NA KAŻDY TEMAT

10 ZABAWNYCH FAKTÓW NA MÓJ TEMAT

1 stycznia stuknęło 2 lata bloga! Z jednej strony kawał czasu, z drugiej wydaje mi się jakby to było wczoraj gdy pełna obaw, ale też nie mogąca doczekać się największej przygody życia zakładałam tego bloga 🙂 Zastanawiałam się chwilę, jaką notkę przygotować z tej okazji.. Podsumowanie dwóch lat prowadzenia bloga? Ahh, zawiało nudą i niezbyt interesującym sprawozdaniem 😉 A może z tej okazji uchylić nieco rąbka tajemnicy i napisać coś o sobie? A żeby nie było śmiertelnie poważnie, to może na rozluźnienie atmosfery, napisać coś zabawnego na swój temat? I tak zrodził się pomysł na 10 zabawnych faktów/historyjek na mój temat – mam nadzieję, że uśmiechniecie się chociaż trochę 🙂 No to do dzieła!

TAJEMNICA BŁĘKITNEJ KRWI

Ilu rodziców nazywa swoje córeczki małym księżniczkami? Myślę, że mnóstwo:))) Moi dodatkowo opowiedzieli mi o rzekomym arystokratycznym pochodzeniu, błękitnej krwi, a ja oczywiście łyknęłam takie historyjki jak młody pelikan i uznałam je za pewnik. Musielibyście widzieć to ogromne rozczarowanie trzylatki, gdy przyszło do mojego pierwszego pobierania krwi i z żył zamiast błękitnej popłynęła pospolita, ciemnoczerwona krew! Trauma do dziś 😉

MÓJ PIERWSZY PLAN NA ŻYCIE

Różne są marzenia i wizje dzieci na temat ich przyszłości. Ja swój plan na życie miałam jasno skonkretyzowany bardzo wcześnie – chciałam zostać… cyrkówką. Taką panią, co to w cyrku wykonuje te podniebne akrobacje i nosi cekinowy strój 😉  Jak mi przeszło, to szybko i bardzo skutecznie – do tej pory nienawidzę cyrków, brrr!

NAJWIĘKSZA PRZEDSZKOLNA WTOPA

Pewnego razu w przedszkolu narysowałam dość osobliwy obrazek. Zamiast kwiatków czy kotków, moja kartka była pokryta jasnoróżowymi bohomazami. Zapytana o objaśnienie moje wizji twórczej, z całą prostotą trzylatki wyjaśniłam, że rysunek obrazuje… plemniki. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że rysunek powstał w murach przedszkola prowadzonego przez zakonnice. Jak możecie się domyślać, nie zagrzałam tam za długo miejsca 😉

 

SPOSÓB NA LEKCJE WYCHOWANIA FIZYCZNEGO 

Od kiedy pamiętam byłam nogą z wf-u. To co dla innych było łatwe i przyjemne, dla mnie było najgorszą katorgą. Zaliczenia ćwiczeń sprawnościowych, z których 90% było ponad moje skromne siły, ciągłe gry zespołowe, których nie znoszę z zasady i do tego zapach brudnej szatni, brak możliwości wzięcia prysznica i konieczność spędzenia następnych godzin na lekcjach, brrrr – nie byłam amatorką zajęć wychowania fizycznego! Na (nie)szczęście bardzo szybko odkryłam jak temu zaradzić, ładny uśmiech do lekarza rodzinnego i wypisanie magicznej karteczki zwalniało mnie z tego przykrego obowiązku na cały rok 😉 Kto by wtedy przypuszczał, że kiedyś z WŁASNEJ WOLI przebiegnę 10 km? 😉

“W ANTREJCE NA RYCZCE…”

Uwielbiam gwarę! Pochodzę z Wielkopolski i od zawsze w moim domu i otoczeniu używało się regionalnych i gwarowych określeń – często zupełnie nieświadomie, że są to regionalizmy i zwroty z gwary poznańskiej. Absolutnie się tego nie wstydzę i uważam, że tradycje regionalne trzeba kultywować, by nie zostały zapomniane. Dlatego  czekam ZA kimś, zakluczam drzwi, naduszam guzik i odbijam bilet. Tylko czasem jak mi się wyrwie jakieś określenie typu “pierdoła z Gądek”, “dostać sztycha” czy “iść na szagę” w Warszawie czy innym regionie Polski to widzę dziwne spojrzenia 😉

JAK JEDNA JEDYNKA MOŻE WPŁYNĄĆ NA ŻYCIOWE WYBORY

Dostałam kiedyś w szkole jedynkę za ściąganie z Podstaw Przedsiębiorczości. By poprawić ocenę musiałam nauczyć całego materiału  na sprawdzian na blachę. Gdy uczyłam się na poprawę, tematy (których wcześniej nawet nie przejrzałam licząc na, niezawodny dotąd, system ściągania) spodobały mi i dość mnie zainteresowały. Były między innymi typy temperamentów człowieka, piramida potrzeb Maslowa, rodzaje komunikacji, rozwiązywanie konfliktów. Tak właśnie po raz pierwszy zainteresowałam się psychologią, z której w tej chwili mam dyplom magistra. A z poprawy dostałam oczywiście piątkę 😉

“ŁUBU-DUBU, ŁUBU-DUBU, NIECH ŻYJE NAM PREZES NA NASZEGO KLUBU!”

Razem z moją rodziną uwielbiamy berejowskiego Misia. Gdy usiądziemy wszyscy wraz kuzynostwem przy stole możemy godzinami cytować kultowe teksty z filmu i śmiać się z nich do rozpuku. Co roku prześcigamy się także w pomysłach na śmieszne i oryginalne prezenty, często gęsto w nawiązaniu do naszego ulubionego klasyka. Były już tytułowe słomiane misie (odziane w strój pary młodej), medal na zachętę, barowe kubki, oryginalne prl-owskie kartki na zakup towarów, bilet lotniczy na “dobrą wróżbę”, samochodowy piesek z kiwającą głową, jednak chyba nic nie przebije zastawu jaki dostaliśmy w zeszłym roku – oryginalnego zestawu z miskami przykręconymi do stołu i sztućcami na łańcuchach :)))

ALERGIE IDEALNEJ ŻONY 

Nigdy nie byłam alergikiem i nie mam pojęcia (na szczęście) co to znaczy katar sienny, uczulenie na pyłki, sierść i inne popularne alergeny. Jednak z wiekiem okazało się, że jest coś, co potrafi mnie uczulić. Ja nazywam to alergiami idealnej żony 😉 Uczula mnie bowiem większość detergentów i absolutnie każda sztuczna biżuteria. Tak, uświadomiłam Briana na samym początku, wie co go czeka ze mną w przyszłości 😉

KTO ZABRAŁ MÓJ SAMOCHÓD?!

Nie znoszę piętrowych parkingów w galeriach handlowych. Wielokrotnie zdarzyło mi się, gdy jechałam na zakupy, że ktoś podprowadzał mi samochód z mojego miejsca z parkingu i przestawiał na zupełnie inne miejsce. Przypuszczam, że tak właśnie było, bo jak inaczej wytłumaczyć, że prawie za żadnym razem auta nie było tam gdzie je zaparkowałam i musiałam go szukać miotając się po piętrach z siatami pełnymi zakupów. Od jakiegoś czasu mam jednak metodę na tych dowcipnisi marketowych, co mi przystawiają samochód 😉 Robię komórką zdjęcie oznaczenia parkingowego i nazwy piętra – musi to ich odstraszać, bo wtedy zawsze auto grzecznie czeka na mnie na wskazanym miejscu 😉

KTÓRĘDY DOJECHAĆ DO…?

Niektóre osoby posiadają zmysł zwący się orientacją w terenie, jednak ja niestety nie należę do grona tych szczęśliwców. Potrafię zgubić się generalnie wszędzie. Gdy Brian zaprosił mnie na pierwszą randkę, nie wiedząc dokładnie gdzie mieszkam, zaproponował restaurację oddaloną o około 25 minut samochodem. Znając moje możliwości przestrzenne, poprosiłam o miejsce bliższe, bym nie musiała błądzić tak daleko. Wobec tego wybór padł na lokal położony jakieś 4 minuty jazdy ode mnie (na warunki amerykańskie – bliżej być nie mogło). Tak, zgubiłam się po drodze mimo wszystko i nie mogłam znaleźć tej restauracji ;)))

*

Mam nadzieję, że zabawne fakty nam mój temat Wam się spodobały. Komu choć odrobinkę poprawiłam humor tą notką? ^^

You Might Also Like

26 komentarzy

  • Reply
    Bookworm
    12 stycznia 2016 at 12:15

    Z tym parkingiem to zacna metoda, ja się kiedyś zastanawiałem czy nie porobić sobie kredą strzałek na murach i na stojących autach, ale zrezygnowałem 😉

    • Reply
      kashienka
      13 stycznia 2016 at 01:05

      A może rzucanie kamyczków po drodze? 🙂 w Jasiu i Małgosi chyba tak robili 😀

  • Reply
    Kasia w USA
    12 stycznia 2016 at 17:16

    Heee, tu w Dolinie Krzemowej tez wszedzie samochodem i parkowanie…nauczylam sie robic zdjecia zeby zapamietac, gdzie zostawilam samochod. Pozdrowienia z Kalifornii.

    • Reply
      kashienka
      13 stycznia 2016 at 01:06

      To jest naprawdę dobra metoda 😀

    • Reply
      Monika
      13 stycznia 2016 at 18:44

      Ja fotografuje wszystko, co chce zapamietac a nie chce mi sie pisac:)

    • Reply
      kashienka
      15 stycznia 2016 at 23:40

      Hahah, ja też, dokładnie tak samo! A potem jak mam przepisać trzy zdania to mi cierpną palce bo nieprzyzwyczajone do pisania 😀

  • Reply
    Life stylerka
    12 stycznia 2016 at 19:31

    Kasiu, z wychowaniem fizycznym miałam dokładnie, to samo co Ty i też udało mi się wydębić zwolnienie:))))). Również uwielbiam Misia i totalnie nie mam orientacji w terenie:))).

    • Reply
      kashienka
      13 stycznia 2016 at 01:06

      Zobacz, jak dużo mamy cech wspólnych :)))

    • Reply
      Life stylerka
      13 stycznia 2016 at 07:47

      A właśnie w zakładce O mnie odkryłam jeszcze jedną wspólną rzecz, też skończyłam filologię angielską:) No i mieszkałam rok w Ameryce:)

    • Reply
      kashienka
      15 stycznia 2016 at 23:42

      Ja półtora 🙂 No widzisz, sporo się wspólnych mianowników uzbierało!

  • Reply
    Paulina
    12 stycznia 2016 at 19:34

    Bardzo fajny post, z przyjemnością przeczytałam 😀
    Czy "osiasc przy stole" (z Twojego kolejnego punktu) to też element gwary poznańskiej? Ja jestem że Szczecina, więc niby blisko, ale o gwarze poznańskiej nie mam pojęcia!

    • Reply
      kashienka
      13 stycznia 2016 at 01:08

      Dzięki za miłe słowo, chciałam coś innego i cieszę się, że dobrze się czyta:)
      Osiąśc przy stole, hmm.. zupełnie nie kojarzę – to chyba "nie po naszemu" 😉

    • Reply
      Paulina
      14 stycznia 2016 at 21:20

      "Gdy osiądziemy wszyscy wraz kuzynostwem przy stole możemy godzinami cytować kultowe teksty z filmu i śmiać się z nich do rozpuku"- Twój cytat 🙂

    • Reply
      kashienka
      15 stycznia 2016 at 23:39

      Jezu, ale ze mnie blondi, chociaż farbowana! Dopiero teraz zauważyłam literówkę!!!! Zaraz poprawiam 🙂
      Nie, nie mówimy tak 😛

  • Reply
    Anonimowy
    12 stycznia 2016 at 19:58

    Plemniki w przedszkolu u zakonnic mnie rozbawiły do łez :DDDDD

    • Reply
      kashienka
      13 stycznia 2016 at 01:10

      Ale to autentyk jest! Wyobraź sobie, jak musiał się czuć mój tata, gdy zakonnica opowiadała mu o tej sytuacji, gdy przyszedł mnie odebrać 😀

  • Reply
    www.fashionable.com.pl
    12 stycznia 2016 at 21:53

    Też nie nienawidziłam W-F-u i uważałam, że to strata czasu, zwłaszcza te wszystkie gry grupowe. Zdecydowanie wolałam jeździć rowerem sama luz z rodzinką:)

    • Reply
      kashienka
      13 stycznia 2016 at 01:11

      Czyli nie tylko ja była taka, ufff 🙂
      Ja też lubiłam wycieczki rowerowe, basen, rolki – ale popołudniami, nie na w-fie i nie na siłę 😉

  • Reply
    Zielona Karuzela
    13 stycznia 2016 at 18:09

    Historia z błękitną krwią rozbawiła mnie do łez 🙂

    • Reply
      kashienka
      15 stycznia 2016 at 23:33

      Ostatnio właśnie ją wspominaliśmy z okazji świąt i tak mi się spodobało, że postanowiłam ją tu umieścić :))))

  • Reply
    Monika
    13 stycznia 2016 at 18:42

    Fajowy post.

    Pyry zamiast ziemniakow to tez od Was z poznanskiego:)

    A Twoj narzeczony zaczail o co chodzi z tymi przytwierdzonymi na lancuchu sztuccami? Tubylcy nie zawsze rozumieja nasze komunistyczne nianse LOL Swietny film, tez bardzo lubie.

    • Reply
      kashienka
      15 stycznia 2016 at 23:38

      "W antrejce na ryczce stały pyry w tytce" 😀
      Z nim to było tak: kiedyś dla beki, zanim jeszcze wybraliśmy się pierwszy raz do Polski, pokazałam mu ten króciutki fragment filmu, właśnie z baru mlecznego Apis. I on, który nigdy nie był w Europie, naprawdę nie wiedział co o tym myśleć:D Chyba trochę przeraził się, że tak u nas naprawdę jest, był zdegustowany brakiem higieny (hihi) nieco stracił ochotę na wycieczkę 🙂 I ten prezent właśnie był jakby odpowiedzią na jego reakcję na ten filmik 🙂

  • Reply
    Anonimowy
    14 stycznia 2016 at 14:21

    Rozbawiły mnie Twoje alergie 😀 Może faktycznie masz "błękitną" krew 😉 Sprzątać nie możesz i tylko najwyższej klasy biżuteria 😀

    • Reply
      kashienka
      15 stycznia 2016 at 23:32

      Hahahahhaa, chyba faktycznie coś w tym jest 😀 Nie powiązałam ze sobą tych faktów 😀

  • Reply
    Jago W.
    15 stycznia 2016 at 18:09

    Fakt nr 5. podoba mi się najbardziej 🙂 Pozdrawiam!

    • Reply
      kashienka
      15 stycznia 2016 at 23:31

      Kiedyś ktoś zapytał: "Jak się zainteresowałaś psychologią?" Ja opowiedziałam tę historię było sporo śmiechu 🙂 Również pozdrawiam :))))

    Leave a Reply

    Przepis wynik *