AMERYKA OD KUCHNI

AMERYKA OD KUCHNI: THANKSGIVING TURKEY AND STUFFING

Moje drugie w życiu Święto Dziękczynienia było niezwykłe z dwóch powodów. Po pierwsze, przyszło nam je spędzić w Polsce, gdzie dzień amerykańskiego święta jest po prostu zwykłym, listopadowym czwartkiem, a po drugie, z uwagi na fakt, że sama podjęłam się kuchennych przygotowań do tak zwanego dnia indyka 😉

A jeśli potocznie święto dziękczynienia tak się właśnie nazywa, to ten właśnie ptak grał pierwsze skrzypce na naszym dziękczynnym stole, do którego zasiedliśmy w tym roku z moim rodzicami. A, że z indykiem w parze idzie obowiązkowo nadzienie, w dzisiejszym odcinku Ameryki od kuchni pokażę Wam jak przygotować indyka oraz charakterystyczne chlebowe nadzienie.

*

Przygotowania zaczęłam oczywiście od indyczych poszukiwań. Okazało się, że kupno dorodnego indyka w całości nie jest w Warszawie zadaniem tak łatwo wykonalnym jak za oceanem 😉 Czaiłam się oczywiście na indyka świeżego, nie mrożonego, ale okazało się, że świeże indyki “rozchodzą” się po 15 minutach od dostawy, zresztą, jak pocieszył mnie pan rzeźnik, ze świeżym mogłabym mieć pewien problem logistyczny 😉 Świeże indyki bowiem ważyły w granicach 9-10 kg i nijak nie chciały dać się wcisnąć do typowego, domowego piekarnika. Mrożone indyczki były za to zdecydowanie mniejsze, bo ważyły w granicach pięciu kilo. Ponieważ indyka nabyłam w środę, do czwartku rana grzecznie się on rozmrażał (najlepiej rozmrażać indyka w lodówce). I przyznam szczerze, wtedy dopiero zasiadłam do poszukiwania przepisu na indyka doskonałego.

Mina mi zrzedła całkowicie, gdy pierwsze siedem przepisów zawierało recepturę marynaty i polecało indyka umieścić na 24 godziny w lodówce. Takim ogromem czasu niestety nie dysponowałam i w jednej chwili straciłam ochotę na świętowanie;) I gdy już byłam bliska płaczu i telefonowania do gości, że święta nie będzie, znalazłam przepis, który nie wspominał nic o dobie marynowania. Indyk patrzył na mnie wyczekująco, gotowy na kilka godzin solarium, więc nie pozostało mi nic innego, jak tylko wypróbować owy przepis na indyka na szybko, na dodatek sporo go modyfikując. Przepis okazał się strzałem w dziesiątkę, bo dziękczynny indyk wszystkim smakował i zebrałam wiele pochwał 🙂

Składniki:

1 indyk (bez szyi oraz podrobów – pusty w środku)
2 łyżki soli
1 łyżka czarnego pieprzu
1 łyżka przyprawy do drobiu
1 łyżeczka rozmarynu
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka soli czosnkowej
150-200 gram masła

Przygotowanie:

Rozgrzewamy piekarnik do 170stopni Celsjusza. Roztapiamy delikatnie masło, by było półpłynne. Wysmarowujemy indyka tłuszczem, na wierzchu, w środku oraz pod skórą – delikatnie podnosimy skórę indyka, gdy jest to możliwe oraz nacinamy ją w kilku miejscach i wprowadzamy masło pomiędzy skórę a mięso – dzięki temu indyk będzie soczysty, a skóra na wierzchu ładnie się przyrumieni. Mieszamy wszystkie przyprawy w jednym naczyniu. Równomiernie oprószamy indyka przyprawami z każdej strony, nie zapominając o środku. Indyka umieszczamy w naczyniu żaroodpornym, na którego dno wlewamy  wcześniej trochę wody. Pieczemy w piekarniku, pod przykryciem folii aluminiowej przez około 3 godziny (może być dłużej, w zależności od wagi indyka), co godzinę podlewając mięso wytworzonym sosem. W ostatnich 20minutach pieczenia, ściągamy z indyka folię i pozwalamy, by skóra się ładnie przyrumieniła. Wyjmujemy z piekarnika i sprawdzamy, czy indyk jest upieczony – nacinamy go i upewniamy się, że mięso ma biały kolor i nie jest różowe w środku.

*

Do amerykańskiego indyka konieczne jest nadzienie. A ile miejsc i rodzin jest w USA, tyle przepisów na stuffing. Ulubione nadzienie mojego B. to nadzienie chlebowe z dodatkiem boczku, kiełbasy i warzyw, dlatego też szukając przepisów w Internecie, rozglądałam się za czymś, co przypomni mu smak domu 🙂 I chyba mi się to udało, bo mój chłopak był zachwycony tym nadzieniem, rodzince i znajomym też smakowało i mimo tego, że zrobiłam nadzienia w ilości jak dla pułku wojska, to udało nam się po pięciu dniach wszystko zjeść 😉

Co do pieczenia nadzienia, to są, oczywiście, dwie szkoły – wileńska i lwowska. Jedna zakłada, że nadzienie pieczemy wewnątrz indyka, druga każe nadzienie przygotować osobno i podawać razem z indykiem. Ze względu na liche rozmiary mojego indyka i wielką ilość nadzienia, którą przygotowałam zdecydowałam na drugą opcję. To rozwiązanie okazało się zdecydowanie praktyczniejsze, gdy mamy na uwadze późniejsze porcjowanie indyka i odgrzewanie potrawy

Składniki:

(gdy nie mamy w planie świętowania w 12 osób, polecam zmniejszyć proporcje – nadzienie jest naprawdę syte)

600g boczku w plastrach (trzy małe opakowania 200g)

0,5kg mielonej kiełbasy wieprzowej (jeśli ktoś nie ma w domu maszynki do mięsa, można poprosić w sklepie o zmielenie)

3 duże białe cebule, obrane i poszatkowane

2 papryki czerwone, poszatkowane

2 papryki zielone, poszatkowane

200g pieczarek, poszatkowych (opcjonalnie – ja zrezygnowałam z tego składnika, ponieważ B. nie lubi grzybów)

150g masła

1 łyżka pieprzu

1 łyżka soli

2 łyżki przyprawy do drobiu

1 łyżka suszonej bazylii

1 łyżeczka czosnku w proszku

3 szklanki wody

2-3 bochenki chleba pokruszonego na małe kawałki (w zależności od tego, jak zwartą konsystencję ma mieć nasze nadzienie – ja dodałam dwa bochenki zwykłego pszennego chleba i bochenek chleba tostowego)

Przygotowanie:

Boczek wysmażamy na dużej patelni, aż będzie kruchy. Osuszamy na ręczniku papierowym, pokruszyć i odkładamy na bok. Mieloną kiełbasę smażymy na dużej patelni pod przykryciem na średnim ogniu. Do gotowej kiełbasy dodajemy bekon, cebulę, papryki, pieczarki oraz masło. Dusimy przez chwilę, po czym dodajemy wodę wraz ze zmieszanymi wcześniej przyprawami. Piekarnik rozgrzewamy do 175 stopni Celsjusza. Doprowadzamy zawartość patelni do wrzenia, po czym gotujemy, co jakiś czas mieszając, przez około 15-20min, aż warzywa będą miękkie. Stopniowo do naszej potrawy dodajemy kawałki chleba, aż do momentu, gdy cały chleb będzie nasączony wodą. Przekładamy do dużego naczynia żaroodpornego i zapiekamy przez około 40 min w piekarniku.

Smacznego!