ŚLUB I WESELE: POLSKIE I AMERYKAŃSKIE PRZESĄDY ŚLUBNE

3374 Wyświetleń 18 komentarzy

Nie wierzę w przesądy ani żadne zabobony. Czarny kot przebiegający drogę nie robi na mnie żadnego wrażenia, nie nastawiam się na żadne negatywne sytuacje w piątek trzynastego, ani nie skreślam kuponu totolotka jak zobaczę kominiarza 😉  A jak ktoś życzy mi powodzenia to z przekonaniem dziękuję, bo jeśli ktoś mi życzy czegoś dobrego, to dlaczego uprzejme podziękowanie ma przynieść pecha?

Jedynie do czterolistnych koniczynek mam nieco ambiwalentny stosunek 😉 Oczywiście świadomie wiem, że jeden dodatkowy listek nie zmieni niczego, ale… Przez całe studia psychologiczne szukałam koniczynek przed egzaminami (nie ja jedna!) na trawniku przed szkołą. Zawsze je znajdowałam i… zawsze zdawałam 😉 Raz przyjechałam spóźniona i oczywiście nie zdążyłam już zanurkować w trawie. Koniczynki więc nie było a ja oblałam jeden jedyny egzamin podczas pięciu lat! Do dziś twierdzę, że fakt, że byłam z tego tematu zieloniutka (jak, nomen-omen, ta nieszczęsna koniczynka) nie miał z tym faktem nic wspólnego 😀

*

Ale żarty na bok. Nie wiem czy wiecie, ale istnieje mnóstwo przesądów związanych z zamążpójściem. Zarówno w Polsce, jak i za oceanem. Część ludzi święcie w nie wierzy a część traktuje z przymrużeniem oka. Ja oczywiście należę do tej drugiej grupy. Lubię różne ciekawe zwyczaje i czasem faktycznie podążam za tradycją, ale nie wierzę, że wykonanie czy niewykonanie czegoś może spowodować przypływ szczęścia lub jego brak 🙂 Nieważne czy wierzycie w przesądy czy też macie do nich dystans tak jak my, mam dla Was przegląd najpopularniejszych przesądów polskich i amerykańskich.

Coś nowego, coś pożyczonego i coś niebieskiego

To chyba najpopularniejszy przesąd zarówno w Polsce, jak i w Ameryce. Nowa rzecz ma symbolizować szczęśliwą przyszłość pary, coś pożyczonego ma oznaczać przychylność nowej rodziny, a niebieski element – wierność partnera. Ja miałam na sobie całkiem nową suknię ślubną i do tego pożyczoną biżuterię od mamy i teściowej. Podwiązka zaś kupiona była, ale o jej założeniu całkiem zapomniałyśmy (możecie przeczytać o tym tutaj). Czy to że podwiązka była na mojej nodze tylko podczas pierwszych pięciu minut nocy poślubnej też się liczy? 😀

Pan młody nie może zobaczyć panny młodej przed ślubem

Słyszałam, że przesąd obowiązuje zarówno po jednej jak i drugiej strony oceanu. Wydawał mi się dość dziwny, dlaczego sprawdziłam skąd się wziął. Okazuje się, że ma swoje źródło w czasach, gdy małżeństwa były aranżowane przed rodziny. Zwyczajnie istniała zbyt duża obawa, że jeśli państwo młodzi zobaczą się wcześniej to zrobią wszystko by do ślubu nie doszło 😀 Choć u nas o ucieczce nie mogło być mowy, to faktycznie stało się tak, że wyszykowani zobaczyliśmy się dopiero przy „ołtarzu”.

Sukienkę wybierałam z mamą w Polsce, więc narzeczony nie był zaangażowany w przymiarki (i dobrze, bo fatalny z niego doradca – we wszystkim wyglądam „pięęęęęknie” jego zdaniem). Po transporcie w bagażu podręcznym, wisiała sobie ona opakowana szczelnie w naszym mieszkaniu, a skoro on sam nie dopytywał ani do niej nie zaglądał, postanowiłam, że faktycznie zobaczy mnie dopiero w chwili ceremonii.  Choć absolutnie nie uważam, że gdyby zobaczył mnie wcześniej to przyniosłoby to pecha czy coś innego, to fajny był ten element miłego zaskoczenia na jego twarzy, gdy zobaczył mnie kroczącą w stronę ślubnej altany.

Ślub trzeba wziąć w miesiącu z literką R

Jak tej jednej litery nie będzie, to małżeństwo się nie uda 😉 My ślub braliśmy w czeRwcu, więc niby dobrze, ale po angielsku to przecież June. Dobrze, że przesąd jest typowo polski, a w Stanach nikt o takim zabobonie nie słyszał. Nasze małżeństwo uratowane, ufff 🙂

Pająk na sukni ślubnej

Stary przesąd angielski (z którym można się spotkać także w Stanach) mówi, że znalezienie pająka na swojej sukience ślubnej to dobry omen. Gdybym ja z moją zaawansowaną arachnofobią ujrzała ośmionożnego stwora na mojej pięknej sukni to uciekłabym z krzykiem, i tyle by mnie na tym weselu widzieli 😉 Pająków nie znoszę, zwyczajnie się ich boję i nie chce mieć kontaktu z jakimkolwiek, nawet gdyby miało to zaważyć na moim szczęściu małżeńskim 😉

Tłuczenie szkła

Stłuczenie kieliszków po toaście po przynieść szczęście przyszłym małżonkom, a ilość odłamków szkła na symbolizować ilość lat w szczęściu i zdrowiu. Na każdym weselu, na którym byłam kieliszki tłuczone były obowiązkowo, więc zapytałam o to naszą ślubną menadżerkę. „Tłuczone szkło, na plaży, żeby ktoś sobie nogę rozciął?” – zapytała. No tak – okazało się, że taki zwyczaj obowiązuje raczej w Europie, za oceanem raczej nie jest praktykowany.

Welon chroni przed „złym okiem”

Przesąd rzymski, ale spotkałam się z nim w Stanach – w Polsce o nim nie słyszałam. Panna moda powinna mieć opuszczony welon w drodze do ołtarza by osłonić się przed złymi spojrzeniami osób, które są zazdrosne o jej szczęście. No cóż, ja welonu na sobie nie miałam wcale, bo go nie chciałam, ale plus małego wesela był taki, że wszyscy którzy byli z nami w tym dniu byli naszymi bliskimi i żadnych zazdrosnych spojrzeć obawiać się nie musiałam. No spróbowałby kto… 😉

Zjedzenie kawałka tortu ślubnego w pierwszą rocznicę ślubu

W Polsce o takich cudach nie słyszałam, ale w Stanach osoby zajmujące się jedzeniem na naszym ślubie, od razu zapytały, czy odłożyć dla nas kawałek tort do zamrożenia. Gdy zapytałam w jakim celu, to od razu wyjaśnili, że zjedzenie kawałka ślubnego tortu w rok po zawarciu małżeństwa to dobra wróżba dla związku. Ponieważ dwa dni po ślubie czekał nas sześciogodzinny powrót do Atlanty bez samochodowej lodówki, a pierwszą rocznicę ślubu będziemy spędzać w Grecji, do której też trzeba dolecieć to jednogłośnie stwierdziliśmy, że biedny kawałek tortu przewożony w takich warunkach zamiast przynieść szczęście i pomyślność, mógłby jedynie wywołać wiadome dolegliwości gastryczne 😉 Zjedliśmy go więc bez wyrzutów sumienia na śniadanie – naszego pierwszego dnia jako małżeństwo.

Deszcz w dzień ślubu

Deszcz występuje w przesądach zarówno polskich jak i amerykańskich. Co ciekawe, w całkowicie wykluczających się wersjach! Kiedyś wierzono głównie, że symbolizuje pecha – dziś najczęściej skłania się ku wersji, że przynosi małżeńskie szczęście. W tej kwestii jakiekolwiek zabobony zupełnie mnie nie obchodziły – nie chciałam deszczu za żadne skarby świata! (dlaczego tak się stresowałam tą kwestią – czytajcie tutaj). Byłam więc mega zadowolona, że mimo tragicznych prognoz podczas ślubu ani wesela nie spadła ani kropelka deszczu 🙂

Noże w prezencie ślubnym

Kolejny zabobon dotyczy prezentu, który można dostać z okazji ślubu. Okazuje się, że noże według starych wierzeń oznaczają zerwany związek a ich podarowanie jako prezent ślubny przynosi pecha. Przyznam, że w Polsce nigdy o tym przesądzie nie słyszałam (a wręcz wydawało mi się, że komplet sztućcy to super prezent), natomiast babka w sklepie, która pomagała mi w organizowaniu naszej ślubnej wish-listy (możecie przeczytać więcej na ten temat tutaj) ostrzegła mnie przed umieszczaniem na liście czegokolwiek ostrego.

Przenoszenie przez próg panny młodej

W różnych miejscach słyszałam różne wersje, ale generalnie przeniesienie wybranki przed próg sali weselnej/domu ma uchronić ją przed potknięciem się co jest złym znakiem. Przesąd znany przede wszystkim w Polsce, ale okazuje się, że obowiązuje i w Stanach, gdzie tradycyjnych progów jak na lekarstwo. U nas oczywiście żadnego przenoszenia nie było, bo przecież ciężko o próg, gdy wesele było na zielonej trawce 😉 Wywinąć orła mogłam jedynie na piasku, co mimo moich wcześniejszych obaw się nie zdarzyło 🙂

*

Wierzycie w przesądy? Jaki macie do nich stosunek? Czy jest coś, czego bezwzględnie chcieliście przestrzegać w dniu ślubu? A może macie jakiś ulubiony ślubny przesąd? Zapraszam Was serdecznie do komentowania!

Zapisz

18 Komentarzy
  • Ania 20 lutego 2017, 10:24 Odpowiedz

    W Polsce jest też przesąd dotyczący biżuterii z pereł, która przynosi cierpienie i łzy w małżeństwie.
    Ale to podobno tylko w Polsce 😉

    • Polly 24 lutego 2017, 14:25

      słyszałam o perłach też w wersji, że nie daje się ich na prezent bo przynoszą pecha czyli ani na ślub ani w prezencie 🙂

    • kashienka 14 marca 2017, 19:29

      Upssss, a ja właśnie miałam biżuterię z pereł w tym dniu 😀 No cóż, jak łzy się poleją, to będę przynajmniej wiedziała dlaczego ;)))))))

  • kama 21 lutego 2017, 17:38 Odpowiedz

    Ja znam przesąd, że ubranie się gości na czarno ma przynieść pecha parze młodej!

    • kashienka 14 marca 2017, 19:31

      Też w sumie o tym słyszałam! Albo jeszcze, że na biało nie wypad, bo to kolor zarezerwowany w tym dniu wyłącznie dla panny młodej 😀

  • Marta 21 lutego 2017, 22:51 Odpowiedz

    Bardzo fajny post! Z przymróżeniem oka na wesoło:) Też nie jestem osobą przesądną, ale mam głupi zwyczaj, iż nigdy nie przechodzę pod słupem telefraficznym haha 🙊🙈 podobno to też przynosi pecha 😈😂

    BTW wglądaliście cudownie w dniu swojego ślubu. Ty jak księżniczka 💕. Też marzę o takim małym ślubie na plaży ❤️😊

    Pozdrawiam,
    Marta

    P.S. W wolnej chwili zapraszam też do siebie 🙂

    http://travel-fashion-lifestyle.blogspot.com

    • kashienka 14 marca 2017, 19:32

      Świetne z tym słupem 😀 na to bym nie wpadła! :))))))))
      Dziękuję za tak przemiłe słowa! <3 A na bloga z pewnością zajrzę :*

  • Karolina Yun 22 lutego 2017, 12:18 Odpowiedz

    Brałam ślub w Listopadzie… ale z to u mnie w dzień ślubu padało 😉 Coś za coś! 😀

    • kashienka 14 marca 2017, 19:33

      Patrząc na te wszystkie przesądy ciężko o pełnię szczęścia 😀

  • Aga 22 lutego 2017, 21:44 Odpowiedz

    Czy to prawda ze planujecie drugi slub w Polsce?

    • kashienka 14 marca 2017, 19:34

      Tak, a w zasadzie już nie ślub, tylko drugie wesele 🙂

  • Evelientje 23 lutego 2017, 18:30 Odpowiedz

    Bardzo miło czyta się Twojego bloga. Myśle ze jesteś bardzo pozytywną osobą. Przez przypadek zobaczyłam kiedyś twoje zdjęcie na instagramie i tak wpadłam na bloga. W 2 dni przeczytałam już prawie wszystkie posty, ale nigdzie nie widziałam nic o tym jak się poznałaś ze swoim mężem. Może w przyszłości zrobisz o tym post, myśle ze nie tylko ja na to czekam ☺️

    • Ania 10 marca 2017, 05:55

      Popieram twoje zapytanie. A dodatkowo co robisz Kasiu? Czym sie zajmujesz lub czym masz zamiar sie zajmowac?

    • kashienka 14 marca 2017, 19:38

      Bardzo miło mi, że zajrzałaś przypadkiem i Ci się spodobało :))) Nie było takiego postu, bo nie kryje się za tym tak naprawdę żadna super romantyczna historia. Ale może faktycznie kiedyś napiszę, bo to jedno z najczęściej zadawanych pytań 😛
      Co to pracy to marzy mi spróbowanie sił w zakresie PR lub social media marketing i ponieważ już niebawem mam zamiar szukać pracy to na pewno pochwalę się na blogu jak wygląda ten proces za oceanem 🙂

  • Pantofelwpodrozy 24 lutego 2017, 12:26 Odpowiedz

    Pająki w sukni ślubnej… O NIE!!! Nie znoszę pająków..

    • kashienka 14 marca 2017, 19:38

      Masakra jakaś, prawda?!

  • LIFESTYLERKA - blog o dietetyce i zdrowym stylu życia 28 lutego 2017, 15:01 Odpowiedz

    O jej, ile różnych obyczajów!:) Najbardziej podoba mi się wytłumaczenie tego, czemu nie można widzieć się przed ślubem. Dobre:). A z tym tortem, to rzeczywiście dziwactwo! Nigdy bym nie zieła do ust czegoś, co leży rok w lodówce, nawet w zamrażarce:). Opcja zjedzenia na śniadanie jest najlepsza!

    • kashienka 14 marca 2017, 19:40

      Myślę, że to uzasadnienie mocno tłumaczy ten przesąd 😀 Ja też nie lubię jeść rzeczy, które za długo były w zamrażarce – więc chyba bym się nie skusiła na ślubny tort 😉

Skomentuj

Przepis wynik *