PROJEKT30: MECZ FUTBOLU AMERYKAŃSKIEGO

900 Wyświetleń 6 komentarzy

W sierpniu opowiedziałam Wam rozpoczęciu o Projektu 30, który zamierzam zrealizować przed moimi 30 urodzinami. W skrócie – jest to 30 rzeczy, które chciałabym przeżyć przed przekroczeniem magicznej trzydziestki. Część planów jest w miarę łatwa do wykonania, część będzie stanowiła dla mnie spore wyzwanie – ale mam zamiar dzielić się z Wami każdym zrealizowanym podpunktem z listy a na 30 urodziny chcę zdradzić całą zaplanowaną listę (i przyznać ile podpunktów udało mi się spełnić!). Do tej pory podzieliłam się z Wami dwoma zrealizowanymi marzeniami (można przeczytać o nich tutaj i tutaj), dziś podzielę z Wami wrażeniami z kolejnego zrealizowanego podpunktu 🙂

image3

Na temat futbolu amerykańskiego mogłabym napisać esej 😉 Dwa lata temu nie miałam zbytnio pojęcia z czym to się je, dziś – choć nadal za cholerę nie znam tych pokręconych zasad gry – moja wiedza jest zdecydowanie większa 🙂 Wszystko za sprawą mojego męża, który futbol uwielbia całym sercem. Gdybym miała wpływ wybór jego głównego hobby, to zdecydowanie pokierowałabym nieco dalej od stadionu, ale skoro poznaliśmy się zdecydowanie za późno by zmienić swoje zainteresowania, trzeba było zaakceptować i futbol 😉 Nie tylko zresztą mój mąż ma bzika na tym punkcie – naprawdę niewielu facetów w Stanach ma w poważaniu rozgrywki futbolowe (pisałam o tym tutaj).

football3

Ja w przeciwieństwie do mojego męża zdecydowanie nie wariuję na punkcie jajowatej piłki 😉 a już szczególnie nie przepadam za oglądaniem rozgrywek w telewizji. Myślę, że wynika to po części z tego, że ja w ogóle nie cierpię oglądać sportu w telewizji – jest to dla mnie zdecydowanie nudne zajęcie! Ale ponieważ różnica pomiędzy oglądaniem sportu na szklanym ekranie i na żywo jest ogromna to postanowiłam chciałam dać futbolowi szansę 😉 Na mojej liście 30 postanowień umieściłam więc obejrzenie meczu futbolu amerykańskiego na żywo 🙂

img_3547

Okazja nadarzyła się szybciej niż myślałam – podczas naszego ostatniego wypadu na Florydę. Nasz przyjaciel tak wykombinował termin swojego (a zarazem naszego) weekendu w słonecznym stanie, że akurat „trafił” na mecz Florida State Univeristy, czyli ulubionej drużyny chłopaków. Ucieszyłam się mega, bo nie dość, że mecz na stadionie w Tampie na mojej ukochanej Florydzie, to jeszcze w znakomitym towarzystwie 🙂

fullsizerender

Muszę Wam przyznać, że oglądanie meczu na żywo, a transmisja telewizyjna to.. niebo a ziemia! Dlaczego? Po pierwsze ze względu na przygotowanie do meczu. Nie jestem w stanie przetłumaczyć tego dobrze na język polski, bo z tego co się orientuję nie mamy takiego wyrażenia w słowniku. „Tailgating” to nic innego jak… impreza na parkingu 😉 Mogę sobie wyobrazić teraz Wasze zdziwione miny, bo moja reakcja gdy słyszałam te opowieści była podobna. Jednak okazało się, że przygotowanie przed meczem było super (żeby nie powiedzieć, że lepsze niż ten mecz:P). Wygląda to tak, że na wielkich parkingach kilka godzin przed meczem zbierają się kibice obu drużyn – sporo z nich przyjeżdża camperami, sporo pick-upami a część zwykłymi autami i rozkładają swoje akcesoria 🙂 Są duże namioty, parasole, krzesełka, flagi i mnóstwo innych gadżetów – w większości wszystko mają w kolorach swojej ulubionej drużyny, więc od razu widać kto komu kibicuje! Większość osób ma ze sobą mniejsze lub większe przenośne grille, sporo wałówki no i oczywiście trochę procentów dla podgrzania atmosfery przed meczem:) Ludzie jedzą, piją, grają w najróżniejsze gry no i często integrują się przed grą. Co ważne mimo, że uczucia do drużyny przeciwnej są czasem raczej chłodne, to nie dochodzi do żadnych nieprzyjemnych incydentów – ot, drużyna przeciwna rozkłada swój piknik kilka metrów dalej. Nie ma mowy o żadnych zadymach czy niebezpieczeństwie.

Gdy wybija odpowiednia godzina, wszyscy kierują się z pobliskich parkingów ku stadionowi, by zając swoje miejsca na trybunach. Stadiony są zazwyczaj bardzo spore i choć wcale nie można tego odczuć oglądając mecz w TV – robią na żywo niesamowite wrażenie! Ciekawostką jest to, że jeśli stadion, na którym rozgrywa się mecz jest stadionem college’u (a większość meczy futbolu uniwersyteckiego właśnie na nich się odbywa) to sprzedaż napojów procentowych jest zabroniona. Mecz składa się z czterech części i ponieważ co chwilę zatrzymują czas – trwa jakieś cztery godziny. W telewizji to zatrzymywanie czasu doprowadza mnie to do szału, ale na stadionie bardzo mi się podobał ten pomysł. W każdej „przerwie” puszczano głośną muzykę i chwilami czułam się jak na jakieś dużej imprezie na świeżym powietrzu! 🙂 W połowie meczu były pokazy uniwersyteckich orkiestr i choć taka muzyka w ogóle zupełnie mnie nie kręci to show przygotowane przez uczelniane zespoły są świetne! Genialne jest to, że każdy, naprawdę każdy ma koszulkę w barwach klubu, któremu kibicuje co wygląda świetnie z oddali. No i mega podoba mi się fakt, że nie zauważyłam żadnej wrogości między kibicami. W naszej bodajże 10cio osobowej grupie znajomych był chłopak, który na co dzień kibicował największemu rywalowi FSU. Na mecz, rzecz jasna nie ubrał więc koszulki FSU, ale zachował właściwe kolory plus do tego ubrał czapeczkę tej swojej drużyny, której większość kibiców FSU nie trawi 😉 Nikt, absolutnie nikt go nie zaczepił, nie powiedział nic głupiego na ten temat, zero reakcji. Wyobraźcie sobie teraz, że na meczu Legii Warszawa, wśród kibiców Legii, ktoś widzi goście w czapeczce/szaliku Lecha Poznań – założę się, że reakcja byłaby zgoła inna!

Podsumowując – oglądanie meczu na trybunach podobało mi się tysiąc razy bardziej niż oglądanie przed telewizorem! Choć wciąż nie znam zasad (chłopaki próbowały mi wytłumaczyć to kilka razy, ale chyba się już poddali :P) i nawet nie przepadam za tym sportem jakoś szczególnie to cała otoczka meczu zrobiła swoje i bawiłam się super :)))) Miłe towarzystwo, świetny „tailgating” przedmeczowy, wielki stadion, który zrobił nam duże wrażenie i fajna oprawa meczu zapewniły niezapomniane wrażenie! Bardzo cieszę się, że miałam okazję obejrzeć mecz futbolu na żywo i jeśli w przyszłości będzie okazja to z pewnością wybiorę się na taki mecz ponownie!

Zapisz

6 Komentarzy
  • Joanna Marek-Blukacz 17 grudnia 2016, 21:56 Odpowiedz

    To super ze kolejny punkt masz zaliczony. Ja tez nie przepadam za futbolem amerykanskim i ciesze sie ze moj maz nie jest fanem. 😉

    • kashienka 5 stycznia 2017, 17:51

      Szczęściara jesteś 🙂 Niestety większość Amerykanów uwielbiam ten sport!

  • kama 22 grudnia 2016, 15:42 Odpowiedz

    Jak za sportem nie przepadam, to taki mecz chętnie bym obejrzała, oczywiście na amerykańskim stadionie 🙂

    • kashienka 5 stycznia 2017, 17:52

      Powiem szczerze, że wrażenie na żywo jest super <3

  • karina 25 grudnia 2016, 17:53 Odpowiedz

    Ale ubrana jesteś jak prawdziwa kibicka! 🙂

    • kashienka 5 stycznia 2017, 19:01

      Koszulkę jego ulubionej drużyny dostałam już po kilku miesiącach randkowania 😀

Skomentuj

Przepis wynik *