OKIEM AMERYKANINA: POLSKA LEPSZA OD USA? vol.3

3735 Wyświetleń 12 komentarzy

Jak zwykle, pisze mój mąż a ja (nieudolnie) tłumaczę, ewentualnie wtrącam co nieco w nawiasach 😉

Witajcie! Mam nadzieję, że cieszycie się jesienią w Polsce. W Atlancie wprawdzie temperatura spadła do dwudziestu kilku stopni Celsjusza, ale nadal noszę szorty i japonki (Wasze ulubione, z lotniska!). Dzisiaj jadąc do pracy utknąłem w małym korku za głupim autobusem i przypomniało mi to kolejną rzecz, w której Polska jest zdecydowanie lepsza od Stanów, a przynajmniej od Atlanty – transport publiczny.

Zanim zaczniecie czytać co napisałem, obejrzyjcie proszę tę scenę z polskiego filmu z lat osiemdziesiątychTUTAJ. Pamiętam, że jak Kasia pokazała mi ten filmik po raz pierwszy, przed moją pierwszą wycieczką do Polski, to nie miałem pojęcia, że to komedia i myślałem, że to dokument! (haha, moja ulubiona scena z Misia w barze mlecznym też wydawała mu się wielce prawdopodobna – a potem w Polsce był zdziwiony, że nie mamy talerzy przykręconych do stołów i sztućcy na łańcuchach :D). Kasia leżała ze śmiechu, gdy oglądaliśmy ten filmik, a ja siedziałem z otwartymi ustami myśląc sobie, jakie okropne musi być to życie w Polsce 😉

753dd0b89b9f3018ad027eaa636ec815640000

Kiedy przyszło mi chwilę pomieszkać w Warszawie zdałem sobie sprawę jak bardzo się myliłem 😉 Stolica okazała się mieć świetny system metra, pociągów, tramwajów i autobusów. Niektórzy ludzie, których poznaliśmy podczas mieszkania w Warszawie nie mieli wcale aut, co na początku wydawało mi się mega dziwne. Dopiero później zrozumiałem, że komunikacją publiczną można tam dojechać praktycznie wszędzie, oszczędzając sobie przy tym nerwów przy szukaniu miejsc parkingowych, co, jak już kiedyś pewnie wspomniałem, nie jest zabawne 😉 Przystanków jest mnóstwo (koło naszego warszawskiego mieszkania mieliśmy przystanek metra, pociągu i kilku tramwajów w odległości 5min drogi)  i co ciekawe, wszystkie mają rozkłady jazdy (w Stanach to nie takie oczywiste!). Zaskoczyły mnie też autobusy kursujące w środku nocy! Komunikacją miejską można bez problemu dojechać z przedmieść do centrum miasta do pracy i sporo ludzi tak robi, oszczędzając czas na stanie w korkach. Zresztą co tu mówić o Warszawie, jak nawet małe miasteczka mają swoje autobusy i ludzie, szczególnie starsi, z nich korzystają.

img_2025

W Atlancie nie da się funkcjonować bez samochodu. Mamy wprawdzie MARTĘ (system komunikacji publicznej), ale ona nie jeździ praktycznie nigdzie poza lotniskiem. Tory są zaprojektowane w kształcie odwróconego T i jeśli nie mieszkasz zaraz przy stacji, to używanie pociągów MARTY jest całkowicie bezsensowne. Dla większości ludzi dojazd do najbliższej stacji i zaparkowanie, przejazd pociągiem i później dojście do pracy (o ile praca jest w pobliżu stacji) zająłby zdecydowanie więcej czasu niż dojazd do pracy samochodem. No i nie można zapomnieć, że zostawiając samochód na parkingu MARTY masz jakieś 10% szansy, że ktoś Ci się włamie do samochodu (niestety, to racja.. zostawianie samochodu na parkingu koło stacji jest zazwyczaj bardzo ryzykowne.)

Są jeszcze autobusy ale ja raczej wolałby iść 10 mil pieszo niż skorzystać z przejazdu autobusem w Atlancie. Autobusy są tutaj używane głównie przez bezdomnych, którzy potrzebują miejsca do spania i… możliwości skorzystania z toalety (nie, autobusy nie są wyposażone w toalety). Przystanki autobusowe też najczęściej są okupowane przez bezdomnych (poważnie, nie raz widziałam rozłożonych na materacach ludzi, którzy spali na przystanku) i najczęściej nie ma podanego rozkładu jazdy.

Tak, Polska zdecydowanie wygrywa w temacie transportu publicznego!

(Niestety muszę się zgodzić z moim mężem – komunikacja miejsca w Stanach leży i kwiczy. Nie licząc miast takich jak Nowy Jork czy Chicago, gdzie jest wręcz wygodniej przemieszczać się metrem niż samochodem, w większości miejsc nie ma mowy o życiu bez samochodu. MARTĄ jechałam trzy razy w życiu, właśnie na lotnisko mieszkając jeszcze w innym miejscu – natomiast w tej chwili nie mam nawet pojęcia, gdzie położona jest najbliższa stacja pociągu. Ponieważ mieszkamy w centrum, widuję jakieś autobusy, ale oceniając po stanie ludzi wsiadających czy raczej wtaczających się do ich wnętrz – raczej nie pokusiłabym się o przejażdżkę, chociażby ze względów bezpieczeństwa. Jeśli mieszka się na obrzeżach miast to komunikacja po prostu nie istnieje i na ulicy można szybciej zobaczyć ducha niż przejeżdżający autobus. Przez sześć lat mieszkania w Poznaniu jeździłam wyłącznie komunikacją miejską, ponieważ nie miałam samochodu i jeśli ktoś w tej chwili powiedziałby złe słowo na transport publiczny w Polsce to wyśmiałabym. Niezależnie gdzie funkcjonuje to z pewnością sto razy lepiej niż w przeciętnym amerykańskim mieście. I anegdotka na koniec – dwa lata temu, gdy miałam po raz pierwszy pojechać na lotnisko MARTĄ stresowałam się okrutnie, bo obawiałam się, że coś pomylę, pojadę nie w tę stronę co trzeba lub wywinę jakiś inny numer. Brian bardzo chciał mi pomóc jednak nie mógł mnie tego dnia zawieźć na lotnisko. Posprawdzał więc w Internecie rozkład jazdy pociągu, miejsc gdzie wysiąść itp., ale gdy zadałam kilka pytań, coś zaczął kręcić przy odpowiedziach. W końcu z niedowierzaniem zapytałam „Czy Ty jechałeś kiedykolwiek tą MARTĄ?„. Na co on, dorosły facet przed czterdziestką – „Tak, tata mnie kiedyś zabrał na wycieczkę…” 😀)

Zapisz

12 Komentarzy
  • Paulina 13 października 2016, 20:24 Odpowiedz

    Uwielbiam wpisy Briana 🙂 i zgadzam się całkowicie! Wprawdzie, z tego co czytam, Chicago ma nieporównywalnie lepiej rozwinięta komunikację miejska niż Atlanta i ogólnie jakoś bardzo nie mogę narzekac, ale i tak za Polska pozostaje daleko w tyle! Szczególnie brakuje mi sprawnej komunikacji nocnej. Do braku rozkładu już się przyzwyczailam, szczególnie że jest kilka bardzo fajnych aplikacji do śledzenia autobusow.

    • kashienka 18 października 2016, 03:33

      W Chicago to sama miałam okazję przejechać się metrem i powiem Ci, że wrażenie całkiem pozytywne! (szczególnie język polski do wyboru przy kupnie biletów:D).

  • Pantofelwpodrozy 14 października 2016, 08:27 Odpowiedz

    Kiedy przyjechałam do USA na troszkę dłuższe wakacje, moja przyszywana ciocia od razu spytała, którym samochodem wolę się poruszać? Szybko mogłam się przekonać, że życie w USA bez samochodu jest skomplikowane!

    • kashienka 18 października 2016, 03:34

      No dokładnie – w niektórych miejscach bez samochodu to jak bez ręki 😉

  • Jula 15 października 2016, 17:42 Odpowiedz

    Ja mieszkam w NY i komunikacka miejska tutaj jest super. Owszem, co raz wiecej bezdomnych i to jest zdecydowanie problem. Nie mamy samochodu bo nam jest niepotrzebny a wszedzie mozemy dojechac metrem czy autobusem. Ewentualnie mozna wypozyczyc samochod na weekend.

    • kashienka 18 października 2016, 03:36

      O NYC słyszałam dokładnie to samo – że samochód wcale niepotrzebny. Zresztą ja i tak nie odważyłabym się przejechać autem po Manhattanie 😉 Niestety komunikacja w Atlancie i wieeeelu innych miastach w USA ma bardzo mało wspólnego z NYC..

  • LIFESTYLERKA - blog o dietetyce i zdrowym stylu życia 16 października 2016, 14:35 Odpowiedz

    To prawda, w Stanach bez auta w zasadzie nie istniejesz:). Mi byłoby bardzo ciężko ponieważ nie posiadam nawet prawa jazdy, jednak w moim mieście nigdy nie odczułam tego braku więc śmigam autobusem lub na piechotę. A jak sie bardzo, bardzo spieszę, to raz na ruski rok biorę taksówkę:).

    • kashienka 18 października 2016, 03:37

      W Polsce spokojnie można funkcjonować bez auta, ale tutaj jest to bardzo ciężkie. Dlatego prawo jazdy mają prawie wszyscy 😉

  • Kasia w Kalifornii 16 października 2016, 20:59 Odpowiedz

    U mnie w Dolinie Krzemowej tez publicznego transportu brak i byla to pierwsza rzecz, ktora tak mnie uderzyla w USA.

    • kashienka 18 października 2016, 03:38

      Mnie pierwsze uderzyło serwowanie wody z kranu w restauracjach 😀 Ale brak opcji transportu publicznego również.

  • Julia 27 stycznia 2017, 06:26 Odpowiedz

    Ja podczas mojej wizyty u rodziny w Stanach, raz musiałam sama z mamą dostać się z przedmieść Philadelphi do centrum. Padło na autobus i ogólnie na jego stan nie mogę narzekać, to jednak brak rozkładów to spory minus. Wynagrodziła nam jednak ten minus uprzejmość jakiejś Pani, która również stała na przystanku. Zapytałyśmy jej jak dojechać na nasz przystanek, a ona wytłumaczyła i przy okazji wysiadła z nami i wytłumaczyła jak z niego dojść do celu, także nie było aż tak źle 😂

    • kashienka 30 stycznia 2017, 18:28

      Dobrze, że masz pozytywne doświadczenie w tej kwestii 🙂 Niestety nie we wszystkich miejscach jest tak dobrze 😛

Skomentuj

Przepis wynik *