W OBCYM JĘZYKU: CZYTANIE, SŁUCHANIE I OGLĄDANIE PO ANGIELSKU

2359 Wyświetleń 33 komentarze

Niejednokrotnie słyszałam radę, że oglądanie telewizji, czytanie gazet i magazynów oraz słuchanie radia po angielsku jest jedną z lepszych metod nauki języka. Dziś przyznaję rację wszystkim, którzy tak mówili i sama wręcz udzielam takiej złotej rady osobom, które pytają mi się jak szybko podszkolić angielski. Jednak moja przygoda z angielską telewizją, książkami i radiem zaczęła się stosunkowo późno, a mi dość ciężko było przekonać się do nauki w tej sposób. W dzisiejszej notce z cyklu W obcym języku, napiszę jak przekonałam się, a raczej zostałam zmuszona do korzystania z anglojęzycznych źródeł.

wobcymjezyku2

W ciągu wcześniejszych lat swojej edukacji robiłam kilka, a raczej kilkanaście podejść do czytania książek oraz magazynów anglojęzycznych. Książki szybko rzucałam w kąt, jeśli tyko na stronie pojawiło zbyt wiele słów, których nie rozumiałam – czytanie ze słownikiem w ręce nie było czymś dla mnie. Czas z książką miał być dla mnie przyjemnością, a nie gorączkowym wertowaniem po słowniku w poszukiwaniu słówek. Z magazynami było jeszcze gorzej. Pamiętam dobrze, że był taki cykl gazetek, gdzie na jednej stronie była wersja polska, a na drugiej angielska – zgadnijcie, którą stronę czytała kashienka? 🙂 Argument dokładnie ten sam – co to za przyjemność czytania, jeśli połowy nie rozumiem. Parę lat później przyszedł czas na filmy i seriale. Spróbuj bez napisów, słyszałam, podszkolisz język. Filmy odpadały z góry, było mi ciężko tłumaczyć sobie dialogi w głowie (co niestety robiłam) non-stop przez półtorej godziny, ale seriale przecież krótsze i łatwiejsze do zrozumienia.. Pamiętam, że uwielbiałam wtedy Desperate Housewives (pol. Gotowe na wszystko), ale wolałam je zdecydowanie oglądać z polskim tłumaczeniem. Wyjątkiem był moment, w którym nowy odcinek pojawiał się w Internecie, a polskie napisy nie były jeszcze dostępne. Wtedy ciekawość zwyciężała i oglądałam go po angielsku (rozumiejąc zresztą znakomitą większość), ale wraz z następnym odcinkiem powracałam do starych zwyczajów. Z amerykańskim radiem nie miałam styczności (a raczej nie chciałam mieć, bo w internecie można przecież znaleźć wszystko), a co do telewizji, to pamiętam kanały CNN i Fox News, ale oglądanie wiadomości zdecydowanie nie było moją ulubioną rozrywką. W internecie zdarzało mi się przeczytać coś po angielsku, ale zdecydowanie wolałam korzystać z polskich stron internetowych. Tak minęły lata mojej niechęci do korzystania z anglojęzycznych mediów i źródeł, języka (głównie oficjalnego i książkowego) nauczyłam się innymi metodami, ale potem przyszło mi przejść z teorii do praktyki...

… gdy wyjechałam do USA. Choć początki (kliknij tutaj) mówienia były całkiem łatwe i przyjemne, to kwestia korzystania z anglojęzycznych gazet, książek, radia i telewizji prędzej czy później musiała wyjść na wierzch. Gdy jechałam samochodem, włączałam radio z amerykańskimi audycjami, w telewizji – wszystkie programy po angielsku (nigdy nie natknęłam się na TV Polonia!), w sklepie, na stoisku z prasą, na próżno szukać polskiej gazetki, a w księgarni – polskiej książki do poduszki. Lata niechęci zrobiły swoje i na początku niechętnie korzystałam z amerykańskich odpowiedników. Gazet nie kupowałam, w radio, gdy tylko trafiałam na audycję to zmieniałam kanał na muzykę, książki czytałam nadal polskie, ściągane w formie e-booków, a telewizora nie włączałam wcale. Jednak na dłuższą metę tak się nie dało funkcjonować, bo brakowało mi papierowych książek, filmu obejrzanego w telewizji czy śmiesznej audycji w radio. To B. przekonał mnie do oglądania serialu w telewizji (dla ułatwienia z amerykańskimi napisami); pierwsze dwa odcinki były ciężkie, ale potem serial wciągnął mnie tak bardzo, że obejrzeliśmy razem całe osiem sezonów. Język mocno slangowy (ale czego się spodziewać po gangu motocyklowym z Kalifornii? :D), mnóstwo nowych słów – na początku co chwilę pytałam się B. o znaczenie jakiegoś wyrażenia, ale z odcinka na odcinek było coraz łatwiej, a po skończeniu ostatniej serii czuję się niemal ekspertem. Podobnie sprawa wyglądała z amerykańskimi filmami, na początku ciężko było mi się przestawić, ale z czasem nie zauważam dużej różnicy między oglądaniem filmu po angielsku, a w ojczystym języku. Jeśli chodzi o książki, to tutaj było nieco trudniej się przekonać. Znów kilka odłożyłam na półkę, aż końcu wpadłam na dobry pomysł, by zacząć od książek dla nastolatków (pisanych znacznie łatwiejszym językiem, niż te dla dorosłych) i książek, które czytałam kiedyś w polskiej wersji językowej. To zdecydowanie ułatwiło sprawę i w tej chwili coraz chętniej sięgam po współczesną literaturę amerykańską. Magazyny zaczęłam początkowo podczytywać u fryzjera czy kosmetyczki, aż oswoiłam się z tematem na tyle, by zacząć kupować także własne. Radio też przyszło z czasem, amerykańskie audycje przestały mnie wkurzać i być trudne do zrozumienia, a stały się dobrym źródłem rozrywki w samochodzie o 8 rano. Co więcej, tak zaprzyjaźniłam z tym korzystaniem z anglojęzycznych rzeczy, że nieświadomie zaczęłam korzystać z Internetu również w większości po angielsku – złapałam się na tym, że przed wyjazdem do Polski wpisałam w wyszukiwarkę „What to see in Warsaw?” (pol. Co zobaczyć w Warszawie?) zamiast zapytać o to wujka Google po polsku 🙂

Podsumowując mój przydługi wywód (kto przebrnął przez całość, ręka do góry) bardzo polecam taką metodę nauki języka. Zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest się zmobilizować do czytania, oglądania i słuchania materiałów anglojęzycznych, mając pod nosem wszystko po polsku 😉 Ale wiem także, że trudne są tylko początki. Jeśli nie zniechęcisz się po pierwszym, drugim czy trzecim razie, to później pójdzie już z górki. Gdybym kiedyś wiedziała, że to wszystko może być tak proste, na pewno nie poddawałabym się tak łatwo w przeszłości i nigdy nie nastawiała się tak negatywnie do nauki poprzez oglądanie telewizji, słuchanie radia oraz czytanie książek i magazynów po angielsku.. 🙂

A czy Wy lubicie korzystać z obcojęzycznych źródeł? Czy raczej idziecie na wygodę i wolicie polskie wersje językowe? 🙂 Czekam na Wasze komentarze!

Zapisz

33 Komentarzy
  • Kinga 23 czerwca 2015, 05:04 Odpowiedz

    Mam duże problemy z rozumiem ze słuchu i muszę w końcu nad tym popracować. Na razie oglądam filmiki na YouTube, później spróbuję z serialami. Co do książek to dwie po angielsku juz przeczytałam, a w kolejce czeka trzecia. Ja również polecam mlodziezowki albo książki życiowe np. autobiografie, bo język jest łatwiejszy

    • kashienka 25 czerwca 2015, 18:19

      Mnie też łatwiej jest zrozumieć słowo pisane, ale to podejrzewam przez fakt, że jestem wzrokowcem. Życzę dalszej mobilizacji w nauce języka 🙂

  • kosmetycznywidok.blogspot.com 23 czerwca 2015, 08:20 Odpowiedz

    niestety idę na wygodę i oglądam z lektorem ,wiem ,że to błąd ;p

    • kashienka 25 czerwca 2015, 18:21

      Ja z kolei nie znoszę głosu lektora, dlatego zawsze wolałam napisy, chociażby te polskie 😉

  • RoweremPoMałopolsce 23 czerwca 2015, 18:01 Odpowiedz

    Cześć. Wiem, że może nie pasuje to do tego postu, ale chciałbym powiedzieć, że masz na prawdę świetnego bloga i chciałbym abyś się ze mną skontaktowała poprzez email:adrianm422@interia.pl
    Chodzi o współpracę, jeśli nie jesteś nią zainteresowana to nie pisz, ale jeśli tak to jestem otwarty.

    Pozdrawiam,
    bloger z http://www.rowerempo-m.blogspot.com/

    • kashienka 25 czerwca 2015, 18:22

      Mail wysłany 🙂

  • Fitnesanka 23 czerwca 2015, 18:31 Odpowiedz

    Mój angielski jest kiepski i bardzo źle się z tym czuję ( w szkole miałam rosyjski i niemiecki) zaczęłam uczyć się z książek a seriale oglądam z lektorem. Po tym poście to się zmieni 😀 Desperate Housewives to jeden z moich ulubionych seriali 😀

    • kashienka 25 czerwca 2015, 18:24

      Miło mi, że zmobilizuję Cię do nowych metod nauki 🙂

  • jagodka 23 czerwca 2015, 18:51 Odpowiedz

    Swietna rada z tymi ksiazkami dla nastolatkow. Ja posune sie z tym dalej i poradze, zeby zaczynac od ksiazek dla dzieci. Podobnie z telewizja. Na poczatek polecam programy dla dzieciakow, typu Ulica Sezamkowa. Ja tak podciagnelam angielski zaraz po przyjezdzie do Stanow troche przez przypadek, bo zwyczajnie ogladalam z bratankami i siostrzenicami, a ksiazki czytalam dla nich. Ale poniewaz zorientowalam sie jak to super dziala, w podobny sposob nauczylam sie hiszpanskiego. Calkiem sama, bez nawet minuty z nauczycielem. Zaczelam od kursu w necie, zeby poznac absolutne podstawy. A potem ogladalam dzieciece programy i wypozyczalam z biblioteki ksiazeczki dla maluchow. W miare, jak rozumienie sie poprawialo, czytalam ksiazki dla coraz starszych dzieci, zaczelam ogladac serial dla starszych dzieciakow, az doszlam do doroslych ksiazek i seriali. Wydaje mi sie, ze to ma sens, bo imituje naturalny sposob przyswajania jezyka, nawet tego pierwszego 🙂 Kolejna rada z mojego doswiadczenia jest taka, ze na poczatek przy doroslych ksiazkach warto trzymac sie tego samego autora.

    • kashienka 25 czerwca 2015, 18:28

      Wow, jestem pełna podziwu dla Twojej samodzielnej nauki hiszpańskiego! To najlepszy dowód jak świetnie taka metoda działa – stopniowe przejście z książeczek dla maluchów do literatury i seriali dla dorosłych. Ja chyba nie mam w sobie tyle mobilizacji i samodyscypliny by rozpocząć teraz naukę kolejnego języka. Kiedyś rok uczyłam się hiszpańskiego więc pewne podstawy mam, mogłabym podszkolić go będąc w Stanach, ale obawiam się że jestem zbyt leniwa na samodzielną naukę niemal od zera 😉

  • english-at-tea 23 czerwca 2015, 20:51 Odpowiedz

    Uwielbiałam w Anglii oglądać tv z różnymi programami, nawet takimi których polskie odpowiedniki unikam szerokim łukiem 😉 oprócz wsłuchiwania się w akcent zwracałam uwagę na niepoprawne używanie gramatyki-czego było sporo. Fajnie, że masz do tego wszystkiego dostęp na wyciągnięcie ręki, żal byłoby nie korzystać 😀

    • kashienka 25 czerwca 2015, 18:31

      No i nie mam tutaj żadnej polskiej alternatywy 😉

  • Joanna Marek 23 czerwca 2015, 23:13 Odpowiedz

    Bardzo dobre rady …………Nie jest latwo, ale tez bylam i jestem zdana tylko na filmy po angielsku. Najlepiej oglada mi sie komedie i proste filmy. Rozumiem juz coraz wiecej, gorzej z mowieniem …..choc mowie znacznie lepiej niz kiedy przyjechalam. Nie jest to poprawna mowa ale najwazniejsze zeby sie dogadac.

    • kashienka 25 czerwca 2015, 18:33

      Dokładnie tak! Komunikacja jest najważniejsza. A błędy robią nawet rodowici Amerykanie, więc nie ma się czym przejmować 🙂

  • Paula 24 czerwca 2015, 08:40 Odpowiedz

    Dzięki za rady 🙂 lubię angielski 😛

    http://www.paulaintheusa.blogspot.com

    • kashienka 25 czerwca 2015, 18:35

      Samo lubienie to już połowa sukcesu 🙂 Najgorzej jest uczyć się czegoś, czego się nie cierpi!

  • Jak ciasto z kawą 25 czerwca 2015, 11:19 Odpowiedz

    Bardzo dobre rady 🙂 I najważniejsze – sprawdzają się one w praktyce, więc warto z nich skorzystać 🙂

    Oglądanie seriali w oryginalnej wersji, bez napisów czy lektora jest mi znane i przyznaję – baaardzo pomocne. I właśnie niedawno skończyłam śledzić losy "Gotowych na wszystko". Genialna produkcja 😀 Radia też czasami słucham po angielsku, ale niestety tak jak Ty kiedyś, wybieram częściej kanały na których jest więcej muzyki. Koniecznie muszę to zmienić 🙂 Za to wciąż nie mogę się przekonać do czytania książek w tym języku. Tak jak Ciebie, zraziło mnie tłumaczenie nieznanych mi słówek i zamiast czerpać przyjemność z czytania, na każdą stronę poświęcałam kilkanaście, w niektórych przypadkach nawet kilkadziesiąt minut. Bardzo mnie to męczyło, więc po kilku dniach i przetłumaczeniu kilku kartek, książka wracała z powrotem na półkę. Także pójdę za Twoją radą i "przesiądę" się na lektury dla młodszych, a do pozycji z bardziej skomplikowanym słownictwem wrócę, jak oswoję się z literaturą obcojęzyczną 🙂
    Ale najbardziej zazdroszczę Ci tego, że używasz angielskiego na co dzień. To jest chyba najlepszy sposób na naukę języka 😉

    • kashienka 25 czerwca 2015, 18:38

      Dokładnie – jestem żywym dowodem, że te metody działają :))) Mam nadzieję, że okażą się pomocne i dla Ciebie. A nauka języka zagranicą, gdzie jest się zdanym na mówienie wyłącznie w tym języku, to chyba najefektywniejsza metoda na świecie 😉

  • LIFE STYLERKA 26 czerwca 2015, 10:11 Odpowiedz

    Moim zdaniem takie otaczanie sie językiem z każdej strony, to jest super metoda:). Niestety z językiem jest tak, że jeśli się go nie używa, to "zardzewieje". Kiedy wróciłam ze Stanów, całkiem nieźle mówiłam po angielsku, ale potem przez kilka lat nie używałam go, a na dodatek zaczęłam się uczyć włoskiego i na tym języku sie bardziej koncentrowałam. Efekt był taki, że ciężko mi było mówić po angielsku. Dlatego tez zapisałam się na filologię, żeby sobie angielski odświeżyć, a przy okazji byc zmuszona do częstego kontaktu z językiem. Potem zaczęłam też uczyć i teraz mam kontakt z językiem na co dzień, więc jest mi o wiele łatwiej być na bieżąco. Jak oglądam ulubione seriale takie jak Przyjaciół czy Gotowe na wszystko, to w wersji oryginalnej, bo są wtedy o wiele fajniejsze.

    • kashienka 28 czerwca 2015, 18:40

      U mnie niestety dokładnie tak samo było z językiem niemieckim. Kiedyś mówiłam bardzo płynnie i na dobrym poziomie, ale lata nieużywania i skupienie się na angielskim (filologia) sprawiły, że większość zapomniałam i teraz ciężko mi sklecić kilka zdań w tym języku. Mam nadzieję, że jeśli kiedyś przyszło by mi do głowy, by sobie ten niemiecki odświeżyć, to wiedza, którą kiedyś miałam, magicznym trafem wróciłaby na swoje miejsce 😉

  • Patrycja Kubiak 28 czerwca 2015, 19:00 Odpowiedz

    Filmy i seriale tylko i wyłącznie po angielsku (nie jestem w stanie znieść polskiego lektora, który bardzo często spłyca sens wypowiedzi) ale oczywiście z napisami – przeważnie polskimi, gdy jestem w jakimś dniu ambitna to z angielskimi a gdy brak cierpliwości by czekać na napisy w jakiejkolwiek wersji językowej to po angielsku. Zdecydowanie wolę słuchać różnych akcentów i jednocześnie czerpać przyjemność z rozumianych słów bo to dowód, że lata nauki nie poszły na marne 🙂 Prasy i książek angielskich nie tykam z tych samych powodów co Ty, czasami przeczytam jakiś interesujący mnie artykuł w internecie. Prawda jest taka, że człowiek jest wygodny i leniwy i gdy nie ma potrzeby to nie nadwyręża się 😛

    • kashienka 30 czerwca 2015, 18:42

      Niestety, wewnętrzny leń czasem zwycięża 😉 Najważniejsze, że jeśli się zmobilizujesz to potrafisz zrozumieć treść filmu/serialu bez polskich napisów – to już bardzo wiele. A lektorów polskich też nie znoszę, dlatego prawie nigdy nie oglądałam filmów w TV.

  • Monika 1 lipca 2015, 13:24 Odpowiedz

    Ja rowniez filmy i seriale tylko po angielsku. Nie cierpie polskich, sorry ale wydaja mi sie jakies takie sztuczne i naciagne, zwlaszcza gra aktorska. Jesli chodzi o serial, ktory ogladalas po angielsku, to zapewne Sons of Anarchy? Rowniez i moj ulubiony, szkoda, ze sie skonczyl. Masz racje, ze z napisami po angielsku o wiele latwiej zrozumiec tresc, ja tez tak zaczynalam. Ksiazki tez obecnie juz tylko po angielsku, gdyz wyczailam, ze super sprawdzaja sie ebooki z miejscowej biblioteki, wygoda, za darmo i ile radosci:)

    • kashienka 5 lipca 2015, 18:44

      Dokładnie tak, chodzi serial o serial Sons Of Anarchy – ryczałam jak bóbr na końcówce ostatniego odcinka, ostatniej serii. Co do darmowych e-booków to nie miałam pojęcia, że biblioteki dysponują czymś takim – myślę, że wynika to z faktu, że ostatni raz w bibliotece byłam jeszcze zanim elektroniczne książki zostały wynalezione. Jak czytać uwielbiam, tak bibliotek, nie wiedzieć czemu, nie znoszę. Ale teraz wszystko idzie z duchem czasu 😉

    • Monika 13 lipca 2015, 20:03

      Ja tez do niedawna nie mialam pojecia. Super sprawa. Siedzisz sobie w domku i wybierasz ksiazki, ktore masz ochote przeczytac. Jesli sa akurat wypozyczone (na eboki biblioteki kupuja iles tam licencji wiec to dokladnie tak jak liczba ezgemplazy papierowych) wpisujesz sie na tzw 'hold" i czekasz az bedzie dostepna. Miejscowej biblioteki fizycznie rowniez nie odwiedzam, bo nie musze:) Polecam. Jestem pewna, ze w USA dziala to na tej samej zasadzie co w Kanadzie..

    • kashienka 14 lipca 2015, 18:45

      Świetna sprawa, na pewno wybadam możliwości w okolicy 🙂 Eh, swoją drogą nie miałam pojęcia, że teraz nie trzeba nawet odwiedzić biblioteki, żeby wypożyczyć książkę! Chyba faktycznie dawno nie byłam! 😉

  • daywithcoffe 1 lipca 2015, 21:08 Odpowiedz

    Nie raz próbowałam uczyć się w ten sposób, ale do angielskiego mam chyba n ajbardziej słomiany zapał na świecie. Lubię jednak czytać angielskie magazyny, choć kończy się to głównie na ich przeglądaniu. Nadeszły wakacje, to założyłam vocabukary journal- tym razem musi się udać 🙂
    Jeśli masz ochotę- zapraszam na wakacyjne linkowe party na moim blogu- zabawa grwa w najlepsze 🙂
    http://www.daywithcoffee.blogspot.com

    • kashienka 15 lipca 2015, 18:47

      Vocabulary journal to świetny pomysł. Zresztą każda metoda jest dobra, o ile jest skuteczna i do tego przyjemna 😉 A w linkowym party wzięłam udział 🙂

  • monica hein 10 lipca 2015, 18:17 Odpowiedz

    Ja tylko po angielsku mowie I czytam, raczej nje magazyny tylko ksiazki . poski tylko kiedy z rodzicami na Skype rozmawiam .. Wogile to polskiego juz prawie za pomnialam hahhaha I dlatego zaczelam czytac polskie blogi.

    • kashienka 23 sierpnia 2016, 18:49

      No niestety, tak to już tutaj bywa, jak nie mieszka się w blisko grupy Polonii tylko wśród samych Amerykanów. Ja staram się używać polskiego jak najczęściej, właśnie żeby nie zapomnieć, piszę bloga i kontaktuję się ze znajomymi/rodziną z Polski przez FB, maile no i Skype oczywiście 🙂

  • Kornelia 16 sierpnia 2016, 22:31 Odpowiedz

    Hej hej,
    dorwałam jakąś Twoją starą notkę, a oglądam Cię od niedawna, ale jak zobaczylam Gotowe na Wszystko to musialam cos tu od siebie napisac 🙂 po tej notce czuje, ze wezme sie za serial calkowicie po angielsku 🙂
    Pisz dla Nas jak najwiecej i po cichu czekam na dokladniejsza notke z mojej ukochanej Italii 🙂

    • kashienka 18 sierpnia 2016, 18:50

      Koniecznie – Desperate Housewives są jeszcze śmieszniejsze w oryginale 🙂
      A notka z Italii pojawi się na pewno, jak tylko ogarnę całą resztę zaległości na blogu :*

  • Julia 20 grudnia 2016, 01:10 Odpowiedz

    Komentarz piszę stosunkowo późno, aczkolwiek czuję potrzebę udzielenia się w tym temacie. Oglądanie filmów, seriali i czytanie książek to jest także mój ulubiony sposób na naukę języka. Ogólnie to jestem młoda (15lat), ale w moim otoczeniu jestem jedną z lepszych osób mówiących po angielsku w podobnym wieku, mówię zresztą też po hiszpańsku i każdemu polecam te metody ze względu na to, że to właśnie dzięki nim mówię w tych językach.
    Pierwszą taką przygodę miałam z hiszpańskim, kiedy to już ponad 3lata temu zakochałam się w piosenkach w tym języku, zaczęłam kurs, a niedługo po ogarnięciu podstaw zaczęłam oglądać hiszpańskojęzyczne telenowele bez żadnych napisów ani niczego! Seriale niewymagające, na początku można się było zdawać na obrazy i podstawowe słówka, a potem te wszystkie wyrażenia życia codziennego wchodziły do głowy i po roku nauki mogłam się pochwalić niezłym hiszpańskim, pomimo że nie byłam jeszcze nawet w gimnazjum. (Może to lepiej, że byłam młodsza, bo teraz, chociaż wiele lat temu to nie było, nie jestem już w stanie oglądać w taki sposób np po niemiecku… ale może to dlatego, że mniej przyjemny język☺️)
    Z językiem anfielskim nigdy problemów nie miałam, zawsze byłam jedną z tych lepszych, ale był on na dość typowym pzoiomie dla mojego wieku wydaje mi się i niczym się nie wyróżniał. I wtedy w połowie 1 gimnazjum weszłam mocno w pewnie fandom i znalazłam sobei takie swoje „shipy” i oczywiście jak każda taka nastolatka, lubiłam czytać o nich fanfictiony. Niestety jeden z tyxh shipów do popularnych nie należał i nigdzie nie mogłam znaleźć opowiadań po polsku, więc któregoś dnia stwierdziłam, zaszalejmy, szukamy po angielsku. Na początku czytałam te najłatwiejsze, później przerzuciłam się na te trudniejsze, których na samym początku nie byłam w stanie w ogóle zrozumieć i byłam zdziwiona jaka po tych paru tygodniach zaszła zmiana w moich zdolnościach językowych. Ogólnie nigdy nie sprawdzałam żadnych słówek (i do dziś tego nie robię, chyba że już naprawdę nie ma możliwości wywnioskować z kontekstu o co chodzi/słowo jest tak BARDZO ważne) i myślę, że to w pewnym sensie pomaga – pozwolić mózgowi pracować, żeby sam znalazł rozwiązanie zamaiat szukania wszystkiego w słownikach.;) Rok później zaczęłam już czytać normalne książki i od pół roku nawet thrillery/kryminały/książki psychologiczne nie sprawiają mi żadnego problemu. Nie lubię tylko urzędowych tekstów, ale tego nie lubię i po polsku. Dlatego jestem jak najbardziej za nauka języków poprzez tego typu rzeczy! To trochę śmieszne, ale pamiętam jak miałam taki okres, że rozmawiałam po polsku tylko w szkole, a potem cały dzień czytałam po angielsku/słuchałam muzyki i często czułam się tak jakbym mieszkała jakiś czas zagranixą, bo angielskie myśli zdarzały mi się przychodzić zamiast polskich! Super sprawa, jeśli chce się podszkolić dobrze język!

Skomentuj

Przepis wynik *