NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ!

4753 Wyświetleń 34 komentarze

Kasia: 31 sierpnia 2015. Dokładnie tego dnia, rok temu odmówiono mi wizy do USA. Po zakończeniu programu au pair na wizie J1 i po paru tygodniach pobytu w Polsce chciałam aplikować o kolejną wizę i wrócić do Stanów, do mojego ukochanego – właśnie wynajęliśmy wspólne mieszkanko i planowaliśmy zacząć normalne życie we dwójkę. Konsultacje z adwokatem w sprawie wizy, egzamin językowy, załatwianie papierów związanych z edukacją w Stanach – wszystko było dopięte na ostatni guzik i generalnie aż do ostatnich dni przed wylotem, nie obawialiśmy się, że coś może pójść nie tak. A tutaj – odmowa z powodu niewystarczających więzów w Polską. Choć dziś wiem już, że w tamtej sytuacji staranie się o wizę 3 tygodnie po przylocie z USA było kompletnie idiotyczne i musiało się tak skończyć to wtedy… mój świat zawalił się w ciągu sekundy. Zadzwoniłam do Briana i powiedziałam mu o decyzji ambasady. Wróciłam z Warszawy do domu rodziców i spędziłam chyba 5 dni w swoim dawnym pokoju – nie chciałam z nikim rozmawiać, wyłączyłam telefon – kompletnie załamałam się i nie widziałam wyjścia z sytuacji. W końcu mojemu obecnemu mężowi udało się do mnie dodzwonić (o tym, że palce maczał w tym mój brat dowiedziałam się dopiero po dłuuuuugim czasie!) i tchnąć we mnie trochę optymizmu. Zaczęły się długie rozmowy, rozmyślanie nad planem B, aż w końcu Brian oświadczył, że za kilka tygodni przylatuje do Polski na dłużej i to tutaj będziemy rezydować razem, dopóki sprawy wizowe się nie wyjaśnią. Cały proces trwał dużo krócej niż zakładaliśmy a plany zmieniały się z chwili na chwilę, ale mimo to ten krótki okres w Warszawie był fantastycznym startem w nasze wspólne życie i wspominamy go do tej pory!

Wierzę w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Co więc my zyskaliśmy w całej sytuacji oprócz straty całej masy nerwów, mnóstwa pieniędzy na kolejnych adwokatów i przewrócenia życia do góry nogami kilkukrotnie? Przede wszystkim przekonaliśmy się w ten sposób, że prawdziwa miłość zawsze znajdzie drogę – nawet mimo piętrzących się trudności. I nauczyliśmy się doceniać każdy dzień i chwilę spędzoną wspólnie – czy jest to domowe śniadanie we dwoje, kolejna wycieczka w nowe miejsce, spacer trzymając się za ręce czy randka w restauracji!

4

Brian: Kasi odmówiono wizy, po tym jak pozwoliłem jej na chwilę wyjechać z kraju w sierpniu zeszłego roku – byłem pewien, że dostanie kolejną wizę bez problemu. Gdy zadzwoniła do mnie w środku nocy z informacją, że dostała odmowę, nie mogłem już z powrotem zasnąć – byłem zszokowany i czułem, jakbym dostał w twarz. Kasia była załamana i nie chciała nawet ze mną porozmawiać. Dopiero po paru dniach skontaktował się ze mną jej brat i namówił ją, by ze mną pogadała. Starałem się ją przekonać, że nie wszystko jest skończone, że nie pozwolimy nikomu decydować o naszej przyszłości i że pracuję nad jakimś rozwiązaniem. Trwało to dłużej niż myślałem, ale w końcu dostałem pozwolenie na zdalną pracę z Warszawy. Ponieważ nie wiedzieliśmy jak długo potrwa staranie się o kolejną wizę w ambasadzie, Kasia znalazła dla nas samochód i mieszkanie, w którym razem zamieszkaliśmy. Dla niektórych praca zdalna z ludźmi z 6h różnicą czasu byłaby okropnym doświadczeniem, ale my naprawdę wykorzystaliśmy ten czas w najlepszy możliwy najlepszy sposób.

Planowaliśmy zacząć nasze wspólne życie w Atlancie a okazało się, że rozpoczęliśmy je w tamtym małym warszawskim mieszkanku i nie zamieniłbym tego doświadczenia na żadne pieniądze! Gdyby Kasi nie odmówiono wizy, nigdy nie przeżylibyśmy tego, co udało nam się doświadczyć w tamte zimowe i mroźne dni w Polsce, a my nie przekonalibyśmy się jak silna jest nasza miłość – nawet na odległość tysiąca mil. A teraz gdy mamy gorsze dni, wiemy, że tak naprawdę nie są one wcale zło, bo to dni, w którym nie widzieliśmy się wcale i nie wiedzieliśmy kiedy się zobaczymy po raz kolejny były naprawdę złe. Mój tata zawsze powtarzał, że jeśli musisz na coś sam zapracować, to doceniasz to o wiele bardziej, niż coś, co dostaniesz za darmo. Nasza miłość nie była prosta i wiele stresu kosztowało nas, by być razem, ale dzięki temu teraz doceniamy każdy dzień spędzony wspólnie.

5

Kasia&Brian: Zastanawiacie się pewnie, jaki jest powód, dla którego piszemy taką osobistą notkę – rozmawialiśmy na temat długo w zeszłą niedzielę. Doszliśmy do wniosku, że chcemy Wam pokazać, że warto walczyć. Warto walczyć o swoje marzenia! Często nie jest to łatwe, czasem na drodze pojawia się wiele nieoczekiwanych przeszkód, czasem (kolokwialnie mówiąc) życie kopie po tyłku tak, że nie masz siły podnieść się i dalej stawiać czoła przeciwnościom. Chwile załamania są normalne, ważne by potem podnieść się i dalej iść do przodu. Nasza wspólna droga nie była łatwa, było mnóstwo niewiadomych, było mnóstwo stresu i z pewnością mając wtedy wiedzę i doświadczenie, które mamy w tym momencie, uniknęlibyśmy wielu błędów i podjęlibyśmy zupełnie inne decyzje. Ale mimo to nie żałujemy, że ostatni rok był prawdopodobnie najbardziej zwariowanym czasem w naszym życiu. Gdyby nie ten rok bylibyśmy ubożsi o mnóstwo cudownych wspomnień i kto wie, czy umielibyśmy się cieszyć naszym szczęściem, tak jak cieszymy się nim dziś! 🙂

Tak więc nieważne, co jest Twoim celem i do czego dążysz. Nie zawsze będzie miło, łatwo i przyjemnie, czasem zdarzą się gorsze momenty, a życie nie raz zaskoczy w najmniej oczekiwanym momencie. Gdy życie daje Ci cytryny, zrób z nich lemoniadę 😉 Nie załamuj się się chwilowymi porażkami, postaraj się zmienić je w cenne życiowe doświadczenie, a Ty brnij do przodu po swoje marzenia i NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ!

1

Grafika wykorzystana na zdjęciach pochodzi z bloga www.mypinkplum.pl 🙂

Zapisz

Zapisz

34 Komentarzy
  • Justyna 31 sierpnia 2016, 21:13 Odpowiedz

    Prawda czasme mimo wszelkiego złą trzeba ruszyć zadek i działać bo zamartwianie się nic nie da, masz wspaniałego faceta który dla Ciebie przebył długą drogę, taka miłość to skarb!

    • kashienka 10 września 2016, 21:49

      Też tak uważam <3 i tym bardziej doceniam to szczęście!

  • Judyta 31 sierpnia 2016, 21:17 Odpowiedz

    ❤️ Uwielbiam Was 👍 Brawo Wy 😉

    • kashienka 10 września 2016, 21:51

      Dziękuję Kochana! <3

  • Karolina 31 sierpnia 2016, 21:25 Odpowiedz

    Czytając te słowa można zobaczyć, że jesteście idealnym przykładem tego iż warto walczyć o swe marzenia i nie poddawać się. (cytat o cytrynach i lemoniadzie świetnie to obrazuje). A teraz pozostaje wam życzyć wielu cudownych, wspólnie spędzonych chwil.

    • kashienka 10 września 2016, 21:52

      Zawsze warto! Dziękujemy ślicznie <3

  • Paulina 31 sierpnia 2016, 21:41 Odpowiedz

    Ahhh! Tak mi sie serce zawsze raduje jak sobie o was czytam. Rzeczywistosc jest taka, ze jak sie marzy o zyciu w Ameryce, to sobie trzeba na to ciezko zapracowac. I to moze wlasnie w tym tkwi sukces tego kraju. Dla mnie jeszcze dluga droga ale ile razy uslyszalam od Amerykaninow zebym aplikowala o obywatelstwo! Ha, zeby to bylo takie oczywiste to juz dawno bylabym pernamentna rezydentka 😛 No ale co tam o mnie, wiecej prosze postow od was wspolnie bo super sie czyta was z dwoch perspektyw, Najpiekniejsze jest to i to widac w tym poscie, opinie podzielacie podobne. No i kazdy wie ze do tanga trzeba dwojga,.. a potem juz nic nie jest niemozliwe! 🙂

    Pozdrawiam kochani!

    Paulina

    http://www.shenska.com

    • kashienka 10 września 2016, 21:56

      Niestety z perspektywy Amerykanina to wszystko wydaje się takie mega proste! Brianowi też się tak wydawało, więc zderzenie z rzeczywistością było bolesne 😉
      Pomysł na post z dwóch perspektyw był mojego męża i sądzę, że to fajna odmiana i pewnie coś takiego się jeszcze pojawi 🙂
      Dziękujemy serdecznie za miłe słowa <3

  • Jola 31 sierpnia 2016, 22:04 Odpowiedz

    Piękny wpis! Dzisia przeczytałam cytat autorstwa Alberta Camus’a „Usuń ze swojego słownika słowo „problem”i zastąp słowem „wyzwanie”. Życie stanie się nagle bardziej podniecające i interesujące”. I Wasz wpis tak pięknie się w te słowa wpasował! Życie należy do optymistów! Dobrze, że natrafiłam na Twój blog 🙂

    • kashienka 10 września 2016, 21:58

      Piękny cytat! 🙂 Dziękuję za miłe słowa <3

  • Gosia mamnatooko.pl 31 sierpnia 2016, 22:29 Odpowiedz

    Romantyczna historia z happy end – em 🙂

    • kashienka 10 września 2016, 21:58

      Happy end najważniejszy 🙂

  • HANIA 1 września 2016, 08:20 Odpowiedz

    Super! Uwielbiam Was 🙂 trzeba zawsze walczyć do końca ! :))

    • kashienka 10 września 2016, 21:58

      Dokładnie tak <3 Dziękujemy ślicznie!

  • Bibliofilem.byc 1 września 2016, 08:35 Odpowiedz

    Piękny wzruszający wpis 🙂 Waszą historia jest jak z filmowego love story <3

    • kashienka 10 września 2016, 21:59

      Dziękujemy za tak miłe słowa <3

  • Sylwia W. 1 września 2016, 17:21 Odpowiedz

    Piękny, motywujący wpis! Chyba czegoś takiego było mi dzisiaj potrzeba. Dziękuję ;*

    • kashienka 10 września 2016, 22:00

      Cieszymy się, że dostarczyliśmy komuś trochę motywacji <3

  • LIFESTYLERKA - blog o dietetyce i zdrowym stylu życia 1 września 2016, 17:33 Odpowiedz

    Kiedy czytałam ten tekst, to aż mi się łezka w oku zakręciła. Moglibyście na podstawie swojej historii napisać scenariusz i opchnąć go jakiejś wytwórni filmowej i na pewno stałby się hitem:). A ja jestem bardzo ciekawa kto w końcu wpadł na pomysł, żeby przechytrzyć organ wydający wizy i wziąć ślub?;)

    • kashienka 10 września 2016, 22:03

      Dziękujemy Kochana <3 hehehe a co do hitu filmowego, to znając życie jakaś taka historia z emigracją w tle została zekranizowana 😉
      Wiesz co, z tym przechytrzeniem to nie do końca tak. My dużo wcześniej rozmawialiśmy już o wspólnej przyszłości i ślubie, ten pomysł nie pojawił się dopiero gdy odmówiono mi wizy 😉 Po prostu wcześniej nie chcieliśmy brać ślubu w pośpiechu, tylko dlatego żebym mogła zostać w Stanach. Chcieliśmy być w 100% gotowi na ten krok 🙂

  • Aga 1 września 2016, 18:48 Odpowiedz

    Dziękuję Wam za ten wpis! Takich słów właśnie potrzebowałam!

    • kashienka 10 września 2016, 22:04

      Cieszymy się bardzo, że wpis wywołał taką reakcję <3

  • Joanna 1 września 2016, 19:08 Odpowiedz

    Az sie poplakalam …..piekny i bardzo osobisty post. Dzieki za to Kasiu i Brian. Przypomnialy mi sie moje poczatki w USA …u nas tez sie nie odbylo bez klootow, ale my mielismy problemy z emigracja. Cos poszlo nie tak i musielismy skladac dwa razy, wniosek o moja zielona karte. Podwojne koszty i okropny stres. Tak wiec wiem co musieliscie przechodzic kochani. Dzis jestescie razem i to jest najwazniejsze ……kochajcie sie i cieszcie sie kazda chwila razem. ❥❥❥

    • kashienka 10 września 2016, 22:07

      Dziękujemy Kochana za tak miłe słowa <3
      Wyobrażam sobie jaki to dla Was był stres i niepotrzebne nerwy. Bardzo stresujący proces, ale warto to przejść by być z osobą, którą się kocha!

  • Agnieszka 1 września 2016, 21:11 Odpowiedz

    Super wpis! Aż się wzruszyłam… ale z komentarzy wyżej widzę, że nie tylko ja 🙂

    • kashienka 10 września 2016, 22:07

      Nie tylko 😉 Nawet ja miałam łzy w oczach pisząc ten post! Dziękujemy <3

  • Paulina 2 września 2016, 04:01 Odpowiedz

    Pomimo tych smutnych momentów, to bardzo fajna historia 🙂 Super, że się nie poddaliście i walczyliście o swój związek!

    • kashienka 10 września 2016, 22:08

      Nie poddaliśmy się, choć łatwo nie było 🙂 Dziękujemy <3

  • Nieidealnaanna 3 września 2016, 14:16 Odpowiedz

    American dream 🙂 Piękne historie, wytrwałość, nowe doświadczenia i na koniec happy end 🙂

    • kashienka 19 września 2016, 18:42

      Dokładnie tak, lepiej bym tego nie ujęła <3

  • Pantofelwpodrozy 5 września 2016, 08:32 Odpowiedz

    Piękny wpis! Życzę Wam dużo szczęścia <3 Troszkę wiem coś o miłości na odległość, bo też wyjechałam za swoim ukochanym, co prawda tylko na drugi koniec Polski, ale mimo wszystko odległość w pewnym momencie dała się we znaki.. 🙂

    • kashienka 10 września 2016, 22:10

      Ehh ja też to już przerabiałam i wiem, że związek na odległość to nie jest rozwiązanie dla mnie – czy to w Polsce, czy przez ocean 😉 Dobrze, że u nas trwało to stosunkowo niedługo. Dziękujemy bardzo <3

  • Bart 12 września 2016, 22:36 Odpowiedz

    Atlanta
    Mieszkam od roku I wszystko oprocz schedule bus marta(autobus I metro) jest ok.
    Szczegolnie dopisuje pogoda.
    Jezeli ktos jest przyzwyczajony do komunikacji w Krakowie (mieszkalem kilka dobrych lat)
    Trojmiescie to sie bedziemy denerowal.
    Nie ma przystankow I rozkladow. Autobus jezdza case z godzinnymi opoznieniami.
    Metro raczej jezdzi punktuanie np. Weekends Co 15 do minut.
    Pozdrawiam

    • kashienka 19 września 2016, 18:42

      No tak – komunikacja miejska w Atlancie, jak i w wielu innych miastach w USA to obcy temat 😀

Skomentuj

Przepis wynik *