PRZEMYŚLENIA EMIGRANTKI

3082 Wyświetleń 40 komentarzy

Dziś trochę taki bardziej osobisty post, bo lecąc na wysokości 10000 metrów, wzięło mnie na przemyślenia Osobiście wolałabym, żeby mnie wzięło na spanie, bo zmęczona jestem okrutnie 😉 Ale po to mam przecież bloga, by moimi przemyśleniami podzielić się, z szerszym gronem prawda? Jeśli chcesz posłuchać, co leży mi dzisiaj na sercu podczas lotu wysoko ponad chmurami – zapraszam!

POŻEGNANIA SĄ ZAWSZE TRUDNE…

Wracam właśnie do Stanów, po prawie dwóch i pół miesiącach spędzonych w Polsce. Pewnie wielu z Was wyda się to bardzo długi czas, ale mi minął on naprawdę błyskawicznie! Udało mi się wymienić wszystkie polskie dokumenty (napiszę chyba o tym w następnych formalnościach), spotkać się z naprawdę wieloma osobami (a z iloma jeszcze chciałabym się spotkać!), nacieszyć się czasem z rodziną (choć tego nigdy za wiele) oraz odwiedzić trochę nowych miejsc 🙂 Mimo, że czas spędzony w kraju wykorzystałam do maksimum to i tak.. czułam żal wyjeżdżając stamtąd.

 

Oprócz jak zawsze smutnego rozstania z kochaną rodziną, jest mi przykro, że jutro nie zjem już na śniadanie świeżutkiej bułki z lokalnej piekarni z ogórkiem małosolnym, że nie będę mogła podziwiać złotego pola pszenicy tuż przed żniwami, że jadąc samochodem nie usłyszę polskiej piosenki w radio… Tysiące drobnych i prozaicznych, ale fajnych rzeczy, które mogę doświadczyć tylko w Polsce. Z drugiej strony oprócz wiadomej tęsknoty za mężem, tęsknię już trochę za widokiem palm z okna, spacerowaniem na pięknym bulwarze Bayshore i pozytywnym nastawieniem każdego wokół. Czuję się trochę rozdarta w takich chwilach. Z jednej strony chciałabym jeszcze zostać w Polsce, a z drugiej – cieszę się na powrót do USA.

DLACZEGO NIE MYŚLĘ O POWROCIE?

Niezliczoną ilość razy zostałam zapytana „I co, nie żal Ci wyjeżdżać?” i gdy przyznawałam się, że trochę tak, zaraz słyszałam pytanie „To może pomyślisz o powrocie?”. I tu właśnie jest pies pogrzebany, bo jak się tak głębiej zastanowię, to… wcale wrócić bym nie chciała. Kocham Polskę i zawsze tam chętnie wracam na krótszy czy dłuższy czas, za każdym razem ciesząc się na widok polskiej ziemi i zawsze czując smutek w chwili wyjazdu. Jednak jak pomyślę o kwestii powrotu na stałe to dochodzę do wniosku – że na tę chwilę nie wyobrażam sobie tego zupełnie.

Oczywiście brakuje mi polskiej rodziny i przyjaciół za oceanem i wiele bym dała za możliwość widywania ich cześciej. Jednak przy dzisiejszym rozwoju technologii rozłąka wydaje się sporo łatwiejsza. Z moimi rodzicami rozmawiam częściej na Facetime będąc za oceanem niż kiedyś, mieszkając 100km od rodzinnej miejscowości 😉 Druga sprawa jest taka, że gdy jestem w Stanach, sto razy bardziej doceniam wszystko co polskie. Kiedyś zupełnie nie przywiązywałam wagi do pewnych rzeczy, dzisiaj z radością kultywuję polskie tradycje, przygotowuję polskie potrawy czy kupuję polskie książki. Każdy wylot do kraju traktuję jak święto, cieszę się każdą chwilą, podziwiam polskie krajobrazy i polskie wzory. Jak byście mi kiedyś powiedzieli, że widok maków będzie wywoływać we mnie wręcz euforię, albo że pokocham porcelanę z Bolesławca czy łowickie kwiaty to popukałabym się wymownie w głowę 😉 Chyba ten wyjazd za granicę pozwolił mi właśnie spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy.

Z jednej strony chciałabym jechać do Polski jak najczęściej, a z drugiej – powrót na stałe wcale by mi się nie uśmiechał. Lubię swoje życie w Stanach, kocham i jestem kochana, spełniam swoje marzenia – czuję się tutaj zdecydowanie szczęśliwsza niż w kiedyś, mieszkając w Polsce. Z drugiej czasem czuję ukłucie żalu, że coś tam mnie omija, że nie mogę uczestniczyć we wszystkich ważnych momentach w życiu mojej rodziny i przyjaciół.. Podejmując decyzję o pozostaniu w Stanach miałam świadomość, że mój wybór będzie miał swoje konsekwencje. W życiu niestety nie można mieć wszystkiego, nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka. Szkoda, że czasem nie da się być w dwóch miejscach na raz, ale może przyjdzie taki czas, że teleportacja będzie możliwa nie tylko w filmach science-fiction? 😉

Dobrze, że bateria mojego laptopa już „miga”, bo mogłabym kontynuować te wywody jeszcze przez kilka akapitów 😉 Czy jest tutaj ktoś, kto doświadczył kiedyś podobnych odczuć? Że z jednej strony uwielbia wracać do ojczyzny, a z drugiej nie żałuje, że wyjechał i czuje się szczęśliwy na emigracji…?

PS. Dostałam wczoraj taki piękny obrazek namalowany przez czytelniczkę mojego bloga Iza Maluje. Oprócz niesamowitego talentu autorki, obrazek zachwycił mnie swoją symboliką. Oto ja, szczęśliwa Polka mieszkająca za oceanem, która w sercu ma wciąż te polskie motywy.

40 Komentarzy
  • Ania 29 lipca 2017, 22:17 Odpowiedz

    Cześć, bardzo się cieszę, że napisałaś ten post i podzieliłaś się swoimi odczuciami. Mnie za kilka miesięcy czeka przeprowadzka do USA, do narzeczonego i z jednej strony bardzo sie cieszę, bo w końcu będziemy razem ale z drugiej strony na samą myśl o rozstaniu z najbliższą rodziną i przyjaciółmi łzy same napływają do oczu. Czuję, że będzie to jedna z najtrudniejszych rzeczy jakie przyszło mi zrobić 🙁 Masz rację, że chyba dopiero mając perspektywę wyjazdu do obcego kraju (czy juz mieszkanie tam) nagle doceniamy wszystko co polskie, znajdujemy piękno w polskiej przyrodzie i uczymy się doceniać każdą chwilę spędzoną z ukochaną rodziną <3 Życzę Ci wszystkiego dobrego i przesyłam pozdrowienia z Poznania 🙂

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:02

      Nieczęsto zdarzają mi się aż tak osobiste posty, ale tym razem czułam potrzebę, żeby o tym napisać 🙂 Rozstanie z rodziną i przyjaciółmi z pewnością nie będzie dla Ciebie łatwe, ale na pocieszenie – nowoczesna technologia bardzo ułatwia komunikację w tej chwili i pozwala złagodzić tęsknotę za bliskimi :* Dziękuję za miłe słowa <3

  • Julia 29 lipca 2017, 22:21 Odpowiedz

    Niby zwykły post, a jednak trochę mnie wzruszył. W sumie dotarło do mnie, ze mało doceniam Polskę. Przez to, ze mam ją codziennie. Zdecydowanie czas to zmienić 🙂

    Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka, wiec pozostaje mi życzyć ci jeszcze piękniejszego życia za oceanem oraz jeszcze częstszych odwiedzin w Polsce.

    PS dziękuje za nasze spotkanie :* czekam już na kolejne <3

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:04

      Ja też mieszkając w PL nie doceniałam pewnych spraw – bardziej byłam skupiona na narzekaniu na to, co złe 😉
      Ja też czekam na kolejne spotkanko, może w Polsce, a może wybierzecie się kiedyś do nas na Florydę? <3

  • Olga 29 lipca 2017, 22:25 Odpowiedz

    Od 4 miesięcy mieszkam a Anglii… mam dokładnie tak samo. miało być na chwile – tęsknię za domem ale coraz trudniej mniej sobie wyobrażam powrót na stałe do Polski…

    A poza tym to mój pierwszy komentarz na Twoim blogu który śledzę regularnie – a najczęściej spotykamy się na Instagramie 🙂

    Pozdrawiam

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:05

      Chyba widzę, że nie tylko ja tak to odczuwam 🙂 Dzięki za pierwszy komentarz i mam nadzieję, że będziesz odzywać się częściej :*

  • Marta 30 lipca 2017, 00:02 Odpowiedz

    Za 4 dni przeprowadzam się do USA i już to czuję. Z jednej strony nie mogę sie doczekać tego co mnie tam czeka a z drugiej już od miesiąca inaczej chodzę warszawskimi ulicami. Zwracam uwagę na wszystko co polskie i zachwycam się na zapas 😉 Co do Twojego wpisu Kasia to muszę powiedzieć że bardzo cieszy mnie to że jesteś szczęśliwa na emigracji i nigdy nie ‚biadolisz’ ze tam tak zle i ciezko 😉 mam nadzieje ze tak bedzie dalej i dzięki Tobie wiem że można i mam nadzieję że ja też będę ( bo to w sumie zalezy od nastawienia)buziaki pozdrawiam

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:09

      Czyli to już! I Hollywood stoi otworem <3 Odwiedzę Cię tam kiedyś 😉
      To fakt, nie "biadolę" bo przecież przeprowadzka była moim świadomym wyborem - gdyby mi się tu nie podobało to przecież zawsze mogę wrócić do Polski 😉 Owszem, są pewne sprawy za którymi tęsknie, ale ogólnie to jestem tu bardzo szczęśliwa i nie mam zamiaru tego ukrywać:) Już zwłaszcza teraz - mieszkam w pięknym miejscu, o którym zawsze marzyłam, więc narzekanie w tej sytuacji to byłaby już gruba przesada 😀

  • Gosia 30 lipca 2017, 09:46 Odpowiedz

    Hey Kasiu, doskonale Cie rozumiem. Mieszkalam w Stanach w latach 2004-2008 z przerwami, bo na zime zawsze wracalam do Polski- naszego rodzinnego Pleszewa 🙂 Wracalam w celu ponowienia wizy. Kiedy bylam w Polsce strasznie tesknilam ze Ameryka, mozliwoscia pracy, gdzie w naszym miasteczku w tych latach ciezko bylo znalezc prace, przyjaciolmi, pozytywnym nastawieniem do zycia I pieknymi widokami Florydy. Zawsze wracalam w to samo miejsce. Destin bylo dla mnie jak drugi dom, moj wlasny raj. W latach jakich przebywalam ciezko bylo z internetem. Z rodzina komunikowalam sie glownie poprzez telefon do którego trzeba bylo kupic specjalna karte. Zazwyczaj dzwonilam 1-2 razy w tygodniu. A kiedy mialam dostep do neta, pisalam maile. No I w ostatnim roku jak lacze pozwolilo to udalo zobaczyc sie z rodzina przez Skype. Niestety najwiekszym minuses mieszkajac tak daleko od mojej rodziny I najblizszych byla tesknota… Moje siostry w tych latach powiekszaly rodziny I najbardziej przykro mi bylo, ze nie moge w tych najwspanialszych momentach uczestniczyc 🙁 tesknota byla ogromna. Od 9 lat jestem w Polsce, wyszlam za maz, mam prace I co najwazniejsze bliskich przy sobie, ale nie ukrywam,ze tesknie za USA. Chetnie wybralabym sie chociaz na wakacje 🙂 moze ktoregos dnia I tak bedzie…cieplutko pozdrawiam Cie Kasiu, uwielbiam Twoje posty, bo wszystkie mile wspomnienia wracaja 🙂 🏖⚓🚤🌞🌴

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:13

      Wyobrażam sobie tę tęsknotę, zwłaszcza, że komunikacja była wtedy dużo bardziej utrudniona niz teraz! Dobrze, że jesteś szczęśliwa w miejscu, w jakim teraz jesteś, ze wszystkim bliskimi wokół – a przylot na Florydę w wakacje to super pomysł 🙂 Destin uwielbiam i zawsze będę mieć do tego miejsca sentyment! Cieszę się, że miło Ci się czyta bloga i dziękuję za tyle przemiłych słów <3

  • Wera 30 lipca 2017, 10:24 Odpowiedz

    Mieszkam za granica juz od 8 lat. Czesto slysze pytanie czy planuje wrocic. Podobnie jak Ty, jestem rozdarta. Lubie swoje zycie w Anglii, gdzie mam zawodowa kariere, ale z drugiej strony tesknie za Polska (Krakowem!) i troche zaluje, ze nie mam mozliwosci w weekendy np. ze znajomymi w Beskidy jechac. Na szczescie loty UK-Polska sa stosunkowo tanie i krotkie, wiec moge kilka razy w roku byc w Polsce. Niestety jednak gdy jestem w Polsce czuje sie jak gosc lub turystka. Poza tym dochodza inne dylematy – np. gdzie kupic mieszkanie? W Polsce na tymczasowy wynajem, czy jednak w Anglii, gdzie mieszkam.

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:16

      Bardzo bym się cieszyła, gdyby dzielił mnie taki krótki dystans do Polski, bym mogła być kilka razy do roku 🙂 Ja takiego dylematu nie mam jak narazie, wiąże swoją przyszłość ze Stanami – choć wiadomo jak to w życiu – nigdy nie wiadomo, gdzie nas los poniesie 🙂

  • Kinga 30 lipca 2017, 18:53 Odpowiedz

    Ludzie doceniają miejsca i rzeczy czy też ludzi dopiero wtedy, kiedy to tracą. Bardzo ciekawy post, z mnóstwem przemyśleń. Z pewnością będę zaglądać tu częściej 🙂

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:17

      To prawda! Będzie mi bardzo miło z tego powodu 🙂

  • Daga 30 lipca 2017, 21:44 Odpowiedz

    Nie doznałam takich odczuć dotyczących ojczyzny, ale często jest tak, że chcę jakiś zmian, a jak głębiej to przemyślę, dochodzę do wniosku, że jednak jest dobrze 😉 Cudowny obrazek!

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:18

      Ja z kolei uwielbiam zmiany i jak zbyt długie jest „spokojnie” to mnie aż nosi 🙂 Dzięki!

  • Justyna 30 lipca 2017, 23:50 Odpowiedz

    Mieszkam w USA juz 3 lata. Na poczatku, kazdy dzien dla mnie byl meczarnia. Nie moglam sie doczekac, zeby wrocic do Polski. Z gory zalozylam sobie, ze jestem tu tylko „na jakis czas”. Teraz kiedy perspektywa powrotu jest co raz blizej, dochodze do wniosku, ze bede tesknic i to bardzo, za rzeczami, ktorych kiedys tak bardzo nie lubilam. Stany sa niesamowicie ciekawe, a kiedy podrozujesz, dosterzegasz jak bardzo roznorodne. Jak inne jest Miami od Chicago, NYC od Las Vegas, nie jestes sobie w stanie wyobrazic dopoki nie przezyjesz tego na wlasnej skorze. Dlatego ciesze sie, ze mam mozliwosc tu byc. Pozdrawiam:*

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:22

      Ja miałam w sumie wręcz przeciwnie – od początku w sumie cieszyłam się każdą chwilą spędzona tutaj – zwłaszcza, że wyjechałam tylko na rok, więc chciałam wykorzystać ten czas maksymalnie. Lubię życie tutaj i uważam, że całkiem dobrze zaaklimatyzowałam się za oceanem, a tą różnorodność pod każdym względem, o której piszesz, bardzo doceniam. Ale czasem nutka melancholii się i u mnie się pojawi 😉

  • Joanna Marek-Blukacz 31 lipca 2017, 03:59 Odpowiedz

    Zgadzam sie z Toba w zupelnosci …..ciezkie jest zycie emigranta. Takie rozdarcie pomiedzy Polska a USA. Mam to samo choc jestem juz tutaj ponad 6 lat. Chcialoby sie byc w Polsce czesciej, ale mamy tez swoje zycie i rodzine w Stanach. To trudne teskniac za smakami z dziecinstwa, rodzina pozostawiona w kraju i innymi rzeczami.
    Za kazdym razem jak jestem w Polsce to tego czasu jest malo, zeby nadrobic zalegle spotkania i nacieszyc sie rodzinnka, czy znajomymi. ……czy jestem 3 tygodnie, czy miesiac.
    Musimy sie z tym pogodzic. 😉

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:23

      Dokładnie tak, życie i rodzina jest już tutaj ale i tam chciałoby się wracać często, właśnie do bliskich, którzy zostali w Polsce 🙂

  • Paulina G Lifestyle 31 lipca 2017, 17:56 Odpowiedz

    Świetne są takie spontaniczne posty! Czytałam, przytakując prawie przy każdym zdaniu. Również nie mieszkam w Polsce, ale tęsknię za tym krajem. Nasza ojczyzna ma w sobie wyjątkową magię, której nie sposób zastąpić innym miejscem. Tym samym zawsze, gdy tutaj wracam cieszę się, że podjęłam słuszną decyzję o wyprowadzce.

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:25

      Widzę, że wielu emigrantów podziela moje myśli 🙂 Cieszę się, że jesteś zadowolona ze swojego wyboru! :*

  • Paulina 31 lipca 2017, 18:03 Odpowiedz

    Ja też kiedyś miałam wyjechać na stałe do USA, ale sprawy potoczyły się tak, że zostałam w Polsce. Czy żałuję? Może minimalnie, bo lubiłam być w Stanach. Ale tutaj też jestem bardzo szczęśliwa. Generalnie, w moim przypadku sprawdziło się powiedzenie „tam mój dom, gdzie serce moje” – a ponieważ to właśnie tu w Polsce mam męża, córeczkę, dom i fajną pracę, niespecjalnie ciągnie mnie gdzie indziej. Natomiast zupełnie nie dziwię się Tobie, skoro Twoje serce jest na Florydzie. Ale też, prawdą jest, że w Stanach łatwiej się żyje. Taką opinię słyszałam nie raz i sama też się do niej przychylam.

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:27

      Najważniejsze, że jesteś szczęśliwa w miejscu, w którym jesteś obecnie <3
      A co do łatwiejszego życia w Stanach, to chyba coś w tym jest - choć nie do końca umiem powiedzieć dlaczego 🙂

  • Ewelina Clearwater :-) 1 sierpnia 2017, 01:59 Odpowiedz

    Czuje sie dokladnie tak samo jak Ty… i ciesze sie ze polubilas Ceramike z Mojego Rodzinnego Miasta. Mam nadzieje,ze kiedys uda sie nam spotkac tu na Florydzie bo mieszkamy bardzo blisko siebie,tylko most nas dzieli ! Chętnie pokaże Tobie moje ulubione Polskie sklepy. Trzymaj sie ! Pozdrawiam

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:28

      Jesteś z Bolesławca?! Ale super! Nigdy nie byłam, ale ceramika stamtąd jest piękna 🙂 Oczywiście, że się spotkamy niebawem i chętnie zajrzę do polskich sklepów 🙂

  • Monika 1 sierpnia 2017, 17:49 Odpowiedz

    Fajnie, ze podzielilas sie z nami swoimi przemysleniami:)
    Mieszkam juz w Kanadzie 26 lat ale sama swego czasu przechodzilam etap, przez ktory obecnie przechodzisz: tesknote za rodzina, przyjaciolmi, krajem. Musze przyznac, ze juz tego nie odczuwam. Tzn tesknie za Mama ale ona czesto mnie odwiedza. Tutaj jest moj dom, moja rodzina, moje dzieci, moja praca i nie czuje potrzeby powrotu. Mam dostep do polskiego jedzenia, prasy, kultury itd Jestem szczesliwa i to wlasnie chodzi, prawda? Zreszta sytuacja polityczna w kraju w chwili obecnej nie nastraja do powrotu . Demokrajca jest powaznie zagrozona, szerzy sie ksenofobia, homofobia i rasizm. Mieszkajac tyle czasu w Kanadzie sa to zachowania dla mnie niezrozumiale i obce. Nie chcialabym tam teraz mieszkac, sa to sprawy dla mnie bardzo wazne, chce aby moje dzieci wzrastaly w kraju przyjaznym i wolnym, w kazdym tego slowa znaczeniu. Pozdrawiam.

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:31

      Ty to Kochana, jesteś emigranta-weteranka 🙂 To prawda, pewnie pierwsze lata bardziej odczuwa się takie tęsknoty, potem gdy całe żyje ma się w pełni ułożone tutaj, to taka chwila melancholii przychodzi rzadziej. A co do tego co piszesz, to niestety, ale zgadzam się zupełnie. To wszystko, co co w tej chwili dzieje się w Polsce, w ogóle nie zachęca do powrotu 🙁

  • Monika 2 sierpnia 2017, 13:47 Odpowiedz

    Mieszkam za granicą juz 11 lat. I tez dobrze się czuję na emigracji ale mimo ze tyle lat temu przeprowadzilam sie do Anglii tęsknię za Polska. W rzeczywistości mam dwa domy. Dom rodzinny gdzie zawsze czuje sie jakby nic się nie zmienilo. I dom na emigracji gdzie urodzila sie moja corka, za którym tęsknię nawet jak jestem w pracy. Przez 3 lata nie bylam w Polsce i myslalam ze jak pojade to nic mnie nie wzruszy po takim okresie czasu. Ze wiem gdzie jest moje miejsce na świecie. Ale jednak… jak musialam wsiąść do samolotu powrotnego wszystko bylo tak jak 11 lat temu, jakbym pierwszy raz wyjeżdżala. Mimo ze na stale do Polski tez nie chce wracać. Przykre jest tylko to ze człowiek jest taki rozerwany majac dwa domy. I na pewno bardziej sie docenia takie male rzeczy i drobiazgi zwiazane z rodziną i Polska. Pozdrawiam serdecznie 😊

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 04:42

      Ja też czuję się tak wracając do domu rodziców, „jakby nic się nie zmieniło, mimo że moi rodzice, to akurat ciągle jakieś zmiany 😀 Ale tu bardziej o atmosferę chodzi, zresztą jeśli chodzi o miasteczko to w sumie jest podobnie, życie się toczy swoim powolnym tempem – i to też ma swój urok <3

  • Olgietta 3 sierpnia 2017, 11:11 Odpowiedz

    oj tak.. sama bym tego lepiej nie napisala… te ciagle rozdarcie… ja mam o tyle lepiej, ze do Polski mam tylko i az 1,5 godz samolotem, wiec jakbym sie uparla to na weekend moge wyskoczyc.. ale rzeczywistosc jest taka, ze nie wyskakuje (jak bylam singielka i bez dzieci, latwiej bylo znalezc czasa na takie wypady) – no wiec 1 max 2 razy w roku jestem w Polsce i zawsze sie bardzo ciesze na wyjazd, a potem tak samo sie ciesze na powrot do Niemiec. A o tyle mi trudniej, ze mam jeszcze rozdarcie wewnetrzne, narodosciowe ze tak powiem, bo z korzeni jestem i Polka i Niemka i w sumie ani jedno ani drugie (ale to dlugi temat i bardzo osobisty i moze kiedys sie zdecyduje na wpis na blogu o tym rozdarciu, ale pewnie nie tak szybko) 😉 😀

    • kashienka 3 sierpnia 2017, 16:31

      1,5h samolotem – marzenie 😉 Ale wiadomo, że przy wielu obowiązkach ciężko jest latać zbyt często. Choć zawsze fajnie jest mieć taką możliwość by wyskoczyć 🙂
      Z tym rozdarciem narodowościowym, o którym mówisz, ciekawy temat. Jeśli kiedyś zdecydujesz się go poruszyć to chętnie przeczytam, ale rozumiem, że to bardzo osobiste myśli i niekoniecznie będzie chciała o nich pisać :*

  • Whoever 3 sierpnia 2017, 22:32 Odpowiedz

    Nie dziwię się że wolisz Tampe. W Polsce pewnie musiałabyś pracować 🙂 Tez bym wybrała blogie lenistwo. Wybacz uszczypliwosc ale to kabaret jak delektujesz się tym jak to super w USA, bo palmy, bo pogoda…. To takie infantylne. Wybacz ale praca i ambicja to priorytety a nie patrzenie na palmy………. 🙂

    • kashienka 6 sierpnia 2017, 18:07

      Jolka, czymże byłby ten blog bez tych Twoich „lekko” uszczypliwych komentarzy :)))))) Pozdrawiam spod palemki!

  • Wszystkocomniezachwyca 6 sierpnia 2017, 11:13 Odpowiedz

    Ja aie dobrze czuje na emigracji, dzieki internetowi wszystko jest jakos blizej, nawet nie ma problemu z zamowieniem ulubionych produktow z Polski. Pewnie, ze czasem mi brakuje czegos z Polski albo uczestniczenia w rodzinnych spotkaniach czesciej. Wolalabym te moc przykeciec tylko na weekend a nei na caly tydIen od razu, ale za to czesciej, ale nie, na chwile obecna z pewnoscia nie chce powrotu

    • kashienka 6 sierpnia 2017, 18:04

      Też wolałabym mieć możliwość krótszych, ale częstszych wyjazdów. Jednak jak się nie ma co się lubi… 😉 A Internet, jak mówisz, wiele ułatwia!

  • LIFESTYLERKA - Żyj zdrowo & Aktywnie 8 sierpnia 2017, 19:56 Odpowiedz

    Kasiu, to jest chyba normalne, że zawsze jak coś się w jakimś stopniu utraci, to się bardziej docenia i widzi się tego plusy. Wszystko jedno, czy to ojczysty kraj, praca, czy facet ;). Dobrze, że masz takie podejście do tej sprawy i tak sobie te swoje dwa światy fajnie poukładałaś :).

    Często w codziennym życiu nie doceniamy drobiazgów i dopiero jak je utracimy, to zaczynamy doceniać i dziwimy się jak dla nas są ważne. Pamiętam, że jak mieszkałam w Stanach, to bardzo szybko zaczęłam tęsknić za polskim chlebem, a jak byłam przez miesiąc we Włoszech w szkole językowej, to nie uwierzysz, ale po 4 tygodniach żarówki na niebie i 40 stopniowych temperatur zaczęłam tęsknić za szarymi – nie białymi! – chmurami na niebie i deszczem :).

    • kashienka 9 sierpnia 2017, 14:59

      To prawda – zdecydowanie wyprowadzka tak daleko od Polski pozwala na to spojrzeć z innej perspektywy!
      Rozbroiłaś mnie tęsknotą za deszczem i szarymi chmurami ;))))

  • Ola 10 sierpnia 2017, 10:02 Odpowiedz

    Zazdroszczę ludziom, którzy mieszkają z dala od specyficznej mentalności polskiej. Stany to moje marzenie, chciałabym tam pojechać chociażby na tydzień. Z drugiej strony rozumiem tęsknotę za rodziną i przyjaciółmi, jedzeniem, krajobrazami itd. Polska jest pięknym krajem, a doceniają to najbardziej chyba Ci, którzy stąd wyjechali.

    • kashienka 10 sierpnia 2017, 22:38

      Niestety, mnie samą ta polska mentalność strasznie drażniła 🙁 A Polskę najbardziej doceniam faktycznie właśnie teraz, jak mieszkam za oceanem.. Życzę Ci spełnienia Twojego marzenia!

Skomentuj

Przepis wynik *