INNOŚCI W STANACH: POCZTA

3849 Wyświetleń 48 komentarzy

Inności w Stanach to chyba wasz ulubiony cykl, prawda? 🙂 Ja również bardzo lubię pisać posty z tej kategorii i pokazywać Wam kawałek codziennego życia za oceanem. W dzisiejszym odcinku opowiem Wam trochę o poczcie w USA. 

Mężczyzna w granatowym mundurku, ze zniszczoną skórzaną torbą wypełnioną po brzegi listami, dziarsko pedałujący na rowerze przez osiedle i panicznie bojący się psów wszelkiej maści – taki obraz pojawia się mi się w głowie gdy myślę o listonoszu 🙂 Nic z takich rzeczy w Ameryce! Myślę, że gdyby praca listonosza polegała tutaj na chodzeniu pieszo bądź jeździe na rowerze, to tutejsze społeczeństwo musiałoby wrócić do metody gołębi pocztowych, bo nikt nie zdecydował by się na takie wyzwanie. Raz, że dystanse do pokonania są dużo większe, a dwa – czy ja wspominałam kiedyś, że Amerykanie są arcyleniwi? 😉 Tutaj doręczyciele jeżdżą takimi oto dyliżansami – małymi jednakowymi samochodzikami amerykańskiej poczty. Ciężko mi określić w co są ubrani, bo od kiedy tu mieszkam, listonosza widziałam tylko i wyłącznie przez szybę, ponieważ na osiedlach domków jednorodzinnych praktycznie nie opuszcza on swojej limuzyny.

poczta1

Pewnie zastanawiacie się teraz jak oni to robią, że nie muszą wysiadać z samochodu by dostarczyć listy. Już śpieszę z wyjaśnieniem. Z pewnością kojarzycie z filmów amerykańskich takie charakterystyczne skrzynki na listy na osiedlach domków jednorodzinnych. Skrzynki zawsze ustawione są bezpośrednio przy drodze, nigdy przy samym domu. Właśnie to położenie skrzynek umożliwia listonoszom wrzucenie listów, bez wychodzenia z samochodu. A listy polecone, które trzeba podpisać? Tutaj to rzadkość. Od kiedy tu mieszkam dostałam trzy listy, które musiałam podpisać – wszystkie z Polski 😉 Praktycznie żadne listy nadawane z USA nie wymagają podpisu przy odbiorze, dlatego wszystkie lądują w skrzynce. O dziwo, nic nie ginie 😉 I żadnych awizo, żadnych powtórnych powiadomień, żadnych wizyt na poczcie by coś odebrać, uffff…

poczta6

Na skrzynce podany jest numer domu – nigdy nie spotkałam się jeszcze, by, tak jak w Polsce, był on podany  bezpośrednio na budynku.

Kolejna ciekawostka to wysyłanie listów. U nas list trzeba zanieść na pocztę bądź opatrzony znaczkiem wrzucić do specjalnej czerwonej skrzynki na listy. Tutaj list wysyła się… z własnej skrzynki pocztowej 🙂 Widzicie ten czerwony dynks na skrzynce? Jeśli go podniesiemy do góry to dajemy informację listonoszowi, że przed wrzuceniem tony makulatury do skrzynki, ma wyjąć z niej to, co chcemy wysłać i  zawieźć na pocztę. Powiem szczerze, że jak sceptycznie podchodzę do niektórych wymysłów tego leniwego społeczeństwa, to ten plan jest genialny w swojej prostocie. Oczywiście list, który zamierzamy wysłać musi być posiadać znaczek, ale ten można równie dobrze kupić podczas zakupów spożywczych w markecie, więc nie trzeba się fatygować na pocztę 😉

poczta3

W blokach skrzynki zdecydowanie bardziej przypominają te tradycyjne skrzynki polskie i w takiej sytuacji listonosz musi pofatygować się na korytarz blokowy by otworzyć je wszystkie – bowiem skrzynki (przynajmniej u nas) nie mają tej szczeliny na wrzucenie listu 😉 Jak widzicie przy pojedynczych skrzynkach nie ma „dynksa” który oznacza, że listy są w środku – ale za to jest specjalna „skrzyneczka” na listy przeznaczone do wysłania i codziennie jest ona opróżniania przez listonosza i zawożona na pocztę. Są też specjalna skrzynki na paczki (te duże na dole) – jeśli poczta ma do Ciebie paczkę to zostawia w Twojej skrzynce kluczyk z numerem dużej skrzynki, którą otwierasz dużą skrzynkę.

poczta7

No dobra, ale co wtedy, jeśli chce się wysłać paczką coś większego? No wtedy to już nie ma rady – trzeba się wybrać na pocztę i tam nadać paczkę 🙂

poczta2

 Ja po raz pierwszy pojechałam na pocztę po ponad roku mieszkania w USA…

… a na poczcie czekało mnie spore zaskoczenie, bo zamiast „pani Halinki” w okienku, zastałam to… :)))

poczta4

A na poważnie, to pani Halinka jedna jest, na mojej poczcie bodajże od 9-17 w dni robocze, ale zasadniczo to nie jest ona bardzo potrzebna, ponieważ paczkę można nadać samemu, korzystając z samoobsługowego automatu, który czynny jest 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu. Tam wybiera się opcje przesyłki, wpisuje kod pocztowy adresata, maszyna waży paczkę i nalicza opłatę, za którą płaci się kartą kredytową. Potem wystarczy paczkę umieścić w specjalnej wrzucie i przesyłka leci w świat. Szybko, sprawnie, bez kolejek 🙂 W Polsce swoje odstałam na pocztach, więc tutaj podwójnie cenię oszczędność czasową.

poczta5

 Poczta oferuje darmowe (!) koperty w różnych rozmiarach oraz kartony na paczki

O wysyłce paczki już napisałam, więc może jeszcze słówko o ich dostarczaniu (nie tylko za pomocą tradycyjnej poczty, ale i za pośrednictwem kurierów). Podczas gdy w Polsce przy doręczeniu zawsze wymagany jest podpis odbiorcy, tutaj listonosze i kurierzy kładą po prostu mniej lub bardziej wartościową paczkę pod domku jednorodzinnego drzwi i odjeżdżają (w przypadku bloku albo także zostawiają pod drzwiami, albo w tej dużej skrzynce na klatce schodowej, albo w biurze zarządcy budynku w specjalnym „paczkowym” pokoju). Kiedy na początku pobytu zdumiona zapytałam, czy to jest bezpieczne, tak zostawiać zamówiony towar na progu,/na korytarzu blokowym czasem na długie godziny, aż do powrotu właścicieli, bez żadnego potwierdzenia odbioru, wszyscy byli zdziwieni moim zaskoczeniem. „A dlaczego ktoś inny miałby wziąć Twoją paczkę sprzed domu? Przecież nie należy do niego”..

Wiedzieliście jak wygląda ten system pocztowy w USA czy dowiedzieliście się czegoś nowego z tej notki? Dajcie znać w komentarzach, będzie mi bardzo miło 🙂

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

48 Komentarzy
  • LIFE STYLERKA 9 czerwca 2015, 07:12 Odpowiedz

    Zgadza się, to mój ulubiony cykl:) i potwierdzam, mieszkając rok w stanach ani razu nie widziałam listonosza:).
    Kasiu, zapraszam Cię na tego tygodniowe Linkowe Party:)

    • kashienka 11 czerwca 2015, 03:32

      No właśnie, ja widzę tylko pocztowe samochodziki a nie listonoszy 😀
      A na linkowym party już byłam oczywiście :)))

  • justyn25 9 czerwca 2015, 11:55 Odpowiedz

    Hehehe w Chicago listonosz ma troszke trudniej, bo jednak musi wyjsc ze swojej malej limuzyny. Skrzynki sa przy domach 😉 Ale faktycznie poczta tutaj a w Polsce to dwa rozne swiaty! pozdrawiam 🙂

    • kashienka 11 czerwca 2015, 03:35

      Nie wiedziałam, że w Chicago skrzynki są przy domach – jednak Północ i Południe USA mocno się różnią 🙂 Pozdrowionka!

  • Anonimowy 9 czerwca 2015, 16:43 Odpowiedz

    Jaka oszczednosc czasu! Tez chce tak:-)))

    • kashienka 11 czerwca 2015, 03:36

      To chyba musisz rozważyć przeprowadzkę do USA 🙂 Poczta Polska nie zna pojęcia „oszczędność czasu”!

  • Anonimowy 9 czerwca 2015, 17:55 Odpowiedz

    Mieszkam w Mount Prospect, IL ostatnio listonosz zostawil mi awizo ze musze do jednego listu przyslanego do mnie doplacic 6 centow. Kopie awiza I 6 c wlozylam do zipper bag I zostawilam w skrzynce. Lubie tutejsza poczte ilez to czasu mozna oszczedzic I gardla nie zdzierac 🙂 Pozdrawiam.

    • kashienka 11 czerwca 2015, 03:38

      Boskie <3 Tak to tylko w Stanach! W Polsce pewnie wymagało by to z trzech wizyt na poczcie 😛

  • Magdalena S 9 czerwca 2015, 18:58 Odpowiedz

    O jeny ale super !! *~*
    Chce już tam mieszkać. Ostatni cytat najlepszy hah 😀

    • kashienka 11 czerwca 2015, 03:40

      Heh, dla nas wydaje się trochę nieprawdopodobny, ale taki właśnie mają tutaj sposób myślenia.
      Trzymam kciuki za realizację Twojego marzenia 🙂

  • Tyyna 9 czerwca 2015, 20:15 Odpowiedz

    Super z tym skrzynkami na listy:) Listonosze mają wygodniej 🙂
    Super tam masz:)

    • kashienka 11 czerwca 2015, 03:41

      Poczta amerykańska oszczędza czas swoich pracowników i mieszkańców 🙂 Dzięki!

  • Aga Wloch 9 czerwca 2015, 22:12 Odpowiedz

    Jeden z moich ulubionych cykli. Coraz bardziej chce tam mieszkac, choc chyba bardziej sie nie da 🙂

    • kashienka 11 czerwca 2015, 03:43

      Kochana, trzymam kciuki, żeby udało Ci się kiedyś przeprowadzić. Skoro tak bardzo tego chcesz, to musi się udać :* <3

  • Magda 9 czerwca 2015, 22:27 Odpowiedz

    Ja mieszkam w mieszkaniu, więc listonosz wychodzi z samochodu, żeby przesyłki powkładać do tych wszystkich szufladek (rozwiązanie podobne jak w Polsce w blokach, tylko te skrzyneczki są na zewnątrz) i nawet go kojarzę, bo zamawiam dość często przesyłki z Chin czy Korei i zdarza się, że trzeba podpisać 🙂 Jeśli nikogo nie ma to listonosz zostawia awizo, z którym można iść na pocztę, albo ustawić przez internet "redelivery" (można nawet to zrobić jednego dnia wieczorem i listonosz przyniesie paczkę/list na następny dzień). Kurierzy zostawiają większe przesyłki pod drzwiami, ale listonosz raczej nie (chyba, że jest naprawdę duża). Obok naszej zwykłej skrzynki jest też taka na duże przesyłki. Tam listonosz wkłada paczkę, zamyka na kluczyk i ten kluczyk wrzuca do naszej skrzynki (jak odbierzemy przesyłkę to zostawiamy kluczyk dla listonosza z powrotem w tej dużej skrzynce).
    U mnie z pobliskiego marketu można nadać paczkę, idzie się do obsługi klienta i mają tam taki pocztowy kącik (ale tylko do nadawania przesyłek).
    I jeszcze mi się przypomniało, że nie wspominałaś, że pudełka do pakowania, te dostępne na poczcie, są za darmo, można bez problemu wziąć takie do domu (albo nawet i kilka jeśli nie jest się pewnym jakie nam potrzebne) i w tam spokojnie sobie zapakować przesyłkę.

    • kashienka 11 czerwca 2015, 03:59

      Podoba mi się opcja „redelivery” – nigdy nie korzystałam, ale warto widzieć. Tak samo o nadawaniu przesyłek, muszę sprawdzić czy markety w pobliżu nie mają czasem takiej możliwości 🙂 Wspomniałam o pudełkach i kopertach za friko, to świetna opcja 🙂

  • its_kainka 10 czerwca 2015, 01:23 Odpowiedz

    w chicago wysiadaja ze swoich wozów i są ubrani w uniformy 🙂
    w blokach normalnie roznoszą listy pieszo 🙂

    • kashienka 11 czerwca 2015, 04:01

      Właśnie ciekawa jestem jak się ma sytuacja w blokach w Atlancie – pewnie podobnie, aczkolwiek na własne oczy nigdy tego nie widziałam 😉

  • jagodka 10 czerwca 2015, 01:49 Odpowiedz

    Ja tez mieszkam w Illinois i tez chcialam napisac, ze tu skrzynki sa najczesciej na domach, wiec listonosz czesto parkuje swoj powoz, bierze torbe z listami i wedruje wzdluz ulicy. Ubrany jest na niebiesko, ale w co dokladnie nie wiem, bo sie nigdy nie przygladalam za bardzo. Jako ciekawostke napisze, ze "moj" pan z UPS zawsze chodzi w krotkich spodenkach, nawet w srodku zimy.
    Kolejna ciekawostka jest taka, ze paczke tez mozna wyslac z domu. Trzeba tylko miec wage i drukarke. Jesli sie wie, ile wazy przesylka, mozna na stronie internetowej poczty ja oplacic, wydrukowac etykiete, okleic paczke i oddac listonoszowi.
    Wiele porzadnych sklepow internetowych ma darmowe przesylki w obie strony. Znam ludzi (czesto mlode mamy) kupujacych w ten sposob ubrania i buty. Odbieraja przesylki od listonosza, przymierzaja zakupione rzeczy i jesli im nie pasuja, pakuja z powrotem, przyklejaja dolaczone naklejki i oddaja paczke listonoszowi kolejnego dnia. To dopiero wygoda, prawda? 🙂
    Jeszcze jedna rzecz mi sie przypomniala. Mialam amerykanskiego listonosza w dalszej rodzinie i dzieki temu wiem, ze oni calkiem niezle zarabiaja, biorac pod uwage, ze praca ta nie wymaga zadnego wyksztalcenia. Wg wujka Gooogle w 2012 roku srednia roczna placa listonosza wynosila 53 tysiace dolarow. To sporo wiecej niz przecietna placa nauczyciela chociazby.

    • kashienka 11 czerwca 2015, 04:03

      Myślałam, że te skrzynki przy ulicy to w całych Stanach, a tu widzę, że Północ preferuje raczej skrzynki przy domach 🙂
      Ciekawa opcja z wysyłką paczki z domu – nigdy nie próbowałam, ale chyba kiedyś się skuszę. O sklepach internetowych wiem, moja host rodzina zamawia często z zappo.com po trzy, cztery pary butów, czasem różnych rozmiarów (dla dzieci), przymierzają wszystko, wybierają najlepszą parę a następnego dnia odsyłają resztę bez żadnych kosztów. Super sprawa 🙂
      Nie miałam pojęcia, że listonosze zarabiają więcej niż nauczyciele!!!!

  • Joanna Marek 10 czerwca 2015, 03:56 Odpowiedz

    No tak trafne spostrzezenia 🙂 Do mnie czasami listonosz puka do drzwi przynoszac jakas przesylke z Polski. Jesli chodzi o DHL czy UPS to nam sie zdarzylo, ze zginela nam przesylka z pod drzwi – to byly soki Monavie ….moze ktos myslam, ze to wino. 🙂

    • kashienka 11 czerwca 2015, 04:05

      To ciekawe, tutaj nigdy nie słyszałam o żadnej kradzieży spod domu. Ale zawsze zdarzają się wyjątki – dobrze, że tak rzadko.

    • Gosia 19 czerwca 2015, 04:13

      Mieszkam w Illinois i tutaj zdarzaly sie akcje ze co "madrzejsi" jezdzili za np. Autem UPS i zbierali wszystkie zostawiane paczki :0

    • kashienka 20 czerwca 2015, 04:07

      Ojaaa! Teraz to mi kopara opadła! Co za pomysł :> a ja tu Amerykanów chwalę za uczciwość…

  • Zastrzyk inspiracji 10 czerwca 2015, 18:26 Odpowiedz

    Ten cykl jest rewelacyjny! 🙂

    • kashienka 11 czerwca 2015, 04:08

      Dziękuję, mega mi miło 🙂

  • Aneta-blogmocnodygresyjny 10 czerwca 2015, 20:10 Odpowiedz

    Trafiłam tutaj przypadkiem ale już widze że na dłużej zagoszczę. USA to dla mnie magiczny świat i marzy mi się podróż do tego kraju. Tym chetniej poczytam bloga 🙂 A co do uslug pocztowych to rewelacja 🙂 I te darmowe koperty woooow! I czerwony dinks genialny w swojej prostocie 🙂

    • kashienka 11 czerwca 2015, 04:10

      Miło mi, że spodobało Ci się w moich skromnych progach 🙂 Sporo już opisałam, ale jeszcze więcej przede mną, także zapraszam do regularnych wizyt.
      Tak poczta za oceanem zdecydowanie wychodzi na plus w porównaniu z Pocztą Polską 😉

  • Kijankowo 11 czerwca 2015, 09:40 Odpowiedz

    Muszę przyznać, że dużo nowych rzeczy się dowiedziałam.
    Ale tak paczkę samą zostawi? U nas to by nie przeszło.
    Pozdrawiam

    • kashienka 13 czerwca 2015, 04:12

      Dokładnie! Też bałabym się w Polsce powiedzieć kurierowi, by zostawił paczkę pod drzwiami – zresztą chyba nie może nigdzie jej zostawić bez podpisu, prawda? Tutaj to jest całkowicie normalne i nikomu nawet nie przyjdzie do głowy zabranie nieswojej paczki.

  • Agnieszka Gębka 11 czerwca 2015, 12:30 Odpowiedz

    Świetny cykl, świetny blog. Lecę czytać dalej 🙂
    Pozdrawiam !!!

    • kashienka 13 czerwca 2015, 04:14

      Dzięki <3 Cieszę się, że Wam się podoba! :*

  • beo 11 czerwca 2015, 19:33 Odpowiedz

    Hej. Właśnie trafiłam na Twój blog. Też mieszkam w Stanach, w San Francisco. U nas tez jeżdżą takie samochodziki, tylko nie mamy skrzynek, więc listonosz musi wysiąść i obejść połowę bloku (tzn. ulicy).

    • kashienka 13 czerwca 2015, 04:15

      Zazdroszczę mieszkania w Kalifornii – zawsze mi sie marzyła słoneczna Cali 🙂
      Nie ma skrzynek, to gdzie listonosz wrzuca listy? 😛

  • english-at-tea 12 czerwca 2015, 20:13 Odpowiedz

    kurcze, zazdroszczę, bo ostatnio często bywam na poczcie..
    Koleżanka z NY opowiadała, że w blokach też zostawiają paczki pod drzwiami, a w takiej sytuacji z uczciwością bywa gorzej 😉 W UK byłam zaskoczona sprawnością poczty – zwykły list idzie mniej więcej tyle co nasz priorytet.

    • kashienka 13 czerwca 2015, 04:17

      W NYC jest taka mieszanka kulturowa, że też chyba nie miałabym dużego zaufania do wszystkich 😉 Tutaj też listy idą szybko: najzwyklejszy list za 49 centów idzie max 3 dni.

  • Head Divided 12 czerwca 2015, 21:29 Odpowiedz

    Jej, przyznaję, że prawie nic z tego nie wiedziałam! Jedyne co mi się kojarzyło, to te skrzynki pocztowe przy ulicach. Genialny pomysł z wysyłaniem listu ze swojej skrzynki i to na pewno wielka oszczędność czasu, tak samo jak samoobsługa z paczkami na poczcie. Choć przyznaję, że ja pewnie i tak na początku miałabym problemy z ogarnięciem tej maszyny i potrzebowałabym pomocy 😉
    Podoba mi się też taka mentalnośc amrykańska w stylu "To nie jest moje, więc nie ruszam". W Polsce taka pozostawiona paczka przed drzwiami pewnie by szybko znikła 😉

    • kashienka 13 czerwca 2015, 04:19

      Ja też na początku miałam pewien moment zawahania czy będę umiała obsłużyć maszynę – ale instrukcje są proste i przejrzyste (jak to USA:D) także nie było kłopotu. A oszczędność czasu i brak kolejek – bezcenne 😀
      Tak, uwielbiam tą mentalność, zwłaszcza tutaj na Południu, większość ludzi jest naprawdę mega uczciwa. W Polsce jeszcze trochę się musimy w tej kwestii nauczyć..

  • Patrycja Kubiak 13 czerwca 2015, 14:24 Odpowiedz

    W pierwszej chwili myślałam, że ten samochód listonosza to znany z filmów i seriali samochód z lodami 😛

    • kashienka 16 czerwca 2015, 04:21

      Ehhh samochód z lodami <3 Ty wiesz, że ja jeszcze nigdy nie widziałam tutaj samochodu z lodami? 🙂 Za to pamiętam ten polski, co swojego czasu jeździł po PPL, ten sygnał do tej pory mam w głowie!

  • Jak ciasto z kawą 15 czerwca 2015, 18:17 Odpowiedz

    Bardzo lubię ten cykl 🙂 Mimo, że byłam w USA kilka razy, to z wieloma rzeczami jeszcze się nie spotkałam, m.in. z samoobsługowym automatem do wysyłania paczek, albo z przydrożnymi skrzynkami pocztowymi. Super sprawa 😀 Czekam na więcej "inności". Pozdrowienia! 🙂

    • kashienka 16 czerwca 2015, 04:22

      Bardzo mi miło, że mogę podzielić się czymś nowym z moimi czytelnikami 🙂

  • My Home Rules 11 września 2016, 08:20 Odpowiedz

    Amerykanie uwielbiała ułatwiać sobie życie, poczta jest jednym z przykładów. Jak mieszkałam w Stanach listonosz zostawiał paczki pod drzwiami bez pokwitowania i nigdy nic nie zginęło!

    • kashienka 13 września 2016, 04:24

      Podoba mi się to, że nie trzeba podpisów a paczka leży i czeka pod drzwiami do naszego powrotu do domu. Mnie też nigdy nic nie zginęło więc mega sobie chwalę ten system 🙂

  • Asia 6 października 2016, 05:09 Odpowiedz

    W Chicago na przedmieściach np Arlington Heights, Prospect Heights czy Wheeling tez sa skrzynki pocztowe przy ulicy (takie jakie zaprezentowałas na zdjęciu) i codziennie obserwuje jak Pan
    listonosz podjeżdża swoim białym samochodzikiem, nie wychodząc z niego wrzuca listy. W zeszłym tygodniu miałam taka sytuacje, ze akurat ciągłam kontener na śmieci i podjeżdża jak co dzień listonosz i podaje mi prosto do ręki listy. Z tego co zaobserwowałam ma granatowy uniform. Mieszkałam tez w tzw condominium bloku gdzie (znów tak jak na twoim zdjęciu) jest rząd skrzynek gdzie listonosz wrzuca listy.
    Btw jestem tu od 4 miesięcy.

    • kashienka 10 października 2016, 23:37

      Ja też widziałam granatowy uniform! Mieszkamy w tej chwili w bloku i listonosz musi się pofatygować do skrzynek w budynku :)))) Ale widzę, że w Chicago jest podobnie z pocztą jak w Atlancie 🙂

  • Pata 13 stycznia 2017, 12:16 Odpowiedz

    już dla samej poczty warto było się przenieść za ocean 😀

    • kashienka 19 stycznia 2017, 20:36

      Nie tylko poczta jest tutaj fajna 😀

Skomentuj

Przepis wynik *