OKIEM AMERYKANINA: POLSKA JĘZYK, TRUDNA JĘZYK vol.4

3334 Wyświetleń 15 komentarzy

Daaaawno nie było wpisu z tej kategorii (ponad rok!), ale to za sprawą tego, że mój małżonek po wyjeździe z Polski przestał czynić jakikolwiek wysiłek w celu przyswojenia sobie naszego pięknego języka 😉 A skoro sam nie czuł takiej potrzeby, to ja tym bardziej go do tego nie nakłaniałam. Sama wiem, jak na mnie działa uporczywe nakłanianie mnie do zrobienia czegokolwiek – osiąga się efekt wprost przeciwny, bo wtedy na sto procent nie będę zainteresowana daną czynnością – mam tak od dziecka i nie zanosi się na zmiany 😉 Zresztą nauka kilku słówek czy paru zdań w moim ojczystym języku to miała być dla niego przyjemność a nie konieczność, więc o jakimkolwiek przymusie nie może być mowy. I tak oto spędziliśmy niemalże rok bez jakichkolwiek konwersacji po polsku, aż w końcu mój małżonek wróciwszy z siłowni tak do mnie rzecze: kkkkkciałbym ciegoś siem napić! Oho, myślę sobie – chyba szykuje przemówienie na nasze polskie przyjęcie skoro z jakiegoś powodu wrócił do swoich starych płyt do nauki polskiego 😀 Jakikolwiek kontakt Briana z językiem polskim nieodmiennie przynosi nowe „kwiatki”, które szybko umykają z głowy, więc staram się je zapisywać i podzielić się z Wami.  Urocza jest jego polska mowa, naprawdę :)))))

 

Pan i Władca

Skoro od tego sam zaczął, to z okazji zbliżającego posiłku ćwiczymy zdanie w stylu „chciałbym czegoś się napić” i „chciałbym coś zjeść”. Swoją drogą jak wytłumaczyć mojemu mężowi, że w dwóch, pozornie prawie takich samych zdaniach na angielskie „something” mówi się albo „coś” albo „czegoś”? :> Brian mówi, że to totalnie bez sensu, a ja chyba przyznaję mu rację! W każdym razie konwersujemy sobie mniej więcej tak:

B: Chciałbym czegoś się napić!

K: Czego?

B: Woda, proszę! I chciałbym coś zjeść!

K: A co chciałbyś zjeść?

B. Call me „pan”! They always ask me: „Co chciałby PAN zjeść?” on this CD. (tłum. Nazywaj mnie pan! Oni mnie zawsze pytają na tej płycie „Co chciałby PAN zjeść”?)

Tak, Panie! :DDDDDDD


Remedium na ból

Każdy dobrze wie, co najbardziej pomaga, jak człowieka coś boli. Jak ktoś potrzyma za rękę, przytuli, a najlepiej zrobi „oj oj oj” na zbolałe miejsce 🙂 Wiedziałam od zawsze, że takie ojojanie pomaga, ale jak znalazłam ten obrazek w internecie to bardzo mnie rozbawił :)))))))

Mój mąż był zaciekawiony, z czego się śmieję, więc wyjaśniłam, pokazałam obrazek i zademonstrowałam jak to działa. Od tej pory nazwa tej czynności czyli „ojojanie” weszła na stałe do naszego słownika, nawet jak rozmawiamy wyłącznie po angielsku 😀 Mówię czasem do męża „I have stomachache, I need some ojojanie” (tłum. boli mnie brzuch, potrzebuję trochę ojojania). Parę dni przed przyjazdem naszego gościa – Ani, mój mąż „ojojojał” moją bolącą po bieganiu nogę i zamyślił się.

B: Why in „ojojanie” is always „Ania” at the end, not just the name of a person who is in pain? (tłum. Dlaczego w słowie ojojanie zawsze jest Ania na końcu, a nie imię osoby, którą coś boli)

K: ???

B: Loook you say: OjojojoAnia! Why I can’t say OjojojoKasia, when your stomach is hurting? (patrz, przecież mówi się: OjojojoAnia! Dlaczego nie mogę powiedzieć OjojojoKasia, jeśli to Ciebie boli brzuch?)

Przez calutki czas, gdy używaliśmy tego słowa Brian był pewien, że jest to nie tylko nazwa czynności, tylko nazwa czynności połączona z imieniem Ania :)))))) Od tej pory, dla ułatwienia, owa czynność nazywa się u nas ojojojoBrian 😀


Do pięciu odliczyć!

Siedzimy sobie z naszym gościem przy śniadaniu, na które Ania zaserwowała mojemu małżonkowi jajecznicę na bekonie, podbijając tym do reszty jego serce (ja serwuję zazwyczaj smoothie, z cholesterolem nie ma żartów!) i rozmawiamy sobie na jakiś temat. Nie pamiętam kompletnie o co chodziło, w każdym razie prawdopodobnie padło pytanie o liczbę (pytanie oczywiście zadane po angielsku)

Na co mój małżonek, po polsku odpowiada…

B: Chrząszcz!

A i K: ?????

B (patrząc na nas jak na nierozumne istoty, które nie domyślają się o co chodzi): Jeden-dwa-trzy-cztery-chrząszcz!

Nie wiem skąd mu się to wzięło, naprawdę. Ale mój mąż uważa, że oba wyrazy brzmią baaardzo podobnie 😀


Kwestie polskiego nazwiska

Rozmawiamy po raz tysięczny na temat psiaka, którego oboje bardzo chcemy, a który z różnych przyczyn wciąż nie może dołączyć do naszej małej rodzinki. Ostatnio na przeszkodzie stoi planowany od dawien dawna wyjazd do Europy – bardzo długi w moim przypadku a i Briana nie będzie w domu przez praktycznie trzy tygodnie. W pewnym momencie proponuję, że może w takim razie przywiozę ze sobą jakiegoś psiaka z Polski 😉 Jednak mój małżonek nie jest zachwycony tym pomysłem i natychmiast wysuwa kontrargumenty.

B: He will understand only Polish.. (tłum. I on będzie rozumiał tylko po polsku…)

K: He will understand whatever language you teach him. He is going to be a small puppy! (tłum. On będzie rozumiał jakikolwiek język jakiego go nauczysz. On będzie małym szczeniakiem).

B: And we won’t be able to call him Leo.. (tłum. I nie będziemy mogli go nazwać Leo..)

K: ?????? (Imię mamy wybrane od dawien dawna, więc myślę sobie, o co jemu chodzi?!)

B: He will Polish, so he won’t be Leo. He will be… Leo-wski! (tłum. On będzie Polakiem, więc nie będzie miał na imię Leo. Będzie… Leo-wski!)

😀

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

15 Komentarzy
  • Justyna 26 kwietnia 2017, 23:00 Odpowiedz

    hahaha chrzaszcz mnie rozwalil 🙂
    Uwielbiam te serie ! 🙂

  • Debora 26 kwietnia 2017, 23:09 Odpowiedz

    Hahaha! Super! Mam podobne sytuacje w domu… pierwsze zdanie jakie mój mąż nauczył sie po polsku było: ‚podaj piwo kobieto, migusiem’, teraz mówi: ‚podaj piwo kochanie, prrrosze’. A drugie: ‚Ty jesteś moja mała małpka’ 🙈
    Kasiu mogłabyś podopowiedziec gdzie zakupiłam płyty do nauki języka polskiego?
    Kiedyś próbowałam kupić w Empiku, ale niestety w okresie świat Bożego narodzenia nie było takiej opcji, ludzie wykupili je w mgnieniu oka.
    Była bym bardzo wdzięczna za podpowiedz.
    Buzia!

  • Jola 27 kwietnia 2017, 00:47 Odpowiedz

    Dobra, wszystko super, ale Leo-wski zniszczył system!

  • Joanna Marek-Blukacz 27 kwietnia 2017, 05:11 Odpowiedz

    Wlasnie Leo-wski rozbawil mnie na calego ……jednak ten nasz jezyk polski jest bardzo trudny.
    Ja czasami ucze kilka slow znajomych z pracy i nie moga zapamietac, ciagle cos przekrecaja.

  • Weronika 27 kwietnia 2017, 10:33 Odpowiedz

    Czy uważasz,że robienie przyjęcia w PL jest dobrym pomysłem ? 🙂
    Pytam, bo moim zdaniem – jeśli Wasza Uroczystość była w Stanach, to jest to po prostu jeden dzień w życiu i bez sensu po roku od nowa robić przyjęcie. Może jest to jakaś strata dla gości z Polski, ale teraz sama idąc na takie przyjęcie, nie wiem co bym oczekiwała ? Od nowa pierwszy taniec czy też krojenie torta, suknia ślubna znowu ? Sama mam męża zza granicy, i po prostu wyjechaliśmy do jego kraju ( na drugi koniec świata ), zrobiliśmy tam duże wesele w jego tradycji, po czym w PL ( po około 10 dniach od naszego powrotu ) mieliśmy ceremonię Ślubu Cywilnego, oficjalnie wszystko zapieczętowaliśmy w podniosłej atmosferze i obie strony były bardzo dumne. Bo żadna nie była pominięta, co prawda mąż ma inną religię i ślub w jego kulturze był religijny, nic nie podpisywaliśmy ale dla Jego rodziny miało to ogromne znaczenie. Myślę, z perspektywy czasu, że gdybym po roku zaprosiła rodzinę ( czy to w PL, czy tam ) na przyjęcie ślubne, bez przysięgi, to byłoby bardzo dziwne.

  • Marta 27 kwietnia 2017, 11:44 Odpowiedz

    Kocham kocham i jeszcze raz kocham. Spadlam z krzesła ze śmiechu😄 To naprawde bardzo urocze . U nas też od jakiegoś czasu ” ojojanie” działa na wszystkie bóle . Pozdrawiam już niedługo z californii💋

  • Paulina G Lifestyle 27 kwietnia 2017, 19:07 Odpowiedz

    Agata zabawne sytuację! 😀 mój chłopak jest Hiszpanem i też od czasu do czasu mamy krótkie rozmowy po polsku. Bardzo znajomy tekst „woda proszę” i „kceeem jest ” – co oznacza chce jeść „:D
    Można się nieźle ubawic 😀

  • Kasia 27 kwietnia 2017, 22:26 Odpowiedz

    Jeju, nadrobiłam całą serię i popłakałam się ze śmiechu. To jest boskie!

  • Słomiana zapałka 28 kwietnia 2017, 13:54 Odpowiedz

    Super ta Twoja seria o nauce polskiego 🙂 nieźle się uśmiałam. Polecam też profil na instagramie albo facebooku fabworqs. To jest mąż od blogerki – worqshop. On rysuje super ładne rysunki i opisuje je po polsku. Poprawiacz humoru na codzień.

  • Polly 30 kwietnia 2017, 10:37 Odpowiedz

    o rany spłakałam się … ale faktycznie każdy obcokrajowiec uczący się innego języka zauważa takie rzeczy których my nie widzimy typu to ojojanie z Anią. Ja się uczę angielskiego od zera i też zauważam różne dziwne łączenia w angielskim których nie widzi moja lektorka i też się potem z nich śmiejemy. Głównie z wymowy 🙂

  • Pantofelwpodrozy 1 maja 2017, 20:32 Odpowiedz

    OMG niezłe kwiatki hehehe

  • LIFESTYLERKA - Żyj zdrowo & Aktywnie 3 maja 2017, 11:09 Odpowiedz

    Kasiu, uwielbiam tę serię wpisów. Zawsze uśmieję się do łez. Ale oczywiście wielki szacun dla Briana za bardzo analityczne i logiczne podejście do zagadnień językowych. Oczywiście, że ojojojBrian w jego przypadku jest o wiele bardziej logiczną wesją niż ojojojAnia :))))))) A chrząszcz, to po prostu wygrywa!!!! :)))) Pozdrowienia dla Pana Męża ;).

  • Zuza 3 maja 2017, 12:49 Odpowiedz

    Uwielbiam twojego bloga!! Szkoda,ze tak późno się na niego natknęłam 🙁

  • Ola 9 maja 2017, 22:45 Odpowiedz

    Hihi, uśmiałam się jak nie wiem! Mój chłopak wychowywał się w Norwegii i też nieźle po ‚polskiemu’ mówi 😉
    W ogóle to bardzo dobrze czyta mi się Twój blog – pisany lekkim językiem i z jajem! 🙂

Skomentuj

Przepis wynik *