PUERTO RICO – CO MUSISZ WIEDZIEĆ PRZED WYJAZDEM

1540 Wyświetleń 16 komentarzy

Jak za pewne wiecie z Instagrama (link tutaj) oraz podsumowania zdjęciowego grudnia (tutaj), końcówkę ubiegłego roku spędziliśmy w Puerto Rico. Początkowo miałam się zabrać za notkę z wrażeniami zaraz po powrocie, ale wiecie jak to jest 😉 Nadrabiam teraz, ponieważ uważam, że zdecydowanie jest to miejsce warte zobaczenia! 🙂

Decyzja o wyjeździe akurat tam przez nas podjęta, jak to zwykle bywa, całkiem spontanicznie. Po pierwsze w listopadzie uzmysłowiliśmy sobie, że przecież zaraz będzie 6 miesięcy po ślubie, a my jeszcze nie byliśmy na prawdziwej podróży poślubnej 😀 Jak mówiłam Wam w notce na temat zielonej karty (tutaj) moje podróżowanie po ślubie stało się bardzo utrudnione, gdyż zwyczajnie nie miałam ważnych dokumentów – mimo, że cały proces był w toku. Gdy w połowie listopada nareszcie stałam się na powrót dumną posiadaczką amerykańskiego prawa jazdy uznaliśmy, że nie ma co dłużej czekać i czas wybrać się w jakieś fajne miejsce we dwoje. Ponieważ w momencie podejmowania decyzji nie miałam jeszcze zielonej karty (ani pojęcia, że dostanę ją dokładnie dzień przed świętami!) musieliśmy w naszych podróżniczych planach ograniczyć się do terytorium Stanów Zjednoczonych. Decyzję, że będzie to właśnie Puerto Rico podjęliśmy w jakieś pięć minut, a po kolejnych dziesięciu mieliśmy już zabukowane bilety lotnicze :))))) Nasza podróż trwała siedem dni i oczywiście jak zwykle był to wyjazd na własną rękę – sami zaplanowaliśmy sobie plan podróży oraz wybraliśmy takie miejsca, które wydawały nam się najbardziej interesujące.


Dzisiaj skupię się na konkretach i praktycznych informacjach, które na pewno przydadzą Wam się podczas planowania urlopu w tym pięknym miejscu, a następnym razem opowiem co w naszym mniemaniu warto zobaczyć i co wywarło na nas największe wrażenie podczas pobytu na wyspie.

INFORMACJE OGÓLNE

Puerto Rico to  leżące nad Oceanem Atlantyckim i Morzem Karaibskim terytorium zależne Stanów Zjednoczonych (terytorium zorganizowane nieinkorporowane). Z tego względu podróżujący ze Stanów Zjednoczonych nie potrzebują paszportu by się tam dostać, amerykańskie prawo jazdy jest tutaj zupełnie wystarczające. Lot jest traktowany jako krajowy – więc w przypadku Atlanty, gdzie ogromne lotnisko jest podzielone na część obsługującą loty krajowe i zagraniczne (ciekawostka – z autostrady zjeżdża się dwoma osobnymi zjazdami, choć wszystko jest oczywiście skomunikowane), lecieliśmy normalnie z tego krajowego. Walutą Puerto Rico są oczywiście dolary amerykańskie, co dla nas było sporym ułatwieniem. Oprócz tego, normalnie działają tutaj amerykańskie sieci komórkowe według takich samych stawek za połączenia, wiadomości i sieć – wybawienie, szczególnie jeśli chodzi o Internet! Szczególnie, że wifi w wielu miejscach w Puerto Rico było baaaardzo kiepskie – tzn. teoretycznie zwykle jakąś tam sieć pokazywało w hotelach/restauracjach, ale często wyświetlanie google.com było ponad jego możliwości 😉 Językiem urzędowym jest hiszpański oraz angielski – ale znakomita większość mieszkańców porozumiewa się raczej w tym pierwszym. Puerto Rico leży w strefie klimatu podrównikowego wilgotnego, a średnia roczna temperatura to ok. 25 stopni Celsjusza. Sezon turystyczny trwa nietypowo od 15 grudnia do 15 kwietnia, a tropikalne ulewne deszcze najczęściej występują w szczycie sezonu. I to się sprawdziło – podczas naszego tygodniowego pobytu nie padało tylko jednego dnia 😉 Na szczęście deszcz, choć faktycznie bardzo ulewny pojawiał bardzo szybko i po 15-20 minutach było po nawałnicy i znów świeciło się słońce. Ciekawostką jest, że według przeprowadzonych parę lat temu badań, Portorykańczycy są najszczęśliwszym narodem świata. Jeśli tak jest naprawdę, to oznaczałoby to, że słynne stwierdzenie, że pieniądze szczęścia nie dają ma w sobie jednak ziarno prawdy – szacunkowo prawie połowa mieszkańców PR zmaga się z biedą, co można zauważyć podróżując po wyspie.

TRANSPORT

Ponieważ Puerto Rico jest wyspą, to zdecydowanie samolot 😉 No ewentualnie statek, jeśli o PR chcemy zahaczyć podczas rejsu po Karaibach. Główne lotnisko w San Juan, czyli stolicy jest dobrze skomunikowane z głównymi miastami USA.  Z tego co pamiętam to nasz lot z Atlanty trwał 3,5h 🙂

Na miejscu najkorzystniej jest wypożyczyć samochód i w taki sposób podróżować po wyspie. Mieliśmy okazję tylko raz skorzystać z publicznego transportu PR w postaci promu i jeśli cała reszta działa według podobnych reguł to zdecydowanie doradzam ten samochód niż szarganie sobie nerwów 😉 Tutaj wskazówka – naprawdę warto wypożyczyć samochód z wyższym zawieszeniem. My o tym nie wiedzieliśmy i zdecydowaliśmy się na jakieś niewielkie pierdzikółko ze względu na najkorzystniejszą cenę. Szybko pożałowaliśmy tej decyzji, bo niektóre zakątki PR najlepiej objeździć SUVem z napędem na cztery koła. Na drogach można spotkać takie dziury, że te nasze polskie mogą się schować ze wstydem 😉 Poprzez ulewne deszcze na wielu ulicach można spotkać takie specjalne wyżłobienia do odprowadzania wody, w które mały samochód po prostu „wpada” i uszkadza nadwozie. Natomiast niektóre malownicze okolice (szczególnie w rejonie tropikalnych lasów deszczowych) po ulewnym deszczu zamieniają się błyskawicznie w prawdziwy off road. Ponieważ raz porządnie zakopaliśmy się w błocku w drodze do kolejnego hotelu (cud, że ten samochód to przeżył, ale do hotelu finalnie nie dotarliśmy), a dwa razy zmasakrowaliśmy podwozie – na drugi raz na pewno bralibyśmy z wypożyczalni większą brykę 🙂

Nie zawsze jednak w miejsce docelowe można dojechać na czterech kołach 😉 Choć zdecydowana część Puerto Rico leży na jednej wyspie o tej samej nazwie, to jest jest jeszcze kilka mniejszych wysypek, w tym Vieques i Culebra. I właśnie to ta druga z wyspa zainteresowała nas szczególnie bowiem mieści na swojej niewielkiej powierzchni między innymi jedną z najpiękniejszych plaż świata – plażę Flamenco. O tej atrakcji opowiem szczegółowo następnym razem, dziś skupię się na kwestii transportu na wysepki. Nasz papierowy przewodnik wspomniał o tańszej opcji promu lub droższej – przelotu małym samolotem, jednak zapomniał dodać, że to wcale nie taka prosta sprawa 😉 Przede wszystkim strona internetowa dotycząca szczegółów podróży promem była zapewne aktualizowana ostatni raz koło 2007 roku 😉 Kupno biletów online pokazywało wyprzedane bilety na najbliższe cztery miesiące na przód, zaś żaden z dziesięciu podanych numerów telefonów na stronie nie działał 😉 Nie przewidując wcześniej większych problemów z promem, nie ogarnęliśmy też zawczasu biletów samolotowych – trzy dni przed planowanymi odwiedzinami wyspy dostępne były bilety wyłącznie w jedną stronę, z możliwym powrotem.. dopiero po Nowym Roku 😉 Radzi nie radzi, nie chcąc za nic świecie odpuścić sobie jednego dnia na wyspie (szczególnie ja!), naczytaliśmy się na forach internetowych porad bardziej doświadczonych podróżników i udaliśmy się do miejscowości, z której miał wyruszać prom następnego dnia przed szóstą rano. Prom miał wprawdzie odpływać planowo dopiero o dziewiątej (najwcześniejszy z trzech rejsów, dwa kolejne były po południu), ale forumowicze zgodnie radzili, że jak się przyjedzie odpowiednio wcześniej i zajmie kolejkę, to jest spora szansa na kupno biletów tuż przed przeprawą. Szczegółów stania w kolejce przez tyle godzin Wam oszczędzę (nieocenieni forumowicze polecili wziąć ze sobą składane krzesełko, ha!) – ale myślę, że starsi czytelnicy uroniliby łezkę wzruszenia wspominając czasy PRLu, bo kolejka uformowana na oko jakąś godzinę przed nami, w czasie kilku godzin rozrosła się na całą długość ulicy 😉 Jednak po kilku chwilach zwątpienia, nawiązaniu znajomości z połową najbliższych kolejkowiczów, gdy mój mąż miał już w myślach sformułowany pozew rozwodowy, za to że namówiłam go na takie atrakcje, nadeszła w końcu godzina 9:45, okienko się otworzyło a my drogą kupna nabyliśmy upragnione bilety (z tego co pamiętam to cena jednego biletu w dwie strony to 2 dolary i 50 centów) i dostaliśmy się na prom. Prom wyruszył opóźniony o dobre półtorej godziny, co i tak podobno jest niezłym wynikiem, ponieważ czasem odwołują dany rejs bez podania przyczyny, a jak ktoś ma zażalenia to może ich co najwyżej cmoknąć 😉 bo firma jest państwowa i ma monopol na transport na obie wyspy. Mimo takich przygód – ZDECYDOWANIE warto było! Ale dla tych, którzy zamierzają odwiedzić Puerto Rico – postarajcie się ogarnąć tę kwestię wcześniej (chociażby decydując się na przelot samolotem), zaoszczędzi Wam to niepotrzebnych nerwów 🙂

HOTELE I MIEJSCA NOCLEGOWE

Jeśli chodzi o hotele i miejsca noclegowe to muszę powiedzieć, że Puerto Rico w wielu miejscach jest dość „dziewiczą” wyspą. Ja nasze noclegi ogarniałam jakiś miesiąc przed wyjazdem i nie było to najłatwiejsze zadanie. Owszem w bardziej popularnych miejscach nie ma problemu ze znalezieniem hotelu, ale w mniej turystycznych (a równie ciekawych!) rejonach wyspy na próżno szukać dużego wyboru. Zdarzyło mi się, że w wybranym miejscu i jego sporej okolicy na booking.com mieliśmy do wyboru dokładnie dwie opcje: mega wypasiony resort pięciogwiazdkowy z ceną tysiąc dolców za jedną noc lub… piętrowe łóżko w pokoju wieloosobowym w jakimś obskurnym hostelu za 20$. Ponieważ żadna z opcji nie była dla nas kusząca 😉 wspomogliśmy się portalem airbnd.com i w jednym miejscu wynajęliśmy po prostu mieszkanie od prywatnej osoby. Brak hoteli albo zaledwie niewielka ich ilość rzuciła nam się w oczy w kilku miejscach – gdyby Amerykanie mieli takie piękne tereny, od razu zabudowali by je hotelami jeden przy drugim, burząc przy tym piękny i dziewiczy krajobraz. Portorykańczycy na szczęście nie są jeszcze tak nastawieni na zysk więc można cieszyć się kawałkiem plaży w całkiem naturalnym otoczeniu. Na przykład przy wspomnianej wcześniej przepięknej plaży Flamenco dostrzegłam tylko jeden mały hoteliko-podobny obiekt, a reszta turystów chętnych by spędzić tam noc, musiała zadowolić się … namiotami 🙂 Przez myśl mi nawet przeszło by skusić się jednej nocy na takie rozwiązanie, ale mój mąż stanowczo zaoponował temu pomysłowi.  Wobec powalającej siły jego argumentu („A co ja jestem SKAUTEM, żeby spać w namiocie na wakacjach?!”) zaniechałam dalszych prób – w sumie też wolę mieć do dyspozycji hotelową łazienkę 😉

Jeśli zainteresowała Was to notka, to zapraszam za niedługo na jej kontynuację, w której opowiem o rzeczach, które koniecznie musicie zobaczyć/przeżyć/spróbować podczas wakacji w Puerto Rico <3

Zapisz

16 Komentarzy
  • Paulina G Lifestyle 15 marca 2017, 05:53 Odpowiedz

    Kilka tygodni temu poznałam chłopaka właśnie z Puerto Rico i przyznaję… jedna z najszczęśliwszych osób jakie kiedykolwiek spotkałam. Mnóstwo pozytywnej energii, stale uśmiech na twarzy! Z niecierpliwością czekam na kolejne posty o tym miejscu ! 😉

    • kashienka 27 kwietnia 2017, 03:42

      Super, że masz takie fajne doświadczenie z osobą z Puerto Rico 🙂 Uwielbiam takich ludzi! :))))
      Na pewno pojawią się jeszcze posty na temat tego miejsca, bo wywarło ono na nas niezwykłe wrażenie! 🙂

  • Marta 15 marca 2017, 18:39 Odpowiedz

    Narobilas mi smaku na wyjazd w cieple okolice, bo ostatnio pogoda w TN nie rozpieszcza: rano bylo tylko 25F czyli jakies -4C. Brrrr….

    • kashienka 27 kwietnia 2017, 03:43

      Brrrr… naprawdę zimno! W Atlancie prawdziwej zimy nie było, ale i tak tęskno mi do tropikalnych klimatów 😉

  • Dasza 16 marca 2017, 00:30 Odpowiedz

    Dziekuje za ten post! Obecnie czekam na zielona karte i nie bylam pewna czy mozna leciec na ID bez problemu a Puerto Rico jest absolutnie na mojej liscie! Pozdrowienia z goracej Arizony!😙

    • kashienka 27 kwietnia 2017, 03:44

      Puerto Rico jest świetnym miejscem, czeka się na zieloną kartę 🙂 Wystarczy ważny paszport/prawo jazdy.

  • kama 16 marca 2017, 20:06 Odpowiedz

    Tropikalny las deszczowy, ale to fajnie brzmi! <3
    Uśmiałam się z reakcji Twoje męża 🙂

    • kashienka 27 kwietnia 2017, 03:47

      Pobudza wyobraźnię, prawda? 🙂 Taaaa, te reakcje to cały Brian :))))))

  • Marta 19 marca 2017, 21:13 Odpowiedz

    Cudowny wyjazd! Na bieżąco śledziłam Was na instagramie! 🙂 Co za widoki! I zdecydowanie spontaniczne wyjazdy są najlepsze!

    Pozdrawiam,
    Marta 🙂

    P.S. Zapraszam też do siebie 🙂

    http://travel-fashion-lifestyle.blogspot.com/

    • kashienka 27 kwietnia 2017, 03:48

      Dziękuję ślicznie za miłe słowa <3 Tak, spontany zawsze the best!

  • Pantofelwpodrozy 22 marca 2017, 10:15 Odpowiedz

    Pięknie 🙂 powoli powinnam szykować swoją podróż poślubną 🙂

    • kashienka 27 kwietnia 2017, 03:54

      Planowanie podróży poślubnej jest mega ekscytujące <3 Dzięki!

  • Paulina 23 marca 2017, 04:52 Odpowiedz

    Jak zwykle piękne zdjęcia!
    Napisałaś, że: „Ciekawostką jest, że według przeprowadzonych parę lat temu badań, Portorykańczycy są najszczęśliwszym narodem świata.” Nie mam pojęcia, kto zlecił te badania, ale śmiem twierdzić, że ich wyniki mijają się z prawdą ;/ Mam w szkole kilka koleżanek Portorykanek i z ich opowieści wynika, że jest raczej w drugą stronę. Szczególnie jak pomyśli się, jak USA eksploatują Puerto Rico, wliczając w to testy na ludziach, o których się właściwie nie mówi…

    Ale powracając już do klimatu wakacyjnego- super, że wyszło Wam tak spontanicznie! Takie wypady są często najlepsze 🙂 Sporo zdjęć widziałam już na Twoim Insta, ale z chęcią zobaczę je jeszcze raz 🙂

    • kashienka 27 kwietnia 2017, 03:57

      Znalazłam taką informację w Internecie i w przewodniku, ale nie mam pojęcia na ile wyniki badań są prawdziwe 😉 Jak Ty masz kontakt z osobami doskonale znającymi sytuację, to podejrzewam, że ich opowieści są bardziej miarodajne..
      Dziękuję za wszystkie miłe słowa Kochana! Ja uwielbiam spontaniczne wypady <3

  • Kamila 4 kwietnia 2017, 09:06 Odpowiedz

    Te zdjęcia są przepiękne! Aż chce się tam być. Żyjąc w takim otoczeniu właściwie trchę nie dziwię się że Portorykańczycy są tacy szczęśliwi 🙂 spontan zawsze jest najlelpszą dezycją !

    http://www.kobiece-zwiazki.blogspot.com

    • kashienka 27 kwietnia 2017, 04:19

      Dziękuję ślicznie 🙂 Na pewno takie widoki na co dzień poprawiają samopoczucie – tego jestem pewna, są przepiękne <3

Skomentuj

Przepis wynik *