdrowo sie odzywiam po to zeby nigdy nie byc tu chora.

    • kashienka 17 sierpnia 2017, 05:01

      Bardzo przykre to co piszesz, faktycznie stawia amerykańską opiekę medyczną w dużo gorszym świetle..
      Ale co do dentysty właśnie, to wiem, że istnieją miejsca, gdzie ludzie z low income mogą liczyć na duuużo tańsze leczenie stomatologiczne. Oczywiście nie mówię tutaj o zakładaniu implantów ani porcelanowych koronek, ale o podstawowym leczeniu zębów. Wiem, bo jak sama szukałam tańszej alternatywy stomatologa w Atlancie, to wyświetliły mi się takie miejsca właśnie i Brian mi wyjaśniał, na jakiej zasadzie one działają. Więc chyba w przypadku zakażenia, które jest zagrożeniem dla życia pacjenta, jest to jakaś opcja?

Skomentuj

Przepis wynik *