OKIEM AMERYKANINA

OKIEM AMERYKANINA: KILKA MINUSÓW MIESZKANIA W POLSCE vol. 2

Ponieważ poprzedni post z tego cyklu bardzo Wam się spodobał (można go przeczytać tutaj), to postanowiliśmy z Brianem go kontynuować. Podobnie jak ostatnio, notka napisana jest w całości przez mojego narzeczonego, przeze mnie tylko przetłumaczona na nasz piękny język ojczysty 🙂 Tekst w nawiasach, napisany kursywą to zaś moje komentarze. Zapraszamy do czytania 🙂

Polska “suszarka”

Naprawdę myślałam, że Kasia żartuje ze mnie, gdy po raz pierwszy pokazała mi tą rzecz. W Stanach też mamy suszarkę – jest to prosta maszyna, do której włada się mokre, wyprane ciuchy i po godzinie w magiczny sposób wyciąga się je całkowicie suche (skłamałabym, gdybym powiedziała, że za nie tęsknię za tą wygodą! pisałam o tym tutaj) Byłem przekonany, że tak samo jest we wszystkich innych krajach, ale okazuje się, że całe życie żyłem w błędzie. Zamiast tego idzie się do szafy, wyciąga się tą metalową rzecz i wiesza się na niej mokre rzeczy. Jedynym miejscem, w którym mamy możliwość, by rozwiesić pranie jest przedpokój naszego warszawskiego mieszkania (nie jedynym, ale tam jest po prostu najwygodniej). I tak, co parę dni lawirujemy sobie wokoło kupy mokrych ciuchów próbując przemieścić się po mieszkaniu 😉

A jak zapomni się w nocy, że suszarka stoi na środku lub jak ciuchy rozwiesi się nieprawidłowo to taką suszarkę łatwo jest przeważyć i przewrócić i wtedy te wszystkie mokre ubrania trzeba powiesić na nowo. I zawsze śmieszy mnie jak Kasia prosi mnie, bym przyniósł suszarkę. Wtedy oczami wyobraźni widzę siebie wyciągającego wielką maszynę z wnętrza naszej szafy!

Zakupy spożywcze

Wiem, że już sporo pisałem o problemach w sklepach spożywczych, ale ten temat się nie wyczerpuje! Dlaczego muszę płacić za plastikowe torby na zakupy?! I to jakąś śmieszną sumę 5ciu groszy! My z Kasią oczywiście często zapominamy wziąć ze sobą te wielorazowe torby z domu albo nawet z samochodu i ciągle musimy kupować nowe. Zwykle na zakupach w Lidlu nie jestem w najlepszym humorze przez parkowanie, a sytuacja z pakowaniem wcale nie poprawia sytuacji. W Ameryce nie tylko dostajesz darmowe plastikowe albo papierowe reklamówki, ale jest jeszcze facet, który pakuje Ci zakupy do tych reklamówek i jeśli tego chcesz, zanosi Ci je do samochodu (dobra, tego to samej mi mega brakuje, jak oprócz dwóch siat zakupów targam do auta jeszcze sześciopak wody mineralnej:D).

W Lidlu można o tym pomarzyć. Kasjer nie spakuje ani jednej rzeczy do kupionych przez Ciebie Twoich plastikowych siatek. Siedzi tylko na tym swoim małym stołku, za malutką ladą i patrzy jak sam szarpiesz się z pakowaniem i jednocześnie szukasz portfela i próbujesz zapłacić. A jeśli nie robisz tego wystarczająco szybko to słyszysz pomruk niezadowolenia ze strony ludzi stojących za Tobą. Stresujące. (Już więcej nie pojedziemy do Lidla, bo widzę, że się chłopak za bardzo stresuje tymi zakupami:D)

Te same imiona 

To nie jest żaden minus dotyczący mieszkania w Polsce, ale muszę o tym wspomnieć 😉 Nie wiem, co jest tego powodem, ale połowa polskich kobiet nosi takie same imiona. A może nawet więcej, bo prawie wszystkie Polki, które znam mają na imię Kasia, albo Ania, albo Natalia (wiem, że to śmieszne, ale naprawdę coś w tym jest! przynajmniej w naszym gronie znajomych imiona są mega powtarzalne). Znam chyba tylko ze dwanaście polskich dziewczyn, ale zawsze muszę pytać na przykład „która Natalia?” jak rozmawiamy z Kasią na czyjś temat.

Ciekawi mnie zawsze, jaki jest tego powód? Czy macie jakieś zwolnienie z podatku za nazwanie dziecka jednym z tych imion czy to jakaś moda, żeby wszyscy mieli na imię tak samo? To zupełnie inaczej niż w Stanach, gdzie rodzice starają się być super oryginalni i wymyślają jakieś dziwaczne imiona dla swoich dzieci. Jeśli myślicie, że sobie żartuję to zobaczcie listę jakiekolwiek uniwersyteckiej drużyny futbolowej (ta uwaga została napisana przez faceta, który ma na imię Brian – chyba rodzice też nie byli super kreatywni 😀)

Dobra, to chyba na tyle moich małych uwag. W następnym poście opowiem Wam za to co mi się w Polsce podoba, bo jest tego znacznie więcej niż minusów 🙂 Do następnego!

You Might Also Like

36 komentarzy

  • Reply
    Agnieszka
    25 lutego 2016 at 01:00

    W niektórych stanach np w Maryland też niestety trzeba płacić za reklamówki. A co do imion to niestety w różnym okresie była moda na różne imiona. Ja w podstawówce miałam 3 Agnieszki w klasie. Teraz są za to modne Antki, Tosie, Stasie itd lub całkiem oryginalne imiona jak np Nadia czy Ksawery.

    • Reply
      kashienka
      27 marca 2016 at 17:40

      Nie miałam pojęcia, że w niektórych stanach, też są płatne reklamówki – ja się nigdy z czymś takim nie spotkałam 🙂 A co do mody na imiona, to chyba coś w tym tym jest 😉

  • Reply
    Justyna
    25 lutego 2016 at 06:45

    Brian- Twoi rodzice chyba też mieli jakieś ulgi w związku z popularnym imieniem 😀
    Z narzeczonym doszliśmy do wniosku, że nie nazwiemy córki np. Lea ponieważ dla wielu osób odmiana w języku polskim byłaby zbyt trudna. I potem całe życie męczyć się bo ktoś nie potrafi odmienić albo przekręca imię..

    • Reply
      kashienka
      27 marca 2016 at 17:47

      Też mu to powiedziałam! Ale on akurat u siebie nie miał wielu kolegów o tym imieniu 😉
      Lea – piękne imię, ale rozumiem Wasze obawy.

  • Reply
    Anonimowy
    25 lutego 2016 at 11:24

    O jacie, usmialam się strasznie z tej "suszarki" ;)))

    • Reply
      kashienka
      27 marca 2016 at 17:43

      No cóż, dla nas dziwnego, ale dla osoby zza granicy może okazać się zabawne.. 😉

  • Reply
    Kinga
    25 lutego 2016 at 15:41

    Z imionami w Polsce tak już jest – jak jakieś jest modne, to co drugi dzieciak je nosi. Ja mam to szczęście, że od przedszkola do szkoły średniej byłam jedyną Kingą w klasie.
    A ja proszę o więcej takich tekstów:)

    • Reply
      kashienka
      27 marca 2016 at 17:49

      Szczęściara, u mnie od przedszkola aż po studia, zawsze było kilka innych Kaś 😉 Dzięki, będą kolejne, będą!

  • Reply
    Justyna
    25 lutego 2016 at 18:35

    Hehe, w Kanadzie za to (chociaz podejrzewam ze w USA jest podobnie) za to im bardziej oryginalne imie albo jego pisownia tym lepiej. Juz mnie nic nie dziwi- imiona takie jak Candy, Angel, Melody, Court (!) Morningstar 😉 czy Jacob ale pisany jako Jakob, Brian czy Bryan.. Kevin i Kevan, Daniel i Raniel. Im dziwniej tym lepiej 🙂

    I tutaj tez w niektorych sklepach placi sie za plastikowe siatki 5 centow 😛

    Lubie ten cykl, mam nadzieje, ze B bedzie pisal wiecej 🙂

    • Reply
      kashienka
      27 marca 2016 at 17:51

      To prawda – niektórych rodziców tutaj ponosi fantazja 😀
      Gdzie się płaci za siatki!? My się nigdy z tym nie spotkaliśmy w Georgii!
      Dziękujemy za miłe słowa!

  • Reply
    Natalia Studzińska
    25 lutego 2016 at 19:24

    Uwielbiam czytać teksty B.! 🙂 Czekam na więcej 🙂

    • Reply
      kashienka
      27 marca 2016 at 17:52

      Dziękuję w jego imieniu 🙂 Na pewno coś jeszcze pojawi się niebawem!

  • Reply
    Anonimowy
    25 lutego 2016 at 19:54

    Kocham czytać jego notki. Proszę o więcej! 😀

    • Reply
      kashienka
      27 marca 2016 at 17:56

      Będą, będą 🙂 Dziękujemy!

  • Reply
    Anonimowy
    26 lutego 2016 at 12:25

    A ten Lidl to jest Wam przykazany czy po prostu najblizej?:)
    Suszarka metalowa??? A fuj! Toz to dokladnie taki wlasnie koszmar.
    Z racji niewielkiego metrazu mam pralko-suszarke. Wrzucam do prania i wyciagam pachnace, cieple i suche. Zadnego rozwieszania.
    Tylko Wam to sie chyba nie oplaca kupowac.
    Agulaw

    • Reply
      kashienka
      28 marca 2016 at 17:55

      Nawet nie tyle przykazany, ale po prostu jeździmy prawie codziennie na siłkę, która znajduje się właśnie pod samym Lidlem 😉 Więc siłą rzeczą jak mamy kilka drobiazgów do kupienia to wpadamy właśnie tam.
      Słyszałam o pralko-suszarkach. Fajna sprawa 🙂 My na pewno kupić sprzętu AGD nie będziemy bo niewiadomo jak długo zabawimy jeszcze w Warszawie 😉

  • Reply
    aromadisiac
    26 lutego 2016 at 14:03

    Jasne, niech pisze dalej, czytam każdy taki post z ogromnym uśmiechem na ustach 🙂
    Myślę, że sytuacja z imionami będzie powoli sie zmieniać, bo chyba już nie tylko B. ma dość miliona osób o takim samym imieniu 🙂 I poczuj się tu człowieku oryginalnie! Sama miałam szczęście być jedną z pięciu Magd w mojej licealnej klasie. Mój przyjaciel natomiast zawsze śmieje się, że zna tylko same Magdy, Kasie i Ole 😉 Coś w tym jest – myślę, że największy problem to przedszkolne, podstawówkowe środowisko, w którym za "dziwne" imię jesteś wytykany i non stop obrażany. No bo wyobraźmy sobie małą dziewczynę o imieniu Afrodyta… trochę to przykre.

    • Reply
      kashienka
      28 marca 2016 at 17:58

      Dokładnie, w Polsce wszelkie “inności” są zwykle często źle tolerowane, więc dużo rodziców kieruje się modą przy wyborze imienia dla dziecka!

  • Reply
    Agnieszka P
    29 lutego 2016 at 15:54

    Hej. Super ze B. juz wrocil:)
    Oj z tym prasowaniem. Ja nie mialam zelazka wcale dopoki nie odwiedzila nas tesciowa 'no bo jak to mozna bez zelazka'. Wiec teraz mam, ale gdzie??:) Czlowiek sie szybko przyzwyczaja do dobrego, a ze nie cierpie prasowania to suszarka jest moim wybawieniem:)
    Co do imion to chyba w pl idzie sie za moda, teraz popularne sa staropolskie imiona. 'Za moich czasow' byly Karoliny, mialam ich 5 w klasie w LO.
    Buzka

    • Reply
      kashienka
      28 marca 2016 at 18:00

      Ja też praktycznie nie prasuje więc, żelazko mogłoby w sumie nie istnieć 😛
      5 Karolin w jednej klasie, no ładnie 😀

  • Reply
    Monika
    29 lutego 2016 at 18:10

    Ciekawe obserwacje:)))

    W Stanach (Nie wiem tylko w ktorych) tez sie placi za reklamowki. Tu chodzi o ekologie, zachecaja w ten sposob konsumentow do ponownego uzywania tych samych reklamowek lub przynoszenia wlasnych, szmacianych.

    Jesli chodzi o suszarki, to zarowno w Stanach jak i Kanadzie niektorzy uzywaja metalowych stelazy. Nie z oszczednosci raczej a dla "zapachu" lub tez z prozaicznego powodu, ze niektorych rzeczy po prostu nie mozna suszyc w suszarce;))) Ja osobiscie takowego nie mam ale wieszam na sznurku w specjalnym przystosowanych do tego miejscu w piwnicy tzw storage.

    • Reply
      kashienka
      28 marca 2016 at 18:08

      Nie spotkałam się jeszcze z płaceniem za reklamówki w Stanach 🙂 A co do ekologii, to zgadzam się, tylko pytanie czy to kilka centów/groszy zachęci kogoś do używania wielorazowych toreb?
      Takiego stelażu nie widziałam, ale spotkałam się z takim mini miejscem do suszenia, właśnie dla rzeczy delikatnych 🙂

  • Reply
    Anonimowy
    7 marca 2016 at 14:15

    A B.zna jakąś Karinę 😉 to przedstawię się i powiem, że tak oryginalne imię w latach 80tych to był koszmar. Byłam jedna na całą szkołę, nawet jedna na całe osiedle 😉 a co do zakupów , to może taki wózeczek na kółkach , będzie wygodniej. Czekam na kolejne historie 😊Karina

    • Reply
      kashienka
      28 marca 2016 at 18:05

      Mówi, że jeszcze nie słyszał 🙂 Zresztą ja sama, Polka, znam tylko jedną Karinę 🙂 Ale imię przecież b. ładne!

  • Reply
    Patrycja Sobus
    11 marca 2016 at 17:23

    Brian – please keep writing on Kasia's blog! To be honest it's my first time here and your observations were very entertaining.
    Kasia – swietny blog, mieszkam w Stanach juz 10 lat i bardzo milo czyta sie Twoje posty! Czekam na wiecej!

    • Reply
      kashienka
      28 marca 2016 at 18:03

      Brian: Thanks a lot! Nice to hear it 🙂
      Kasia: Dziękuję bardzo za tak miłe słowa <3

  • Reply
    Joanna Marek
    22 marca 2016 at 17:11

    super 🙂 ciekawie jest poczytac o dziwnych rzeczach w Polsce …co takiego Amerykanin zauwazyl. Dla nas jest to znane i akceptowane a dla niego nowe i dziwne.

    • Reply
      kashienka
      28 marca 2016 at 18:02

      Dokładnie tak, zresztą to zawsze to działa w dwie strony! Nas przecież też wiele rzeczy w Ameryce dziwiło, zwłaszcza zaraz po przylocie 😉

  • Reply
    Aniela
    28 marca 2018 at 20:31

    Akurat z płatnymi reklamówkami to nie taki zły pomysł, większość ludzi kiedy widzi, że trzeba za nią płacić bierze ich albo mniej albo nosi na zakupy torbę wielorazowego użytku. Może to trochę radykalne ale skoro w ten sposób można uczulić ludzi na ilość śmieci którą produkujemy każdego dnia to moim zdaniem jest to dobra rzecz 🙂

    • Reply
      kashienka
      1 kwietnia 2018 at 04:36

      Jeśli działa to w ten sposób, to faktycznie – dobra rzecz. Ja się obawiałam, że to 3 czy 5 groszy nie zmieni niczyjego nastawienia do ochrony środowiska, a jedynie zirytuje..

  • Reply
    Magdalena
    28 marca 2018 at 21:15

    Fajny post. Dobrze się czyta. Suszarka zmiata 😂. Co do imion: sama jestem Magdalena, znam 10 ( jeżeli nie więcej), to samo z Katarzyną, Anią czy Martą. Nawet po przyjeździe do Niemiec poznałam Polki o imionach: Magda, Kasia i Ania ( i to nie po jednej). Zgadzam się z Brian’em 😉

    • Reply
      kashienka
      1 kwietnia 2018 at 04:37

      Czyli jednak coś w tym jest 😀 U nas są takie “fale” popularnych imion – teraz jest o wiele mniej małych Magd, Kaś czy Ań, za to są Zosie, Tosie i Julki 🙂

  • Reply
    Patrycja
    29 marca 2018 at 15:27

    Z tymi reklamówkami to jest tak,że UE próbuje ratować środowisko a jak wiadomo reklamówka rozkłada się bardzo długo i stwarza zagrożenie dla zwierząt zwłaszcza tych wodnych.Dlatego też wymyślono taki pomysł z tą opłatą bo jak wiadomo duża cześć społeczeństwa w PL jest oszczędna i nawet te kilka groszy to masakra 😄 Tak samo jest z karami za wyrzucanie śmieci do lasu…na szczęście dzięki temu w PL jest już coraz mniej takich śmieciowych widoków.Pozdrawiam 😄

    • Reply
      kashienka
      1 kwietnia 2018 at 04:39

      Jeśli to działa faktycznie w ten sposób, to zwracamy honor. Jeśli dla kogoś te parę groszy to motywacja do zmiany złych nawyków, to super 🙂 A za wyrzucanie śmieci do lasu, to sama nałożyłabym takie kary, że na drugi raz jednemu z drugim już by taki durny pomysł nie wpadł do głowy!

  • Reply
    Weronika
    29 marca 2018 at 17:24

    W kwestii imion zgadzam się, zawsze jest jakaś pula imion i np. u mnie na studiach w grupie jest kilka Natalii, Dominik, Julii, Kasi. Z moim imieniem na szczęście jakoś nigdy większego problemu nie było (no może jedynie z tym, że mimo polskiego imienia ludzie strasznie długo się go uczyli i zawsze coś mylili), bo tylko w liceum była druga Weronika, a tak to dość rzadko spotykam kogoś o tym imieniu.
    Suszarki też mnie irytują, jak by mi się marzyła taka suszarka. I jeszcze pakowanie tych siatek. Nasz kraj to jednak trochę zacofany jest.

    • Reply
      kashienka
      1 kwietnia 2018 at 04:45

      Zacofany, niezacofany, po prostu jest inaczej i tyle 🙂 Ale suszarka elektryczna to mega fajna rzecz! A Weronika to b. ładne imię 🙂

    Leave a Reply

    Przepis wynik *