AMERYKAŃSKIE POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

3638 Wyświetleń 68 komentarzy
Tak jak mówiłam w poprzednich notkach, w związku ze zmianami, z rozwojem bloga, wpisy o życiu w Ameryce, będę przeplatać również innymi kategoriami. Dziś inauguracja kategorii psychologia.
Dlaczego akurat psychologia? Po pierwsze dlatego, że z zawodu jestem psychologiem i mogę z całą pewnością powiedzieć, że ta dziedzina jest moją pasją. O ile moje pierwsze studia interesowały mnie bardzo wybiórczo i z ulgą odebrałam dyplom magistra filologii angielskiej, to psychologia w moim przypadku była strzałem w dziesiątkę! Po drugie, uważam, że ta dziedzina nauki znajduje bardzo duże zastosowanie w życiu codziennym, opisuje fascynujące zjawiska z którymi spotykamy się każdego dnia, a wiedza ta przedstawiona w jasny i przejrzysty sposób, może zainteresować nawet laika. Po trzecie, dostałam kilka podpowiedzi, że fajnie byłoby gdyby lekkie wpisy psychologiczne pojawiały się od czasu do czasu na blogu. I oto pierwszy on, pierwszy wpis psychologiczny na Odkrywając Amerykę :))) Nie byłabym sobą gdybym nie nawiązała w jakimś stopniu do Stanów, prawda? 😉

 

Zacznijmy od odrobiny teorii..

Poczucie własnej wartości wiąże się z pojęciem samooceny, która, najprościej mówiąc, jest postawą w stosunku do siebie samego. Dotyczy obszaru związanego z JA, z własnym ego – odpowiada na pytanie co JA myślę o sobie i jak JA czuję się z samym sobą. Opinie i sądy na własny temat są podstawą samooceny, a ona sama wpływa na nasz nastrój oraz zachowanie. Poczucie własnej wartości jest zaś definiowane jako stan psychiczny, powstały na skutek samooceny.
Pewność siebie jest związana ze znajomością i akceptacją swoich mocnych i słabszych stron, jednak w drodze do osiągnięcia wymarzonego celu należy się skupić na swoich zaletach. Dlatego mówi się, że osoby o wysokim poczuciu własnej wartości są bardziej przebojowe, aktywne, otwarte na doświadczenia, zadowolone z siebie, wytrwałe, optymistycznie nastawione, lepiej radzą sobie z krytyką oraz lękiem i dzięki temu odnoszą bardziej spektakularne sukcesy w życiu niż zakompleksione jednostki z niską samooceną.

 

Czy Amerykanie są bardziej pewni siebie?

Amerykanie uchodzą, według opinii społecznej, za ludzi pewnych siebie i świadomych własnej wartości. Zgadzam się z tym i jestem zdania, że przeciętny Smith ma faktycznie wyższe poczucie własnej wartości od przeciętnego Kowalskiego. Myślę, że duży wpływ na ich wysoką samoocenę ma fakt, że jest to społeczeństwo typowo indywidualistyczne. Tutaj jednostka, a nie cała grupa jest odpowiedzialna za sukces i to jednostka ma prawo być z niego dumna. Tutaj nie umniejsza się zasług jednej osoby na korzyść pracy całego zespołu (jak dzieje się w przypadku społeczeństwa kolektywistycznego). Każda osoba jest inna, dokonuje w życiu innych wyborów, ma prawo „być sobą” przy jednoczesnym poszanowaniu indywidualności innych osób. Amerykanie nawet gdy nie osiągną sukcesu w jakiejś dziedzinie, to zwykle szukają w nowym doświadczeniu swoich mocnych stron.
image1

 

Pozwólcie, że zobrazuje ostatnie zdanie krótką historyjką:

We wrześniu zeszłego roku postanowiliśmy wraz z moim ukochanym wziąć udział w biegu ulicznym organizowanym przez moje rodzinne miasteczko, Pleszew. Zaczęliśmy biec razem, ale że miałam wtedy zdecydowanie za słabą kondycję, to podczas biegu poprosiłam B. by pobiegł przodem, a nie razem ze mną moim powolnym truchcikiem. Do mety dobiegłam jakieś 5 minut po nim, więc dla żartu zapytałam, które zajął miejsce w generalnej klasyfikacji (wiedząc, że bieganie to nie jego mocna strona) 😉
Na co mój narzeczony, a wtedy jeszcze chłopak, dumnie odrzekł:
Byłem pierwszym Amerykaninem na mecie! 

 

image2 (możecie wyobrazić sobie, jak dużo obcokrajowców startowało, skoro temat gościa z Atlanty, który się zapisał na bieg poruszono nawet w lokalnej prasie ;))
Tak, Brian jest pewny siebie. O cokolwiek go nie zapytasz czy o jazdę konno, czy o grę w baseball, czy o grę na gitarze to albo jest w tym niezły, albo jako dziecko próbował i szło mu świetnie albo nigdy nie próbował ale na pewno byłby w tym dobry, bo przecież to wcale nie wygląda na trudne ;))) I nie, nie myślcie, że ja spotykam się z jakimś wyjątkowym zarozumialcem. Większość z Amerykanów jest po prostu zaprogramowanych na pozytywne myślenie o samym sobie już od dziecka. Rodzice dbają o to, by ich dzieci miały wysoką samoocenę, umiały dostrzegać swoje mocne strony a nie skupiały się na rzeczach, w których są nieco słabsi. Dziecko z takim nastawieniem jest zdecydowanie pewniejsze siebie, nie ma niepotrzebnych kompleksów, nie wstydzi się ocenić swoje umiejętności pozytywnie a co za tym idzie, jest bardziej śmiałe, otwarte i lepiej radzi sobie w życiu. I uwierzcie, wiem co mówię, bo przez 1,5 roku opiekowałam się uroczą dwójką amerykańskich dzieciątek i przez ten czas spotkałam wielu ich kolegów i koleżanek. Cóż, pewności siebie mogłabym się uczyć od większości z nich 😉

 

image1
(kiedyś nie ubrałabym takiej koszulki nawet dla żartu ;))

A jak jest z moją samooceną?

Poczucie własnej wartości nie było moją mocną stroną i od kiedy pamiętam miałam kompleksy ani nie byłam zbyt pewna siebie (choć wielokrotnie słyszałam, że pierwsze wrażenie przy spotkaniu ze mną jest zgoła inne!). Czas, który spędziłam w USA, obcowanie z amerykańskimi dzieciakami a także kontakt z B., pomógł mi pozytywniej oceniać samą siebie – wiem, w czym jestem dobra, znam swoją wartość, wyleczyłam się też z niektórych wyimaginowanych kompleksów i potrafię na poczekaniu wymienić swoich dziesięć zalet – co kiedyś wydawało mi się niemożliwe;) Choć absolutnie nie uważam, że małpowanie wszystkiego co zza oceanu jest fajne, to uważam, że szczypta amerykańskiego poczucia własnej wartości nikomu jeszcze nie zaszkodziła. W końcu łatwiej idzie się przez życie przebojem:-))))
PS. Dajcie proszę znać co sądzicie o tej  kategorii wpisów, bo nie ukrywam, że trochę stresuję się, jak dodawanie nowych tematów wpłynie na Wasze zainteresowanie tym blogiem. Jeśli przeczytałeś/aś post z zaciekawieniem to zostaw proszę choć krótki komentarz – chyba po raz pierwszy potrzebuję Waszego odzewu, że nie idę w złym kierunku;-)

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

68 Komentarzy
  • Justyna Karkus 27 stycznia 2016, 20:04 Odpowiedz

    Super post oby takich więcej! Sama zastanawiam się nad studiowaniem psychologi ale w internecie zdania na temat tego kierunku są podzielone, chętnie bym poczytała coś na ten temat u Ciebie na blogu 🙂

    • kashienka 5 lutego 2016, 19:51

      Studiowanie psychologii było dla mnie jednym z najlepszych doświadczeń w życiu 🙂

  • niemilcząca 27 stycznia 2016, 20:26 Odpowiedz

    Ja bardzo chętnie poczytam więcej takich postów. Według mnie spokojnie możesz poruszać inne tematy. Piszesz bardzo interesująco i mądrze 🙂 Mnie się podoba!

    • kashienka 5 lutego 2016, 19:51

      Bardzo mi miło czytając takie słowa <3

  • Jago W. 27 stycznia 2016, 20:55 Odpowiedz

    Fajnie połączyłaś ze sobą wątek psychologiczny z tematyką całego bloga i czekam na kolejny wpis. Pzdr.

    • kashienka 5 lutego 2016, 19:52

      Nie zawsze będzie możliwość tak zgrabnego połączenie tematów, ale będę się starać 🙂

  • Joanna Marek 27 stycznia 2016, 21:03 Odpowiedz

    Wlasciwa droga i swietnie sie czyta. To prawda Amerykanie uwazaja, ze sa najlepsi. 🙂 Czy tak jest ……z tym bywa roznie, ale poczucie wlasnej wartosci maja wysokie. Ja lubie ich pozytywne nastawienie do wszystkiego i usmiech na twarzy.

    • kashienka 5 lutego 2016, 19:52

      Dzięki Kochana za miłe słowa! Ja także lubię ich nastawienie 🙂

  • Anonimowy 27 stycznia 2016, 21:04 Odpowiedz

    Uwielbiam Twój styl pisania. Nawet w notkę na temat psychologii wplatasz zabawne historie z życia wzięte, co sprawia, że nie można się oderwać od notki, poki jej się do końca nie przeczyta. Czekam na więcej psychologii na blogu, wg mnie to świetny pomysł. Ja np. chetnie dowiem się więcej 🙂

    • kashienka 5 lutego 2016, 19:54

      Takie słowa to balsam dla duszy <3 Uważam, że mile czyta się nawet psychologiczne notki ubarwione własnym doświadczeniem 🙂

  • Anonimowy 27 stycznia 2016, 22:05 Odpowiedz

    Świetny pomysł! Wszystkie twoje posty czytam z równym zaciekawieniem "od deski do deski". Trzymaj tak dalej!

    • kashienka 5 lutego 2016, 19:54

      Dzięki za taką opinię! <3

  • Anonimowy 27 stycznia 2016, 22:40 Odpowiedz

    ciekawe, jak zawsze, nawet mogłoby być dłuższe

    • kashienka 5 lutego 2016, 19:56

      A jak zawsze obawiam się, że czytelnik będzie znudzony czytając tak długaśne posty 😀

  • Anonimowy 28 stycznia 2016, 08:29 Odpowiedz

    Absolutnie idziesz w dobrym kierunku!:-) bardzo przyjemnie sie czyta posty o troszeczke innej tematyce, ale jednak nawiazujace do tematyki odkrywania Ameryki;-) tak naprawde Kasiu, masz taka lekkosc pisania, ze moglabym czytac codziennie Twoje posty!:-)
    Jestem bardzo ciekawa zmian, ktore planujesz wprowadzic:-)
    Pozdrawiam
    Katuszka

    • kashienka 31 stycznia 2016, 19:57

      Ale mi miło czytając takie miłe słowa <3 Obawiam się, że pisząc codzienne szybko zabrakłoby mi weny, ale zdecydowanie postaram się pisać częściej :)))))

    • Anonimowy 1 lutego 2016, 12:22

      P.S. Dzisiaj kurier przywiózł paczkę dla mojego brata. Zerknęłam na adres nadawcy, a tam…Pleszew:-) Od razu wiedziałam, że gdzieś już tą nazwę miejscowości słyszałam…Myślę, myślę i…no tak! to u Kashienki, którą ostatnio poczytuję namiętnie!;) Ech,świat jest mały!:)
      Katuszka

    • kashienka 5 lutego 2016, 19:59

      Świat jest mały – cieszę się, że Pleszew się ze mną kojarzy 🙂

  • Agacia 28 stycznia 2016, 11:58 Odpowiedz

    bardzo fajny, ciekawy wpis :))

    • kashienka 5 lutego 2016, 19:57

      Dziękuję ślicznie 🙂

  • Life stylerka 28 stycznia 2016, 13:09 Odpowiedz

    Kasiu, wiedziałam, że jak się weźmiesz za te psychologiczne tematy, to w Twoim wykonaniu będzie to strzał w 10. Temat jest niesamowicie ciekawy, mam co do niego wiele swoich przemyśleń i spostrzeżeń. Sam tekst napisany w bardzo interesujący, lekki sposób, oczywiście jak zwykle z odpowiednia dawką humoru:). Good job! Ja też wielokrotnie zastanawiałam się nad amerykańską pewnością siebie, skąd ona się im bierze i to w takich ilościach. My Polacy, najczęściej pomniejszamy swoje osiągnięcia, wstydzimy się chwalić sukcesami, żeby nie urazić innych lub bądźmy szczerzy – aby nie wzbudzać ludzkiej zawiści. Niestety w Polsce sukces nie jest dobrze widziany. To znaczy własny jak najbardziej, ale u innych, to już nie koniecznie. A jeśli chodzi o umniejszanie własnych osiągnięć, to bardzo wiele czasu i energii zabrało mi oduczenie siebie tego okropnego zwyczaju. na pewno nie w 100%, ale jak ktoś teraz skomplementuje np. mój ubiór, to nie mówię: eeeeeeeeeeee tam, to takie stare szmaty, z przeceny itd, tylko mówię: dziękuję i zamykam buzię, co jest niesamowicie ciężkim zadaniem:). Każdego dnia też pracuję nas swoim pozytywnym myśleniem i podejściem do życia. Wiele pracy w to włożyłam, widzę efekty i mam nadzieję, że któregoś dnia mój optymizm osiągnie poziom amerykański;). Kasiu, jeszcze raz wielkie gratulacje, świetny artykuł i czekam na więcej. Miłego dnia – Ania

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:00

      W 100% zgadzam się z Twoimi słowami. Niestety, my Polacy, mamy taką naturę – ale dobrze, że coraz więcej osób stara się to zmienić.
      Dziękuję ślicznie Aniu za tak serdeczne słowa <3

  • Magda 28 stycznia 2016, 23:46 Odpowiedz

    Pisz, pisz, ludzi interesuje lekko podana psychologia. A Ty masz i wiedzę, i łatwość pisania 🙂 Poza tym myślę, że jest to ciekawy temat – Ameryka i Amerykanie okiem polskiego psychologa 🙂

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:01

      Cieszę się, że się podoba <3
      Ciekawy pomysł na post, muszę z pewnością go wziąć pod uwagę, dziękuję :)))))

  • Kasia w Kalifornii 29 stycznia 2016, 03:08 Odpowiedz

    Super cykl. Zgadzam sie z toba, mieszkajac tu obserwuje amerykanska pewnosc siebie i staram sie jej uczyc. Chociaz czasami wyolbrzymiaja swoje ego i osiagniecia do granic groteski, to szczypta wiary w siebie nikomu nie zaszkodzila. Tu trzeba sie umiec wyroznic i to takiej wlasnie odwagi ucze sie w USA:)

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:02

      Dokładnie tak jest i ja też cały czas nad tym pracuję 🙂

  • its_kainka 29 stycznia 2016, 05:30 Odpowiedz

    Odkad zyje w USA zauwazylam ze kazdy, doslownie kazdy ma zdrowe, dobre poczucie wlasnej wartosci . wiekszosc Polakow ma bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci 🙁 szkoda ze nie biorą przykładu od Amerykanów

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:02

      Akurat w tym względzie zdecydowanie powinniśmy się od nich uczyć 🙂

  • Elżbieta Grunier 29 stycznia 2016, 14:38 Odpowiedz

    dla mnie – Twój najciekawszy wpis

  • www.fashionable.com.pl 29 stycznia 2016, 15:39 Odpowiedz

    Świetnie napisany wpis:) ja uwielbiam Cię czytać zawsze:)
    :*

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:03

      Dziękuję Kochana <3

  • Agnieszka P 29 stycznia 2016, 18:03 Odpowiedz

    Swietny post. Zgadazm sie w 100%, Amerykanie sa otwarci I pewni siebie. Jest to zapewne kwestia wychowania I systemu szkolnictwa. A moze jakis post o szkolach w USA, jestem ciekwa jak ty je oceniasz (bo to temat rzeka).
    Posty psychologiczne to strzal w 10. Czekam na kolejny:)

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:04

      Kiedyś na pewno wypowiem się na temat szkolnictwa, ale wydaje mi się, że na ten moment wiem o tym zbyt mało by je oceniać 🙁 Dziękuję za miłe słowa! <3

  • Kasia (Front Domowy) 29 stycznia 2016, 20:59 Odpowiedz

    Ja mam bardzo niską samoocenę i w związku z tym staram się, aby moje dziecko wyrosło na pewnego siebie człowieka – takim zawsze jest w życiu łatwiej 🙂

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:04

      Zdecydowanie łatwiej! 🙂 Dobrze, że uczysz tego eM od małego!

  • Anonimowy 29 stycznia 2016, 23:58 Odpowiedz

    Mega post! Przeczytałam jednym tchem<3 poprosimy o więcej!

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:11

      Dziękuję ślicznie! <3 Będzie więcej, na pewno!

  • Anonimowy 30 stycznia 2016, 00:07 Odpowiedz

    Jeden wielki minus tego wpisu, który automatycznie się nasuwa to jego koniec. Dlaczego juz? Ja chce jeszcze! Pochłaniam każde słowo z niesamowitym zainteresowaniem, nie bój się rozwijać wątków i pisać więcej. Mam wrażenie czytając Twoje posty, że rozkręcasz się do pewnego momentu a później stopujesz i szybko kończysz jakbyś bała się za długiego wpisu. Bez obaw, nikogo nimi nie zanudzisz a wręcz przeciwnie!
    Bardzo fajny pomysł. Podoba mi się, że jest tradycyjne nawiązanie do USA, czekam na następne. Moje ulubione posty to oczywiście zakupy a dawno ich tu chyba nie było! ? 😀

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:13

      Hahhahaa, dokładnie tak jest! 😀 Zawsze mówię sobie „Ok, czas kończyć, bo czytelnicy będą ziewać” 😀 Dziękuję za opinię <3

  • kalisfornia 30 stycznia 2016, 14:01 Odpowiedz

    Miałam dokładnie takie same spostrzeżenia z USA!
    Marzę o tym, żeby chociaż część Polaków była pod względem pewności siebie i samooceny, taka jak Amerykanie!

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:15

      Masz rację, pod tym względem zdecydowanie powinniśmy brać przykład z Amerykanów.

  • Anonimowy 30 stycznia 2016, 21:26 Odpowiedz

    Super pomysl, bardzo ciekawy wpis. Z chęcia poczytałabym wiecęj o psychologii na Twoim blogu :):)

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:15

      Dziękuję bardzo! 🙂 Będę zdecydowanie wplatać psychologiczne wątki od czasu do czasu 🙂

  • Anonimowy 31 stycznia 2016, 19:43 Odpowiedz

    Lekki, ale jakże prawdziwy wpis… Pani Kasiu, wpadłam na Pani bloga przez zupełny przypadek:-) mieszkam i pracuję w Gdyni – Orłowie, zauważyłam że śledzi Pani dość regularnie kulinarny blog naszej Zosi. Pracując w Stanach z amerykańskimi dziećmi (jeszcze jako studentka filologii angielskiej) zdobyłam podobne doświadczenie i mam podobne odczucia… Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję do usłyszenia:-) Agnieszka.

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:18

      Bardzo mi miło, że blog zyskuje nowych, jakże miłych czytelników 🙂
      Cięszę się, że nie tylko ja mam takie spotrzeżenia na ten temat!
      Proszę mi mówić po imieniu 🙂

  • Anonimowy 2 lutego 2016, 20:35 Odpowiedz

    Świetny wpis. Masz tzw. lekkie pióro, więc czyta się Twoje teksty niezwykle przyjemnie. Plusem jest to, że konsekwentnie nawiązujesz do pierwotnego pomysłu na blog, nie obawiasz się nawiązań do spraw osobistych, ale robisz to dyskretnie i taktownie. Pozdrawiam 🙂 Agnieszka

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:19

      Jaka przemiła recenzja posta <3 Dziękuję ślicznie!

  • Paula 4 lutego 2016, 12:36 Odpowiedz

    Świetny wpis! czekam na więcej takich pozytywnych myśli 🙂

    http://www.paulaintheusa.blogspot.com

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:20

      Dziękuję a wpisów pojawi się z pewnością więcej :* 🙂

  • aromadisiac 4 lutego 2016, 21:32 Odpowiedz

    No proszę. Ja jestem po filologii hiszpańskiej i powoli kończę psychologię 😉 Piątka!

    • kashienka 5 lutego 2016, 20:21

      Czyli bardzo podobnie 🙂 Piąteczka!

  • jagodka 6 lutego 2016, 02:35 Odpowiedz

    Wpis naprawdę świetny! Ale musiałam sie uśmiechnąć, bo czytając opis B. czułam się jakbym czytała o własnym mężu. Jest dokładnie taki, we wszystkim dobry, albo chociaż niezły. A jest urodzonym i wychowanym w rodzinnym kraju Polakiem. Może życie w Stanach przez lata tak sie na nim odbiło 😉 A tak zupełnie serio, to myśle, ze twoje spostrzeżenia są bardzo trafne i mój mąż to po prostu wyjątek potwierdzający regułę.
    Dla mnie takim najbardziej otwierającym oczy doświadczeniem w tym wzgledzie były mecze dzieciaków. Tak się złożyło, że w drużynach zawsze były dzieci amerykańskie i dzieci z rodzin emigrantów. Reakcje rodziców na grę dzieciaków różnią sie niesamowicie. Podczas gdy rodzice emigranci łapią sie za głowę, albo wyraźnie zaciskają zęby w sztucznym uśmiechu, gdy dziecku coś nie wyjdzie, amerykańscy rodzice krzyczą "great job", albo chociaż "nice try" nawet, gdy dziecko poda piłkę prosto do przeciwnika, albo strzeli samobója :)) Nic dziwnego, że Amerykanie wyrastają na pewnych siebie.

    • kashienka 10 lutego 2016, 20:25

      Lata mieszkania w Stanach mogą zdecydowanie poprawić samoocenę ;)))))
      Nigdy nie widziałam rodzin emigrantów na meczu dzieciaków, ale faktycznie Amerykanie zachowują się dokładnie tak 😀 Czasem aż zbierałam szczękę z podłogi, jak widziałam rodzica który mówił małemu piłkarzowi po meczu, że był najlepszy – mimo, że dziecko konsekwentnie unikało kontaktu z piłką przez całą grę ;))))))))

  • Anonimowy 19 lutego 2016, 19:53 Odpowiedz

    Podoba mi się ten nowy cykl, może zabrakło jak dla mnie przykładów jak popracować nad swoją samoocena 😉

    • kashienka 20 lutego 2016, 20:26

      Myślę, że taka notka kiedyś się tutaj pojawi 🙂

  • Anonimowy 21 lutego 2016, 17:23 Odpowiedz

    Liczę na dużo takich postów! I przyznam, że chętnie zaczęłabym spotkać się z jakimś Amerykaninem, skoro to przynosi takie efekty 😀

    • kashienka 25 lutego 2016, 20:26

      Wypróbowana metoda, działa 😀

  • Agata 5 marca 2016, 18:47 Odpowiedz

    Uwielbiam czytać te posty:) Ładnie, zgrabnie, praktycznie i z dobrą dawką humoru 😉

    • kashienka 25 marca 2016, 20:27

      Dzięki za tak dobrą opinię <3

  • Bartek 19 maja 2016, 09:21 Odpowiedz

    Bardzo ciekawy wpis! Od Naszych zachodnich sąsiadów moglibyśmy się wiele nauczyć – adekwatna samoocena i pewność siebie pozwalają na lepsze osiągnięcia. Dziecko od małego powinno być umacniane i wychowywane w przekonaniu o własnej skuteczności. Nasz naród jest bardzo zakompleksiony i niestety przekłada się to na wiele aspektów naszego życia.

    • kashienka 22 maja 2016, 20:34

      Dokładnie tak! W tym względzie zdecydowanie powinniśmy brać z nich przykład 🙂

  • Wera 24 maja 2016, 22:37 Odpowiedz

    Fajny wpis! Prosze o wiecej z zakresu psychologii! 🙂

    • kashienka 28 maja 2016, 20:35

      Po tak pozytywnych odzewie, wpisy psychologiczne na pewno będą pojawiać się od czasu do czasu 🙂

  • Julia 1 marca 2017, 17:22 Odpowiedz

    Niesamowite. Znalazłam cię dzięki Blogu AgaInAmerica I NIGDY W ŻYCIU NIE PRZYPYSZCZAŁABYM, że pochodzisz z Pleszewa. Miło bylo przeczytać, ze jesteś z Wielkopolski, ale myślałam, że raczej z Poznania bądź raczej oddalonego ode mnie miasta. Zaczęłam przeglądać twojego bloga, trafiłam na to zdjęcie – myślę sobie – ratusz bardzo podobny do tego w moim mieście. Spojrzałam na koszulki i zamarłam. Jaki ten świat jest mały! Pozdrowienia z wiosennego Pleszewa (mimo, że dzisiaj 1 marca to pogoda dopisuje :D)

    • kashienka 14 marca 2017, 18:35

      Ale miło mi gościć Pleszewiankę na moim blogu 🙂 Fajnie, że dotarłaś tutaj od Agi i cieszę się, że Cię miło zaskoczyłam tym, że jestem z Pleszewa :))) Świat jest naprawdę mały! Pozdrawiam Cię serdecznie z Atlanty i do zobaczenia za jakiś czas na ulicach naszego miasteczka 🙂

  • Andżela 7 kwietnia 2017, 18:29 Odpowiedz

    Od jakiegoś czasu interesuje mnie kwestia pewności siebie Amerykanów i mam mieszane uczucia. Nie oszukujmy się wciskanie od małego dziecku, że jest najlepsze, najmądrzejszy, najładniejszy ma pomóc? Przecież tak nie tworzy się bycie pewnym siebie. Natknęłam się kiedyś na temat wypowiedzi psychologa Amerykańskiego, że to trochę często jest nie do końca pewność siebie realna. Przecież każdy człowiek ma słabe i mocne strony i gadanie typu jesteś tego warta/wart, jeśli chcesz to ci się uda tak nie działa. Jeśli Amerykańskie są tacy happy to czemu coraz więcej cierpi na depresję? Wracając do tego psychologa. Mówił on o dwóch grupach studenci amerykańscy i chyba jacyś z azji dokładnie nie pamiętam. Mieli do wykonania zadanie oczywiście optymistycznie Amerykanie skupieni bo musi się udać gorzej wypadli od bardziej rozsadniej myślących i biorących swoje ograniczenia Azjatów im się lepiej udało zapewne bo się skupili nie od razu na sukcesie. Dalej przedstawie ten psycholog tłumaczył, że wiele młodych wchodząc w życie dorosłe nagle doświadczają rozczarowania bo nie są naj jak to przez całe życie wmawiali rodzice. Myślę nad tym, że my Polacy powinniśmy wziąść od Amerykanów optymizm. Jednak nie wmawiać sobie, że od samego pozytywnej energii wszystko się uda, jeśli się nie będzie pracować i wkładać wysiłek to same być dobrej myśli nic nie da. Moim zdaniem bycie pewnym siebie to nie gadanie pustych frazesów typu nauczę się, to nic trudnego, wszystko mogę. Lubię ludzi którzy mają zrównoważone podejście do siebie nie udają męczenników i pokutników w worze. Z drugiej strony irytując mnie ludzie którzy myślą, że nie posiadają żadnych ograniczeń wszystko mogą i są zadufani. Człowiek znający swoją wartość wie, że są dziedziny w których jest dobry lepszy od innych, z drugiej strony wie, że są dziedziny w których będą lepsi od niego i nie czuje się gorszy. Ja np wiem dobrze, że śpiewać się nie nauczę mam fatalny głos i nic tego nie zmieni. A mimo wszystko czuje się wartościową osobą.

  • Euglena 24 lipca 2017, 21:36 Odpowiedz

    Witaj, chciałabym opisać moje doświadczenie z dowartościowywaniem w USA. Uczę się angielskiego w ramach rządowego programu ESL w Technical College. Właściwie startowałam od zera, ale pokochałam ten kurs z mety. Przez 6 godzin niezmordowanie prowadzą zajęcia wymyślając atrakcje. Zależy im na nas. Podają swoje telefony, e-maile , żeby pomagać zawsze. I nie szczędza pochwał.
    Po pierwszym ukończonym poziomie prawie się popłakałam ze wzruszenia, przenieśli mnie wyżej o dwie klasy i uslyszalam, ze jestem super, że są ze mnie dumni i wogole brawa i owacje.
    Oczywiście aż takich umiejętnosci nie posiadłam , zeby uzasadnialo pochwaly, ale kurcze, jak mi sie skrzydla rozwinęły. Jak mi się gorzko zapalkac zachcialo, ze w polskiej szkole w latach 80-tych bylo tak beznadziejnie.
    Dziecko nie glupie, pochwal za byle co cenić nie będzie, ale wystarczy nie podcinać skrzydeł.

Skomentuj

Przepis wynik *