O WSZYSTKIM INNYM

AMERYKAŃSKIE POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

Moi drodzy, w dzisiejszy wpis wplotę trochę wątków psychologicznych 🙂 Uważam, że ta dziedzina nauki znajduje duże zastosowanie w życiu codziennym bo opisuje zjawiska z którymi spotykamy się każdego dnia. Postanowiłam wykorzystać więc odrobinę mojej psychologicznej wiedzy, by zgłębić temat poczucia wartości u Amerykanów. Postaram się opowiedzieć Wam czy amerykańska pewność siebie faktycznie jest tak wysoka, jak się powszechnie uważa. Mam nadzieję, że temat Was zainteresuję i z chęcią przeczytacie ten post!

NA POCZĄTEK ODROBINA TEORII

Poczucie własnej wartości wiąże się z pojęciem samooceny, która, najprościej mówiąc, jest postawą w stosunku do siebie samego. Dotyczy obszaru związanego z JA, z własnym ego. Odpowiada na pytanie co JA myślę o sobie i jak JA czuję się z samym sobą. Opinie i sądy na własny temat są podstawą samooceny, a ona sama wpływa na nasz nastrój oraz zachowanie. Poczucie własnej wartości jest zaś definiowane jako stan psychiczny, powstały na skutek samooceny.

Pewność siebie jest związana ze znajomością i akceptacją swoich mocnych i słabszych stron, jednak w drodze do osiągnięcia wymarzonego celu należy się skupić na swoich zaletach. Dlatego mówi się, że osoby o wysokim poczuciu własnej wartości są bardziej przebojowe, aktywne, otwarte na doświadczenia, zadowolone z siebie, wytrwałe oraz optymistycznie nastawione, lepiej radzą sobie z krytyką i dzięki temu odnoszą bardziej spektakularne sukcesy w życiu niż zakompleksione jednostki z niską samooceną.

CZY AMERYKANIE SĄ BARDZIEJ PEWNI SIEBIE?

Amerykanie uchodzą, według opinii społecznej, za ludzi pewnych siebie i świadomych własnej wartości. Zgadzam się z tym i jestem zdania, że przeciętny Smith ma faktycznie wyższe poczucie własnej wartości od przeciętnego Kowalskiego. Myślę, że duży wpływ na ich wysoką samoocenę ma fakt, że jest to społeczeństwo typowo indywidualistyczne. Tutaj jednostka, a nie cała grupa jest odpowiedzialna za sukces i to jednostka ma prawo być z niego dumna. Tutaj nie umniejsza się zasług jednej osoby na korzyść pracy całego zespołu (jak dzieje się w przypadku społeczeństwa kolektywistycznego). Każda osoba jest inna, dokonuje w życiu innych wyborów, ma prawo “być sobą” przy jednoczesnym poszanowaniu indywidualności innych osób. Amerykanie nawet gdy nie osiągną sukcesu w jakiejś dziedzinie, to zwykle szukają w nowym doświadczeniu swoich mocnych stron.

JAK PEWNY SIEBIE JEST MÓJ AMERYKAŃSKI NARZECZONY?

Pozwólcie, że przytoczę Wam krótką historyjkę. We wrześniu zeszłego roku postanowiliśmy wraz z moim ukochanym wziąć udział w biegu ulicznym organizowanym przez moje rodzinne miasteczko, Pleszew. Zaczęliśmy biec razem, ale że miałam wtedy zdecydowanie za słabą kondycję, to podczas biegu poprosiłam Brian by pobiegł przodem, a nie razem ze mną moim powolnym truchcikiem. Do mety dobiegłam jakieś 5 minut po nim, więc dla żartu zapytałam, które zajął miejsce w generalnej klasyfikacji (wiedząc, że bieganie to nie jego mocna strona). Na co wtedy jeszcze chłopak, dumnie odrzekł: – Byłem pierwszym Amerykaninem na mecie! Możecie wyobrazić sobie, jak dużo obcokrajowców startowało, skoro temat gościa z Atlanty, który się zapisał na bieg poruszono nawet w lokalnej prasie 😉

Tak, Brian jest pewny siebie. O cokolwiek go nie zapytasz czy o jazdę konno czy o grę na gitarze, to albo jest w tym niezły albo jako dziecko próbował i szło mu świetnie. Czasem przyznaje, że nigdy nie próbował ale na pewno byłby w tym dobry, bo przecież to wcale nie wygląda na trudne 😉 I nie, nie myślcie, że ja spotykam się z jakimś wyjątkowym zarozumialcem. Większość z Amerykanów jest po prostu zaprogramowanych na pozytywne myślenie o samym sobie już od dziecka.

Rodzice dbają o to, by ich dzieci miały wysoką samoocenę . Chcą by umiały one dostrzegać swoje mocne strony a nie skupiały się na rzeczach, w których są nieco słabsi. Dziecko z takim nastawieniem jest zdecydowanie pewniejsze siebie, nie ma niepotrzebnych kompleksów, nie wstydzi się ocenić swoje umiejętności pozytywnie. Co za tym idzie, jest bardziej śmiałe, otwarte i lepiej radzi sobie w życiu. I uwierzcie, wiem co mówię, bo przez 1,5 roku opiekowałam się uroczą dwójką amerykańskich dzieciątek. Przez ten czas spotkałam wielu ich kolegów i koleżanek i cóż, pewności siebie mogłabym się uczyć od większości z nich 😉

A JAK JEST Z MOJĄ SAMOOCENĄ?

Poczucie własnej wartości nigdy nie było moją mocną stroną i od kiedy pamiętam miałam kompleksy. Nie byłam też zbyt pewna siebie – choć wielokrotnie słyszałam, że pierwsze wrażenie przy spotkaniu ze mną jest inne. Czas, który spędziłam w USA, obcowanie z amerykańskimi dzieciakami a także kontakt z Brianem, pomógł mi pozytywniej oceniać samą siebie. Dzięki wyleczyłam się też z niektórych kompleksów, które towarzyszyły mi od lat! Znam swoją wartość i potrafię na poczekaniu wymienić swoje zalety – co kiedyś wydawało mi się niemożliwe. Choć absolutnie nie uważam, że małpowanie wszystkiego co zza oceanu jest fajne, to uważam, że szczypta amerykańskiego poczucia własnej wartości nikomu jeszcze nie zaszkodziła. W końcu łatwiej idzie się przez życie przebojem! 🙂

*

Potocznie mówi się, że Amerykanie słyną z wysokiej samooceny, ale w moim przekonaniu – w tym stwierdzeniu jest sporo prawdy. Jednostka żyjąca w typowo indywidualistycznym społeczeństwie potrafi cieszyć się z swojego sukcesu i rzadko umniejsza własne zasługi. Amerykanie od dziecka uczeni są, by rozwijać i podkreślać swoje mocne strony, a nie skupiają się na swoich słabszych punktach. Uważam, że amerykańskie podejście do kwestii samooceny bardzo pomaga w życiu. Cieszę się również, że dzięki wyjazdowi do Stanów moja pewność siebie zwiększyła się, a ja sama patrzę na siebie “przychylniejszym” okiem 😉

A jak jest z Waszą samooceną? 🙂 Jest wystarczająco wysoko, czy uważacie, że trochę pracy nad pewnością siebie jest przed Wami?  Dajcie proszę znać co sądzicie o tym wpisie. Zastanawiam się, jak takie psychologiczne “wstawki” w poście zostaną przez Was odebrane. Jeśli przeczytałeś/aś post z zaciekawieniem to zostaw proszę choć krótki komentarz!