ZMIANA NAZWISKA PO ŚLUBIE W USA

2987 Wyświetleń 16 komentarzy

Dzisiejszy post będzie skierowany głównie do kobiet, bo to ich najczęściej (według statystyk w 99%!) dotyczy kwestia zmiany nazwiska po ślubie. Ja całe życie byłam święcie przekonana, że mnie ten problem dotyczyć nie będzie, bo wcale mnie to tradycyjne przejmowanie nazwiska męża nie przekonywało – kolejny biżuteryjny element na palcu to rozumiem, ale żeby od razu po ślubie zmieniać wyćwiczony latami podpis? 😉 Nie uważam też, żeby samo noszenie wspólnego nazwiska zmieniało cokolwiek w uczuciu między dwojgiem ludzi. Jednakże kobieta zmienną jest i chwilę przed ślubem zadecydowałam, że jednak pójdę śladem mojej mamy i do swojego nazwiska dopiszę nazwisko Briana. W praktyce to nie końca się to sprawdziło, bo raz, że dwa że moje imię i oba nazwiska są tak długie, że często… nie mieszczę się w rubrykach, a dwa że nadal (rok po ślubie!) się nie przestawiłam na tryb nazwiska podwójnego i używam w ogromnej większości sytuacji tylko nazwiska panieńskiego 😉 No ale sytuacje codzienne to jedno, a formalne to drugie i skoro powiedziałam A, to teraz moje składanie podpisu w sytuacjach oficjalnych trwa rekordowo długo (z czego zawsze szydzi mój mąż – który, nawiasem mówiąc, decyzję w sprawie nazwiska kazał mi podjąć samodzielnie, nie wyrażając nawet swojej opinii, bo dla niego nie miało to po prostu najmniejszego znaczenia).


Powtarzam to bardzo często, ale wspomnę i teraz – pisząc większość notek bazuję na swoim własnym doświadczeniu (chyba, że zaznaczę, że w danym przypadku jest inaczej) i ten post nie jest wyjątkiem od tej reguły. Tak właśnie zmiana nazwiska i kolejność działań wyglądała w naszym przypadku – może się to różnić w przypadku innych osób, np. ślub zawarty w innym stanie, ślub zawarty na innej wizie niż narzeczeńska, albo ślub zawarty poprzednim unieważnieniu wcześniejszego małżeństwa.


Osobnego posta na temat samego zawierania ślubu nie było, tutaj wspomniałam jedynie o minimalnej ilości formalności z tym związanym. Pokrótce powiem więc, że na początku, jakiś czas przed ślubem, idzie są do urzędu (coś w stylu polskiego USC) po zezwolenie na zawarcie małżeństwa (ang. marriage licence – tutaj znajdziecie więcej info w języku angielskim). Kiedy marriage licence zostanie podpisany przez osobę udzielającą ślubu (może być to duchowny lub osoba świecka posiadająca uprawnienia do udzielania ślubów) oraz współmałżonków (a w niektórych stanach także świadka/świadków), składa się go z powrotem w urzędzie i po paru dniach (można odebrać osobiście lub poprosić o wysyłkę) otrzymuje się dokument będący amerykańskim odpowiednikiem aktu małżeństwa, czyli marriage certificate. Na akcie małżeństwa nie ma jednak żadnej informacji na temat nowego nazwiska kobiety! Jest tylko napisane, że powiedzmy John Smith oraz Mary Williams zostali połączeni węzłem małżeńskim tego i tego dnia w takim i takim miejscu.

Jeśli więc zmiana nazwiska nie następuje wraz z wydaniem aktu małżeństwa, to kiedy? Większość osób zaczyna od udania się do Social Security Office w celu aktualizacji danych i ewentualnej zmiany nazwiska kobiety. Jak pisałam tutaj, Social Security Number (SSN) to odpowiednik polskiego peselu, czyli to podstawowy numer identyfikacyjny mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Ja jednak nie wybrałam się do tego urzędu od razu, tylko swój proces zaczęłam od wypełnienia papierów aplikujących o zieloną kartę (tutaj możecie przeczytać jak to wszystko wyglądało). Jak pisałam wcześniej, korzystaliśmy z pomocy pani prawnik i to ona zaraz gdy zawieźliśmy jej nasz akt małżeństwa zapytała jakie nazwisko chcę mieć wpisane w papierach. Po dwukrotnym zapytaniu czy jestem pewna, że mają być dwa (mówiłam, że są długie!;p) przygotowała dla nas wszystkie dokumenty do podpisu już z moim nowym, podwójnym nazwiskiem. Potem każdy list, który dostawałam od urzędu imigracyjnego (a trochę ich było!) zaadresowany był już na nowe dane. Po kilku miesiącach oczekiwania dostałam pozwolenie na pracę (wyglądające jak dowód osobisty) i był to mój pierwszy dokument wystawiony na nowe nazwisko. Wtedy dopiero mogłam pojechać do DMV po swoje prawo jazdy (wcześniej od wygaśnięcia wizy narzeczeńskiej dzień po naszym ślubie do tego momentu tego prawa jazdy nie mogłam mieć). Miałam ze sobą akt małżeństwa i to plastikowe pozwolenie na pracę, a poza tym plik dokumentów otrzymanych pocztą od Urzędu Imigracyjnego – musiałam zrobić trzy wycieczki DMV, bo za każdym razem brakowało im jakiegoś dokumentu/numeru, po czym za trzecim razem wykorzystali dokument, który woziłam ze sobą od samego początku (oczywiście zawinił brak kompetencji pracowników DMV w Atlancie). Tak więc drugim w kolejności dokumentem ze zmianą nazwiska było amerykańskie prawo jazdy, a dosłownie trzy-cztery tygodnie później dostałam także swoją Zieloną Kartę. Do Social Security Office wybrałam się więc mając już trzy dokumenty ze zdjęciem wystawione na nowe nazwisko. Jak pisałam w notce dotyczącej SSN, mój numer ubezpieczenia socjalnego pozostał ten sam, zaktualizowano tylko moje dane w systemie.

Tak wyglądała w moim przypadku zmiana nazwiska po ślubie i kwestia amerykańskich dokumentów. W kolejnym poście z tej serii postaram się napisać jak to wyglądało ze strony polskiej, czego potrzebowałam do wymiany paszportu, dowodu osobistego oraz prawa jazdy i czy możliwe jest załatwienie wszystkiego bez przyjazdu do kraju.

16 Komentarzy
  • Beata 30 czerwca 2017, 22:52 Odpowiedz

    Kasia, rozsmieszyla mnie ta część o DMV, ale – been there, done that (niestety). Ja na szczęście (!) nie miałam problemu z dokumentami (chociaż jako jeden z punktów ID chcieli jakiś list który do mnie przyszedł pocztą, miałam statement z banku (wydrukowany w banku i podbity) ale nie chcieli tego uznać… dzięki Bogu wpadłam na to że przecież moja karta SS przyszła do mnie poczta więc łaskawie mi to uznali…). Moje przygody były z testami – miałam prawko z Polski, ile się nasluchalam że wszyscy moi znajomi mając prawo jazdy polskie tylko zdawali knowledge test, bez konieczności zdawania road test. No to ja zadowolona poszłam na teorię z tłumaczeniem mojego prawa jazdy polskiego w reku, uprzejma (hehehe) Pani w DMV wziela, poogladala i wysłała mnie do komputera na ten test. Zdalam, wracam zadowolona spowrotem do tej uprzejmie Pani, ona mi gratuluję i pełna radości wpisuje na Road test, pytając kiedy mi najbardziej pasuje i gdzie. A ja tak WTF, pytam dlaczego muszę zdawać Road test skoro mam prawo jazdy z mojego kraju, a ona do mnie że Oni i tak mi dali kredyt zaufania że od razu mogę zrobić test bez nauki. Ok, nie powiem – wszyscy znajomi byli zdziwieni, a najbardziej ja. ‚Trudno’ – pomyślałam, doswiadcze egzaminu praktycznego w USA. Nadszedł dzień tego Road test, pani instruktor wsiada do samochodu, ogląda, przegląda te moje wsyztskie papierki i się mnie pyta, UWAGA, co ja tu robi, skoro mam prawo jazdy z Polski. Zdebialam. Okazało sie, że problem tkwil w tym, że tłumaczenie prawa jazdy, które zrobiłam powinno być zrobione przez tłumacza przysięgłego, który jest na liście w DMV. Niestety uprzejma Pani z którą miałam do czynienia nie była na tyle uprzejma żeby mi to uświadomić 🙂 koniec końców mój egzamin trwał 5 minut, z czego połowę czasu spędziłam na tlumaczeniu egzaminatorce jak to się stało że na owym teście wyladowalam 🙂
    Także, taka moja historia z DMV 🙂
    Oooo, a apropo ślubu i zmiany nazwiska – w stanie Nowy Jork można zmienić nazwisko w czasie slubu, przy wydawaniu marriage license jest pytanie czy kobieta chce zostawić swoje nazwisko czy chce przyjąć nazwisko męża – taka ciekawostka 🙂 W sąsiednim stanie NJ, w którym mieszkam takiej opcji nie ma, więc mi się upiekło 😊

    • kashienka 15 lipca 2017, 01:11

      O jaaaa, no to niezłe miałaś przeboje z DMV 😮
      A co do zmiany nazwiska to faktycznie w każdym stanie inaczej te przepisy wyglądają.

  • Magda 30 czerwca 2017, 23:12 Odpowiedz

    Ciekawie, że w GA o nazwisku decyduje się później. Ja musiałam podać jakie chcę przy podpisywaniu dokumentów, zaraz po ślubie. Tak jak Ty wzięłam dwuczłonowe, ale oba dość krótkie (6 i 5 liter), więc do przeżycia. Na początku miałam nie zmieniać w ogóle, ale mąż trochę marudził i po namyśle wzięłam dwa.
    Teraz częściej używam nazwiska męża bo po prostu jest łatwiejsze do wymówienia, więc z decyzji jestem zadowolona 😉 Z kolei mąż stwierdził, że jakby wiedział, że tyle jest roboty ze zmianą nazwiska to by mi powiedział, żebym tego nie robiła (mężczyzna zmiennym jest haha).

    • kashienka 15 lipca 2017, 01:14

      No mój marudzi przy każdej okazji, że mam najdłuższe nazwisko świata 😀 Nazwisko męża też mam znacznie łatwiejsze do wypowiedzenia (choć nie amerykańskie), ale jakoś tak przywykłam do mojego, że najczęściej właśnie je literuję Amerykanom 😉

  • Cammy 3 lipca 2017, 17:44 Odpowiedz

    Pięknie u Ciebie i jak ciekawie! 🙂

    Buziaki Kochana!

    • kashienka 15 lipca 2017, 01:15

      Dzięki Kochana, baaardzo mi miło <3

  • Zuzanna 5 lipca 2017, 15:14 Odpowiedz

    Boże strasznie ci zazdroszczę tego, że masz okazję zacząć życie od nowa i to w takim stylu w USA – moim marzeniem jest odwiedzenie kiedyś Ameryki Północnej!
    Zapraszam do mnie na post o tegorocznym Openerze – będę bardzo wdzięczna jak zajrzysz.

    • kashienka 15 lipca 2017, 01:20

      To prawda, to była zmiana o 180 stopni w moim życiu, ale bardzo pozytywna 🙂 Życzę Ci, byś spełniła swoje marzenie jak najszybciej <3

  • Joanna 6 lipca 2017, 18:16 Odpowiedz

    ja myślę sobie, że chyba chciałabym zmienić nazwisko po ślubie lub zachować również swoje?

    • kashienka 15 lipca 2017, 01:20

      Co komu bardziej pasuje 🙂 Ja dodałam drugie, ale w praktyce i tak używam panieńskiego 🙂

  • LIFESTYLERKA - Żyj zdrowo & Aktywnie 6 lipca 2017, 20:10 Odpowiedz

    O matko jedyna! Od samego czytania o tej biurokracji się zmęczyłam ;). Wyobrażam sobie jak się musiałaś nalatać zanim wszystko załatwiłaś :).

    • kashienka 15 lipca 2017, 01:21

      No cóż, trochę zachodu z tym było, ale ważne, że wszystko udało się ogarnąć 🙂

  • Aleksandra 9 lipca 2017, 13:21 Odpowiedz

    bardzo ciekawego masz bloga, będę częściej zaglądać! 🙂

    • kashienka 15 lipca 2017, 01:22

      Będzie mi bardzo miło <3

  • Marta 13 lipca 2017, 00:14 Odpowiedz

    A ja bedac leniwa, po slubie nazwiska wcale nie zmienilam. Jednak po paru latach jak mialam dostac obywatelstwo, malzonek niesmialo mi wypomnial owe „przeoczenie” i wlasciwie sie okazalo, ze troche go ta moja niezaleznosc urazila- choc nic nie mowil. Tym sposobem, jak dostalam obywatelstwo, postanowilam dopisac jego nazwisko do mojego z myslnikiem, co dalo dlugiego i przerazajacego potwora. Ale co tam! W Social Security, i na kartach kredytowych i na podatkach uzywam jednak tylko panienskiego. Musze pamietac co gdzie wpisac w zaleznosci od okazji. Ale powaga, nie chce mi sie zmieniac i regulowac tego, bo zreszta w sumie nie ma az takiej potrzeby. W sumie to zaden mus… 🙂

    • kashienka 15 lipca 2017, 01:24

      Ciekawe, czy mój małżonek, też po cichu wolałby żebym używała jego nazwiska? 😀
      Ja właśnie też muszę zawsze pamiętać, jakie podawałam wcześniej, czy tylko panieńskie czy może oba -co zawsze jest trochę problematyczne 😉

Skomentuj

Przepis wynik *