W OBCYM JĘZYKU – DWUJĘZYCZNA, ALE Z MAŁYMI WYJĄTKAMI ;-) 

4354 Wyświetleń 20 komentarzy

Jak wiecie od dwóch tygodni jestem w Polsce i mam okazję pogadać sobie do woli w ojczystym języku 😉 Rozmawiam więc z ludźmi, znajomi i nie tylko, na temat życia za oceanem i kwestia języka często przewija się w rozmowach. Myślę, że w chwili obecnej mogę się uważać za osobę dwujęzyczną, mimo że nie uczyłam się języka angielskiego od czasów wczesnego niemowlęctwa. Jednak poprzez sporo lat nauki w Polsce a potem mieszkanie w USA i konieczność posługiwania się angielskiem na codzień i w każdej sytuacji, zdaje się, że powoli przestałam traktować ten język jako „obcy”. Jak jestem tam, to rozmawiam po angielsku calutki czas (nie licząc oczywiście rozmów telefonicznych z najbliższymi z Polski), jak jestem tutaj to mówię po polsku (używając angielskiego jedynie w rozmowach z mężem/teściami/znajomi). Mówienie w obu językach jest dla mnie całkowicie naturalne i ani będąc za oceanem nie tęskno mi na przykład za możliwością wyrażenia czegoś po polsku, ani będąc w Polsce nie wplatam angielskich słówek w każde zdanie 😉

Są jednak sytuacje, które nieco mogą rzucić nieco cienia na moje umiejętności lingwistyczne i równą swobodę wypowiedzi w każdym języku. Jeśli jesteście ciekawi jakie sytuacje językowe potrafią mi sprawić mi nieco trudności, zapraszam do lektury tekstu poniżej 🙂


Nie potrafię przeliterować swojego imienia i nazwiska po polsku. Oczywiście „nie potrafię” mówię tutaj w dużym cudzysłowie, bo oczywiście znam polski alfabet 😉 Pewnie wyda się Wam to absurdalne, ale jednak jest to dla mnie zdecydowanie trudne zadanie. Dlaczego? Ponieważ mieszkając w Polsce sporadycznie pytano mnie o przeliterowanie jak się nazywam, czasem tylko upewniano się co do pisowni. Natomiast w Stanach, nikt, absolutnie nikt nie jest w stanie zapisać mojego imienia czy nazwiska ze słuchu (co mnie zresztą zupełnie nie dziwi!). Od kiedy tam mieszkam, musiałam więc je literować jakiś milion razy i tak mi to weszło w krew, że jakby ktoś mnie w środku nocy poprosił o przeliterowanie nazwiska, to na jednym wdechu odpowiedziałabym di-ar-ej-zi-i-dablju-es-kej-ej. Jednak jak ktoś mnie zapyta po polsku, tak jak pani z którą rozmawiałam przez telefon kilka dni temu to mam pewien problem 😀 Ciężko mi było przeliterować z pamięci, nie przekręcając polskich literek na angielskie siłą przyzwyczajenia – pomogło dopiero zapisanie na kartce i wolne literowanie w formie D jak Danuta itp.

Nie potrafię liczyć po angielsku powyżej dziesięciu. Oczywiście znów cudzysłów przy „nie potrafię”, bo rzecz jasna znam angielskie liczebniki i nie mam najmniejszego problemu by podać nazwę jakiegokolwiek, gdy ktoś mi go wskaże. Jednak gdy odliczam na głos czy w głowie to zawsze robię to po polsku, ponieważ po angielsku zwyczajnie się gubię i szybko tracę rachubę przy którym liczebniku jestem! Brian pamiętał, że kwiczał ze śmiechu gdy usiłowałam policzyć upieczone przed świętami pierniki (a trochę ich było!) starając się liczyć na głos po angielsku. Po trzeciej próbie dałam sobie spokój i dopiero po polsku udało mi się dojść do tego ile napiekłam 😀 Tak samo liczba powtórzeń na siłowni – w angielskich liczbach tak szybko tracę orientację, że za sekundę już sama wiem ile razy zrobiłam dane ćwiczenie, więc następnym razem liczę już po polsku – czasami przy uciesze współćwiczących, gdy nieświadomie robię to głośnym szeptem 😀

Czasem jedno angielskie słowo w polskim zdaniu zmienia automatycznie zmienia język mojej wypowiedzi. Jeśli w rozmowie w języku polskim użyję w środku zdania jakąś angielską nazwę własną, to często… kończę zdanie mówiąc po angielsku 😀 Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, to wygląda to trochę tak, jakby w chwili wymówienia tego słowa przełączał się jakiś „guziczek” i zmieniał język domyślny! Robię to zupełnie nieświadomie i jakoś tak machinalnie, że… czasem nawet tego nie zauważę 😀 Kiedyś miałam z tym większy problem, teraz już wiem, że zdarza mi się taki manewr i bardziej zwracam uwagę na to, by po wstawieniu danej nazwy własnej wrócić normalnie do konwersacji po polsku 😛 Co ciekawe, w drugą stronę to nie działa – często wstawiam w rozmowę np. z Brianem jakieś polskie nazwy, które są mu znajome, czy nawet słowa/wyrażenia, które on zna i rozumie i nie powoduje żadnej lawiny słów w naszym „szeleszczącym” języku.

Czasem trudno mi ogarnąć szybkie przejścia z języka na język. Najczęściej ma to miejsce, gdy na bieżąco tłumaczę z polskiego na angielski czy odwrotnie np. podczas naszych dwujęzycznych spotkań rodzinnych. Choć staram się z całych sił jak najlepiej przełożyć sens zdań wypowiedzianych przez obie strony i robić to szybko i sprawnie by nie spowalniać wartkiego toku rozmowy, to  zawsze prędzej czy póżniej nadchodzi już taki moment, że mój mózg przestaje przetwarzać nieustanne przejścia z polskiego na angielski oraz odwrotnie i zaczynam mówić do Amerykanów po polsku, a do Polaków w języku Szekspira 😀 Dlatego gdy rozmawiam z Polakiem/Polką przy kimś, kto nie zrozumiałby języka polskiego i oczywiście mówię wyłącznie po angielsku to gdy ta osoba w pewnym momencie nas opuści, o niebo łatwiej jest mi dokończyć wątek po angielsku niż od razu zmieniać na polski.

Moje odręczne zapiski są koszmarnie chaotyczne 😉 Już kilka razy dostałam pytania, jak wyglądają moje notatki – informacje, które zapisuję na szybko, w kalendarzu, notesie czy na kartce papieru – chodziło głównie o to, czy piszę po polsku czy po angielsku. No i muszę Wam powiedzieć, za wyjątkiem zapisków w ogólnodostępnych miejscach domu (tutaj zawsze używam angielskiego, by mój mąż mógł również przeczytać np. z kalendarza na lodówce co mamy zaplanowane na dany dzień), w moich odręcznych notatkach panuje totalny chaos językowy. Poważnie, czasem celowo niszczę to, co odręcznie zapisałam na kartce papieru by „zatrzeć ślady”, bo zdarza mi się bardzo miksować polski z angielskim. Jeśli np. robię listę listę rzeczy, o których muszę pamiętać w danym tygodniu i zapisuję ją w notesiku, który ma jakieś angielskie wyrażenie na początku strony, to automatycznie zaczynam pisać po angielsku. Gdy potem rozmawiałam przez FaceTime z moja mamą i ona przypomina mi na przykład, że powinnam wysłać maila do jakiejś osoby, to pod wpływem tej rozmowy zapisuję kolejną przypominajkę na tej samej kartce już po polsku. Potem znów zdarzy mi się wrócić do angielskiego, bo kolejny podpunkt zapisuję pod wpływem smsa, którego dostałam od kogoś z mojego gabinetu dentystycznego. Równie różnorodne językowo bywają listy zakupów – i tak na liście, którą piszę w języku angielskim pojawia się czasem polska mączka ziemniaczana, a na liście po polsku zapląta się jakiś „cantaloupe”. Do tego dopiski, skreślenia i uwagi pisane na szybko, czasem po polsku, czasem po angielsku – i wychodzi taki misz masz językowy, że chyba tylko ja jestem w stanie ogarnąć co w danej chwili miałam na myśli! Tak jak nie znoszę niechlujstwa języka mówionego i staram się zachować poprawność obu języków, tak moje gryzmolenie po kartkach papieru jest – przyznaję się bez bicia – całkowitym zaprzeczeniem moich wzniosłych teorii o niemieszaniu języków.

Wielu czytelników bloga mieszka w różnych zakątkach świata i mówi na codzień innymi językami niż ojczysty – może podzielicie się, co Wam sprawia wam jakąś trudność w byciu dwujęzycznym?  

20 Komentarzy
  • Magda 1 czerwca 2017, 02:52 Odpowiedz

    A ja się moim mężem nie przejmuje i na lodówce też notuję i po polsku i po angielsku (zazwyczaj listę zakupów), czasami polskie nazwy są krótsze niż angielskie, albo po prostu nie pamiętam jak coś się nazywa po angielsku i nie chce mi się zastanawiać (i tak np. ostatnio zanotowałam batata 😉 ).

    Co do literowania to nie sądziłam, że moje imię będzie Amerykanom sprawiało problem, bardzo często się zdarza, że ze słuchu nie mogą załapać (nawet pełnej formy, czyli Magdalena, a przecież to imię występuje w krajach latynoskich czy w Irlandii, więc mogło im się obić o uszy). Byłam już Magną i Marthą, a w jednej pracy wołali na mnie Maggie bo już pierwszego dnia stwierdzili, że Magda czy Magdalena to nie jest imię, które są w stanie zapamiętać o_0

    • kashienka 2 czerwca 2017, 17:03

      Haha, też mi się zdarza używać po prostu krótszej i łatwiejszej nazwy 😀
      Magdalena wydaje mi się dość prostym imieniem do zapamiętania! U mnie się nie zdarzyło by ktoś nie mógł zapamiętać imienia Kasia (pełne imię używam tylko w oficjalnych sytuacjach), czym w sumie byłam miło zaskoczona 🙂

  • Olgietta 2 czerwca 2017, 21:03 Odpowiedz

    ja musialam pol zycia literowac swoje nazwisko ale w Polsce, bo mam niemieckie i oprocz nauczylieli jezyka niemieckiego kazdy jeden zle czytal i zle pisal, wiec musialam literowac. Jak wreszcie wyjechalam do Niemiec kazdy od razu wiedzial co i jak, ani nazwiska ani imienia nie musze literowac 🙂

    musze sie smiac, jak czytam o tym zaplataniu sie jakim jezykiem ja wlasciwie mowie, bo tez mi sie zdarzaly sytuacje, w ktorych rozmawialam z kims w ktoryms jezyku i nawet nie zauwazam, ze nie mowie jezykiem rozmowcy 😀 rzadko bo rzadko, ale sie zdarzalo…. kiedys sie ninezle usmialam, jak byla z moja wloska przyjaciolka na hali wspinaczkowej i bylysmy juz dosc zmeczone i tak sobie gadamy, ona nagle patrzy na mnie z wymowna mina i pyta: czy to bylo po polsku teraz? 😀 😀 po 10 latach mniej wiecej opanowalam ta sytuacje, ale czasem jak sie zapedze to faktycznie jedno zdanie lub slowo wpadnie w innym jezyku, ale sie nie przejmuje 🙂 notatki mam zazwyczaj dwujezyczne, albo i trzy, bo angielski uzywalam intensywnie przez 7 lat w pracy.. moj maz tez jest dwujezyczny i czasami rozmawiamy po polski czasem po niemiecku, sa rzeczy ktore latwiej powiedziec w jednym a sa rzeczy, ktore w tym drugim…
    pozdrawiam

    • kashienka 4 czerwca 2017, 19:54

      To zupełnie odwrotnie niż ja 😀

      Chyba w mowie nigdy tak nie miałam takiej sytuacji jak Ty, ale kilka razy zaspana napisałam Brianowi smsa po polsku ;)))) Ale racja z tym, że czasami łatwiej jest wyrazić jakąś myśl w jednym języku, a czasem w drugim!

  • Anna 4 czerwca 2017, 21:28 Odpowiedz

    Fajnie to opisalas! Ja jestem poza krajem juz 16 lat, teraz juz nie zdarza mi sie miec problemow i przeliterowac swoje nazwisko umiem tez we snie 🙂 Chcialabym Cie o cos zapytac, przy okazji ze jestes w Polsce, czy zauwazylas i co sadzisz o czestym wtracaniu do jezyka polskiego angielskich lub „zangielszczonych” slow, takze w prasie, tv i radiu? Mnie to bardzo irytuje i przeszkadza, smutno mi ze nasz piekny jezyk jest zasmiecany slowami typu „sfokusowac sie”, „dla fanu”, „design”, developer, „na froncie „(w znaczeniu z przodu), na „backstage’u” itp. Przeciez te wszystkie slowa istnieja w polskim jezyku.

    • kashienka 27 czerwca 2017, 23:57

      Też to zauważyłam! W mediach coś, co 20 lat temu byłoby zupełnie nie na miejscu, dziś jest powszechnie używane, a nasz język staje się mieszanką polskiego i tych angielskich zapożyczeń i skrótów (typu „lol”) Wiadomo, że trochę to drażni ucho, ale z drugiej strony myślę, że ta zjawisko nieuniknione 🙁 Język to żywy twór, ewoluuje pod wpływem czasów w jakich żyjemy.

  • Agnieszka 8 czerwca 2017, 23:10 Odpowiedz

    A jak z Twoją polską wymową? Nie ‚zangielszczyła’ się jeszcze? 😉
    A propos notatek polsko-angielskich miałam nieraz problemy z rozczytywaniem myśli mojej mamy z smsów. Jak uczyła się angielskiego lubiła wplatać angielskie słówka i naprawdę czasem musiałam się nieźle nagłowić o co jej chodzi.. 😉 ten miszmasz bywał przedziwny…:)

    • kashienka 28 czerwca 2017, 00:03

      Jeśli chodzi o poprawność wypowiedzi to myślę, że nic się nie zmieniło – staram się dbać o to 🙂 Natomiast kilka osób zwróciło uwagę, że mam trochę inną intonację niż kiedyś. Niestety na to nie bardzo mam wpływ, bo jeśli faktycznie intonuję zdania inaczej – to robie zupełnie nieświadomie i zupełnie nie umiem tego sama „wychwycić” 🙁
      Ponoć na pierwszym etapie nauki taki miszmasz językowy jest bardzo typowy! 🙂

  • Ola 9 czerwca 2017, 03:28 Odpowiedz

    Bardzo rozśmieszył (i ucieszył bo nie jestem jedyna) mnie punkt trzeci, tzn zaczynanie zdania po polsku i kończenie po angielsku 😀 po kilkuletnim pobycie w Stanach wróciłam do Polski i przez pierwsze miesiące zdarzało mi się to bardzo często, co więcej, ponoć niektóre słowa (np centrum) wymawiałam z „akcentem i zaciąganiem” cokolwiek miałoby to znaczyć. Niejednokrotnie rodzina i znajomi śmiali się, że ja taka zamerykanizowana jestem i zapominam ojczystego języka. Każdy kto trochę dłużej pomieszka za granicą wie, że nie jest to żadna poza, tak się po prostu dzieje i nie ma się na to dużego wpływu.

    • kashienka 28 czerwca 2017, 00:08

      No dokładnie to samo usłyszałam od kilku osób! Że są słowa, które inaczej intonuję i mówię z „zaciąganiem”. Myślę, że nie jest to absolutnie objaw zapominania języka ojczystego – bo takim przykładem byłoby zdanie „Poszliśmy sobie do wiesz… grocery store by kupić warzywa” – czyli, że nie pamiętasz polskiego słowa warzywniak/sklep. Na lekko zmieniony akcent czy intonację nie ma się wielkiego wpływu i jest to zupełnie nieświadomie w mowie potocznej 🙂

  • Kasia 18 czerwca 2017, 17:13 Odpowiedz

    Obecnie uczę się szwedzkiego, a językiem wykładowym (kiedy nie rozumiemy tłumaczenia po szwedzku) jest angielski. Mi szwedzki kojarzy się trochę z niemieckim, więc potrafię na zajęciach na pytanie po szwedzku odpowiedzieć… po niemiecku (choć ogólnie jest to mój trzeci język, w którym nigdy biegła nie byłam) kiedy skojarzy mi się jakieś słówko z niemieckim odpowiednikiem 😀
    Kiedy jestem bardzo zmęczona na zajęciach z automatu przestawiam się na polski i potrzebuję kilka sekund na skupienie się i ponowne przestawienie.

    • kashienka 28 czerwca 2017, 00:10

      Szacun za łączenie trzech języków! 🙂 Ja mówiłam kiedyś w miarę dobrze po niemiecku, ale niestety z biegiem lat (i używania wyłącznie angielskiego) mnóstwo mi wyleciało z głowy 🙁

  • Aga 20 czerwca 2017, 13:45 Odpowiedz

    Mam dokladnie tak samo jak ty. Mieszkam w PA z mezem Amerykaninem, zero rodziny tutaj, wszyscy w Polsce, rozmawiam po polsku tylko przez telefon czasami. Mieszam jezyki absolutnie tak samo jak i ty a poniewaz moj Amerykanski maz mieszkal ze mna w Warszawie przez 2,5 wczesniej i cos tam rozumie, to to jezykowe mieszanie jest na pozadku dzienny. Fajnie ze jest nas wiecej 🙂 Pozdrawiam Agnieszka

    • kashienka 28 czerwca 2017, 00:12

      No to widzę, że nie jestem sama 🙂 Mój mąż po polsku niby mówi tylko kilkanaście zdań, ale wiem, że coraz więcej rozumie ze słucha, jak słucha np. jak rozmawiam z rodzicami.

  • Maga 22 czerwca 2017, 20:32 Odpowiedz

    A ja przylecialam do
    USA dokładnie 2 miesiące temu i jestem w niebowzieta jak spotkam jakiegoś Polaka na placu zabaw dla dzieci bądź w sklepie ;( mimo ze rozumiem angielski za cholerę nie potrafię sie wysłowić, znam w głowie odpowiedz po angielsku ale przez gardło mi nie przechdzi, jakas cholerna blokada ;(
    Moja corka wczoraj na placu zabaw rozmawiała 3 godziny z Polka bo w końcu mogla z kimś pogadać spoza rodziny 😉 nawet bawić sie nie chciala tylko stała przy tej biednej kobiecie i ja wręczyła swoimi życiowymi opowieściami, ma 4 lata 😉
    Na szczescie mieszkam w Chicago i tu mnóstwo Polaków 😉
    Pozdrawiam

    • kashienka 28 czerwca 2017, 00:25

      Masz szczęście, że mieszkasz w Chicago 🙂 Tam Polaków masz pod dostatkiem! Mnie zupełnie nie przeszkadza mówienie tylko po angielsku, ale wiadomo, fajnie czasem pogadać po polsku – w Atlancie kompletnie nie było takiej możliwości, ale może w Tampie będzie lepiej? 🙂 Rozbawiła mnie historia o Twojej córce i jej życiowych opowieściach na placu zabaw 😀

  • Maria 2 lipca 2017, 22:13 Odpowiedz

    Witam, fajny kolejny wpis 🙂
    Ja od półtora roku mieszkam w Holandii i tu porozumiewam się po angielsku, jest to krótki okres więc nie mam problemu z podziałem języków.
    Natomiast mam w pracy koleżankę, która pochodzi z Węgier, ale bardzo dużo rozumie po Polsku. Niekiedy rozmawiałam z nią właśnie w moim ojczystym języku, jednak najczęściej komunikujemy się w języku angielskim. Właśnie z nią mam najśmieszniejsze sytuacje bo w zależności w jakim ona języku się do mnie pierwsza odezwie, w takim ja jej odpowiadam 😉

    • kashienka 6 lipca 2017, 14:56

      U mnie jest całkiem podobnie 😀 Automatycznie odpowiadam w tym języku, w którym padnie pytanie – nawet gdyby Polak zapytał się o coś po angielsku, a np. Brian zadałby pytanie po polsku! Reflektuję się kilka sekund później 😉

  • Luiza 28 października 2017, 10:47 Odpowiedz

    Mieszkam od sześciu lat w Austrii, więc codzienny kontakt z niemieckim, ale pracuję jako English Speaking Assistant w przedszkolu, tak więc 3 języki przewijają się w moim codziennym zyciu. Parę razy złapałam się na tym, że do dzieci w przedszkolu mówiłam po polsku 😛 tak jak u Ciebie z literowaniem nazwiska, u mnie podobnie z podawaniem mojego nr telefonu – wszędzie do tej pory podawałam go po niemiecku np u lekarza czy w urzędzie, gdy poproszono mnie o podanie nr po angielsku, strasznię się gubiłam, chociaż znam angielski bardzo dobrze! Czasami gdy chciałam opowiedzieć mężowi jakieś sytuacje z pracy (jest Polakiem), to gdy np cytowałam kogoś, to robiłam to po angielsku, jakoś po polsku nie brzmiało mi to zbyt dobrze lub czasem są takie wyrażenia, które lepiej brzmią w oryginale. Czasem nie jest łatwo z trzema językami w głowie, są słowa których używam tylko w kontekście niemieckiego lub angielskiego i chcąc je powiedzieć po polsku muszę się porządnie zastanowić lub czasem wręcz nie wiem jak to powiedzieć.

    • kashienka 29 października 2017, 00:00

      Zazdroszczę płynnej znajomości i angielskiego i niemieckiego! Ja kiedyś mówiłam całkiem nieźle po niemiecku, ale niestety potem zupełnie straciłam kontakt z tym językiem i niestety wieeeele zapomniałam. To znaczy nadal trochę rozumiem, ale z mówieniem jest tragedia. Ale wiem o czym mówisz doskonale – też mam słowa, które używam tylko po angielsku (a wcześniej w PL nie używałam ich wcale) i mam czasem problem, żeby jakoś je sensownie przetłumaczyć na język polski!

Skomentuj

Przepis wynik *